„O melba!” to historia Maliny, której spełniło się stare przekleństwo Chińczyków: żyć jej przychodzi w ciekawych czasach. Naszych czasach. W dodatku mamę ma dziennikarkę, tatę - gdzieś tam, oddzielnie, babcię - z mroczną tajemnicą. I jeszcze szkoły musi zmieniać nieustannie, bo mama nigdzie nie może zagrzać miejsca. Los jednak wcale, jak się okaże, nie jest ślepy: zatrzymuje Malinę u babci, w małym miasteczku na południu Polski. I zaczyna karta po karcie odsłaniać przeszłość - dramatyczne dziś okazuje się jej logicznym dalszym ciągiem.
Obyczajówka w „starym stylu”, przypominająca mi książki Snopkiewicz czy Siesickiej. Niebanalna opowieść o dojrzewaniu okiem siedemnastolatki, przypominająca czytelnikowi, że młode pokolenie, niezależnie od czasów, w których żyje, ma problem z przystosowaniem się. Do tego dochodzi tajemnicza historia rodzinna i złożone relacje bohaterki z ojcem, matką i babcią.