Intymna opowieść o miłości dziecka do babci - o tym, co takie uczucie daje i zabiera. O dziecięcej wrażliwości wobec świata dorosłych. To historia relacji, która nieświadomie zostawia w nas ciche słowa, drobne gesty i sceny z codzienności, które niesiemy potem w sobie przez całe życie. Czas mija, a te ślady ma w sobie każdy z nas. Pamięć gubi tak wiele, lecz postać babci zostaje. Więc może lepiej było jej nigdy nie poznać?
Poprosiłem mamę, żeby trzymała słuchawkę przy jej uchu. Mówiłem, że za nią tęsknię, że niedługo do niej przyjadę. Zapytałem, czy mnie jeszcze trochę kocha. Słyszałem, że bardzo chciała odpowiedzieć. Zniekształcone "kocham" przysporzyło jej dużo trudu. A mnie szczęścia. Pamiętam je do dziś. Bo miłość czasami może być lekko zdeformowana. (fragment książki)
Moim zdaniem zbyt nużąca i prozaiczna, choć domyślam się, że taka miała być. Nie porwała mnie i niekoniecznie ujęła, choć można niekiedy ujrzeć ukryte piękno w tych zwyczajnych, codziennych czynnościach i sytuacjach. Z pewnością osoba po stracie kogoś bliskiego może się utożsamiać z pewnymi przemyśleniami
Gorzka tęsknota Relacje rodzinne to temat, który w literaturze chyba lubię najbardziej – im bardziej złożone, tym lepiej! W najnowszej powieści Wiktoria Krajewskiego wyjątkową rolę pełni babcia narratora. Piszę: “pełni”, bo chociaż odeszła, jest ciągle jedną z najważniejszych osób w jego życiu. I chociaż dobór tematyki nie wydaje się zbyt oryginalny, możecie wierzyć mi na słowo – ta relacja niejednokrotnie Was zaskoczy.
Są ludzie, których odejścia nie da się zapełnić nikim innym. Ludzie niezastąpieni, dzięki którym poznajemy świat, zyskujemy nowy punkt widzenia i życiowe doświadczenia. Nie musi to jednak oznaczać, że relacje z tymi ludźmi są idealne i sielankowe, jednak ich zniknięcie sprawia, że ich wady przestają nam przeszkadzać, a z czasem nawet zaczynamy tęsknić nawet za nimi.
Babcia, o której w tym przypadku mowa, to niepozbawiona uroku osobistego manipulantka, której jednocześnie nie sposób nie polubić – mimo wszystko. Relacja, jaką tworzy z wnukiem nie przypomina stereotypowych historii o idealnej babuleńce, która jest ucieleśnieniem ciepła i anielskiej cierpliwości. Babcia swój charakterek ma.
Powieść Wiktora Krajewskiego rozbraja szczerością niedojrzałego bohatera. Sama treść jest również po dziecięcemu naiwna, jednak ma to swój urok. "Chciałbym nigdy cię nie poznać" niestety nie jest powieścią pozbawioną wad, wśród których najbardziej rzuca się w oczy specyficzny styl pisania – nagminne stosowanie bardzo krótkich zdań prostych lub nawet równoważników. Zupełnie jak gdyby autor chciał coś podkreślić, ale zabrakło mu innych środków wyrazu. Można jednak przymknąć na to oko, jednocześnie mając nadzieję, że następna powieść Wiktora Krajewskiego będzie jeszcze lepsza.
"Chciałbym nigdy Cię nie poznać" to osobiste wyznanie, pełne emocji; miłości, bólu, a nawet złości po stracie bliskiej osoby z którą autor był mocno związany. To wspomnienia, okruchy chwil spędzędzonych wnuka z ukochaną babcią. Ale nie ma tu idealizowania, a wręcz na każdym kroku pojawia się żal, ogromny smutek i niezrozumienie, że odeszła, że już jej nie ma, choć obiecała, że będzie. To żałoba, która trwa, która nie została jeszcze przerobiona i brak tu pogodzenia się z sytuacją, która spotkała autora już wiele lat temu. A może ta książka jest próbą rozliczenia się z tego, co boli i mierzi, próba nazwania uczuć i emocji, które przez lata tkwiły nienazwane, niewypowiedziane. I chyba nie da się przejść obok niej obojętnie, zwłaszcza osobom, które doświadczyły podobnej straty. I we mnie uderzyły te wyznania, i we mnie obudziły się wspomnienia, bo i ja miałam ukochaną babcię, i to ona była pierwszą tak bliską mi osobą, która odeszła i zostawiła po sobie pustkę. I długo nie mogłam w to uwierzyć. I choć brak we mnie złości, że umarła, to wciąż czuję niedosyt, jakąś pretensję do siebie samej, że za mało było tych rozmów, za mało czułości, za mało bycia razem. Byłam za młoda, za bardzo zachłysnęłam się światem, pędziłam gdzieś i tylko na chwilę przystawałam, aby z nią pobyć, aby się w nią wsłuchać. I wiele bym dała, żeby do końca poznać jej historię i ją zrozumieć. Jestem pewna, że teraz bym ją bardziej zrozumiała. I ta książka przypomniała mi, choć nigdy nie zapomniałam, te chwile niesamowitej bliskości, miłości, oddania i poświęcenia, którymi obdarzyła mnie moja babunia. Jej cząstka jest we mnie i na zawsze już zostanie. Ja cieszę się, że ze mną była, że ją poznałam i każde wspomnienie jest tego warte. "Chciałbym nigdy Cię nie poznać" to taka chwila na refleksję i wspomnienia, czytając tak osobiste wyznanie nie jesteśmy w stanie nie odnieść się do własnych uczuć i emocji.
„Chciałbym nigdy Cię nie poznać” to moja pierwsza przeczytana powieść Wiktora Krajewskiego. Historia miłości babci i dziecka pokazana w bardzo płytki, wręcz powierzchowny sposób. Opisywane krótkie historie i wyrywkowe rozmowy, z życia obydwu bohaterów nie wnoszą nic... Co prawda, można się w nich dopatrzeć prawdziwości, bo niektóre stwierdzenia użyte w książce, są z pewnością używane w wielu domach, ale jedyne co czuje po przeczytaniu tej książki, to rozczarowanie i niechęć do czytania innych powieści Krajewskiego.
Książka o stracie i o pamięci, o prozaicznej codzienności, która najwięcej mowi o człowieku. O miłości dziecka do babci i to takiej nieidealnej miłości, bo ludzie są nieidealni. Ale jednak takiej bliskiej, bo najpierw ktoś jest i jest, a później nagle go nie ma.
„Chciałbym nigdy Cię nie poznać” to niesamowita książka o miłości i tęsknocie. Szkoda, że pojawiła się na rynku wydawniczym teraz, a nie na początku roku, kiedy to obchodzimy Dzień Babci. To niesamowite, ile uczuć można zawrzeć w tak niepozornej książeczce. Zawiera ona kilkadziesiąt rozdziałów, ale każdy z nich jest króciutki. Każdy stanowi taką migawkę z pamięci, wklejone zdjęcie w albumie. Czytając miałam wrażenie, że autor, szukając w zakamarkach pamięci, stara się jak najwięcej wspomnień przelać na papier. Dlatego skacze od jednego do drugiego, opisując tylko to, co najważniejsze, i pokazując sedno sprawy – miłość wnuka do babci. Taką najczystszą i bezinteresowną.
"– Szkoda, że nie jesteś moją mamą. – A ja nie żałuję. – Ale gdybyś nią była, miałbym najfajniej na świecie. – A skąd wiesz, że nasza relacja byłaby taka sama? Ciebie kocham inaczej niż moją córkę i syna. – Bardziej? – Już mówiłam: inaczej. Ale ty tego nie zrozumiesz."
Ta książka to wspominki dorosłego mężczyzny, którego całe dzieciństwo zdominowała babcia. Żeby nie było wątpliwości – nie taka zwykła babcia. To kobieta, która zawsze wiedziała czego chce, miała bogatą młodość i długo była młodsza duchem niż ciałem. Jej wnuk zdobył jej całe serce i oddała mu całą siebie. Tak mądrze. Pomagała chłopakowi w trudnych chwilach, pozwała sobie nawet na drobne spiski przeciwko mamie. Wnuk wiedział, że zawsze może na Nią liczyć. Jednocześnie czytelnik, obserwując relacje pomiędzy bohaterami widzi, że wcale wnuk nie ma łatwo. Wbrew pozorom babcia jest dość ekscentryczną kobietką i wcale wnukowi nie słodzi. Co więcej – często go prowokuje do pewnych zachowań, a potem tłumaczy, dlaczego tak nie powinno się robić. Bardzo bolesne są wstawki (których jest dość sporo) ukazujące, że w chwili pisania tego swoistego pamiętnika, babci już z autorem nie było. Z tych krótkich tekstów wylewa się żal do babci, że nie dotrzymała obietnicy, którą dala malcowi. Że będzie z nim zawsze i nigdy go nie zostawi.
"– Babciu… Jej ręka zawisła na klamce. – Słucham cię, syneczku. – …a ty mi nigdy nie umrzesz. To nie było pytanie. – Nigdy. – Przyrzekasz? – Przyrzekam. – Na co? – Na cały świat."
Na kartkach książki zapisane są chwile z życia dwojga. Ulotne ale jakże ważne. Moment, kiedy babcia powiedziała chłopcu, że ma raka żołądka (zachorowała na niego 20 lat później), albo kiedy pokazała mu swój pamiętnik, a on, z miłości do babci, dokonał pięknego wpisu mazakami, które przebiły przez kilka stron. Wspólna nauka robienia rurki z języka, opowiadanie strasznych historii,… to wszystko to takie codzienne chwile, które nabierają magicznego znaczenia, Cała ta książka jest taka. Prosta, pełna miłości magiczna i chwytająca za serce. A na końcu pozostaje żal, że nie ma się już babci…
Nie jest to książka wymagająca cierpliwości i skupienia. Napisana prostym językiem, krótka i niezbyt skomplikowana. A jednak w swojej prostocie bardzo piękna i wzruszająca. Opowiada o bardzo bliskiej relacji wnuczka ze swoją babcią. Babcią, która była wyjątkowa pod wieloma względami, a w oczach narratora jeszcze bardziej rosła. Choć niektóre cechy jej charakteru denerwowały wnuczka – kochał on ją najczystszą i najmocniejszą miłością.
Dla mnie wyjątkowo osobista i łamiąca serce, ponieważ więź z moją babcią jest równie silna i niezniszczalna. Dodatkowo treść jest bardzo trudna, bo opowiada o ostateczności, z którą każdy musi się zmierzyć. Obserwujemy te zmagania, wspomnienia i ogrom bólu, które musi czuć opowiadający. Tęsknotę tak mocną, że w ostateczności doprowadza do refleksji, że lepiej by było nigdy tej bliskości nie zaznać, skoro cierpienie i żal po jej zakończeniu są tak intensywne. Narrator poczuł się wręcz dotknięty sprzedanym wielokrotnie kłamstwem, że nie odczuje straty.
Babcia ze wspomnień jest specyficzną kobietą. Nie sposób jej nie polubić. Dlatego tym bardziej nie dziwi fakt tak zażyłej relacji, skoro nawet czytelnik jest w stanie ją kupić. Przepiękna, z wartościowym przesłaniem, aby kochać i wspierać swoje babcie, bo w każdej chwili może nam je zabraknąć. A wraz z ich życiem może się skończyć także nasze.
Babcia, bohaterka, ostoja, powierniczka. Nigdy nie złamała żadnych obietnic. "Poza jedną, najważniejszą."
„Chciałbym nigdy cię nie poznać” to kipiące emocjami świadectwo prawdziwej miłości, szczególnej więzi wnuka z babcią, która trwa i ewoluuje przez lata. Emocjami szalejącymi wewnątrz, wzburzonymi odejściem tej, która obiecała, że nigdy nie odejdzie. Żal i złość przeplatana bezbrzeżną tęsknotą i poczuciem pustki.
Wspomnienia, anegdoty, trudne sytuacje nasuwają się co chwila uświadamiając boleśnie poniesioną bezpowrotnie stratę. Ta nieuchronność nie pozwala otrząsnąć się, żyć dalej. Czy nie lepiej byłoby zapomnieć, albo nigdy jej nie poznać?
Wie, że "to była najwspanialsza znajomość, jaka przytrafiła mi się w życiu.” I wie, „że już się nigdy nie powtórzy." Czuje jakby nieodwracalnie stracił część siebie. Nie potrafi nauczyć się żyć w świecie pozbawionym jej obecności.
To niesamowicie intymne i pełne emocji wspomnienie, które przeszywa na wskroś swoją głębią i prawdziwością. Które porusza struny ukryte gdzieś w trzewiach każdego z nas, wydobywając nasze własne wspomnienia, nasze własne straty, z którymi uleciało poczucie beztroski i bezpieczeństwa. Na zawsze.
Muszę powiedzieć - ksiażka będzie ok dla kogoś kto nie ma/nie miał bliskiego kontaktu z babcią. Moja babcia jest mi bliższa niż matka i dla mnie ta książka była druzgocąca, poryczałam się niesamowicie i pamiętam że parę dni dochodziłam do siebie. Czytałam ją bardzo dawno, jakoś zaraz po tym jak wyszła, więc nie pamiętam szczegółów, ale wiem że była bardzo realistyczna. Codzienność życia, wspomnień z dzieciństwa zawierająca zarówno dobre wspomnienia jak i te złe, kiedy babcia jak to każdy inny człowiek mogła mieć wady czy inne toksyczne zachowania. Przeżyłam praktycznie żałobę wraz z autorem, a z racji że nigdy nikt mi nie umarł to po raz pierwszy odczułam ten wachlarz emocji, gdzie wspominamy daną osobą mając zarówno dobre jak i złe wspomnienia, ale to wszystko składa się na tę osobę, którą kochaliśmy z całego serca. Mogę coś pomylić, bo jak wspomniałam dawno ją czytałam, ale nawet teraz pisząc tę opinię czuję ścisk w klatce i napływające łzy, tak bardzo mnie poruszyła. To nie jest lanie wody ani paplanina, to jedna z tych książek w których przesłanie jest ukryte między słowami, po trochu w każdej kolejnej opowiedzianej przez autora historii/wspomnienia. Poruszająca to najlepsze określenie.
„Chciałbym nigdy cię nie poznać” przeczytałam w listopadowy wieczór. Nie liczyłam na lekki tytuł, ale nie spodziewałam się aż takiej dawki emocji i wzruszeń. Melancholia, która towarzyszyła mi jeszcze przed czytaniem nabrała wyraźnych kształtów już po lekturze. Zmaterializowała się w postaci mojej babci, więc spędziłam ten wieczór z nią - na wspomnieniach.
Czytając tę książkę czułam się, jakbym śledziła wpisy z pamiętnika wnuczka o swojej babci. Znalazłam w nim historie, które bawiły, intrygowały, wzruszały. Na 184 kartach bohater pokazuje nam, jak ważną osobą w jego życiu była babcia i jak skrajne emocje w nim budziła. Opisał na nich wspólnie przeżywaną radość, irytację, niezrozumienie, smutek, złość. Z tą ostatnią wnuczek musiał zmierzyć się sam i to w najgorszej postaci: złości, po jej stracie. Zdanie “chciałbym nigdy cię nie poznać” pojawia się w książce kilka razy, jednak w tym negatywnie nacechowanym stwierdzeniu czytelnik odnajduje najbardziej wzruszające słowa: “tak bardzo za tobą tęsknię”.
Zapraszam Was w odwiedziny do babci i jej wnuka pod adresem „Chciałbym nigdy cię nie poznać” Wiktora Krajewskiego, gdzie poznacie pięknie opisaną historię ich relacji.
Właściwie to trudno mi ocenić tę książkę z jednego prostego powodu - była zbyt intymna. Miałam wrażenie, że wdzieram się nieproszona w czyjeś życie, w te ważne dla tych ludzi momenty. To trochę tak, jakbym siedziała w ciemnym kącie pokoju i obserwowała członków rodziny, kiedy oni o tym nie wiedzą. Czułam się źle burząc ich intymność, a z drugiej strony nie mogłam odpuścić.
Relacja wnuka z babcią. Niecodzienny temat i jeszcze bardziej niecodziennie pokazany. Jeśli nastawiasz się na historię rodem z książek obyczajowych, to możesz się mocno zaskoczyć. Ta relacja jest dziwna. A właściwie dla mnie dziwna, bo za nic w świecie nie potrafię ocenić czy była dobra, czy może wręcz przeciwnie. Na pewno była ważna. Okruszki miłości między tych dwojgiem znajdujemy w każdym rozdziale, a wcale nie było mi łatwo poskładać je w całość.
Na mnie ta książka zrobiła ogromne wrażenie. Poruszyła mnie do głębi, wzbudziła lawinę emocji, ale pozostawiła po sobie odrobinę niepokoju. Jedni jest pewne - tej historii nigdy bym nie powiedziała, że „wolałabym cię nigdy nie poznać”.
Polecam gorąco, bo to jednak z tych lektur, które zostają z czytelnikiem na długo.
Jestem roztrzęsiona. Spodziewałam się tego, że rozpłaczę się podczas czytania. Ba, pierwsze łzy wypłynęły z moich oczu już na dziesiątej stronie! Wszystkie emocje, które przekazuje autor plus moje własne, wynikające z relacji z moją babcią doprowadziły mnie do potwornego szlochu. W pewnym momencie musiałam przestać czytać i siedziałam płacząc pół godziny. Teraz po przeczytaniu całości czuję się jakby kamień na moim sercu przestał naciskać na nie tak bardzo. Byłam (i dalej jestem) w szoku. Niesamowita historia.
Mogłabym pisać i pisać o tym dziele sztuki godzinami. Chciałabym przekazać moje uwielbienie autorowi. Dziękuję ogromnie z całego serca za to, że mogłam przeczytać tę książkę. Wiele to dla mnie znaczy i polecam ją każdej osobie, która ma okazję po nią sięgnąć.
może gdyby moją babcię obchodziło jak się nazywam, uznałabym tę książkę za (momentami) wzruszającą. ale nie obchodziło, więc uznaję ją za przykład literatury typu ✨softboi✨. myślę, że ta książka miała potencjał, ale nie został on niestety zrealizowany, bo przemyślenia autora były albo płytkie albo popadające w przesadny patos. teraz rozumiem dlaczego była przeceniona
Książkę szybko się czyta i spokojnie można by pochłonąć ją w jeden wieczór. Pokazuje codzienne czynności w prosty sposób, jednak pod tą prostotą można dostrzec dziecięcą miłość i więź dziecka z babcią. Książka bardzo wzruszająca (były łzy oczywiście) ale mimo wszystko polecam ją każdemu kto chciałby poznać temat śmierci i głębsze odczucia osoby po stracie.