Jump to ratings and reviews

Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana

Fakty ciekawsze niż tajemnice

Jarosław Kaczyński zawładnął Polską, zaś Antoni Macierewicz zawładnął prezesem Prawa i Sprawiedliwości. Ten wyrachowany polityczny gracz decyduje o tym, w co wierzą Polacy.

Oto pierwsza biografia najbardziej kontrowersyjnego polskiego polityka. Autorzy prześwietlają życiorys byłego ministra w oparciu o teczki IPN, nieznane archiwa, depesze amerykańskiej ambasady, ale przede wszystkim na podstawie rozmów z ponad setką osób, które poznały go na różnych etapach działalności.

Książka odsłania jego dramatyczne losy – od samobójczej śmierci ojca, przez pobyt w domu dziecka i studenckie uczucie do kobiety, przez którą trafił do więzienia. Ujawnia historię, o których sam bohater dotąd milczał - jego dwuznaczną postawę w kontaktach z SB w marcu 1968 r., prawdziwe okoliczności „ucieczki” z internowania czy list napisany w latach 80. do gen. Czesława Kiszczaka. Pokazuje polityka, który ścigał i ujawniał agentów, a jednocześnie sparaliżował akcję polskiego kontrwywiadu wobec prawdziwego szpiega GRU.

Antoni Macierewicz wierzy, że jest na celowniku rosyjskich służb. W 1992 ktoś przedstawia mu nawet jego sobowtóra, dlatego nieustannie obawia się zamachu. Ministra owładniętego obsesją na punkcie spisków chronią jednocześnie funkcjonariusze UOP-u i komandosi GROM-u. Macierewicz nie ufa nikomu. Służby nie wiedzą, że wspólnie pilnują jednego człowieka. Dwa razy niemal dochodzi do strzelaniny.

Zobacz, jak wiele twarzy ukrywa Antoni Macierewicz. Nieautoryzowana biografia jednego z najważniejszych polityków prawicy poszukuje odpowiedzi na pytania – w co sam wierzy i czego boi się Macierewicz. I dlaczego tym strachem zaraża naród.

494 pages, Paperback

Published June 6, 2018

Loading...
Loading...

About the author

Ratings & Reviews

What do you think?

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
4 (28%)
4 stars
9 (64%)
3 stars
1 (7%)
2 stars
0 (0%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 2 of 2 reviews
Profile Image for Maćkowy .
542 reviews163 followers
June 9, 2023
Dobrze napisana, wyczerpująca, ale przede wszystkim świetnie udokumentowana (źródła, przypisy) biografia Antoniego Macierewicza kończąca się na 2018 roku. Annie Gielewskiej i Marcinowi Dzierżanowskiemu udało się w nieautoryzowanej biografii uchwycić wielowymiarowość postaci Macierewicza, jako polityka i człowieka, przy czym podczas lektury nie miałem wrażenia (co często ma miejsce, gdy ktoś pisze o tak skrajnie postrzeganych postaciach) pisania pod z góry ustaloną tezę, zamiast tego mamy tutaj obraz człowieka i polityka, który można uznać za obiektywny.

Jakiego więc dostajemy Macierewicza? Niewątpliwie człowieka z zasługami dla opozycji (stworzył ideę KOR-u), ale też pragmatyka i indywidualisty kochającego władzę i nie znoszącego nad sobą żadnej zwierzchności, który potrafi (celowo lub nie) rozpirzyć każdą organizację, która będzie na tyle naiwna żeby przyjąć go w swoje szeregi (jedynie Kaczyński dał radę wykorzystać antkowe "talenty").

Książkę czytało mi się bardzo dobrze, żywot Antoniego jest ukazany w szerszym kontekście, Gielewska i Dzierżanowski wykonali świetną robotę docierając do nieprzebranej wręcz ilości archiwalnych materiałów (akt, czasopism, materiałów wideo) oraz świadków opisywanych wydarzeń - ujęli mnie tą dziennikarską rzetelnością, która niestety nie jest* (a powinna) być oczywista - widać, że poświecili tej biografii kawał swojego zawodowego życia.

Czego w książce nie uświadczymy? Jednoznacznych ocen i opinii. Ot, chociażby o domniemanej współpracy Macierewicza z rosyjskim wywiadem - nie ma na to twardych dowodów, więc pozostawiamy fakty i plotki opinii czytelnika. Podobnie jest z wieloma innymi niejasnymi faktami z życia byłego ministra obrony narodowej i wielkiego lustratora i likwidatora - za autorów mówią fakty, swoją drogą w większości dla Macierewicza druzgoczące.

Książka kończy się w 2018 roku, wraz ze zdymisjonowaniem Antoniego Macierewicza ze stanowiska szefa MON-u. Zostawiła mnie z poczuciem nieoczekiwanej satysfakcji i wielkiego zaskoczenia, nie spodziewałem się, że dostanę biografię tak bezstronną, tak dobrze udokumentowaną, a jednocześnie tak przyjemną w odbiorze, myślę, że powinien ją przeczytać każdy zainteresowany polskim życiem politycznym ostatniego czterdziestolecia, czyli wszystkim co przed PiSem .




*na przykład w książce Renaty Grochal o Zbigniewie Ziobrze przypisów nie uświadczysz, a bibliografia jest mizerna, jak majątek polskiego parlamentarzysty ujawniony w zeznaniu podatkowym.
Profile Image for Zbyszek Sokolowski.
300 reviews16 followers
August 10, 2019
Biografia nieautoryzowana to kompletnie inna książka niż książki Tomasza Piątka. To bardziej biografia, chociaż Antoniemu Macierewiczowi kolorytu i to często negatywnego nie brakuje. Wątki "wschodnie" też są poruszane ale w dużo bardziej łagodnej formie. Aczkolwiek nie wykluczają tez z książki Piątka. Dla Antoniego zawsze najważniejsze było jego ego i by zaistnieć, czy to będąc przedstawicielem skrajnej lewicy, czy mając na sztandarze ultra katolicką prawicowość. Zaistnieć i być widocznym choćby wymagało to współpracy z komunistycznymi władzami. Sam przez tych ostatnich był często używany to rozwalania demokratycznej opozycji, miał związki z SB, jego najbliższe środowisko było głęboko infiltrowane.

Cytaty:

Antek wierzy we własną rację, nie poddaje jej sprawdzianowi, nie spotyka się z ludźmi, którzy mają inne zdanie, nie wierzy nikomu poza sobą. […] W jego głowie powstają konstrukcje, za którymi nie nadążam. Dlatego za sto lat w podręcznikach historii będą całe rozdziały o jego krętactwach i tylko słowo o zasługach. A chciałoby się, by było na odwrót. Wojciech Onyszkiewicz, przyjaciel z okresu studiów, współzałożyciel KOR („Gazeta Wyborcza”)

Przyjaźń z Wojciechem przetrwa długie lata. Antoni będzie zapewniał, że jego zeznania nie wykroczyły ani na krok poza to, co już wiedzieli śledczy. Onyszkiewicz w to uwierzy. Przez lata będzie żył z przekonaniem, że to on zaszkodził Antkowi, mówiąc śledczym za dużo.

Do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. My młodzież studiująca w Warszawie protestujemy przeciwko decyzji zakazującej wystawiania w Teatrze Narodowym w Warszawie dramatu Adama Mickiewicza „Dziady”. Protestujemy przeciwko polityce odcinania się od postępowych tradycji narodu polskiego27. Pod spodem 43 podpisy. Numer 1 – Krzysztof Łoziński, wówczas student pierwszego roku fizyki, dziś szef Komitetu Obrony Demokracji i śmiertelny wróg Macierewicza. Numer 41 – Antoni Macierewicz.

Byłem wtedy tzw. komandosem – opowiada Łoziński. – Na dziedzińcu UW podszedł do mnie student pierwszego roku historii, podpisał list. Zapamiętałem go, bo gadał dziwne rzeczy. Że jest zwolennikiem Che Guevary i Fidela Castro. Że ma pretensje do Chruszczowa, bo w czasie kryzysu kubańskiego nie wypowiedział wojny Stanom Zjednoczonym. Potem spotkałem go ponownie, już w czasach KOR-u. Dopiero wtedy dowiedziałem się, że się nazywa Macierewicz.

Smolar dowie się, że Adam Michnik i Jacek Kuroń nie mogą się dogadać z Macierewiczem w sprawie kształtu pisma „Głos” i zakładają własne czasopismo „Krytyka”.

Znajomi z klasy wspominają, że nie miał wielu przyjaciół, nie udzielał się też przesadnie towarzysko. Podkochiwał się w koleżance z klasy, Hannie Wnękowskiej, późniejszej żonie kontrowersyjnego sędziego Andrzeja Kryżego, który w stanie wojennym będzie skazywał kolegów Macierewicza z opozycji, a w rządzie Prawa i Sprawiedliwości obejmie funkcję wiceministra sprawiedliwości

W mojej pamięci przebija się jakiś konflikt między Antkiem Macierewiczem a panią Kurlandską, która była przeciwna jego usilnym staraniom objęcia funkcji przewodniczącego szkolnego oddziału Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Kurlandska była bodajże opiekunką szkolnego TPPR, a swój stanowczy sprzeciw argumentowała tym, że przewodniczący szkolnego TPPR musi znać bardzo dobrze rosyjski. Tego warunku akurat Antek, jak się wydaje, nie spełniał. Antek tak naprawdę to nie był relegowany. Jego życiorys został skutecznie podretuszowany przez specjalistów od politycznego marketingu.

Macierewiczowie prawdopodobnie wywodzą się z ruskiej szlachty zagrodowej – opowiada Minakowski. – Nie ma ich w herbarzach, więc należeli raczej do drobnicy pozbawionej majątku prawdopodobnie jeszcze przed rozbiorami.

Zaskakujące, że na akcie chrztu syna z 1876 roku podpisuje się po rosyjsku, cyrylicą. To wówczas rzadkość. Owszem, dokumenty sporządzano wówczas w języku zaborcy, ale Polacy podpisywali się na nich na ogół po polsku. Najwyraźniej więc pradziadek Stanisław niespecjalnie był przywiązany do polskości.

Przed wojną w Warszawie mniej więcej jedna trzecia nieruchomości należała do Żydów. I nagle z dnia na dzień stały się one „niczyje”. Skala przejmowania pożydowskiej własności była zatem bardzo duża. Zbijano na tym fortuny, bo pieniądze leżały dosłownie na ulicy. Żydzi już na samym początku zostali pozbawieni prawa dysponowania swoją własnością. Żeby zabezpieczyć ich majątek przed miejscową ludnością, Niemcy próbowali ten proces trzymać w ryzach i nie pozwalali, by Polacy przejmowali własność pożydowską. Polacy jednak starali się te obostrzenia obejść. Polacy nie mogli oficjalnie kupować pożydowskich domów, ale mogli robić różne manewry. I robili. Na przykład wchodzili na hipotekę. Wystarczyło w sądzie przedstawić spreparowane dowody, że żydowski właściciel kamienicy jest nam winien sprzed wojny 200 tys. złotych. Zgodnie z obowiązującym polskim prawem wekslowym, jeśli dłużnik nie zgłaszał się przez sześć tygodni, można było wystąpić do sądu o wpis do hipoteki. Oczywiście, żydowski właściciel albo był już w getcie, albo w Treblince, albo już nie żył, więc nie mógł się zgłosić. W efekcie Polak stawał się właścicielem domu, choć niczego nie kupił.

W wielu publikacjach na temat Macierewicza można przeczytać, że jest on twórcą „Gromady”, a nawet „Czarnej Jedynki”. Tymczasem zarówno Janusz Kijowski, jak i Andrzej Celiński zgodnie twierdzą, że Macierewicza wśród założycieli „Gromady” nie było. Nie był też harcerzem „Czarnej Jedynki”, choć towarzysko oczywiście od kilkunastu miesięcy obracał się już w tym kręgu. Wszystkie opowieści o tym, że Macierewicz tworzył niezależne harcerstwo, to późniejsze legendy. Celiński precyzuje: – Macierewicza w „Jedynce” nigdy nie było. Zresztą nie mogło być, chociażby z tego powodu, że palił fajkę, no i, jak by to powiedzieć, nie był abstynentem. A wiadomo, że harcerz nie pali i nie pije i myśmy to traktowali bardzo poważnie. Antoni dołączył do nas później, już w czasach „Gromady”.

„Gromadę Włóczęgów” tworzyli Janusz i Jerzy Kijowscy. W dalszej kolejności Marek Barański, Piotr Naimski i ja. Jeszcze Wojtek Onyszkiewicz. Jeśli chodzi o program i sprawy organizacyjne, to Macierewicz był klasycznym pływakiem. Nie robił nic, natomiast brylował na spotkaniach.

Antek nie miał przedtem związków z „Jedynką”, więc wielu z nas zobaczyło go pierwszy raz w życiu. Pamiętam, że od początku wydał nam się postacią trochę kontrowersyjną – wspomina Jerzy Kijowski, dziś profesor fizyki. – Był bardzo radykalny w poglądach, i to lewicowych, fascynowała go postać Che Guevary. Nie wszyscy go tolerowali.

Informację, że to Antoni inicjował, podaje już nawet Wikipedia – mówi Celiński. – Przykro mi, ale to kłamstwo. Otóż z całą pewnością on nie animował tej akcji, choć być może oddał krew, a nawet kogoś jeszcze do tego namówił. To, że po latach stał się inicjatorem cudzej akcji, jest dla Antoniego bardzo charakterystyczne.

Dla Antoniego bogiem był wtedy Jasir Arafat – wspomina z kolei Andrzej Celiński. – Kibicował walce o wolną Palestynę, fascynacja Che Guevarą była drugorzędna. Moim zdaniem zresztą wynikało to głównie z chęci bycia oryginalnym. Ponieważ w „Gromadzie Włóczęgów” nikt nie miał tak lewicowych poglądów, on sobie tę niszę zagospodarował. Trochę się z tego śmialiśmy.

Część kolegów – jak się wtedy mówi – „idzie na żołd władzy” i zaczyna oficjalnie popierać linię partii. W styczniu 1969 roku Marcin Wolski, dziś dyrektor TVP 2 i jeden z czołowych prawicowych publicystów, publikuje w „Żołnierzu Wolności” propagandową Szopkę Noworoczną, w której piętnuje izraelskich syjonistów, amerykańskich imperialistów i zachodnioniemieckich odwetowców.

W esbeckim donosie z końca lat 60. pojawia się następująca charakterystyka poglądów Macierewicza napisana przez jego ówczesną znajomą: Twierdzi, że partią rządzi klika, że dla dobra ustroju należałoby stworzyć opozycyjną, również marksistowską partię. Jest niezbyt dobrze nastawiony do Związku Radzieckiego. Był kolegą Adama Michnika, uważa za bardzo słuszne poglądy Leszka Kołakowskiego, Modzelewskiego i Kuronia. Twierdzi, że jest marksistą

Wtedy pierwszy raz zobaczyłem jego dziwną cechę charakteru, z którą później jeszcze wielokrotnie się zetknąłem. Z niezrozumiałych przyczyn popada on w dziwny, nieracjonalny stupor. Nagle się zapiera jak osioł, wszelkie argumenty nie mają sensu. Choć sam już nie wie, dlaczego jest na „nie”, ale nie ustąpi.

22 września 1976 roku w mieszkaniu mecenas Anieli Steinsbergowej zostaje formalnie zawiązany Komitet Obrony Robotników. Ta data będzie powszechnie uznana się za początek zinstytucjonalizowanej opozycji demokratycznej w Polsce. Przez kolejne dziesięciolecia będzie trwał spór o to, kto jest rzeczywistym twórcą KOR-u: Macierewicz czy Kuroń.
Wojciech Onyszkiewicz, z którym w 1976 roku Macierewicz omawiał wszystkie szczegóły powołania Komitetu, szuka salomonowego rozwiązania: – Gdybym musiał wskazać jedną osobę, dzięki której powstał KOR, byłby to Macierewicz. Ale gdybym miał podać osobę, dzięki której KOR się udał, byłby to Jacek Kuroń.

Z kolei w sierpniu Adam Michnik jedzie na kilka miesięcy do Paryża na swoiste stypendium z inicjatywy lewicowego filozofa i pisarza Jeana-Paula Sartre’a. Sartre, który przez lata popierał ZSRR i komunizm, upomina się wtedy o przestrzeganie praw człowieka za żelazną kurtyną. Jego patronat pozwala 30-letniemu Michnikowi publikować artykuły we francuskiej, niemieckiej i włoskiej prasie. Michnik spotyka się też z zachodnioeuropejskimi intelektualistami i politykami, którzy traktują go jako ambasadora polskiej opozycji.

Ludwika Wujec wspomina: – Antoni ma taką skłonność, że jak usłyszy o czymś nowym, na dzień dobry zakłada, że inni mają złą wolę.

Wojciech Onyszkiewicz także zaprzecza, jakoby inicjował negocjacje z Piłką: – Antek ma taką cechę, że jeśli jakaś wizja nie pasuje mu do realnego świata, to konstruuje sobie swój własny świat, tak żeby pasował do jego wizji. Powstaje zakrzywiony obraz rzeczywistości. Historia moich rzekomych negocjacji z Piłką to klasyczny przykład takiego działania.

Pamiętam naszą rozmowę z Ozjaszem Szechterem, ojcem Michnika. Mówił, że lubi Kraków, bo krakowscy profesorowie protestowali, gdy przed wojną tworzono obóz w Berezie Kartuskiej. Był tam jednym z osadzonych. Opowiadał, jak ich dręczono i bito. I w pewnym momencie on, przedwojenny komunista, mówi: „Wiecie co, dziewczyny? Jak patrzę na to, co się dziś dzieje, to myślę, że ci, którzy nas bili, mieli rację”. To mną wstrząsnęło.

Konflikt między Macierewiczem a Michnikiem i Kuroniem podzieli na lata nie tylko KOR, lecz także całą opozycję. W pewnym sensie jego skutki widoczne są w polskim życiu publicznym do dziś. Jednak, przynajmniej na samym początku, to raczej spór personalny, wynikający z ambicji i walki o wpływy. Często bardziej towarzyskie niż polityczne. Henryk Wujec diagnozuje: – Macierewicza ukształtowały dwa kompleksy. W latach 70. wobec Kuronia. W latach 80. – wobec Michnika. Paweł Bąkowski uzupełnia: – Te trzy postacie różniły się nie tylko poglądami i charakterami, ale także po prostu filozofią życia. Kuroń traktował przeciwnika jak człowieka, który zbłądził, w związku z czym trzeba go naprowadzić na dobrą drogę. Michnik – jak idiotę. Macierewicz – jak zdrajcę. To podejście nie przysparzało mu wielu zwolenników, podczas gdy Kuronia wszyscy kochali, a Michnika podziwiali. O ile Antoni czuł do Kuronia pewien szacunek, to do Michnika – czystą, odwzajemnioną niechęć.

Dziś Macierewicz twierdzi, że zawsze był chrześcijańsko-narodowo-prawicowy – mówi Ludwik Dorn. – Ale jego artykuł w „Aneksie” nie pozostawia wątpliwości, że to bzdura. Owszem, szanował Kościół jako ważną instytucję, ale patrzył na niego pragmatycznie. Krytykował Michnika za „polityczny klerykalizm”, ostrzegał, by opozycja nie podczepiała się pod Kościół, żeby działała na własny rachunek – opowiada.

Na posiedzeniach u profesora Lipińskiego było między nimi wieczne napięcie – wspomina Lityński. – Zebrania prowadził Jacek, co Antkowi wyraźnie nie leżało. Bawił się więc w partyzanta – cokolwiek Jacek nie powie, to on i Piotrek Naimski byli przeciw. Kiedyś Piotrek w imieniu swoim i Macierewicza złożył jakąś propozycję, nie pamiętam już, o co chodziło. W każdym razie ewidentnie był przekonany, że Kuroń się sprzeciwi. Tymczasem Jacek niespodziewanie ich poparł. Więc pod koniec dyskusji on i Antek byli już przeciw swojemu wcześniejszemu pomysłowi.

Tak powstaje drugie KOR-owskie pismo publicystyczne, kwartalnik „Krytyka”, robiony m.in. przez Michnika, Kuronia i Blumsztajna. Zdaniem Lityńskiego właśnie wtedy Macierewicz zaczyna ideowy skręt w kierunku prawicy. – Uznał, że lewica jest zajęta przez Michnika i Kuronia, więc poszuka sobie miejsca gdzie indziej – ocenia Lityński. – On po prostu nie umie być numerem dwa czy trzy, musi być liderem. A że nie umie też być w centrum, szybko poszybował w kierunku prawicy radykalnej. Moim zdaniem głównym ideologiem tej zmiany był Lutek Dorn, zafascynowany wtedy myślą narodową i Romanem Dmowskim.

Spór był czysto ambicjonalny – tłumaczy Jan Lityński. – Za pierwsze „Komunikaty” odpowiadał Antoni, ale później redagowała je Anka Kowalska. Natomiast szefem „Biuletynu” był blisko związany z Michnikiem Seweryn Blumsztajn. Kiedy oba pisma zaczęto wydawać razem, Antek miał wrażenie, że Sewek przejął „jego” pismo. Z czasem to, że ktoś przejmuje jego kolejne pola, stało się obsesją Antka. Śledził, czy ktoś przypadkiem znowu nie robi czegoś bez niego.

Murem za Antonim stoi radykalna KOR-owska młodzież. Przede wszystkim Ludwik Dorn, Bronisław Komorowski i Urszula Doroszewska.

Dla mnie sojusz Antoniego z prawdziwkami był przekroczeniem niebezpiecznej granicy. Powiem coś, czym się wielu narażę: „Solidarność” wcale nie była tak piękna, jak się wszystkim zdaje. Wszystkie problemy, które teraz targają naszą sceną polityczną, już wtedy w niej były, tylko ukryte. Nie brakowało ksenofobii, bezsensownego radykalizmu i zwykłej głupoty. I Antoni zaczął te demony wydobywać na powierzchnię. Na szczęście nie zdążył, bo paradoksalnie, dzięki stanowi wojennemu, piękny mit „Solidarności” został podtrzymany. Ta legenda to wielki sukces Polski. Udało nam się oszukać świat, że „Solidarność” ma wyłącznie piękną, cywilizowaną twarz.

To był straszny, zwariowany radykał – wspomina Ambroż w relacji złożonej w IPN-ie. – Nigdy nie przeszedł spokojnie, tylko zawsze kopnął w jakieś drzwi, szukał zwady. Ze mną pod celą przebywał członek „Solidarności” Marek Krówka z Wałbrzycha. Mówił mi, że Macierewicz to szalony człowiek, wariat: co on wyrabia, aż szkoda gadać. Dzięki Bogu, nie był on na naszym oddziale.

Antek zaczął opowiadać, że „Solidarność” powinna ograniczyć się do działalności czysto związkowej. Jego guru był wtedy Lech Wałęsa, chciał natomiast odsunięcia od wpływów grupy Michnika i Kuronia. Ta „oczyszczona” „Solidarność” miała się z kolei porozumieć z Kościołem i wojskiem. Śmialiśmy się z tej koncepcji, bo przecież wówczas pojęcie „wojsko” równało się „Jaruzelski i WRON-a”.

Opowieści narcystycznego mitomana – denerwuje się Tadeusz Kensy. – W miejskim szpitalu w Sanoku wtedy już od dawna nikt internowanych nie pilnował. Nie można więc mówić o ucieczce, lecz o samowolnym oddaleniu się. Słyszałem, że już latem internowani samodzielnie chodzili ze szpitala nad San, żeby się poopalać. Powiedziano mi, że owszem, podano numer sali. W środku zastałem Antoniego, zdziwił się, że do niego przyszedłem. Chwilkę porozmawialiśmy, absolutnie nikt go nie pilnował. Kiedy po latach usłyszałem opowieści o jego brawurowej ucieczce z internowania, ogarnął mnie pusty śmiech.

W rzeczywistości, gdy powstaje ta notatka, Antoni prawie od trzech miesięcy mieszka już w domu i się nie ukrywa. To pokazuje, że SB właściwie go wówczas nie inwigiluje. Dlaczego? To pierwsza z zagadek, które dotyczą lat 80. w jego biografii.Nigdy się nie spotkałem z tak dziwnym dokumentem – mówi profesor Andrzej Friszke, historyk, który od wielu lat bada akta bezpieki dotyczące KOR-u i „Solidarności”. Na spotkanie umawia się w kawiarni nieopodal warszawskiej siedziby IPN-u. – Nie znam drugiego przypadku, żeby SB wydała „zaświadczenie”, że ktoś ma nie być poszukiwany. Niemniej dziwne jest to, że ten swoisty certyfikat bezpieczeństwa wystawia Macierewiczowi szef wywiadu PRL-u. Przekaz jest oczywisty: „nie szukajcie go, a jak już znajdziecie, niczego mu nie róbcie”. Oznacza to, że na bardzo wysokim szczeblu podjęto decyzję, żeby Macierewicza nie represjonować. Podlegli funkcjonariusze dostali sygnał: „Facet jest poza rutynowymi działaniami służb, trzymajcie się od niego z daleka”. Zaskakujący jest też autor dokumentu. Generał Sarewicz odpowiadał wówczas za strategię wywiadowczą trzydziestokilkumilionowego państwa, a nie ściganie pojedynczych opozycjonistów – przekonuje profesor, który jako pierwszy zwraca uwagę na zagadkowe autorstwo dokumentu.

Spotkaliśmy się w konspiracyjnym mieszkaniu w Gdyni-Redłowie. Macierewicz przekonywał, że „Solidarność” to już trup i trzeba ją pogrzebać. Namawiał, żebym się ujawnił. Mówił, że jedynym ratunkiem dla Polski jest porozumienie z władzą za wiedzą i zgodą ZSRR. „Jak oni nam zaufają, to dadzą więcej wolności”, tłumaczył. Dla mnie to był szok. Wyszedłem wściekły ze spotkania, bo uznałem, że to albo wariat, albo agent KGB.

Podsumowując (i nieco upraszczając): w środku stanu wojennego grupa Macierewicza wzywa opozycję do wyjścia z podziemia i porozumienia z wojskiem, na którego czele stoi wówczas generał Wojciech Jaruzelski. Całość ma firmować swoim autorytetem Kościół.

Niemal natychmiast po wyjściu Macierewicza z podziemia wśród działaczy opozycji pojawiają się informacje, że dostał on nieoficjalne gwarancje bezpieczeństwa od bliżej nieokreślonego otoczenia generała Kiszczaka. Warunki ujawnienia się mieli mu wynegocjować mecenasi Olszewski i Chrzanowski. – To była w podziemiu powszechna wiedza, choć nie pamiętam w tej chwili, kto konkretnie mi o tym powiedział – opowiada Krzysztof Król, wówczas działacz Konfederacji Polski Niepodległej. – Wiązaliśmy to z jego głośnym artykułem z „Głosu”, w którym wzywał do pojednania z Ludowym Wojskiem Polskim. Uznaliśmy, że to taka jego danina złożona władzy po to, żeby się móc bezpiecznie ujawnić.

Prawdopodobnie wtedy funkcjonariusze zmieniają taktykę. Macierewicz i Naimski mają odtąd służyć do dezintegracji i osłabienia głównego nurtu opozycji. SB postanawia więc wzmocnić ich środowisko, by osłabić podziemie.

Według dokumentów IPN-u za pośrednictwem „Zoresa” Macierewicz kontaktuje się też z mieszkającym w Brukseli przyjacielem Januszem Kijowskim. W 1985 roku reżyser przyjeżdża do Polski na dokumentację filmu Maskarada. Spotyka się z Antonim i Piotrem, ale ku swojemu zaskoczeniu odnotowuje, że jego koledzy całkowicie zmienili poglądy. – Rozmowa trwała ze dwie godziny i po prostu nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę – opowiada Kijowski. – Strasznie atakowali Wałęsę, Bujaka i Frasyniuka, mówili, że Tymczasowa Komisja Koordynacyjna to ich wróg. Proponowali, żebyśmy razem poszli do prymasa Glempa, bo oni chcą teraz działać w porozumieniu z Kościołem i z Jaruzelskim. Nic z tego nie rozumiałem, świat mi stanął na głowie. Wyzywaliśmy się strasznie, krzyknąłem, że nasze drogi się rozchodzą, i wyszedłem. Pierdolnąłem drzwiami tak, że chyba uszkodziłem futrynę… To było nasze ostatnie spotkanie.

Koncepcja budowy partii chadeckiej siłą rzeczy zakładała ugodę z Jaruzelskim i jakąś formę przyzwolenia Kremla – opowiada Zbigniew Bujak. – Nawet jeśli miałaby to być opozycja, to całkowicie kontrolowana przez władze. Nie mieliśmy cienia wątpliwości, że jeśli ten pomysł zostanie zrealizowany, to podziemie zostanie zmarginalizowane, dlatego z naszego punktu widzenia te próby dogadywania się z czerwonym to była Targowica. Wiem od kilku osób, że myślenie o takim projekcie było wtedy Macierewiczowi bliskie.
Henryk Wujec dopowiada: – W gruncie rzeczy przedstawiony w 1983 roku pomysł Macierewicza, by skupiona wokół Wałęsy część „Solidarności” porozumiała się z wojskiem i żeby to wszystko autoryzował Kościół, to zarys koncepc
Displaying 1 - 2 of 2 reviews