Jest rok 1948. Matylda Neumann rezygnuje z walki o ukochanego, opuszcza Zieloną Górę i wyjeżdża do Brandenburgii.
Tam, w Neuruppin, czeka na nią ciotka Hedwiga i miejsce na sienniku obok kuzynki, Anny. W przeludnionej radzieckiej strefie okupowanych Niemiec brakuje żywności, mieszkań i pracy, ludzie czują niechęć do uchodźców oraz strach przed wszechobecną służbą bezpieczeństwa. Wciąż trwają poszukiwania bliskich zaginionych w czasie wojny.
W tych trudnych warunkach ostoją normalności jest rodzina. U boku ciotki Tila próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Są jednak ludzie i sprawy, o których nie uda się jej zapomnieć...
W "Dolinie nadziei", czyli trzeciej części trylogii "Wendyjska winnica" Zofii Mąkosy, akcja wraca do lutego 1945 roku i dowiadujemy się co stało się po zakończeniu wojny z krewnymi Matyldy Neumann (głównej bohaterki), czyli z Ewą Neumann i jej synami Arnoldem i Christianem oraz Hedwigą Ulrich i jej dziećmi. Bardzo podobało mi się to, że autorka nie zapomniała również o znanych nam z drugiej części trylogii, zamieszkałych w Zielonej Górze, rodzinach Feldbergów i Tokarskich. I mimo że Matylda już w zasadzie nic wspólnego z nimi nie ma, wiemy jak toczą się ich dalsze losy. Jednocześnie śledzimy dalej życie Matyldy, która nadal szuka swojego miejsca na ziemi i w lutym 1948 roku przybywa do Neuruppin, gdzie mieszka jej ciotka Hedwiga. Ostatecznie, po wielu zawirowaniach życiowych, Matylda dociera do Burgu w Zachodnich Niemczech, gdzie ma szansę na stabilizację. Ten powojenny czas jest bardzo trudny tak dla mieszkańców Polski jak i dla Niemiec podzielonych na dwie strefy okupacyjne. Wszystkich zamieszkałych na tych terenach łączy walka o przetrwanie, niepewność, bieda, strach i rozczarowanie. Trzecia część "Wendyjskiej winnicy" jest według mnie zdecydowanie najlepsza. Czytałam ją naprawdę z zapartym tchem przeżywając losy bohaterów i kibicując im. Jest to książka bardzo poruszająca i historie w niej przedstawione zapadają w pamięć, zmuszając do myślenia jeszcze długo po zakończeniu lektury. Przyznam się, że książka pozostawiła mnie z niedosytem, gdyż jej zakończenie jest w zasadzie otwarte i z chęcią śledziłabym nadal losy Matyldy, a także Kazika Tokarskiego, Ewy Neumann czy Wandy Feldberg, ale może w sumie zamysł autorki by zakończyć sagę na trzeciej części jest słuszny i należy tylko mieć nadzieję, że wszystkim tym bohaterom los ostatecznie sprzyjał i nie pokrzyżował ich planów. Podsumowując, książka ta jest naprawdę przepiękna i gorąco ją wam polecam, ale uważam, że należy najpierw przeczytać "Winne miasto", czyli drugą część trylogii, a najlepiej całą trylogię "Wendyjska winnica", aby mieć jak najszerszą perspektywę.
Cała trylogia Wendyjska Winnica wciąga w historię i nie odpuszcza. Mimo objętości tomow niełatwo oderwać się od lektury. Tym bardziej ciekawej, że swoimi bohaterami autorka uczyniła Niemców żyjących na pograniczu, z którego po wojnie zostali wypędzeni.