Kryminalna przygoda nad Bałtykiem! Morza szum z ironią i groteską na horyzoncie…
Honorata wyrusza w podróż. Chce uciec od dawno niewidzianego przyjaciela, który nagle pojawia się w jej życiu. Niestety, to ucieczka pozorna, gdyż mężczyzna wciąż jest obecny w jej myślach. Na domiar złego Honorata wplątuje się w historię rodem z Hitchcocka... Dotychczas żyła w stagnacji, bo inaczej nie chciała i nie potrafiła, ale dwa tygodnie spędzone w Jastrzębiej Górze powodują niespodziewany zwrot w jej życiu.
Taka kryminalna przygoda nad Bałtykiem mogła przydarzyć się każdemu, ale w wykonaniu Honoraty, obdarzonej nadopiekuńczą córką i nadwagą, przeradza się w osobliwą, pełną humoru opowieść. Ta historia pokazuje, że matki i córki tworzą najlepsze duety! A w małych miastach zdarzają się wielkie zbrodnie…
Sama intryga kryminalna całkiem niezła - dwie początkowo odrębne sprawy kryminalne, które w pewnej chwili wyraźnie się łączą... Dość ciekawie poprowadzone śledztwo, choć momentami zastanawiałam się, dlaczego Honorata nie widzi pewnych rozwiązań, skoro dla mnie są oczywiste...:) Interesująco poprowadzone są też postacie bohaterów - niektóre dość barwne, niektóre nieco bardziej schematyczne, ale w sumie zapadające w pamięć czytelnika.
Dlaczego zatem tylko dwie gwiazdki? Cóż, mimo że w kryminale to intryga powinna być najważniejsza, nie mogę nie zauważać stylu i języka, jakiego używa autor. Teoretycznie "Czternaście dni Honoraty" to komedia kryminalna, i rzeczywiście jest w niej kilka zaiste zabawnych momentów, ale gdy po raz N-ty w ciągu jednej godziny słuchania padły frazy typu "Honorata lubi wiedzieć / Honorata nie lubi nie wiedzieć / Honorata lubi lubić / Honorata nie lubi nie lubić" lub jedna z kilkunastu innych kombinacji owych, zaczęłam przewracać w duchu oczami... Zaprawdę, dwa-trzy razy to dość, już zapamiętałam, że "Honorata lubi lubić/Honorata nie lubi nie wiedzieć", itp., itd... Podejrzewam, że w zamyśle miało to być humorystyczne podkreślenie charakteru Honoraty, która początkowo przywodziła mi nieco na myśl detekrywa Monka:), ale w miarę powtarzania się tego zabiegu wywoływać on zaczął we mnie po prostu zwykłą irytację...
Audiobooka czytała p. Donata Cieślik - to całkiem dobra interpretacja książki, choć jako narrator pani Cieślik dla mnie jest ciut "nierówna", w przeciągu kilkunastu minut potrafi mnie zachwycić swoją narracją, by za chwilę zirytować nadekspresjonizmem (to drugie, na szczęście, zdarza się jej rzadko:)) - ale to już oczywiście kwestia "ucha" słuchającego nawet bardziej subiektywna, niż ocena samej książki jako takiej...:)).
Żeby jednak nie tak negatywnie skończyć:) - jeśli wyżej wymienione drobiazgi wam nie przeszkadzają, to jest to naprawdę wciągająca, przyjemna lektura na upalne letnie popołudnia (i nieco tylko chłodniejsze noce):) Moje ulubione fragmenty to wcale nie te "kryminalne", lecz rozmowy Honoraty ze zjawą Ziemka - przyjaciela z młodości...:)
W sumie dałabym 2,5 gwiazdki - ale połówek się nie da, więc zostanę na dwóch: bo jednak raczej "jest OK" niż "podobało mi się":)