Interesująca pozycja z gatunku finansowych książek "pozasystemowych". Głównym przesłaniem jest inwestowanie w metale szlachetne oraz metale strategiczne kosztem odrzucenia całkowicie "mainstreamowych" metod typu nieruchomości, lokaty bankowe, papiery wartościowe.
Co mi się podobało: - poczucie humoru autora. Rzecz bardzo zależna od gustu ale w moim wypadku te wszelkie ironiczne komentarze, "docinki" i gra słowna na linii autor-czytelnik sprawdziły się. Myślę, że to przeważyło nad oceną w postaci czterech, a nie trzech gwiazdek. Książkę czyta się szybko i lekko. - fajnie wytłumaczone patologie obecnego globalnego systemu finansowego. Autor w obrazowy sposób przedstawił swoją interpretację - kto tak naprawdę "trzyma władzę" oraz gdzie prowadzi coraz większy dodruk pieniędzy przez FED i EBC - ciekawy i mocno refleksyjny rozdział o inwestowaniu w nieruchomości + analiza sytuacji w Polsce vs inne kraje - łatwe do zrozumienia i logiczne argumenty za inwestowaniem w złoto i inne metale szlachetne. "Naiwne inwestowanie" lub "reguła trzech zbiorów". Interesujące (wręcz szokujące) porównania wartości dóbr w przeliczeniu na złoto lub waluty na przestrzeni lat (czasem nawet tysięcy lat).
Co mi się nie podobało: - praktycznie całkowity brak źródeł i referencji do innych pozycji :) Rozumiem przesłanie autora mające na celu "otworzenie oczu" u obywateli Polski. Rozumiem też, że większość książek i publikacji finansowych jest po "przeciwnej stronie barykady" i jest to wiedza, którą najczęściej trzeba odrzucić. Cała książka jest właściwie takim "protest song" w odniesieniu do całego świata finansistów.
Jako podsumowanie daję cytat, który najbardziej wbił mi się w pamięć i fajnie oddaje klimat książki: "Zamożność kraju jest wprost proporcjonalna do poziomu edukacji społeczeństwa oraz do średniego IQ obywateli."