Piętnaście lat temu nastoletnia Kasia trafiła do domu Romy, nowej żony ojca, którą od razu potraktowała jako "złą macochę". Dzisiaj Katarzyna ma dwadzieścia dziewięć lat i wcale nie myśli o dzieciach. Te jednak otrzymuje niejako awansem – w jej poukładane dotąd życie nagle wkracza 4-letni Stanisław i 7-letnia Zuzanna, dzieci jej obecnego partnera.
Katarzyna z dnia na dzień staje się numerem dwa, traci swoją uprzywilejowaną pozycję i dodatkowo musi zmierzyć się z tymi samymi problemami, co wcześniej Roma. Dociera do niej, że rolę macochy trzeba dziś zdefiniować na nowo, zawalczyć o siebie, stanąć do walki z uprzedzeniami. I spróbować nie zwariować w świecie, który macoch po prostu nie lubi.
Jakie życie potrafi być przewrotne. Kasia z poprzedniej części sama związała się z mężczyzną z tak zwanego odzysku, który ma dwójkę dzieci z poprzedniego związku. Katarzyna staje przed nie małym wyzwaniem gdy sześcioletnia Zuzanna (nie Zosia) i czteroletni Stanisław (żaden Staś) mają zostać pod ich dachem przez dziesięć miesięcy.
Los lubi płatać figle, jak kiedyś Kasia zjawiła się w życiu Romy tak teraz ta dwójka pojawia się w jej życiu. Mało tego wraz z dziećmi pojawia się również kot, chomik i rybki.
Czy relacja Katarzyny z pasierbami ma szanse na polepszenie się? Czy Kasia podoła wyzwaniu? Jak trzydziestolatka ma się odnaleźć w nowej rzeczywistości?
Po przeczytaniu „Macochy” spodziewam się mniej więcej czegoś podobnego, że książkę będzie się dobrze czytało, ale jednak czegoś mi w niej zabraknie, jednak się myliłam. Tę książkę znacznie przyjemniej mi się czytało prawdopodobnie temu, że dzieci były w przybliżonym wieku do wieku mojego syna. Co sprawiło, że bardziej się odnajdywałam w tej historii. Ta książka wydawała mi się bardziej zabawna od poprzedniej.
Jednak w dalszym ciągu nie zmienia to faktu, że drażniło mnie to, że ojciec dzieci tak jakby w ogóle nie istniał, wszystkim zajmowała się właśnie macocha. Ja rozumiem, że o to chodziło w tej książce żeby pokazać tą relację macochy z pasierbami, jednak moim zdaniem ojciec też powinien mieć w to jakiś wkład, zwłaszcza, że to są jego dzieci.
Dużo ciekawsze jest również to, że to właśnie Kasia jest w takiej sytuacji, w jakiej wcześniej była Roma. Podobała mi się też relacja między właśnie główną bohaterką a jej macochą. Pokazywała, że z upływem lat wszystko się naprawdę zmienia, nawet to jak traktujemy drugą osobę. Nagle Roma i Kasia stały się sobie naprawdę bliskie, a ich relacja wręcz przyjacielska.
Podoba mi się również pomysł z grupą wsparcia dla macoch. Pokazały, że za wszelką cenę zawsze chcemy być tymi najlepszymi czy matkami czy macochami. A wystarczy czasem poprosić kogoś o pomoc lub po prostu porozmawiać by zrozumieć, że nie wszystko jest naszej głowie, że są też osoby, które mogą nam pomóc.
Co to bohaterów to oczywiście moje serce skradł Staś a raczej Stanisław. Możliwe, że temu, iż właśnie ma cztery lata tak jak mój syn. Książka też ukazuje, że dzieci są bardzo bezpośrednie, nie czują właśnie jeszcze takiego skrępowania, dystansu i to jest piękne. Oczywiście książka tak jak poprzednia jest napisana w formie pamiętnika / dziennika, co sprawia, że naprawdę bardzo szybko się ją czyta.
Ukochanym Kaśki jest facet z odzysku, rozwodnik i ojciec dwojga dzieci. Kiedy ich matka udaje się na dziesięciomiesięczny kontrakt naukowy do Chin, Kaśka nie ma wyboru, musi zaopiekować się dziećmi. Czteroletni Stanisław i sześcioletnia Zuzanna - zdrobnień swoich imion dzieciaki nie akceptują - robią wszystko, aby uprzykrzyć macosze życie.
Wszystkie opisy starć z przemądrzałymi dzieciakami są przezabawne. Natomiast, gdy Kaśka wpada w refleksyjny nastrój, czasami jej obyczajowo-dydaktyczne rozważania stają się nudnawe.
Książka jest kontynuacją powstałej szesnaście lat wcześniej historii, gdy Kaśka była w podobnej sytuacji jak obecnie jej mali pasierbowie. Pierwszego tomu nie czytałam, ale zaraz się za niego wezmę. Ciekawa też jestem, czy wobec niespodziewanej wiadomości docierającej do Kaśki w finale „Wkręconej w rodzinę” (na)pisze Natasza Socha trzeci tom cyklu.
Piętnaście lat temu nastoletnia Kasia zamieszkała w domu Romy, nowej żony ojca. Wtedy nastawiona do macochy wrogo, dziś staje po drugiej stronie „barykady” i sama staje się macochą.
Natasza Socha jest niezwykle dobrym obserwatorem rzeczywistości i potrafi to przelać na papier tak, że książka wciąga interesującą fabułą, ale i uczy, bo zawsze niesie za sobą przesłanie.
Naprawdę warto przeczytać i spojrzeć na temat z zupełnie innej perspektywy. Autorka daje taką możliwość, więc łapcie i czytajcie. Warto.
Ja książkę przesłuchałam i formę audiobooka również polecam.