Skoro już wiemy, jak smakuje miłość, najwyższa pora by znaleźć receptę na szczęście!
Julia to młoda kobieta przed trzydziestką, która marzy o dziecku. Jednak podczas rutynowych badań dowiaduje się, że nie zostało jej na to wiele czasu. Niestety, nie ma przy niej mężczyzny, który byłby dobrym kandydatem na męża i ojca. Zrozpaczona pogrąża się w smutku. A przynajmniej do czasu, kiedy na horyzoncie pojawia się przystojny okulista…
Młodszy brat jej przyjaciółki, Maks, od lat podkochuje się w Julii. Gdy chłopak dowiaduje się o jej problemach, oferuje lekcje randkowania. Skrycie wierzy, że podczas nauki zbliżą się do siebie. Tylko czy osiągnie swój cel?
Recepta na szczęście to drugi tom urzekającej i dowcipnej serii o miłości, która ma wiele smaków. Agata Przybyłek pokazuje, że nasza szansa na prawdziwą miłość czasami leży bliżej niż myślimy – wystarczy spojrzeć na życie inaczej, żeby w końcu ją dostrzec.
Absolwentka psychologii na Uniwersytecie Gdańskim, w przeszłości dziennikarka portalu rodzicielskiego. Debiutowała w 2015 roku, gdy tworzenie fabuły pełnej miłosnych perypetii i zaskakujących żartów potraktowała jako autoterapię. Od tamtej pory ukazało się ponad dwadzieścia książek jej autorstwa, a kolejne humorystyczne serie podbiły serca (i półki!) polskich czytelniczek.
Pisze głównie powieści obyczajowe oraz komedie romantyczne. Z tymi pierwszymi trafia szczególnie do tych czytelniczek, które – podobnie jak sama autorka – uwielbiają prozę Nicholasa Sparksa. Z jednej strony Agata Przybyłek uwielbia bawić i sprawiać, by jej książki pomagały oderwać się od problemów dnia codziennego, a z drugiej chętnie porusza tematy społeczne i przemyca do książek swoją wiedzę psychologiczną. Najbardziej jednak lubi pisać o miłości, która jest głównym motywem charakteryzującym twórczość pisarki.
Mieszka w małej miejscowości nieopodal Szczecina z mężem oraz psem Emmą – owczarkiem niemieckim. Uwielbia przesiadywać na werandzie swojego domu i wymyślać kolejne historie, choć – jak podkreśla – każda z jej fabuł przynajmniej w niewielkim stopniu musi być zainspirowana prawdziwym życiem.
Julia marzy o dziecku i rodzinie, jednak podczas rutynowych badań dowiaduje się, że nie zostało jej dużo czasu na to, by zostać mamą. Pogrąża się w smutku, wiedząc, że nie ma obok siebie mężczyzny, który byłby dobrym kandydatem na męża i ojca. Nie ma pojęcia, że Maks - młodszy brat jej przyjaciółki - od lat się w niej podkochuje. Gdy tylko dowiaduje się o problemach Julki i fakcie, że na horyzoncie pojawił się pewien przystojny okulista, postanawia udzielić jej lekcji randkowania, skrycie wierząc, że w tym czasie się do siebie zbliżą.
Nie przeczytałam wszystkich książek Agaty Przybyłek, ale w trakcie czytania "Recepty na szczęście" zdałam sobie sprawę z pewnej rzeczy - to zdecydowanie moja ulubiona polska autorka! Uwielbiam historie, które tworzy - i te poważne, i te komediowe. Nie zawiodłam się na żadnej, naprawdę żadnej z jej książek, po które do tej pory sięgnęłam i wiecie co? To jest cudowne!
"Recepta na szczęście" jest komedią, ale taką.. naturalną. Nie jest bez przerwy na siłę zabawna, nie ma w niej żartów, przez które zamiast się śmiać, przewracałam oczami. To jest naprawdę świetne, że Agata potrafi przemycić w komedii poważny temat, nie bagatelizując go, a jednocześnie kilka stron później doprowadzić do śmiechu. Serio, nie raz zdarzyło mi się śmiać w głos, kiedy to czytałam!
No co ja mogę powiedzieć? Ta książka jest naprawdę super. Co prawda może nie róbcie tego, co ja, i zacznijcie czytać od pierwszej części, żeby uniknąć spoilerów. Mi to jakoś mocno nie przeszkadza i już nie mogę się doczekać czytania "Tak smakuje miłość". I oczywiście kolejnej części! 4,5/5
W tym roku postanowiłam skończyć jak najwięcej rozgrzebanych serii, które miałam. Udało mi się to z serią “Królestwo Mostu” Danielle L. Jensen, więc postanowiłam zrobić to samo z serią “Tak smakuje miłość” Agaty Przybyłek. “Tak smakuje miłość” zakończyło się w takim momencie, że chociaż nie przypadło mi do gustu bardzo mocno to jednak gdzieś z tyłu głowy miałam pytania: Jak Ola i Przemek doszli do porozumienia? Ku mojemu rozczarowaniu nie dowiedziałam się tego. Historia zaczyna się w miejscu, w którym zakończył się pierwszy tom, ale od razu zaczyna wątek przyjaciółki Oli - Julki, której największym marzeniem jest założenie rodziny. Jednak nie ma tyle czasu ile sądziła, ponieważ podczas rutynowych badań kontrolnych dowiedziała się, że czeka ją szybsza menopauza. Julia wpada w rozpacz, bo przecież na horyzoncie nie widać żadnego sensownego kandydata na męża. Nie wie jednak, że brat jej najlepszej przyjaciółki - Maks - od wielu lat się w niej podkochuje. Czy w tej sytuacji Julia spojrzy na niego inaczej niż na bawidamka? Czy Maks odważy się w końcu wyznać Julii swoje uczucia? “Recepta na szczęście” dotyka ważnego tematu jakim jest problem z zajściem w ciążę. Julka podczas rutynowych badań ginekologicznych dowiaduje się, że ma znacznie mniejszą ilość komórek rozrodczych niż kobiety w jej wieku, a to oznacza, że czeka ją wcześniejsza menopauza. Od razu wpada w czarną rozpacz, bo jej największym marzeniem jest posiadanie rodziny. Nagle staje przed ścianą, bo na horyzoncie brak potencjalnego ojca dziecka od kilku lat. Starałam się zrozumieć Julię i jej strach, że nigdy nie zostanie mamą. Sama taki w sobie posiadam, ale nie zachowuję się w taki sposób jak nasza główna bohaterka i nie upatruję w każdym mężczyźnie ojca moich dzieci. Na dodatek Julia jest właścicielką bardzo ciętego języka, którego głównie używa w relacji z Maksem. Ogólnie podziwiałam chłopaka za to, że potrafił tak długo znosić jej docinki. Ja na jego miejscu już dawno przestałąbym zaprzątać sobie głowę taką osobą - nawet gdybym ją kochała. Powinniśmy głównie szanować siebie, bo jeśli my tego nie zrobimy to nikt inny tego za nas nie zrobi. To, co dodatkowo mnie zraziło do tej części to próba swatania. Myślałam, że swatanie jest domeną uczniów szkół podstawowych, ale nie prawie trzydziestoletniej kobiety. Bardzo nie lubię takiego zachowania i uważam, że ono bardziej zaszkodziło całej książce niż pomogło. Na dodatek dialogi miejscami były bardzo sztuczne i nienaturalne, co też utrudniało mi pozytywny odbiór tej książki. Uważam, że sam pomysł na fabułę był dobry, ale coś poszło nie tak z jego wykonaniem. Idąc za ciosem sięgnę po kolejny tom “Gotowi na wszystko”, żeby mieć już tę serię z głowy.
Książka do przeczytania po długim męczącym dniu. Nie wymaga od nas zbyt wiele jednak nie jest też zupełnie sztampowa, tak jak niektóre powieści obyczajowo-romantyczne. Czy zapadnie mi w pamięć na długo? Raczej wątpię, ale na pewno miło i szybko się ją czytało. Było to moje pierwsze spotkanie z Agatą Przybyłek i myślę, że kiedyś jeszcze, gdy będę tego potrzebować, powrócę do jej twórczości.
Drugi tom smakowitej serii Agaty Przybyłek odpowie na pytanie: Jak znaleźć receptę na szczęście?
Tym razem główną bohaterką jest Julia - przyjaciółka Oli z Tak smakuje miłość. Julia to recepcjonistka w hotelu, która skrycie marzy o dziecku, lecz niestety, podczas wizyty kontrolnej lekarz nie ma dla kobiety dobrych wieści. Załamana Julia popada w rozpacz. Czasu na dziecko jest coraz mniej, a kandydata na ojca ani widu ani słychu. Tymczasem Maks - brat Oli od lat podkochuje się w Julii, więc, gdy któregoś razu dziewczyna zwierza mu się ze swojego problemu, ten proponuje jej lekcje randkowania. Dla niego jest to idealna okazja, aby zbliżyć się do Julki, ale czy ona dostrzeże, że Maks czuje do niej coś więcej niż przyjaźń?
Tego musicie się dowiedzieć sami z lektury. Po raz kolejny dobrze się bawiłam przy lekturze tej komedii. Agata znowu wciągnęła mnie na długie godziny do świata swoich bohaterów, których aż żal opuszczać. Tak jak w poprzedniej części nie zbrakło humoru, ale książka porusza też ważny problem, jakim jest pragnienie posiadania dziecka, które czasami nie jest tak łatwe do spełnienia jakby się mogło wydawać.
Dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona za egzemplarz.