Czy prawdziwa miłość we współczesnym świecie ma jeszcze rację bytu? Czy oddanie za kogoś życia brzmi zbyt romantycznie i heroicznie?
Współczesny świat dla wielu może wydawać się demoniczny. Ci, którzy ulegli pędowi nowoczesności, nawet nie zastanawiają się nad zanikiem najważniejszych, ludzkich wartości.
A gdyby tak zatrzymać się na chwilę i popatrzeć na wszystko z dystansu?
,,Wigilia Dnia Zmarłych” to niezwykła historia, w której refleksja o degradacji człowieczeństwa miesza się z wątkiem miłosnym, a zarazem fantastycznym. Warto dodać, że autor pisząc powieść inspirował się książką Edgara Allana Poe – „Maska śmierci szkarłatnej”.
Główny bohater Oskar jest typem samotnika. Pewnego wieczoru poznaje trójkę nowych znajomych, którzy zapraszają go na bal przebierańców w Halloween. Odbywa się on w niezwykłym zamku. Przez niespodziewany obrót akcji, Oskar zostaje członkiem gangu i wciągnięty w przerażające widowisko… Czy ta historia będzie miała pozytywne zakończenie? Czy w świecie ogarniętym przez zło jest miejsce na prawdziwą miłość?
Trzymająca w napięciu fabuła i niesamowite kreacje bohaterów tworzą mieszankę, którą otacza aura niesamowitości.
Graficzną oprawą książki zajął się Rafał Klaus.
Co tydzień na fanpagu Wigilia Dnia Zmarłych zachęcamy do obejrzenia kolejnych ilustracji z fragmentem powieści. https://www.facebook.com/wigiliadniaz...
Książka “Wigilia Dnia Zmarłych” Filipa Zająca przyciągnęła moją uwagę już samym opisem. Historia od początku zapowiadała się jako mieszanina kilku gatunków: współczesności, fantastyki i romansu. Nic nie mogło mnie jednak przygotować na to jak potoczyła się ta historia.
Główny bohater Oskar poznaje trójkę osób w barze, którym wcześniej przyglądał się z zainteresowaniem. Nowi znajomi wydają mu się intrygujący i wnoszą w jego szare, zwykłe życie dużo barw i zaskakujących sytuacji. Szczególnie jedna z pań, Berenice, którą Oskar jest wyjątkowo zafascynowany. Historia przybiera całkiem nowego kierunku, kiedy Berenice zaprasza go na bal przebierańców w Halloween, który zmieni ich wszystkich życie na zawsze, i uzmysłowi Oskarowi jak nie wiele wiedział na temat swoich nowych przyjaciół.
Spotkanie z tą książką było dla mnie nowym i ciekawym przeżyciem. Na co dzień nie czytam tego typu powieści, chociaż romans nie jest mi obcy, to jest on tylko niewielkim fragmentem całej historii. Fabuła skupia się bardziej na niezwykłych rozmowach, które toczą się podczas szaleńczej zabawy, ale i groźnych przypadków, które spotykają bohaterów, aż do zdumiewającego balu.
“Z NIĄ KAŻDY PORANEK JEST ZWYCIĘSTWEM, BEZ NIEJ: KOLEJNYM ZWYKŁYM WIDOKIEM, JAKICH BĘDZIE JESZCZE NIEZLICZENIE WIELE.”
Tak jak wspomniałam, w książce jest wiele wątków filozoficznych, których ja osobiście fanką nie jestem. Były one jednak przedstawione w dość prosty sposób, który sprawił, że czytanie nie było męczące, a niektóre aspekty na temat życia i śmierci intrygowały i podsycały historię, do samego końca nie wyjaśniając do czego zmierza.
Muszę przyznać, że zakończenie mocno mnie zaskoczyło. Czytając rozdział po rozdziale nie spodziewałam się, gdzie mnie to zaprowadzi. Z pozoru zwykłe spotkania z nowo poznanymi ludźmi, ich rozmowy i zachowania nabierają sensu dopiero pod koniec. Chociaż też nie do końca, ponieważ jest to tylko pierwsza część historii, a przynajmniej nie wyobrażam sobie, aby nie było jej kontynuacji.
“TRZEBA BYĆ BIEDNYM, BY MARZYĆ O BOGACTWIE. TRZEBA UMIERAĆ, BY MARZYĆ O ŻYCIU. OD MARZEŃ JUŻ NIEDALEKO DO TWORZENIA PLANÓW. OD PLANÓW DO DZIAŁANIA. OD DZIAŁANIA DO ZISZCZENIA.”
Warto zwrócić uwagę na graficzną oprawę książki wykonaną przez Rafała Klausa, a jest ona po prostu genialna. Nie chodzi tu tylko o okładkę, ale i fantastyczne ilustracje, które znajdziecie w wielu miejscach książki. To zdecydowany atrybut tej historii, który oprócz opisów pomaga stworzyć niezwykły klimat i nastrój.
Polecam książkę wszystkim tym, którzy mają ochotę przeczytać niebanalną historię, którzy mają otwarte umysły i nie mają obaw przed odrobiną grozy i mroku, ale lubią również w swoich powieściach trochę romansu i wywodów filozoficznych.
2,5 ⭐ To był reread i chwilami się zastanawiałam co mnie tak kiedyś zachwyciło. Główny bohater kreuje się na wielkiego myśliciela, ale niewiele jego refleksji było przełomowych. Trochę irytowała mnie pierwszoosobowa narracja, prowadzona pod publikę. Pierwsza połowa to głównie przemyślenia, dopiero w drugiej zaczyna się coś dziać. Klimacik jakiś był, ale jak dla mnie coś nie pykło 😅
Oskar spędza wieczór w barze. Jest typem samotnika i obserwatora, rzadko kiedy włącza się aktywnie w życie towarzyskie. To się zmienia, gdy poznaje trójkę przyjaciół: Zozyma, Nicol i Berenice. Kilka wspólnych wieczorów wystarcza, by zawiązała się miedzy nimi nić sympatii, a w przypadku Berenice nawet czegoś więcej. Wkrótce Oskar zostaje zaproszony na tajemniczy bal stowarzyszenia, do którego należą Zozym i jego przyjaciółki. Bal ten od początku otacza podejrzana, mroczna atmosfera, Oskar jednak nie ma pojęcia, że prawda jest mroczniejsza niż byłby w stanie sobie wyobrazić...
Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem jak odnieść się do tej książki. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, ale nie do końca wiem czego. Lektura z jednej strony była do bólu przewidywalna, z drugiej zaskakująca. Pełna sprzeczności. Długo głowiłam się nad oceną, jaką jej przyznać, i wciąż nie jestem pewna, czy oceniłam ją sprawiedliwie.
Zacznijmy może od bohaterów. Bardzo polubiłam Zozyma, w którym wyczułam pewien powiew świeżości, ale już Oskar miejscami mnie irytował. Niektóre jego akcje były bezsensowne, wręcz dziecinne i kompletnie nie pasowały do dorosłego mężczyzny. Berenice zaś skakała ze skrajności w skrajność, dawno już nie spotkałam się z tak niespójną postacią. Na balu spotkaliśmy dla odmiany wiele fascynujących osobowości, szkoda tylko, że było ich tak dużo, że nie sposób było ich wszystkich zapamiętać i rozróżnić.
"Nie istnieje dobro ani zło, jeżeli samo personalnie nie nadamy im znaczenia."
Zostając w temacie osobowości, dużą rolę w ich poznaniu odgrywała filozofia. W trakcie lektury mamy okazję poznać filozofię życiową praktycznie każdego bohatera i o ile w pewnym stopniu jest to ciekawe i pozwala bardziej utożsamić się z daną postacią, to chyba niestety tutaj mamy do czynienia z lekką przesadą. Sięgając po tę książkę miałam nadzieję przeczytać powieść, dostałam jednak niemal traktat filozoficzny. Dosłownie co kilka stron zagłębiamy się w dysputy nie wnoszące nic do akcji, a często dłużące się i nudne. Rozumiem jaki był zamysł autora i co chciał tym zabiegiem osiągnąć, ale chyba nie do końca mu się to udało.
Słowo jeszcze o wielkim finale. Jak mówiłam był przewidywalny i zaskakujący zarazem. Przewidywalny, bo od początku podejrzewałam, że z Zozymem, Berenice i Nicol coś jest nie tak, i niestety nie była to tajemnica zbyt trudna do odkrycia. Już na 10 czy 11 stronie Berenice robi coś, co naprowadza mnie na rozwiązanie tej zagadki skuteczniej niż nawigacja GPS i całe napięcie znika. Z drugiej strony, choć znałam już tożsamość członków tajemniczego klubu, nie spodziewałam się jaki będzie cel organizowania wielkiego balu i jego zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło. Punkt na minus, punkt na plus.
"No cóż, takie jest życie. Upadamy i wznosimy się. Za każdym jednak razem wchodzimy wyżej. W końcu dobijemy się do celu..."
Ogólnie lektura była dobrą zabawą, nieco przefilozofowaną ale ciekawą. Odkrywanie kolejnych tajemnic zamku, w którym odbywał się wielki bal, było fascynujące i biję tutaj ukłony przed wyobraźnią autora. Jednak w jakiś sposób spodziewałam się czegoś... Może nie więcej, ale czegoś innego. Zaznaczam tutaj, że to moje osobiste odczucia i preferencje i każdy tę książkę może odebrać inaczej. Do czego zachęcam, bo jest to naprawdę dobra powieść, którą z czystym sumieniem mogę Wam polecić.
Oskar wiedzie nudne życie i jakiś czas temu stracił właśnie z tego powodu dziewczynę. Nie lubi być w centrum uwagi i najczęściej jedynie obserwuje ludzi. Wszystko zmienia się, kiedy przez przypadek poznaje intrygującego Zozyma oraz jego towarzyszki Nicole i Berenice. Dzięki nim trafia też na bardzo dziwny bal przebierańców z jeszcze dziwniejszymi ludźmi. Zostaje wciągnięty w przerażające widowisko, które nie może zakończyć się dobrze.
“Wigilia Dnia Zmarłych” to debiutancka książka autorstwa Filipa Zająca, która na dziś została wydana jedynie w formie e-booku. Aczkolwiek wszyscy starają się wydać ją w formie papierowej. Jak już pewnie zauważyliście, nie mam problemu z czytaniem debiutów, zwłaszcza tych z Polski. Dodatkowo książka jest z gatunku fantastyki, co sugeruje sam tytuł. Przez to wyobrażałam sobie, że będzie to utwór pełen wampirów, wychodzących dosłownie z każdego zakamarka. Moje domysły okazały się w 90% inne.
Fabuła książki skupia się przede wszystkim na filozoficznych rozważaniach głównego bohatera wraz z nowo poznanymi towarzyszami podczas kilku spotkań w barach i klubach. Oskar wraz z Zozymem dyskutują na temat funkcjonowania społeczeństwa w dzisiejszym świecie. I praktycznie do samego balu tak właśnie wygląda książka. Przerywnikami w tym są zaloty względem Berenice. Gdyby nie zakończenie, to tak naprawdę nie znajdzie się tutaj żadnego zwrotu akcji. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że dla osób, dla których akcja jest podstawą w książce, to mogą się bardzo nudzić. Ja natomiast byłam lekko zagubiona, bo nie wiedziałam, do czego sprowadzają się wszystkie sytuacje i rozmowy. Do wątku balu miałam wrażenie, że tylko tytuł sugeruje, jaki to jest gatunek. Dopiero potem wszystkie atrakcje zaczynały rozjaśniać osobliwy obraz świata przedstawionego. Jak się okazuje, nie jest on sympatyczny oraz pełno w nim erotyzmu i brutalności. Mam jednak wrażenie, że autor trochę za późno stworzył te brutalniejsze wątki. Przeskok między nimi a filozoficznymi dyskusjami był ogromny, przez co czułam lekkie zdezorientowanie. Samo zakończenie, z biegiem czasu okazuje się bardzo przewidywalne, a postawa bohatera strasznie naiwna.
Panu Filipowi nie można zarzucić tworzenia ciekawych i różnorodnych postaci. Paleta charakterów jest ogromna i zauważyć to można nie tylko na balu. Najbardziej chyba polubiłam Nicole, która swoim ciętym językiem oraz prawdomównością wydała się najciekawszą osobą z grupy. Natomiast nie polubiłam Oskara. Jak na głównego bohatera przystało, jest on strasznie denerwujący i naiwny. Dodatkowo to niepoprawny romantyk, który kieruje się miłością, chociaż zdrowy rozsądek podpowiada coś całkowicie innego. Poza tym Oskar nie miał żadnych ambicji ani zainteresowań, a jedyną rzeczą, na jakiej mu zależało to posiadanie dziewczyny. Był on dla mnie strasznie irytujący, a jego naiwność w pewnym momencie zaczęła mnie śmieszyć. Trzeba jednak przyznać, że w porównaniu do większości postaci męskich w książkach, Oskar jest ich zdecydowanym przeciwieństwem. Problem w tym, że chyba wolałabym tamtych mężczyzn, a nie Oskara.
Mimo że ponad połowa "Wigili Dnia Zmarłych” jest o tematach filozoficznych, czyta się ją naprawdę szybko i przyjemnie. Aczkolwiek nie podobało mi się rozmieszczenie wątków. Sprawiło, że tak naprawdę nie wiedziałam, do czego zmierza fabuła. Dodatkowo książka ona dosyć krótka, bo ma niecałe 250 stron. Natomiast dużym plusem okazała się oprawa graficzna, która oprócz świetnie wyglądających ilustracji, była idealna dla podkreślenia momentu oraz ukazania miejsc, w którym znajdował się bohater.
“Wigilia Dnia Nocy” zapowiadała się na bardzo ciekawą pozycję z gatunku fantastyki, która posiada istoty nadprzyrodzone. Okazała się jednak książką strasznie nużącą i dezorientującą. Nie pomogły nawet ciekawe postacie ani sposób, w jaki książka została napisana. Oczekiwałam naprawdę ciekawej powieści fantasy, a otrzymałam rozmyślania filozoficzne z ze zjawiskami nadprzyrodzonymi w dalekim tle. Jeśli jednak uważacie, że ta książka jest dla was, to śmiało możecie po nią sięgnąć. Aczkolwiek jeśli tak jak ja wolicie fabułę z dużą ilością akcji, to zdecydowanie odradzam.
"Ludzkość dziś żyje bez żadnych zobowiązań. Nie chcesz mieć dzieci? Nie ma problemu, zabezpiecz się! Zapomniałeś? Usuń je! Chcesz mieć dom? Nie masz pieniędzy? Weź kredyt! [...] Chcesz uciec przed tym dziwnym uczuciem, że coś się w świecie pieprzy? Zagraj sobie w grę! Ściągnij nową aplikacje na telefon! Zajmij się czymś, co ci zapełni czas i nie pozwoli myśleć. Bez wysiłku, bez problemu, bez zobowiązać, bez konsekwencji. Oto domena współczesności."
"Wigilia Dnia Zmarłych" Filipa Zająca jest lekturą, o której nie mam zielonego pojęcia co powiedzieć. Z jednej strony pomysłowość autora jest godna podziwu, potrafi zaskoczyć. Z drugiej, wiele sytuacji wydawało mi się absurdalnych, bohaterowie doprowadzali mnie do szału swoim postępowaniem, co prowadziło do wypatrywania końca. Mówiąc o fabule, jako głównego bohatera poznajemy Oskara, który ma za sobą nieudany związek. Mężczyzna nie przepada za towarzystwem, raczej trzyma się na uboczy obserwując innych, do pewnego momentu. Siedząc przy piwie i pochłaniając wzrokiem ludzi, dostrzega piękność, zaczepioną przez ludzi, którzy raczej nie mieli dobrych zamiarów. Oskar próbuje pomóc Berenice, co nie kończy się dla niego za dobrze. W związku z zaistniałą sytuacją poznaje tajemnicze trio, z którym po czasie udaje się na bal do olbrzymiego zamku. Mogę tylko zdradzić, że nie wszystko w tej opowieści spotykacie na co dzień. Niestety książka nie zostanie w mojej pamięci. Główny bohater nie wzbudził we mnie pozytywnych odczuć, a wręcz denerwował. W wielu sytuacjach miała ochotę krzyczeć i oskarżać o głupotę. Jedyny bohater wzbudzający we mnie trochę pozytywnych odczuć to Zozym. Filozof, którego wypowiedzi kryły o wiele więcej niżeli człowiek dostrzegł na początku. Za każdym razem, gdy czytałam jego słowa szukałam dogłębnego sensu w obawie, że ominę coś istotnego. Kolejnym dla mnie minusem, była przewidywalność. Szybko mogłam stwierdzić co wydarzy się na kolejnych stronach, choć przyznam się bez bicia, że był ten jeden moment zaskoczenia. Muszę także stwierdzić, że z początku podobał mi się pomysł autora, lecz po czasie wszystko się dla mnie zepsuło. Najbardziej zasmuciła mnie końcówka, gdy autor skupił się na rzeczach mało ważnych, wzbudzających we mnie tylko obrzydzenie i jak najszybszą chęć skończenia lektury. Należy oczywiście wspomnieć także o ilustracjach, które zmuszają do zatrzymania się choć na chwile i ujrzenia wspaniałych sal przeniesionych z naszej wyobraźni na obraz.
"Wszak wiedza, że każda bliska osoba musi zginąć, jest co najmniej bolesna, napawająca lękiem. W takim wypadku miłość staje się niczym więcej, jak tylko udręką, której kres nadchodzi dopiero w momencie, gdy i nasze własne życie dobiega końca."
Oskar, po tym jak rzuciła go dziewczyna, czas wolny spędza w klubach. Jednego z takich wieczorów staje się świadkiem ataku na dziewczynę. Rusza jej na ratunek, ale że marny z niego bohater, obrywa. Staje się to jednak przyczynkiem do nawiązania ciekawej znajomości.
Powieść zaczyna się w sposób mało zachęcający. Wstępna kreacja głównego bohatera jest, by rzec delikatnie, mało interesująca. Zdaje się być użalającym nad sobą, zakompleksionym gościem, którego właśnie dziewczyna rzuciła, tym samym dając nowe powody do rozpaczania. Na szczęście to tylko wstęp, który nie odnajduje odzwierciedlenia w dalszej części powieści i ma znaczenie głównie dla zawiązania fabuły, a nie jej dalszego przebiegu.
Z biegiem fabuły postaci zyskują coraz bardziej. Szczególnie wyrazista staje się trójka nowo poznanych towarzyszy, jednakże i głównemu bohaterowi nie można odmówić charakteru specyficznego i dość nietypowego jak na polską fantastykę. Oskar jest typem stoika spokojnie obserwującego świat. Czasem próbuje wyjść poza tak określony charakter, ale wyraźnie widać, że ani nie czuje się wtedy dobrze, ani nie ma wielkich szans na powodzenie w przedsięwzięciach. Znaczenie lepiej wypada w układaniu planów, w filozoficznych dysputach, których w powieści nie brak. Nie zawsze wypadają interesująco, w początkowych partiach powieści wkrada się w nie odrobina sztuczności, ale znów – z rozwojem fabuły stają się coraz bardziej interesujące i naturalne. Jednocześnie Oskar w swoich poglądach może mieć równie wielu przeciwników, co zwolenników, a przez to zyskiwać sobie sympatię czytelnika lub wprost przeciwnie. Trzeba przyznać, że jego konstrukcja jest nadzwyczaj dobra, a równie ciekawie wypada Zozym. Długo nie wiemy kim naprawdę jest, ale jego tajemniczość podtrzymuje zainteresowanie powieścią. Ma w sobie coś z filozofa, ale zupełnie innego niż główny bohater. Więcej w nim woli i zdolności do działania. Nie tylko słucha i rozmawia, ale też doskonale kreuje wydarzenia. Trochę słabiej wypadają postaci kobiece – nie brak im wyrazistości, ale nie ma w nich też tak dużego skomplikowania, ostrości i przenikliwej inteligencji.
Zając całkiem ciekawie wykreował klimat powieści. Od pierwszego spotkania Oskara z Zozymem i spółką pojawia się dość mroczny, tajemniczy klimat. Czasem budowany w sposób dość prosty, może nawet nieco tani, choćby za pomocą snów i pochodzącej z nich symboliki. To trochę denerwuje, bo autor tajemniczość buduje także w sposób znacznie bardziej umiejętny: niewiedza czytelnika co do właściwej tożsamości nowych znajomych głównego bohatera ze strony na stronę coraz bardziej zastanawia. Wiemy, że on jest kimś zwyczajnym, oni wprost przeciwnie, a kontrast budzi coraz większy niepokój. Nie brak także iście dekadenckich rozmów czy obrazów zabaw, przestrzeni, w których rozgrywa się akcja.
Celowo omijam kwestię fabuły. Nie jest ona pełna zwrotów akcji, ale ciekawa pod innym względem – ciągła tajemniczość stale zachęca do czytania. Chcemy dowiedzieć się co będzie dalej, jak wszystko się rozwinie i o co właściwie chodzi. Nie ma tu wielu wydarzeń, akcja nie pędzi do przodu, raczej rozwija się spokojnie, bazując na klimacie i przekazie. Więcej nie powiem, bo zdradziłabym zbyt wiele.
Wigilia Dnia Zmarłych jest powieścią ciekawą. Jeszcze nie idealną, ale jak na debiut wypada naprawdę świetnie i jest warta uwagi. Osobiście czekam na kolejne książki autora.
--- Także na szarakawiarenka.pl Książka otrzymana za punkty ISBN od portalu CzytamPierwszy.pl
Obiecuję wam, że jeszcze z czymś takim się nie spotkaliście. Wigilia Dnia Zmarłych łączy w sobie wiele różnych gatunków, od romansu przez fantastykę po powieść otoczoną refleksami na temat otaczającego nas świata i ludzi. Obiecuję wam też, że do samego końca nie będziecie wiedzieć kim są bohaterowie. Czy postacie były rzeczywiste czy były tylko pijackim wyobrażeniem Oskara? Ja sama dalej do końca nie wiem kim jest przerażająca elita i czy dantejskie sceny na balu wydarzyły się naprawdę czy były tylko przestrogą i wizją niepokojącej przyszłości. Styl pisania autora zaskarbił moją sympatię względem głównego bohatera czyli Oskara. Młody chłopak topiąc niedawne smutki w alkoholu poznaje trójkę intrygujących znajomych. Nie zdaje sobie on sprawy, że nowe relacje zmienią jego życie, a zauroczenie do nowo poznanej dziewczyny może doprowadzić nawet do jego śmierci. Fabuła od razu wzbudziła moją ciekawość i, z każdą stroną chciałam wiedzieć co z tej relacji wyniknie i co najważniejsze kim są te postaci, a może właściwie czym. Głębszy sens historii skupia się na konsumpcjonizmie, który doprowadzi ludzkość do zguby gdzie zguba ta w sumie mam wrażenie była istotą całego przedsięwzięcia. W ten sposób wpływowi chcieli nauczyć ludzi w jaki sposób godnie żyć, przewodziło tu motto, że aby dojść do celu trzeba się najpierw przewrócić. Przez prawie każdy rozdział przewija się motyw śmierci, cierpienia, mroku i bardzo to pasuje do całej fabuły, wręcz jest to nieodłączny jej element. Na pierwszy rzut oka nic nie jest tym co się wydaje, wszystko spowite jest aurą tajemniczości i metafor więc większość teorii należy się domyślać. Zachwyciły mnie dyskusje na temat śmiertelności oraz nieśmiertelności i roli miłości w tych zagadnieniach, a także dyskusja na temat zdrady, istny majstersztyk. Co więcej, obie strony przekonywały mnie swoimi argumentami do swoich racji, dostarczając wniosku, że nic nie jest tylko czarne czy białe. Nie zabrakło też krwawych, drastycznych, a czasami nawet obrzydliwych scen, które przesycone były także erotyzmem. Jeżeli chcecie przekonać się czy był to nieprawdopodobny sen czy jawa i chcecie rozmyślać nad tym kim są postacie, to pozycja ta jest właśnie dla was. Dodatkowo, inaczej spojrzycie na otaczające nas społeczeństwo i ich postępowanie...
"Gdybyśmy się rodzili nieśmiertelni, najpewniej miłość przestałaby istnieć lub miałaby zupełnie inną formę..."
Jest to niezwykle oryginalna opowieść, tocząca się na dwóch płaszczyznach. Na początku mamy naszego bohatera, Oskara, cierpiącego katusze po rozstaniu z niedawną ukochaną, topiący smutki w mocnych trunkach. Poznaje on nietypową grupkę "imprezowiczów", do których coś go przyciąga (a może ich do niego?). Nowa znajomość, nowe nadzieje, nowa miłość - i tak lądujemy w drugim segmencie, czyli niezwykłym balu, na który zaprosiła go świeża wybranka serca.
Z początkowej powieści obyczajowo-romansowej przechodzimy w subtelne fantasy. Subtelne tylko na poziomie odznaczania się tego, co paranormalne, bo same sceny robią się coraz mocniejsze i ostrzejsze. Akcja nabiera tempa, aż do świetnego finału. Próbuję ubrać w pewne ramy tę powieść, ale jest to trudne, gdyż to, co pozornie pasuje do poszczególnych gatunków, przeplatane jest śmiałą, trafną i często gorzką refleksją o współczesnym świecie. Tworzy się dzięki temu zabiegowi swoista teatralność akcji.
Cała powieść to istna feeria nawiązań i aluzji literackich. Wspaniała zabawę stanowi odkrywanie ich, zwłaszcza, że pochodzą tak z literatury pięknej, jak i współczesnej popkultury. Pomocne są w tym przypisy autora, które dodatkowo nadają smaczku powieści swoją delikatną ironią i poczuciem humoru. Po raz pierwszy z taką chęcią je czytałam ;)
Dodatkowym walorem są dodane do książki ilustracje, które wspaniale uzupełniają całość i świetnie wspomagają wyobrażeń, oglądałam je z niekłamaną przyjemnością :)
Zakończenie, pomimo iż mi się podobało, było dla mnie wbrew pozorem nieco przewidywalne, ale może to kwestia znajomości zbliżonych utworów.
Podsumowując - warto przeczytać! Jestem bardzo na tak i polecam gorąco :)
Zazwyczaj zdarza się tak, że zaczynając czytanie książki i znając oględnie jej fabułę, mamy na jej temat wyobrażenie, nawet jeśli mgliste i w rezultacie niezgodne z późniejszym odbiorem. W przypadku „Wigilii Dnia Zmarłych” muszę jednak przyznać, że zostałam zdecydowanie zaskoczona.
Historia skupia się wokół Oskara, który jest prostym człowiekiem, wiodącym raczej nudne życie i próbującym się otrząsnąć po nieudanym związku. Zbieg okoliczności sprawia, że chcąc obronić zaczepioną w barze, śliczną dziewczynę, przed atakiem napastników, poznaje całkiem ciekawe osobistości. Po bliższym zapoznaniu, kobieta o ognistoczerwonych włosach, zaprasza go na bal, zarezerwowany dla specjalnego, elitarnego klubu. Całkiem przypadkiem, okazuje się, że przedsięwzięcie ma się odbyć w zamku, w przeddzień dnia zmarłych i będzie to bardzo specyficzny bal kostiumowy.
Narracja prowadzona w pierwszej osobie czasu przeszłego jest bardzo zgrabna i lekka. Z tego więc powodu, z początku spodziewałam się raczej znikomej dawki mrocznej akcji, niezbyt przesadnie okraszonej grozą i strachem. Wiele z rozmów między bohaterami miało znamiona filozoficznych rozważań i przedstawiało ciekawe punkty widzenia, w których jednak łatwo się było pogubić. W miarę tkania historii, zażyłość między główną parą stawała się bardziej widoczna i był to zdecydowany plus. Dosyć wcześnie, bo już właściwie na początku balu, zorientowałam się co się święci i kim są goście z tajemniczego klubu, co nie przygotowało mnie zupełnie na kulminację i zakończenie, rodem z krwawego horroru klasy B. Oprawa graficzna była wisienką na torcie, bo obrazy Pana Rafała Klausa, ciekawie podkreślały opisy wnętrz i sytuacji. Pozycja przeznaczona raczej dla fanów grozy i wywodów filozoficznych niż standardowej fantastyki i 'niemiła' odskocznia na szare popołudnie :)
Wigilia Dnia Zmarłych to tytuł książki autorstwa Filipa Zająca, którą właśnie skończyłam czytać. Bez wątpienia mogę powiedzieć o niej to, że mnie zaskoczyła. Tak jak możemy przeczytać w opisie książki to historia, w której refleksja o degradacji człowieczeństwa miesza się z wątkiem miłosnym, a zarazem fantastycznym. To od filozoficznych rozważań i przemyśleń Oskara - głównego bohatera tej powieści zaczyna się książka. Potem są one kontynuowane w rozmowach z jego nowo poznanymi znajomymi. Jest tu przedstawiony bardzo ciekawy punkt widzenia na kondycję współczesnego społeczeństwa. Po krótkim okresie znajomości Oskar zostaje zaproszony przez Berenice - dziewczynę z nowo poznanej grupy przyjaciół, a jednocześnie nową miłość naszego głównego bohatera - na bal, który ma się odbyć w tytułową Wigilię Dnia Zmarłych. Bal od samego początku jest owiany tajemnicą. Autor bardzo barwnie rysuje nam postaci bohaterów swojej książki, jak również miejsca i zdarzenia. Podczas lektury wyobraźnia czytelnika z pewnością nie pozostanie uśpiona. Przed jej oczami ukażą się niesamowite miejsca wykreowane słowem przez Filipa Zająca. Podczas balu Oskar spotyka bardzo osobliwe postacie, z którymi parokrotnie wdaje się w dyskusje na rozmaite tematy. To co mnie najbardziej zaskoczyło w tej książce to bardzo brutalne zakończenie, którego do ostatniej chwili czytelnik się nie spodziewa, z równie barwnym opisem, jak poprzednie zdarzenia w tej książce. Przyznam, że nie jestem fanką tego typu zakończeń i to wpłynęło na moją ocenę tej książki. Niemniej jednak powieść jest interesująca, wciąga czytelnika swoją fabułą i wartką akcją. Jest to bez wątpienia lektura, która pozwala oderwać się od rzeczywistości. Za możliwość przeczytania dziękuję serwisowi czytampierwszy.pl
Gdybym miała opisać jednym słowem tą powieść, tym słowem byłoby - dziwna. Na prawdę, chyba to moja pierwsza książka o której mogę tak powiedzieć. I niestety, to totalnie nie mój klimat, mimo że wiem, dlaczego dla innych będzie czymś odkrywczym.
Mam problem z głównym bohaterem. Oskar jest człowiekiem pełnym sprzeczności, z jednej strony chce być twardym mężczyzną, z drugiej jednak jest zagubiony w dzisiejszym świecie. W moim odczuciu to taka "kluska". Wydarzenia go porwały, totalnie zatracił się w nowej znajomości i zakochał się w godzinę. Totalnie nie panował nad sytuacją. W dodatku był dziecinny i momentami wręcz irytujący. Reszta bohaterów mimo że miała być charyzmatyczna, mocna i wyrazista, rozmyła się pośród przemyśleń egzystencjalnych Oskara.
"Niedobra ty - dodałem dziecięcym głosem. - Ale dość leniuchowania, idziemy. -Jej, spacerek! - Naśladowanie dziecięcego zachowania musiało się jej spodobać. "
Ta książka nawet nie ma fabuły, przynajmniej dla mnie i mam nadzieję, że nikt się ze mną nie zgodzi. Okropnie się nudziłam, tego stanu nie rozwiało nawet bieganie po salach balowych, zegar z kukułką w kształcie kata czy opisywane orgie. Cały czas czekałam aż coś się wydarzy, no i rzeczywiście ostatnia scena była nawet dość spektalarna, ale tak wymęczona, że wręcz byłam szcześliwa, że stało się jak się stało.
"- Ekscentryczni? To jest dom wariatów - skwitowałem, gdy już się od nich oddaliliśmy. - Dom wariatów to ty dopiero zobaczysz."
I zgodzę się, że jest to powieść ekscentryczna, w klimacie fantastycznego realizmu, ocierająca się o horror i gotycki romantyzm. Jest oryginalna i nieschematyczna, ale ja tego nie kupuję.
Za możliwość przeczytania dziękuję portalowi czytampierwszy.pl
Po książkę sięgnęłam znając jedynie jej tytuł i okładkę, które mnie przekonały. Jest to historia nieoczywista, zaskakująca, nieco dziwaczna, a przy tym pełna filozoficznych przemyśleń i osobliwych postaci. Główny bohater, Oskar, poznaje grupę znajomych, którzy wprowadzają go do swojego świata, nieco tajemniczego i mrocznego.
"Nie istnieje dobro ani zło, jeżeli sami personalnie nie nadamy im znaczenia."
Książka opatrzona jest pięknymi ilustracjami. Spodobały mi się na tyle, że po lekturze włączyłam książkę na telefonie, by jeszcze raz je wszystkie obejrzeć, tym razem w kolorze.
"Ty się boisz klęski! Ja uważam, że jest nam potrzebna. Upadek zmusza do powstania. Upodlenie wzbudza w człowieku chęć uwznioślenia. Trzeba być biednym, by marzyć o bogactwie. Trzeba umierać, by marzyć o życiu. Od marzeń już niedaleko do tworzenia planów. Od planów do działania. Od działania do ziszczenia."
Książkę w formie ebooka miałam okazję przeczytać dzięki portalowi czytampierwszy.pl Jednakże mam małe zastrzeżenie. Nie wiem czy to tylko moja wersja, ale formaty .epub i .mobi były bardzo niesformatowane. Czytając, czułam się, jakbym miała na czytniku książkę ściągniętą z internetu lub przerobionego PDFa, a nie książkę z legalnego źródła.
PS Pisząc tę recenzję, natknęłam się na fanpage "Wigilia Dnia Zmarłych". Jeśli jesteś niezdecydowany, czy książka jest w Twoim guście lub chcesz sobie przypomnieć jej fragmenty i zobaczyć ilustracje, to tam właśnie można je znaleźć :)
Oskar wiedzie raczej spokojne i nudne życie. Zmienia się to w chwili, w której poznaje trójkę znajomych – Zozyma, Nicol i Berenice. Między nim i ostatnią z jego nowych przyjaciół rodzi się uczucie. Pewnego dnia ukochana Oskara zaprasza go na dziwny bal przebierańców odbywającym się w zamku. Chłopak przyjmuje zaproszenie mimo ostrzeżenia Zozyma, by tego nie robił. Oskar jeszcze nie wie, że ten wieczór odmieni jego życie na zawsze... Książkę czytałam dość długo. Jest to spowodowane między innymi tym, że było to moje pierwsze zetknięcie z e-bookami, które niekoniecznie mnie do siebie przekonały. W dużej mierze zaważyło na tym też to, że czytałam ją tylko w autobusach, a w ostatnim miesiącu zbyt dużo nimi nie jeździłam. Głównym powodem jednak jest to, że pierwsza połowa książki mnie do siebie nie przekonała. Trochę za długo jak dla mnie rozkręcała się akcja. Za to za szybko rozwinęło się coś innego, czyli miłość od pierwszego spojrzenia Oskara i Berenice. Jednak po niebyt udanym początku nadszedł czas na bal, a wraz z nim nastąpiła znaczna poprawa. Dużo bardziej wkręciłam się w powieść, szczególnie w zakończenie. Wciągnęłam się w nie tak bardzo, że dwie strony więcej i ominęłabym swój przystanek! Kompletnie nie spodziewałam się takiego obrotu wypadków! Nie spodziewałam się też, że powieść będzie się czytać tak lekko, ponieważ „Wigilia dnia zmarłych” jest przesycona filozoficznymi dyskusjami i refleksjami na przeróżne tematy. Autor także umiejętnie buduje napięcie, aurę tajemniczości i niepokoju. Trójka znajomych Oskara intryguje od pierwszej strony, od początku zastanawiałam się, kim oni mogą być. Jak już jesteśmy przy bohaterach to niestety nie są oni zbyt dobrze rozbudowani. O każdym coś wiem, ale z żadnym się nie zżyłam. Brakowało mi lepszego opisu postaci, opisu ich cech. Żeby nie kończyć jednak na czym negatywnym to wspomnę jeszcze o pięknych ilustracjach, które świetnie komponowały się z opisami zamku. Uważam, że wprowadzenie rysunków było bardzo dobrym pomysłem. Ogólnie „Wigilię dnia zmarłych” oceniam jako książkę dobrą, ale tylko dobrą. Polecam zainteresowanym.
" Nie istnieje dobro ani zło, jeżeli sami personalnie nie nadamy im znaczenia."
Czytając tę książkę liczyłam na coś więcej i niestety ta historia nie przypadła do gustu. Fabuła dłużyła mi się i skupiała się przede wszystkim na filozoficznych rozważaniach głównego bohatera wraz z nowo poznanymi towarzyszami podczas kilku spotkań w barach i klubach. Nie byłam pochłonięta tą historią. Czytałam mając nadzieję, że coś się zaraz wydarzy, jeszcze mnie coś zaskoczy, ale niestety nic takiego się nie wydarzyło. Bohaterów nie poznałam tak, bym mogła ich polubić.Była to mroczna i tajemnicza lektura.
" No cóż, takie jest życie. Upadamy i wznosimy się. Za każdym jednak razem wchodzimy wyżej. W końcu dobijemy się do celu..."
Z początku nie byłam przekonana. Pierwsze strony szły mi opornie,ale stopniowo ten magnetyzujący dziwny świat tak mnie zafascynował... Chciałam koniecznie odkryć jak najwięcej. Książka kryje wiele niespodzianek, zagadek, zabaw słownych, aluzji. To nie jest książka, przy której można się spieszyć. Trzeba ją smakować po kawałeczku. Całości dopełniają bardzo klimatyczne ilustracje, współtworząc z tekstem niesamowity klimat. Może nie jest to książka dla każdego, ale ja bardzo się cieszę, że na nią trafiłam. Naprawdę super debiut!
"Nie istnieje dobro ani zło, jeżeli sami personalnie nie nadamy im znaczenia." Książka opowiada o Oskarze, który próbuje jakoś podnieść się po rozwodzie ze swoją żoną. Pewnego dnia przesiaduje w pubie i obserwuje innych, kiedy jego wzrok przyciąga tajemnicza grupa osób, a konkretniej rudowłosa dziewczyna, która wpada mu w oko. Po przyczynieniu się do uratowania jej z rąk gwałcicieli, Oskar wstępuje do paczki znajomych- zaprzyjaźnia się z Zozymem , Nicol oraz rudowłosą Berenicą, z którą po pewnym czasie nawiązuje bliską relację. Po kilku imprezach i zwykłych spotkaniach Oskar zostaje zaproszony przez swoją sympatię na bal przebierańców zorganizowany przez klub, do którego należą jego znajomi. Czy Oskar będzie umiał odnaleźć się w nietuzinkowym towarzystwie? Czy będzie gotowy zostać jednym z nich? Tego nikt nie wie. Wiadome jest tylko jedno- po owym balu już nigdy nie będzie taki sam. Kiedy zaczynałem tę książkę, miałem nadzieję na przeczytanie dobrej fantastyki z elementami since-fiction, jednak nieco się zawiodłem. Ponad ¾ treści to typowy romans. Ja w tego typu powieściach nie gustuję, więc byłem bardzo zawiedziony. Akcja zgodna z gatunkiem książki rozpoczyna się dopiero na ostatnich kilkudziesięciu stronach, przez co niejedna niecierpliwa osoba, która w dodatku nie lubi romansów z pewnością nie czytałaby dalej. Styl autora był przyjemny, książkę skończyłem w ciągu dwóch wieczorów, co zdecydowanie wpływa na plus, ale język jej jest oficjalny i poważny, przez co może przypominać nudne dla wielu klasyki- lektury z lat szkolnych. W książce pojawiają się również filozoficzne dyskusje, które osobiście przypadły mi do gustu. Rozmowy te przedstawiały ciekawe punkty widzenia np. na postrzeganie zdrady czy nt. jak uchronić ludzkość od samozagłady. Poglądy te były często logiczne i przekonujące, jednak trzeba było się skupić, by je zrozumieć. Jak dla mnie ogromnym plusem było zakończenie. Nie mogę Wam za wiele o nim napisać, gdyż nie chcę spoilerować, ale bardzo mnie ono zaskoczyło. Nie było to na pewno zakończenie, które pojawia się w każdej książce, co wpłynęło zresztą ogromnie na moją ocenę, gdyż podniosło ją z 2,5/5 na 4/5 gwiazdki. Podsumowując: książkę, pomimo leniwie ciągnącej się akcji na początku, oceniam pozytywnie. Nie zrażajcie się zbyt długim wstępem, dla samego zakończenia warto ją skończyć. Gorącą Wam polecam tę pozycję. "No cóż, takie jest życie. Upadamy i wznosimy się. Za każdym jednak razem wchodzimy wyżej. W końcu dobijemy się do celu..." Za książkę dziękuję portalowi czytampierwszy.pl
Główny bohater stara się odreagować rozstanie z dziewczyną wiec udaje się do baru/klubu. Tam obserwuje różnych ludzi, lecz jego uwagę przykuwa mężczyzna z dwoma kobietami. Jedna z tych kobiet o imieniu Berenice ma kłopoty z dwoma innymi mężczyznami a Oskar chcąc jej pomóc niestety dostaje niezły łomot. Lecz w ten sposób zapoznaje się z Zozymem , Nikol i właśnie Berenic. Ta ostatnia wpadła mu w oko i to z wzajemnością. Po kilku spotkaniach główny bohater zostaje zaproszony na bal przebierańców tajemniczego klubu. Natomiast to nie jest zwykły bal. Na początku książka jak to książka, coś się dzieje aż się zastanawiałam co to ma wspólnego z fantastyką. Szczerze mówiąc obstawiałam jakieś wampiry 😂. Lecz na początku książka wydaje się być „normalna” poruszane są przeróżne tematy filozoficzne co nie za bardzo jest w moim guście. Ale myśle sobie no muszę się dowiedzieć o jaką fantastykę tu chodzi bo jej nie widzę no chyba, że nie czytam uważnie. Dopiero na koniec wszystko się wyjaśnia, co jest fantastyczne, gdyż przez całą książkę trzymała w napięciu. Ale zakończenie powieści to coś fenomenalnego. Taka wisienka na torcie. Mogę się założyć, że nikt ale to nikt nie spodziewał się takiego zakończenia. Sztos ! Książkę czyta się dosyć szybko a zwłaszcza tą końcówkę . Z czystym sumieniem polecam Wam tą książkę. Książkę odebrałam za punkty w portalu CzytamPierwszy. Buziaki MrsBookBook 😙
Opowieść śledzimy z perspektywy głównego bohatera Oskara. Opowiada on historię o tym jak w obronie pewnej damy, wdał się w małą bójkę w miejscowym barze. Jednak wyszedł na tym całkiem nieźle, bo dzięki temu poznaje ciekawe towarzystwo i razem z nimi trafia na tajemniczy bal. Bal jedynie dla elitarnych i wtajemniczonych osób. Bal tuż przed Dniem Zmarłych.
Do Wigilii Zmarłych miałam mieszane podejście. I nie zaskoczyłam się. Sam Oskar jest lekko irytujący, cały czas filozofuje i właściwie nic z jego mądrości nie wynika. Choć narracja prowadzona jest całkiem nieźle, to opowieść nie powala. To bardziej opowiadanie, niż książka i to jeszcze lekko nie dokończone.
Historia od początku owiana jest tajemnicą. Główny bohater opowiada nam o swoim życiu, a dokładniej o okresie tuż po rozstaniu z dziewczyną. Dowiadujemy się jak uwikłał się w znajomość z nietypowymi, ekscentrycznymi ludźmi i co z tego wynikło. A wyniknęły różne kwiatki :D Po drodze do momentu kulminacyjnego mamy mnóstwo ciekawych rozważań nad sensem istnienia, filozoficznych refleksji, szczyptę grozy i cały czas towarzyszącą nutkę tajemnicy. Książka bardzo mi się spodobała, jest niejednoznaczna, inna, ciekawa. Polecam.
Dziś mam dla Was książkę, która bardzo mnie zaskoczyła. Zaczyna się zwyczajnie. Główny bohater stara się odreagować rozstanie z dziewczyną wiec udaje się do baru/klubu. Tam obserwuje różnych ludzi, lecz jego uwagę przykuwa mężczyzna z dwoma kobietami. Jedna z tych kobiet o imieniu Berenice ma kłopoty z dwoma innymi mężczyznami a Oskar chcąc jej pomóc niestety dostaje niezły łomot. Lecz w ten sposób zapoznaje się z Zozymem , Nikol i właśnie Berenic. Ta ostatnia wpadła mu w oko i to z wzajemnością. Po kilku spotkaniach główny bohater zostaje zaproszony na bal przebierańców tajemniczego klubu. Natomiast to nie jest zwykły bal. Na początku książka jak to książka, coś się dzieje aż się zastanawiałam co to ma wspólnego z fantastyką. Szczerze mówiąc obstawiałam jakieś wampiry 😂. Lecz na początku książka wydaje się być „normalna” poruszane są przeróżne tematy filozoficzne co nie za bardzo jest w moim guście. Ale myśle sobie no muszę się dowiedzieć o jaką fantastykę tu chodzi bo jej nie widzę no chyba, że nie czytam uważnie. Dopiero na koniec wszystko się wyjaśnia, co jest fantastyczne, gdyż przez całą książkę trzymała w napięciu. Ale zakończenie powieści to coś fenomenalnego. Taka wisienka na torcie. Mogę się założyć, że nikt ale to nikt nie spodziewał się takiego zakończenia. Sztos ! Książkę czyta się dosyć szybko a zwłaszcza tą końcówkę . Z czystym sumieniem polecam Wam tą książkę.