Trochę się zawiodłam na tym tomie. Miałam wrażenie, że był niepotrzebnie rozwleczony w niektórych momentach, wiele scen wydawało mi się wręcz niepotrzebnych…
Poza tym, ja rozumiem, że to jest komedia kryminalna, ale w tym tomie komedia opierała się na znalezieniu każdej możliwej wady naszego najbardziej znienawidzonego sąsiada i napakowanie ich w postaci w tej książce. Do pewnego momentu było to nawet śmieszne, ale później było… nie tyle żenujące, co wkurzające i męczące.
Sama część kryminalna też nie była tak interesująca i intrygująca jak w poprzednich częściach (chociaż tutaj przyznaje, w ogóle nie spodziewałam się takiego obrotu spraw). Była wręcz rozciągnięta, rozwalona, chaotyczna; widać było, że autorka chciała trochę namieszać w mózgach czytelników, jednak namieszała ona tak bardzo, że koniec końców nie wiedziałam co się dzieje i do czego to zmierza, a przez co koniec wręcz wymęczyłam… no, może nie całkiem sam koniec, ale tak ostatnie 30/40%, z wyłączeniem ostatnich kilku stron.
Mówiąc o końcu… TAK SIĘ TYCH SPRAW NIE ZAŁATWIA! Nie dość, że było to totalnie z kosmosu wzięte, to jeszcze jest tak bardzo polsatowe… że nie wiem co mam ze sobą zrobić! Szkoda tylko, że opis następnej części od razu zdradza to zakończenie 🙄