Od kilku miesięcy rodzinne ogródki działkowe padają ofiarą wandali. Ktoś niszczy altanki, okrada domki, przekopuje kolejne działki. Zdaniem detektyw Matyldy Dominiczak, to nie są po prostu wybryki nastolatków. Jacyś ludzie czegoś tu uparcie szukają. Matylda pomaga w śledztwie komisarzowi Tomczakowi, jednocześnie prowadząc własną sprawę. Zdobywanie informacji wymaga wchodzenia w kolejne układy i wyświadczania przysług, które zaczynają się mnożyć jak grzyby po deszczu. Bystra pani detektyw wpada na trop szajki, mającej na sumieniu coś więcej niż tylko chuligańskie ekscesy.
Absolwentka Pedagogiki Specjalnej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, autorka powieści kryminalnych: Martwe Jezioro, Czy ten rudy kot to pies?, Zacisze 13 i Zacisze 13. Powrót. Pracuje jako asystentka osób niepełnosprawnych w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w Śremie. Kocha jazdę konną i rytmy latynoamerykańskie, zwłaszcza salsę. Namiętnie czyta Joannę Chmielewską, Stephena Kinga, Joe Hilla, Tess Gerritsen i Jeffery'ego Deavera.
Przy lekturze To nie jest mój mąż bawiłam się wyśmienicie. Książka ta nie była co prawda idealna, lecz i tak wspominam ją bardzo miło. Kiedy w zapowiedziach ujrzałam okładkę najnowszej powieści Olgi Rudnickiej – moja radość była ogromna. Nie mogłam doczekać się ponownego spotkania z Matyldą Dominiczak, która, no cóż, zawładnęła moim czytelniczym serduchem. Jak myślicie, czy kolejny tom serii o przygodach tej szalonej pani detektyw przypadł mi do gustu?
Od miesięcy ogródki działkowe stają się ofiarami i stale są przekopywane przez różnych wandali. Chuligani niszczą nie tylko ziemię, ale i altanki, a ponadto okradają domki. Matylda Dominiczak, bystra i uparta detektyw wychodzi z założenia, że ktoś tam czegoś szuka. Postanawia więc zagłębić się w tę zagadkę. Poza tym zadaniem zajmuje się też inną sprawą - która przyniesie jej kłopoty. Czy pani detektyw uda się rozwiązać obie zagadki?
Tak, jak w przypadku poprzedniego tomu serii, główna bohaterka całkowicie mnie sobie zjednała i sprawiła, że tę historię poznawałam z przyjemnością. Nadal uważam, że Matylda Dominiczak – mimo swojego roztrzepania i często nieprzemyślanego działania - jest postacią niezwykle charakterystyczną i autorka wykonała kawał świetnej roboty kreując ją. Gadatliwość Matyldy i jej opowiadanie wszystkich zdarzeń w sposób chaotyczny i często niezrozumiały sprawiły, że jeszcze mocniej się z nią zżyłam - przyznaję, że sama mam ten problem i moich opowieści często nie sposób zrozumieć. No cóż, bywa i tak.
Prowadzone sprawy, które przedstawiła nam tutaj autorka, były na swój sposób ciekawe i wciągające. Jednak nie ukrywam, że czegoś mi tutaj zabrakło, przez co w pierwszej połowie książki miałam wrażenie, iż jest ona przegadana. Zdecydowanie bardziej angażowała mnie tajemnica osoby podszywającej się pod pewnego bohatera, a sytuacja związana z działkami mniej mnie angażowała. Czym było to spowodowane? Nie mam bladego pojęcia.
Pióro autorki oceniam na bardzo dobre – mimo wszystko tę książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i lekko, a to zdecydowanie spowodowane było właśnie świetnym stylem pisania Olgi Rudnickiej. Śmiem nawet rzec, że Rączka rączkę myje to powieść idealna na długi wieczór lub jakiś ciepły wolny dzień, gdy chcemy po prostu się odprężyć przy dobrej lekturze. Szalenie cieszę się, że mogłam poznać tę historię i z równie wielką nadzieją teraz będę oczekiwać kolejnego tomu - zakończenie tego wprawiło mnie w osłupienie i no cóż, muszę dowiedzieć się, co tam się wydarzy dalej z pewnym bohaterem.
Jeżeli lubicie lekkie kryminały, podchodzące wręcz pod komedie kryminalne, to właśnie ta pozycja może Wam przypaść do gustu. Matylda Dominiczak nie zawodzi i mam wrażenie, że jeszcze nie raz zaskoczy swoich czytelników kolejną dziwną sprawą i równie dziwnymi sytuacjami.
Olgę Rudnicką pewnie wiele osób zna, w końcu wydała naprawdę już sporo powieści i to dobrych, co ważne. "Rączka rączkę myje" to trzeci tom serii o Matyldzie Dominiczak i dla mnie to jedno z ciekawszych spotkań z twórczością tej właśnie autorki. A że ostatnio zaczytuję się w komediach kryminalnych, to i po tę sięgnęłam od razu, w momencie kiedy odebrałam paczkę od wydawnictwa Prószyński i S-ka. Czasem już tak jest, że jak się na coś mocno czeka, to się nie może człowiek doczekać tak mocno, że chociaż dwie strony, chociaż pół rozdziału musi przeczytać choćby to było pod biurkiem w pracy, prawda?
Opowiem Wam po krótce, o czym jest ta część, ale pamiętajcie, że to seria i jednak czytać w kolejności będzie Wam wygodniej, aczkolwiek, jak zaczniecie od tyłu, też będzie zabawnie ;)
Jak na komedię kryminalną przystało, od razu dostajemy wątek... kryminalny właśnie. Rodzinne ogródki działkowe, które są często oazą spokoju, miejscem, w którym spotykają się ludzie na grilla, odpocząć, posielankować po prostu tym razem padają ofiarą wandalizmu. Nie dość, że są okradane, to jeszcze ktoś, a to przekopuje ogródki, a to niszczy altanki, no serio? Może gdzieś jest zakopany skarb typu złoty pociąg albo trup? Ktoś ewidentnie czegoś szuka. I tu pojawia się Matylda, której historię widzimy kilka lat wstecz, kiedy to się jeszcze uczyła i przy tej sprawie pomagała komisarzowi Tomczakowi. Śledztwo trwa w najlepsze, przysługi, układy, układziki i zaczyna się robić wręcz wesoło...
W każdym z tomów tej serii cofamy się kilka lat po to, by obserwować główną bohaterkę, kiedy to prowadziła śledztwa i tym razem również. Jest to bardzo ciekawy zabieg i mam nadzieję, że w miarę wydawania kolejnych części będziemy w miarę brnąć ku obecnym zmaganiom Matyldy, ale póki co czyta się świetnie. Atmosfera jest dość komiczna, ale to w końcu komedia kryminalna. Najzabawniejsze są monologi Matyldy, ale również dialogi pomiędzy bohaterami, przy których można się mocno uśmiać. Muszę też zaznaczyć, że spotykamy w tej części osoby, które już znamy z poprzednich dwóch i tu można sobie lekko popsuć zabawę jeśli się ich nie zna. Są oczywiście też nowe postacie, równie mocno dostarczające powodów do śmiechu.
Jeśli nie lubicie, nie znacie komedii kryminalnych lub do tej pory uważaliście, że co kryminał, to kryminał, a komedia, to komedia, to to jest dobry moment i odpowiednia książka, aby się przekonać o tym, że to idzie w parze. Polecam!
A Wydawnictwu Prószyński bardzo dziękuję za egzemplarz!
„- Dokąd jedziemy? Dokąd, a nie gdzie, słyszałaś to, Matylda? Słyszałaś? Przestań się ekscytować, idiotko! Co z tego, że potrafi prawidłowo używać zaimków?!”
Detektyw Matylda Dominiczak znów na tropie!
Na terenie ogródków działkowych od kilku miesięcy dochodzi do dewastowania altanek, domków i przekopywania kolejnych działek. Ktoś ewidentnie czegoś szuka i nieudolnie próbuje ukryć swoje zamiary. Sprawa wydaje się beznadziejna, ale oczywiście ekspertką od tego typu spraw jest pani detektyw – Matylda Dominiczak. Kiedy jednak współpracuje z komisarzem Tomczakiem i przypadkowo zyskuje do pomocy jeszcze przystojnego, byłego policjanta, to zdecydowanie sprawa nie może zostać rozwiązana bez komplikacji i nieprzewidzianych okoliczności. Czy pani detektyw i tym razem ujdzie z życiem? Czy dzięki szczęściu i przypadkowi uda jej się rozwikłać kolejne zagadki?
Olga Rudnicka ma już na swoim koncie wiele komedii kryminalnych. Mimo, że najmilej wspominam cykl o Nataliach, to seria o detektyw Dominiczak, z pozycji na pozycję podoba mi się coraz bardziej. Jak można nie polubić szalonej Matyldy, która rozmawia sama ze sobą oraz dwoma innymi głosami w swojej głowie, które często płatają jej figle i nie pozwalają nadążyć za nią swoim rozmówcom. Mimo, że większość spraw rozwiązanych przez nią dzieje się przez przypadek i przy wielkim udziale szczęścia jest doceniana przez innych.
Kolejny tom przygód bardzo mnie wciągnął – jednocześnie toczyło się kilka spraw i mimo, że wydawać by się mogło, że w żaden sposób się nie łączą to autorce udało się połączyć je wszystkie w spójną całość. To wszystko oczywiście przyprawione dużą dawką dobrego humoru oraz słowotokiem głównej bohaterki dało naprawdę dobry efekt. Jedyną rzeczą, której mi zabrakło to wyraźnego zwrotu akcji. Miałam wrażenie, że akcja cały czas rozgrywa się na tym samym poziomie i nie angażuje mnie w rozwiązanie sprawy, mimo, że jak już wspomniałam czytałam ją z zainteresowaniem i ciekawa byłam finału spraw. Jeśli chodzi o zakończenie, to sugeruje rozwiązanie całej zagadki dopiero w kolejnym tomie, także trudno mi nawet je ocenić.
Książkę śmiało mogę polecić wszystkim, którzy lubią komedie kryminalne. Według mnie nie trzeba znać poprzednich części, aby sięgnąć po tę pozycję. Ale jeśli już sięgniecie po „Rączka rączkę myje” to koniecznie będziecie musieli zapoznać się z kolejnym tomem.
Przez dwa tygodnie na przełomie października i listopada 2010 roku Matylda Dominiczak zajmuje się dwoma aferami, których kaliber może okazać się znacznie cięższy niż się początkowo wydawało. Szefowa zleca jej odnalezienie fałszywego klienta i wyegzekwowanie opłaty za usługę wykonaną przez kolegę z detektywistycznego biura. Z kolei razem z niezbyt lotnym komisarzem Tomczakiem usiłuje Matylda wyjaśnić zagadkę rozkopywania ogródków działkowych, najpierw przez niezidentyfikowanych wandali, później przez dzierżawców działek.
Dość szybko wychodzi na jaw, że proceder kradzieży tożsamości przez oszustów dotknął również środowisko półświatka, z czym wiąże się przedstawiona Matyldzie tzw. propozycja nie do odrzucenia. Kwestę kopaczy działkowych pozostawia autorka w tym tomie bez definitywnego rozstrzygnięcia, zapowiadając że „ciąg dalszy nastąpi”, co mocno mnie zirytowało.
Prawdę mówiąc choć w obydwu kryminalnych wątkach jest sporo zabawnych epizodów - ich gwarancją jest przede wszystkim pokręcona osobowość Matyldy przejawiająca się zarówno w przeprowadzaniu przez nią przesłuchań, jak i w jej wewnętrznych monologach - sama konstrukcja afer, ich linearny przebieg ciągnie się jak flaki z olejem. Na szczęście Matylda monologuje sama ze sobą ustawicznie, na różne, także ogólnożyciowe tematy, zawsze manifestując niepowtarzalny skojarzeniowo-dygresyjny kunszt. Do tego dochodzą typowe dla prozy Olgi Rudnickiej dialogi na cztery nogi prowadzone w najrozmaitszych osobowych konfiguracjach, z udziałem członków rodziny pani detektyw oraz jej starych i nowych znajomych.
W poprzednich książkach Olgi Rudnickiej też dochodzi do przestępstw i w rozwiązaniu zagadek kryminalnych biorą udział pierwszoplanowe bohaterki, zawsze postaci wyraziste, z charakterystyczną osobowością. Jednak fakt, źe Matylda Dominiczak obrała karierę zawodowego detektywa zmienia proporcje w układzie motywów fabuły, prowadzi do wzmocnienia wątków kryminalnych. W tej powieści nie przyniosło to, moim zdaniem, najlepszych rezultatów.
Seria dostarcza świetnej rozrywki, sporej dawki dobrego umoru. Akcja mknie i wciąga czytelnika w wir niesamowitych wydarzeń, dziwnych zbiegów okoliczności, zabawnych pomyłek i intryg... https://korcimnieczytanie.blogspot.co...
Idealna lekka książka na poprawę humoru . Pani Olga jest w formie pisarskiej, postacie są genialne. Roztrzepana prywatna detektyw która jakimś cudem wpada na trop przestępców i rozwiązuje sprawę To jest to co do dobrej rozrywki jest potrzebne. Polecam . Śmiałam się do łez.
Ocena 3.5/5, w książce zostały opisane dwie sprawy, gdzie tylko jedna została rozwiązana. Głównej bohaterki nie polubiłam, denerwowała mnie, ale podobno to znaczy, że została dobrze opisana.
Uwielbiam Matyldę. momentami mam wrażenie, że jest tak samo zakręcona jak ja, plecie trzy po trzy, mało kto rozumie jej skróty mózgowe i jest po prostu zajebista w tym co robi. Uwielbiam tą postać.