Marianna otrzymuje dziwną zieloną kopertę z zagadkowym zaproszeniem na ślub. Odżywają wspomnienia: przyjaźń, radosne chwile i... zdrady. Czy po latach trójka przyjaciółek zdoła wyjaśnić wszystkie wydarzenia z przeszłości i dalej żyć zgodnie?
Przeglądając nowości na Woblinku wpadła mi w oko ta okładka. Przeczytałam opis i z myślą, że to będzie lekkie, łatwe i przyjemne czytadło, zabrałam się do czytania.
No i pomyłka, żadne tam czytadło! To jest piękna opowieść o przyjaźni, takiej na całe życie, o miłości, o tym, jakimi krętymi ścieżkami czasem prowadzi los, na jakie próby wystawia. Nie tak łatwo mnie wzruszyć książką, a tutaj autorce się udało po wielokroć. Podczas czytania tej króciutkiej historii trzech kobiet popłakałam się kilka razy. Do porządku doprowadzały mnie uparcie wciskane przez autorkę opisy strojów bohaterów. Jakie to było dziwne! I jak ja nie znoszę zbędnych opisów, tak powtarzalność tego jednego typu była na tyle dziwaczna, że aż mi się spodobało!
Nie mogę znaleźć żadnych informacji o autorce i jej poprzednich dziełach, dlatego spekuluję, że to był debiut. I jeśli mam rację, to czapki z głów. Nic więcej nie powiem, bo to po prostu należy przeczytać.
„Zielona koperta” to fascynująca opowieść, aż wierzyć się nie chce, że na nieco ponad stu stronach autorka podjęła tyle wątków i tematów, przedstawiła nam tyle postaci i tyle zawirowań losu. Książka zdecydowanie przypadła mi do gusty, szkoda tylko, że jest taka krótka. Chciałoby się więcej, znacznie więcej. https://korcimnieczytanie.blogspot.co...