Pustka wielkich cisz to opowieść o pierwszym w historii, samotnym przejściu Łuku Karpat. O wędrówce, która okazała się najtrudniejszą i najpiękniejszą drogą, jaką kiedykolwiek autor książki przeszedł. O walce z górami i samym sobą, własnymi słabościami i lękami. Oraz o marzeniu, które stało się obsesją, a spełnione przewróciło do góry nogami jego życie. Opowieść osobista, miejscami bolesna, bez koloryzowania i ukrywania tego, co bolesne, po prostu szczera. Spisywana na gorąco już w czasie drogi przez Karpaty, w notatniku niesionym w plecaku. Często w strugach padającego deszczu, w ciasnym namiocie, przy mdłym świetle latarki lub świeczki.
Jeżeli lubisz długie wędrówki po górach, a bardziej niż na Krupówkach wolisz spędzać urlop na łonie natury to ta książka jest dla Ciebie. Jeśli planujesz długą podróż, w trakcie której Twoim schronieniem będzie namiot to dowiesz się, na co powinieneś być przygotowany.
Z każdą stroną coraz bardziej przekonywałem się, że samemu muszą odbyć podobną, długą podróż. Mimo, że moich dotychczasowych górskich wędrówek z żaden sposób nie da się porównać do wyczynu Łukasza, to zauważałem, że oczekiwania co do chodzenia po górach mamy podobne.
Szkoda, że w książce nie było więcej lepszych zdjęć - polecam w trakcie czytania oglądać zwiedzanie miejsca poprzez wyszukiwarkę na Instagramie. Lepiej by się ją czytało, gdyby dołączono do niej dokładniejsze mapy, które pozwoliłyby łatwo lokalizować trasy pokonywane przez autora.
Książkę czytałam już jakiś czas temu, ale pamiętam, że spodobał mi się sposób, w jaki autor opisuje tytułową wędrówkę. Bez nadmiernego koloryzowania, ale z wystarczającą ilością detali, żeby wyobrazić sobie jak to jest np. iść do celu w deszczu w obcym kraju. Nie traktowałabym jej poradnikowo, szczególnie jeśli ktoś myśli o pokonaniu podobnej trasy, bardziej jak przygodówkę, gdzie każdy z nas może sobie pomyśleć "a może by tak...". Książkę oczywiście polecam, daje nieco szerszą perspektywę na to, jak to jest iść tyle czasu samemu.
Blog Łukasza Supergana śledzę już od dobrych kilku lat i sięgając po książkę jego autorstwa, byłam zaciekawiona jak poradzi on sobie w dłuższej formie. Absolutnie się nie zawiodłam. Książka jest wypełniona miłością do gór i do górskich wędrówek. Jeśli ktoś ma w sobie gen włóczykija, zdecydowanie powinien sięgnąć po tę pozycję.
Długą wędrówkę Łukasza śledziłem czując jego zmęczenie i łamiącą się siłę ducha. Spanie pod gwiazdami, we mgle, na przystankach, wędrówkę w deszczu i upale - chciałoby się przeżyć choć ułamek w realu. No i mimo niewielu zdjęć wyjątkowy talent do opisów krajobrazu.