M., przygarnąwszy Psa, rozpoczyna ucieczkę przed światem i ludźmi. Nie jest to jednak ucieczka totalna. Samotności musi się dopiero nauczyć - na początku bowiem tęsknota za obecnością drugiego człowieka jest trudna do zniesienia. Z tym że w tej nauce nie ma smutku ani przygnębienia. Mijające pory roku i czas uczą M. życia w harmonii z samym sobą, z naturą i minimalizują jego materialne potrzeby. Ostatecznie, po wielu latach i przejściach, M. decyduje się na to, aby jedynymi towarzyszami rozmów byli Pies, ławka przed domem oraz on sam.
Po opisie tej książki byłem nastawiony, że to będzie coś dla mnie — i przez pierwsze 50 stron rzeczywiście tak było, podobało mi się. Jednak mój entuzjazm szybko opadł, bo zaczęło robić się monotonnie, nudno, trochę zbyt „serialowo”, a momentami wręcz pretensjonalnie.
Praktycznie do samego końca nie byłam pewna, czy to historia z przesłaniem, czy może jednak "przerost formy nad treścią", jednak końcówka utwierdziła mnie w przekonaniu, że jednak coś w niej jest. Na przykład to, że warto przeżywać życie w taki sposób w jaki sami chcemy, a nie w taki jaki inni sobie dla nas zaplanowali. Albo że czasem wcale nie chodzi o to, żeby mieć pewność, czego chcemy, a wystarczy wiedzieć, czego nie chcemy.
Historia skonstruowana w bardzo ciekawy sposób ponieważ nie mamy pojęcia jak szybko upływa czas. Pędzimy przez życie bohatera i właściwie nigdy do końca nie wiemy na jakim jego etapie się znajdujemy. Temat samotności z wyboru i konsekwencji tej decyzji, który brzmi oryginalnie, ale jednak za serce mnie nie złapał. Przez całą fabułę da się przemknąć w jeden wieczór ale nie wiem czy cokolwiek wniosła do mojego życia. 3 gwiazdki za naprawdę dobrze spędzony czas, książka po prostu nie jest „moja”.
Momentami całkiem zgrabna mikroopowieść o utracie, świadomej samotności, ukojeniu. Kluźniak jest wybitną aktorką i - jak się okazuje - ma również niemały talent literacki. Niektóre zdania są trochę toporne, ale całość jest jak najbardziej obiecująca.
Każdy z nas czasami myśli nad żartobliwym powiedzeniem ,,rzucam wszystko i wyjeżdżam w Bieszczady" nie tylko z żartobliwym wydźwiękiem. Bywamy zmęczeni, sfrustrowani i zawiedzeni życiem w społeczeństwie.
M. również tak się czuł. Po śmierci swojej dziewczyny, przygarnąwszy psa, wyjechał do domku po babci w samym środku gór, aby tam spędzać każdy swój kolejny dzień – z dala od miasta, z dala od ludzi i wymuszonych konwersacji.
,,Trudno jest myślec o WSZYSTKIM i ułożyć to sobie w łogwie w linearną całość.”
,,Miejsce” Dominiki Kluźniak, czyli m.in. polskiej aktorki teatralnej, to książka nie tylko o poczuciu ciągłej presji, ale również o tęsknocie i samoodkrywaniu. Siadając wraz z głównym bohaterem na ławce przed górską chatą, opatulamy się ciepłym kocykiem, wyłaniając jedynie czerwoną od zmian temperatury dłoń z ciepłą herbatą i... uświadamiamy sobie, że tęsknimy. Nawet jeśli dobrze czujemy się sami (z psem!), ciągle za kimś tęsknimy, ciągle ktoś nam się przypomina. Czujemy też wyrzuty sumienia; naturalne, wręcz instynktowne, kiedy nie jesteśmy częścią maszyny, która z góry narzuca nam zatrważające tempo dnia, potrzebę zarobku, utrzymywania kontaktów i brania aktywnego udziału jako element społeczeństwa.
,,Nawet kamień przy strumieniu wydaje się mniej porowaty po tym, jak przez wiele lat przysiadłem na nim i go gładziłem.”
Książka ta zabiera nas w drogę przez bardzo spokojny, ale przez to irytujący dla ludzi wokół rodzaj żałoby - ucieczki od walącego się świata. Otoczony naturą i pięknem polskich gór tworzy z człowieka powłokę zamrożoną w czasie.
Książka wcale nie tak oczywista czy jednoznaczna. Opowiada bowiem nie tylko o utracie, miłości, rodzinnych więzach, ale i trudnościach z przeżyciem żałoby, porozumiewaniem się po utracie osoby bliskiej, poczuciu samotności, którego szukamy, a nie się boimy. Wreszcie pokazuje też, że zwierzę to idealny partner, który dostosowuje się do tych, którzy się nim aktualnie opiekują. A nawet pozwala poczuć wolność, jaką daje podążanie własną ścieżką, czasem wbrew temu, co chcieliby dla nas inni. To książka, która pozwala pomyśleć nad własnymi dążeniami, sprawdzenia, czy przypadkiem nie otacza nas zbyt wiele przytłaczających rzeczy, na które wcale nie musimy się godzić. Jest kwintesencją stylu życia slow life, duńskiego hygge czy japońskiego ikigai, gdyż czuć w niej zachętę do życia w zgodzie z naturą i porami roku, celebrowanie chwil, często przy cieple kominka, odnajdywaniu radości w małych rzeczach jak choćby codziennym spacerze z psem. Polecam każdemu, kto lubi się lekko wyciszyć, pomyśleć głębiej, odetchnąć od książek wypełnionych bohaterami i wartką akcją.