Czwarta książka Grzegorza Rzeczkowskiego, którą dane było mi przeczytać. I chyba ostatnia. Z wyjątkiem „Kłamstwa Smoleńskiego”, wywiadu-rzeki z Maciejem Laskiem, pozostałe („Obcym Alfabetem”, „Szpiedzy Putina”, oraz „Katastrofa Posmoleńska”) można śmiało opisać podobnie – „napisał wiele, nie wyjaśnił nic” (cytat, który znalazłem w kontekście innej książki). Podziwiać należy wielość źródeł, które zgłębił autor w przygotowaniu do napisania książki. Podał niezwykle wiele ciekawych faktów. To powody, dla których książce należą się solidne trzy gwiazdki. Niestety, jak i w pozostałych dwóch wymienionych pozycjach, wielość faktów nie przekłada się na jakąkolwiek spójną opowieść. Fakty, ciekawe w oderwaniu, po prostu nie korespondują ze sobą.
Jedyna interesująca rzecz, która z tego szwedzkiego bufetu faktów wyraźnie się wyłania to współdziałanie w tworzeniu mitu zamachu smoleńskiego post-moczarowców o wyraźnie prorosyjskich (panslawistycznych) i antysemickich poglądach, z ultrakatolickimi harcerzami ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, w domniemaniu anty-rosyjskich. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że to współdziałanie było zaplanowane. Na obrzeżach tej ciekawej konstelacji są rozmaite osoby, co do proweniencji których są liczne pytania, dotyczące ich potencjalnych związków z komunistycznymi służbami. A więc poszlak wiele, lecz fakty niestety nie łączą się w logiczną całość.
Ciekawe jest, że PiS i Jarosław Kaczyński wmontowali wątek zamachu do swojej ideologicznej nadbudowy dosyć późno, po około trzech miesiącach od katastrofy, gdy był on już solidnie rozgrzany przez innych. Podjęli ten wątek, i uczynili centralnym na kolejne pięć (czy więcej...) lat. Osobiście o tym zapomniałem, mimo, że od tego czasu upłynęło zaledwie półtorej dekady. To kolejny dowód na cynizm, z jakim śmierć stu najważniejszych osób w państwie została zawłaszczona do celów czysto politycznych.