Z materii przeżyć, nagromadzonych w trakcie trwającej wiele miesięcy i liczącej tysiące kilometrów rowerowej wyprawy z Patagonii na Alaskę, autor maluje słowem pojedyncze, pozornie banalne i niewiele znaczące obrazy - porysowany blat stołu, mężczyznę sprzedającego plecaki, porzuconą paczkę chipsów, odpoczynek pod sklepem, spotkanie z miejscowym wykidajłą, zalany aparat fotograficzny czy wizytę w domu zamieszkanym przez rudą kotkę.
Owe opisy stają się osnową fabularnej opowieści o wypełnionej zaistnieniami drodze, która - choć przebyta w realnie istniejącym świecie - prowadzi czytelnika poza empiryczną rzeczywistość, do krainy wewnętrznych przeżyć, gdzie czas i przestrzeń tracą na znaczeniu, wydarzenia niezauważalnie się zapętlają, fakty zlewają się z baśniami, a opisywana historia balansuje na krawędzi snu, stanowiącego w tej utkanej z marzeń opowieści niezwykle sugestywną metaforę każdego ludzkiego życia.
„Nie mam pojęcia, dlaczego przedkładam drogę ponad dom, trud ponad wygodę, samotność ponad rodzinę i przyjaciół, ryzyko i niepewność ponad spokój i bezpieczeństwo. Może po prostu lubię być w drodze. Podobno wędrowne ptaki tak mają. Odnajdują wewnętrzny spokój i są szczęśliwe tylko wtedy, kiedy są w ruchu. Latać nie mogę, więc jeżdżę rowerem. Jeżdżę, aby jeździć. A reszta to tylko dodatki. Do szczęścia.” Sięgając po książkę o podróży, liczyłam na opisy miejsc, przyrody, dynamizm. W książce „Zaistnienia”, które swą formą przypominają mi tak dawno nie czytane eseje – dostałam zapis drogi. Nie jest to jedynie droga fizyczna, kilometry przebyte przez Piotra Strzeżysza rowerem. Jest to też jego wewnętrzna droga. Spotykani na trasie ludzie dokładają po cegiełce do jego „ja”, dopełniają jego osobę nowymi doświadczeniami, opowieściami, życiowymi prawdami. Jest to książka, którą można czytać powoli i można się nią delektować. Miejscami surowa, aż do bólu prosta. W innych fragmentach melodyjna, barwna, zawoalowana, pokazująca piękno tamtejszego świata. Rozdziały książki konsekwentnie tytułowane (Zatęsknienia, Zapatrzenia, Zamyślenia itd.) tworzą mikrohistorie, które można czytać osobno, do których można powracać. Ale zestawione w całość dają wizję kojącej wyprawy, choć okraszonej strachem czy niebezpieczeństwem, to jednak dającej poczucie spokoju i wizję świata przedstawionego oczami wrażliwego na piękno autora. Nie jest to typowa powieść podróżnicza. Ciężko byłoby ruszyć śladem Piotra Strzeżysza. Prowadzi nas bardziej od osób, do osób, niż przez konkretne miejsca. „Zaistnienia” w czasie kiedy musimy pozostać w domach, wywołuje tęsknotę. Za tym, aby wsiąść na rower, poczuć wiatr we włosach i po prostu jechać przed siebie bez celu.