Tuż za miedzą żyją pogańskie zjawy i znachorki, na bagnach bez wieści giną urzędnicy, a nawiedzone karuzele mordują wysłanników ministerstwa… Ebook Opowieści ze wsi obok to raz pełna humoru, raz mroczna, a zawsze ekscytująca podróż na Podlasie, gdzie licho nie śpi, zło mocuje się z dobrem, a na straży odwiecznych prawd stoją pierwotne duchy.
Na podlaskim odludziu, wśród bagien i trzęsawisk, tuż obok mrocznej puszczy znajduje się pewna wieś. Miejsce, gdzie często dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji, jednak zło nie może się zakorzenić. Dobro tam w końcu zawsze wygrywa, a niedobrych ludzi spotyka zasłużona kara, gdyż pierwotne duchy lasu oraz bagienne baby nie tolerują łamania odwiecznych praw.
Opowieści ze wsi obok (ebook w formacie epub, kindle mobi) zabierają czytelników do świata głębokiej prowincji, gdzie licho nie śpi, a bagna, jak przed wiekami, potrafią pochłonąć niejednego wędrowca. Mirosław Miniszewski bawi się opowiadaniem historii, uprzedzając, że przeznaczone są tylko dla osób pełnoletnich. Opowiada świat, na który składają się zwykli ludzie, ale też pogańskie zjawy nadprzyrodzone, znachorki cytujące Lacana i Lao Tsy, homoseksualni młodzieńcy, faszyści lęgnący się wraz ze swymi faszystowskimi matkami w tapczanach. Są straszliwe mokradła, gdzie giną urzędnicy z gminy i nawiedzone karuzele mordujące wysłanników ministerstwa; agenci Mossadu i pani Wala kręcąca kogel-mogel z pięciuset jaj.
Koloryt opowieści podkreślają zdjęcia wykonane przez autora.
Podlaskie legendy nie mogłyby być bardziej podlaskie niż to. Czytamy na głos ze znajomymi przy bimbrze spod białoruskiej granicy, czytamy ukradkiem z koleżankami na warsztatach z tematem niezwiązanych, czytamy tak, że śmiechom i żartom nie ma końca, koniecznie zaciągając ze swojska (ale naturalnie, ci co tak mają z urodzenia i im się aktywuje, nie na chama, na siłę i przedrzeźniając, o nie!) i z przerwami na złapanie oddechu w przerwie od opętańczego rechotu. Pani Wala to moja idolka, natomiast koleżanka identyfikuje się po stokroć z Marzenką. I ja to szanuję.
Doskonała, popieprzona książka. Realizm magiczny wymieszany z wiejskimi, podlaskimi klimatami, gejami faszystami plus czarny humor i hardcore. Ciężko to opisać, trzeba to przeczytać.
Niezwykle odświeżające doświadczenie. Książka prześmiewcza, ale nie głupia. Wprost wulgarna, ale ten język zamiast przytłaczać, był bardzo ożywczy. Dawno nie śmiałam się w głos czytając.
Realizm magiczny ubrany w groteskowe ciuszki spod znaku Rolanda Topora mógłby się udać, tym bardziej, że miejscem akcji jest podlaska wieś, więc sceneria mało oczywista...
O ile z początku te króciutkie, prześmiewcze opowiastki ujęły mnie swoim specyficznym językiem, pełnym wulgaryzmów i kolokwializmów, swoistym absurdem (pastisz zagadnień dotyczących przede wszystkim LGBTQ i faszyzmu), swojskością powtórzeń motywów i powiedzonek (m.in. pani Wala robiąca dla wszystkich kogel mogel z kilkuset jaj, “a żartom i śmiechom nie było końca”, motyw mokradeł i bagien), to mniej więcej w połowie to wszystko zaczęło mnie nużyć i z każdą historyjką męczyłam się coraz bardziej. Za wiele tu rubaszności jak dla mnie, dowcipy stały się powtarzalne, to co prowokujące z początku w pewnym momencie stało się kiepsko strawne. Groteska była zbyt dosadna jak na mój gust. Ta książka (której słuchałam jako audiobooka - Maciej Stuhr jest genialnym lektorem!) zdecydowanie zyskałaby, gdyby wyciąć minimum jedną trzecią opowieści, a te, które by pozostały ułożyć nieco sensowniej.
Najwyraźniej nie jestem w stanie pojąć wyższego poziomu sztuki jaki osiąga to dzieło. Być może należałoby czytać przy ognisku gdzieś w lesie i bez abstynencji. Jeśli coś mi dała lektura to pokusę podniesienia mojej oceny powieściom Twardocha bo tutaj przerost formy nad treścią po prostu zwalił mnie z nóg. Żeby jednak oddać sprawiedliwość kilka fragmentów naprawdę rozbawiło, ale mimo wszystko u mnie śmiechom i żartom koniec nastąpił bardzo szybko. Zachwyt skłaniający do najwyższej noty wydaje mi się wymuszony niemniej szanuję i wręcz podziwiam ludzi dla których to jest murowane 5/5. Jak zawsze genialny pan Stuhr podnosi ocenę w przypadku audiobooka i w inny sposób niż słuchając nie wyobrażam sobie przełknąć tej książki.
Po ostrzeżeniu na początku książki zdecydowanie trzeba było zrezygnować. Nieustraszona ruszyłam dalej i tyłu abstrakcji, niesmacznych sytuacji, groteski dawno nie widziałam.. Zdecydowanie szkoda czasu, nawet dla tych kilku momentów gdzie człowiek się uśmiechnął.
Ciekawa pozycja :D Niektóre opowieści udane, niektóre mniej. Trochę nierówno, ale fajnie wyolbrzymia niektóre cechy podlasiakow, nie raz można się pośmiać :) nie wiem jakbym oceniła jakbym czytała sama - wysłuchałam audiobooka przeczytanego przez Maćka Stuhra, co mogło wpłynąć na podwyższenie oceny :D