To nie moje pierwsze spotkanie z Thomasem Arnoldem, bo miałam przyjemność poznać autora na targach i mam nawet „Mauzoleum” z dedykacją. Jednak „Trzecia córka” to pierwsza przeczytana przeze mnie książka autora, choć po jej lekturze mam ochotę szybko nadrobić i tą, która cierpliwie czeka na półce.
Gdy do szpitala przywieziona zostaje poraniona nastolatka, Jade Reflin wraz z Gregiem Ruckerem próbują wyjaśnić tą niejasną sprawę. Ten zmagający się z otyłością policjant, do tego niereformowalny podrywacz i męski szowinista nie wróży dobrej współpracy, jednak Jade nie ma wyjścia, bo poszkodowana chce rozmawiać tylko z nim. Od razu nasuwa się pytanie dlaczego? I kim jest ta zagadkowa dziewczyna?
Nieoczekiwanie, zwykła z pozoru sprawa przynosi kolejne ofiary, których nikt nie mógłby się spodziewać. Szybko okazuje się, że Jade drążąc w przeszłości odkryje jej drugie, a nawet trzecie dno. Na jaw stopniowo wychodzą skrywane przez lata tajemnice, a każdy ma tu coś do ukrycia. Czy zasada zamiatania pod dywan okaże się ważniejsza, niż prawda? Czy w hermetycznej społeczności fakty naginane są do rzeczywistości, w której "wszyscy wygrywają"?
Autor stworzył thriller pełen zagadek, mylnych tropów i zaskakujących zdarzeń, dzięki czemu praktycznie się go nie czyta, a pochłania. Klimat amerykańskiego miasteczka podszyty nutą obłędu i dopełniony mocnymi, realnymi bohaterami, czyni z niego prawdziwą gratkę dla każdego miłośnika thrillerów. Dałam mu się porwać od pierwszych stron i nie raz, będąc przekonaną o słuszności własnych teorii, wpadałam w pułapkę zastawioną przez autora, który skrzętnie skrywa wszystkie karty, by wyciągać je kolejno w najmniej spodziewanym momencie. Macie odwagę zmierzyć się z autorem w tej pokerowej rozgrywce?