Kwiecień roku 1922. Zaginięcie ośmiolatki zakłóca codzienną pracę policji w Poznaniu. Mogłoby się wydawać, że dziewczynka wręcz rozpłynęła się w powietrzu w środku dnia. W tym samym czasie podkomisarz Antoni Fischer zajmuje się sprawą pewnego tajemniczego morderstwa.
Do Fischera trafia matka zaginionej. Kobieta mówi, że przysłała ją Greta – trzynastolatka, którą kilka lat temu policjant przygarnął z sierocińca i traktował jak własną córkę. Zdaniem Grety tylko Fischer może odnaleźć ośmioletnią Zosię.
Podkomisarz nie ma wyjścia i postanawia zaangażować się w sprawę. Nie tylko chce odnaleźć dziewczynkę, ale również wytropić i ukarać winnych. Rozpoczyna się niebezpieczna walka z czasem.
Czy sprawa zaginięcia Zosi i sutenerski biznes działający w Poznaniu, z którego korzystają wysocy rangą funkcjonariusze, mogą być ze sobą powiązane?
“Zaśpiewaj mi kołysankę” to kryminał retro, który rozgrywa się w Poznaniu, w roku 1922. To piąty tom serii o perypetiach podkomisarza Antoniego Fischera, ale nie trzeba znać poprzednich części, by zabrać się za tą, każda z nich dotyczy bowiem innej tajemnicy, którą muszą rozwikłać główni bohaterowie. W tym tomie mamy do czynienia z zaginięciem ośmiolatki, o której odnalezienie Fischera błaga matka dziewczynki. W tym samym czasie podkomisarz zajmuje się sprawą pewnego tajemniczego morderstwa. Czy te dwie sprawy okażą się ze sobą powiązane? Dużym plusem tej powieści i tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie jest klimat tej historii i skrupulatne przedstawienie realiów, w jakich się rozgrywa. Widać, że autor dużo napracował się nad wiarygodnym oddaniem międzywojennego Poznania, w którym przedwojenne zwyczaje mieszają się z nowymi zarządzeniami. Zarówno rozeznanie w wyglądzie miasta, rozkładzie ulic, jak i znajomość gwary poznańskiej, którą posługiwało się wielu bohaterów, wydaje się być na naprawdę wysokim poziomie. Zdecydowanie muszę oddać autorowi ukłon za taką dokładną pracę, która nadała całości charakteru i poczucia rzetelności w opowiadaniu zdarzeń. Sama fabuła była ciekawa i dość angażująca, kiedy już weszłam głebiej w te realia i poznałam bohaterów, z zainteresowaniem wyczekiwałam rozwiązania tajemnicy dotyczącej zabójstwa, a także zaginięcia dziewczynki. Satysfakcjonującym uczuciem było przyglądanie się, jak kolejne elementy układanki wskakują na swoje miejsce, jak postacie odkrywają coraz więcej połączeń między podejmowanymi sprawami, jak wszystkie tropy prowadzą w końcu do jednego miejsca. Nie domyśliłam się zakończenia, ale też szczególnie mnie nie zaszokowało, nie zapadło mi mocno w pamięć. Co nie zmienia faktu, że sama historia została dobrze poprowadzona. Przejdę teraz do nieco problematycznych aspektów powieści. Na pewno miałam nieco zgrzytów ze stylem, jakim jest napisana - czasami nie mogłam wychwycić znaczenia pewnych fragmentów, czy wypowiedzi. W oczy rzucił mi się też pewien błąd logiczny, kiedy autor napisał, że jeden z bohaterów poszedł w jednym kierunku, a nagle znalazł się w zupełnie innym miejscu - tak jakby pomieszał ze sobą postaci. Może to wina redakcji, nie autora, nie jest to nic, co odebrałoby przyjemność z lektury, ale mimo to zwróciłam na to uwagę. Jeżeli chodzi o narrację, to jest trzecioosobowa i zdarzenia poznajemy z wielu różnych perspektyw (między innymi Fischera, różnych policjantów i śledczych, zaginionej dziewczynki), co pozwalało szerzej spojrzeć na poznawaną opowieść, odkryć różne jej aspekty. Z drugiej strony mam wrażenie, że był to jeden z powodów, który sprawił, że nie poczułam więzi z żadną postacią, po prosty tych punktów widzenia było tak dużo, że z żadnym bohaterem nie pozostałam wystarczająco długo, by zaczęło mi na nim zależeć. Płynnie przeję tu do postaci, bo okazały się być dla mnie największym minusem powieści, z żadną się szczególnie nie polubiłam, nie zapadł mi w pamięć żaden mocny charakter. Może to sprawiło, że pomimo tego, że “Zaśpiewaj mi kołysankę” czytało się całkiem dobrze, to nie polubiłam się z tą książką szczególnie mocno. Jeżeli jesteście fanami przygód Antoniego Fischera, to myślę, że ten tom raczej Was nie zawiedzie. Mamy w nim do czynienia z dobrze zbudowaną zagadką, przy której autor nie boi się podjąć trudniejszych kwestii oraz ze skrupulatnie oddanymi realiami. Mnie natomiast nie zachwycił i wątpię, bym sięgała po poprzednie, czy kolejne części tej serii. Długo zastanawiałam się nad oceną, bo 3 to chyba za dużo, ale nie chcę też stawiać 2.5, bo bardzo doceniam jak duże rozeznanie w międzywojennym Poznaniu wykazał autor, dlatego myślę, że te 2.75 będzie sprawiedliwe.
Dzisiejsza premiera, więc nie mogło zabraknąć recenzji, czyż nie?
W „Zaśpiewaj mi kołysankę” mamy trzy sprawy. Zaginięcie ośmioletniej dziewczynki, zabójstwo mężczyzny w okolicach Starego Rynku i pewien Niemiec, który miał dostarczyć bardzo ważne dokumenty kapitanowi Feliksowi Mikołajewskiemu, ale ten nie daje znaku życia. Trzy sprawy. Trzy wyjścia. A może jedno? Te sprawy rozwiązać może tylko Antoni Fischer.
Rany! Ryszard Ćwirlej absolutnie rozbudza moją miłość na nowo nie tylko do polskiego kryminału, ale do całej polskiej literatury. Jeden z moich (i pewnie nie tylko moich) mistrzów polskiego kryminałów i szczerze mówiąc - tylko się utwierdzam z każdą jego przeczytaną książką i historią, którą tworzy. Po raz kolejny jestem oczarowana i wychwalam go pod niebiosa, ale jest za co.
Jeśli ktoś z Was czytał antologię "Stulecie Kryminału" to z pewnością pamięta, że jest tam opowiadanie Pana Ćwirleja. "Zaśpiewaj mi kołysankę" to historia z opowiadania, która zakiełkowała tak mocno, że autor postanowił ją rozwinąć. I jestem mu za to bardzo wdzięczna. To przede wszystkim napisany z humorem i niezwykłym wdziękiem, kryminał trzymający w napięciu. Sam styl autora jest wprost nieprawdopodobny, bo czułam lekkość pióra i jednocześnie przejście przez niektóre słowa z gwary poznańskiej to był jakiś kosmos, ale ostatecznie uważam to za niezwykle urocze!
Jeśli chodzi o historię... Nie chcę tutaj za bardzo spoilerować, ale wątek zaginięcia 8-letniej dziewczynki niesamowicie mną wstrząsnął. Mam świadomość, że takie rzeczy zdarzają się na co dzień, ale po prostu poczułam obrzydzenie do świata i ludzi, że ktokolwiek pozwala na takie rzeczy. Reszta wątków choć trzymająca w napięciu to postać Zenusia absolutnie zabawna.
Podsumowując - czy kiedykolwiek Ryszard Ćwirlej zawiódł mnie czy Was? Niekwestionowany mistrz kryminału wrócił w wielkim stylu. Powrót Antoniego Fischera także mocno cieszy. "Zaśpiewaj mi kołysankę" to kryminał doskonały, z dużą dozą humoru i poznańskiego klimatu i gwary. Nie mogę nie polecić!
Seria z Antonim Fischerem zajmuje zaszczytne miejsce w mojej biblioteczce i choć cenię wszystkie książki autora, to ta skradła moje serce. Klimat tych powieści przenosi nas do międzywojennego Poznania. Autor tak obrazowo przedstawia nam ówczesne realia, że wręcz zanurzamy się w tej atmosferze, doznając swoistej podróży w czasie. Poznańska gwara jest wisienką na torcie, a dla mnie Wielkopolanki, powrotem do dzieciństwa, do domu dziadków.
Zabójstwo mężczyzny, zaginięcie 8-letniej Zosi i śmierć policjanta zajmującego się zniknięciami dzieci. Czy to przypadkowe zbrodnie popełnione w tym samym czasie, czy może coś je łączy? Tym razem podkomisarz Fischer wraz ze swoim zespołem zmierzy się z wielowątkowym śledztwem, które odsłoni brudny i wstrząsający proceder. Zajrzymy również do poznańskiego półświatka parającego się złodziejskim fachem. Przekonamy się też, że Fischer jest tylko człowiekiem i jak każdy ulega zwykłym, ludzkim słabościom.
Mimo poruszanych trudnych tematów, język powieści jest lekki i pełen humoru. Akcja odbicia z aresztu lokalnego złodzieja Tolka Grubińskiego na wozie pełnym beczek z piwem, jeszcze dziś wywołuje uśmiech na mojej twarzy, podobnie jak postać wywiadowcy Gila.
Autor, jak zawsze po mistrzowsku, barwną intrygę kryminalną wplótł w lokalny koloryt i ówczesną sytuację społeczno-polityczną. Czytałam z olbrzymią przyjemnością i mam nadzieję, że szybko nadarzy się kolejna okazja, by odwiedzić międzywojenny Poznań i towarzyszyć Fischerowi w śledztwie.
Kolejna powieść Ćwirleja i kolejna niezwykle wciągająca historia. Nie mam pojęcia jak autor to roki ale każda kolejna jego opowieść jest jeszcze bardziej idealna i jeszcze bardziej wciągająca. Przenosiny do starego Poznania są jak podróż w czasie. Taka autentyczna i bez ściemy czy jakichkolwiek uproszczeń. Do tego bardzo dobra fabuła no i uwielbiani przeze mnie bohaterowie. Całość czyta się jednym tchem a po skończeniu lektury pozostaje tylko niedosyt, że to już, że tak krótko.
Autor już zdążył nas przyzwyczaić do znakomitego klimatu swoich książek. Ciekawa historia kryminalna pokazuje codzienność międzywojennego Poznania. Tutaj mamy obok podejrzanych interesów polsko-niemiecki wątek z pedofilią w tle.