Dziedzictwo przeszłości, które buduje teraźniejszość.
Każda rodzina ma swoją przeszłość, historie, którymi się szczyci, lecz również takie, które są skrzętnie ukrywane. W jaki sposób losy naszych krewnych, zdradzonej ciotki, zbuntowanej prababki albo wyklętego stryja mogą wpłynąć na nasze życie? Podświadoma rodzinna lojalność determinuje pewne zachowania, poglądy, lęki a nawet powoduje choroby lub powtarzalne w rodzinie, traumatyczne zdarzenia.
Jak możemy uwolnić się od traum i spożytkować pozytywne doświadczenia rodziny?
Trudności w nawiązywaniu relacji, osiągnięciu stabilizacji, niepowodzenia życiowe często mają źródło w dawnych rodzinnych zdarzeniach. Poszukiwania szczęścia i sposobu na dobre życie warto czasem zacząć od posprzątania przeszłości.
Jako że nie jestem specjalnie zainteresowana tematyką psychologiczną, podchodziłam do tej książki jak pies do jeża. W końcu zdecydowałam się na lekturę, ale od pierwszej do ostatniej strony kręciła nosem. O ile przemawia do mnie to, że przejmujemy wzorce zachowań z domu rodzinnego, że wchodzimy w rolę, które przypadły kiedyś naszym rodzicom, to teoria, że przytrafiają się nam te same rzeczy w tym samym wielku co naszym przodkom już jest dla mnie podejrzana. Według niej jeśli babka spadła z drabiny w wielu 32 lat, to najprawdopodobniej córce lub wnuczce też stanie się coś złego w tym samym wieku. Inny przykład to rodzinne tajemnice. Według autorki, nawet jeśli nikt nie wie, że babka miała kochanka i dziecko nie jest synem dziadka - dziadek też nie wie - to los tego nieznajomego ojca wpłynie na los wnuka. Jednak nie sposób w to uwierzyć. Próbuję w myślach prześledzić losy rodziny i nie mogę znaleźć tej powtarzalności. Ta książka to nie moja bajka.
Mam wiele zastrzeżeń do książki. Zaczęło się niemal jak przesłuchanie, pytanie za pytaniem. Później niewiele lepiej. Autorka myli wywód przodków z drzewem genealogicznym. Jakoś do mnie nie przemawia szukanie na siłę zależności, że przez samobójczą śmierć ciotki dziewczyna połamała sobie kręgosłup. Albo szukanie które miesiące w rodzinie są szczęśliwe, które nie. Natomiast jeśli w miesiącu są dobre i złe zdarzenia to znaczy, że natura dąży do równowagi. Tak można dopasować każdą teorię. Z książki bije szowinizm, mizoandria: jak ktoś scala rodzinę to ciotka, jeśli postrzelony to wuj. Dziennikarka sprawdziłaby się w pisaniu horoskopów, a nie książki udającej psychologiczno-genealogiczną pozycję. Są lepsze książki na te tematy, wystarczy poszukać według ocen.