Lato 1939 roku, Kresy. Elżbieta i Stefania, wchodzące w dorosłość bliźniaczki, spędzają beztroskie wakacje w dworku dziadków. Sielankową atmosferę przerywa warkot niemieckich samolotów. Wkrótce ze wschodu nadciąga kolejne zagrożenie: Armia Czerwona. Rozpoczyna się dramatyczna walka o przetrwanie. Dziewczęta nie przypuszczają nawet, co szykuje dla nich los i jaką cenę przyjdzie im zapłacić za każdy dzień życia.
Pierwsza część trylogii Owoc granatu to opowieść o miłości, rodzinie, wierności i odpowiedzialności, zawsze i pomimo wszystko. Oparta na faktach wstrząsająca historia wygnanych kobiet, których tułaczy szlak wiódł z Rzeczypospolitej przez Syberię aż na Bliski Wschód.
Polska pisarka, felietonistka, varsavianistka, prawniczka i orientalistka. Ukończyła autorską klasę humanistyczną z rozwiniętym programem wychowania estetycznego w VII LO im. Juliusza Słowackiego w Warszawie, a następnie prawo na Uczelni Łazarskiego oraz iranistykę na Wydziale Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. By nauczyć się języka tureckiego, dwa lata studiowała turkologię. Przez kilka lat pracowała jako prawnik oraz przewodnik miejski po Warszawie. Znana z serii wakacyjnych spacerów po Warszawie, które współtworzyła dla Wirtualnej Polski, programu telewizyjnego Poszlafirujemy po Pragie oraz felietonów. Choć urodziła się na Dolnym Śląsku, mówi o sobie, że jest adopcyjnym dzieckiem Warszawy. Zadebiutowała w 2015 roku powieścią "Warszawski niebotyk", która znalazła się w finale I. edycji konkursu Promotorzy Debiutów organizowanego przez Instytut Książki i Fundację Tygodnika Powszechnego. Powieść Owoc granatu. Dziewczęta wygnane została nominowana w plebiscycie portalu lubimy czytać do miana Książki Roku 2018 w kategorii Powieść. Autorka specjalizuje się w powieści historycznej. Wnikliwe przygotowuje się do pisania każdej kolejnej książki, docierając do trudno dostępnych materiałów źródłowych. Maria Paszyńska skupia się nie tylko na rzetelności w kwestii realiów historycznych, lecz także na wnikaniu w psychikę bohaterów, ukazywaniu ich emocji, dobra tkwiącego w człowieku, zawsze i pomimo wszystko. Szczególnie ważne są dla niej tematy społeczne, przede wszystkim te dotyczące tolerancji, wielokulturowości i dialogu międzyreligijnego. W swoich książkach przedstawiała m.in. przedwojenną Warszawę, Imperium Osmańskie, wojenne losy stołecznego ogrodu zoologicznego prowadzonego przez Jana i Antoninę Żabińskich oraz tułaczkę Polaków zesłanych na Syberię w czasie II wojny światowej.
"Dziewczęta wygnane" to książka bardzo niepozorna. Niepozorna i intrygująca na tyle, że musiałam poczekać niemal cały dzień, żeby napisać o niej coś sensownego.
Kiedy ją zaczynałam spodziewałam się czegoś o wiele słabszego. Nie miałam co do niej żadnych oczekiwań, pewnie dlatego tak mi się spodobała. Nie zachwyciła, ale spodobała mi się na tyle, że na tych 347 stronach zamieściłam ponad 20 znaczników.
Historia Elżbiety i Stefanii rozpoczyna się na kresach zaraz przed wybuchem II wojny światowej. Ostatnie spokojne lato spędzają w gospodarstwie dziadków - tak jak robiły to co roku przez ostatnie 15 lat. Bliźniaczki (które łączy jedynie wygląd i wspólni rodzice) przeżywają mniej lub bardziej błogi czas, do momentu kiedy kartka kalendarza zaczyna wskazywać 1 września 1939 roku. Wtedy ich sielanka się kończy. Jednak dopiero rok później naprawdę poczują okrucieństwa wojny i ludzi, którzy za bardzo uwierzyli w bełkot tych na wysokich stanowiskach. Będą musiały zmierzyć się z rzeczami, o którym im się nawet nie śniło, w miejscu, którego nie wyobraziły by sobie w najgorszych koszmarach.
Historia jest bardzo ładnie skonstruowana, na początku widzimy wyidealizowany obraz wsi rodem z "Pana Tadeusza", który ciągnie się niemal do momentu, gdy rozpoczyna się wojna. Wtedy akcja zaczyna przyśpieszać i mówić o coraz trudniejszych kwestiach. Właśnie tutaj bardzo "przydaje się" styl autorki, która pisze o tych ciężkich tematach stosunkowo lekko, dzięki czemu łatwiej przez nie przebrnąć, a dodatkowo historia bardzo mocno wciąga i nie można się od niej oderwać.
Dwie główne bohaterki są bardzo dobrze wykreowane. Mimo że to z Halszką spędzamy więcej czasu to Stefcia też ma swoje wady i zalety, które poznajemy i możemy się jakoś z nią zżyć. Halszka, Ela jak zwał tak zwał, to dziewczyna bardzo zaradna, opiekuńcza, inteligentna i niemożliwie obrotna. Najlepiej czuje się na wsi, wśród pól, lasów i naokoło zwierząt, jej marzeniem jest by przejąć gospodarstwo po śmierci dziadków. To ona zajmuje się matką, siostrą i małym braciszkiem, gdy ojciec wyjeżdża na wojnę. Jednak przez sytuację w jakiej się znajduje musi dokonywać rzeczy, których nie chce i nigdy nie chciała - wpędza ją to w ogromną depresję i pogłębia poczucie odosobnienia, które zawsze czuła. A z drugiej strony mamy Stefcię. Stefcię, która jest najlepszym przykładem "panny z dworka" jaki ostatnio widziałam. Dorastająca w zamożnej rodzinie, której nigdy nic nie brakowało, wyuczona wszystkich zasad dobrego wychowania. Dziewczyna jest zadufana w sobie, nie umie zrobić prawie nic naokoło siebie, żyje romansami i kompletnie nie jest przygotowana do wojennej rzeczywistości. Jednocześnie okropnie nieczuła, zimna i egoistyczna, nie umie pogodzić się z tym, że coś idzie nie po jej myśli. Czasem wydaje się, że jedyne o co dba i co prawdziwie kocha są jej skrzypce. Muszę być szczera, dawno nie miałam takiej ochoty uderzyć jakiejś bohaterki literackiej jak Stefci, szczególnie pod koniec książki. To jak bardzo niewdzięczna jest wobec siostry, która tak wiele dla niej zrobiła jest niemiłosiernie denerwujące. Ale nie chce jej skreślać, biorąc pod uwagę jak skończył się ten tom serii "Owoc granatu" podejrzewam, że w drugiej części dostaniemy trochę więcej o tej właśnie bliźniaczce. Mam nadzieję, że w Stefie dokona się jakaś przemiana wewnętrzna, bo jak nie to się pogniewamy.
Podsumowując, bo nieźle się rozpisałam, książka mi się podobała. Nie jest to arcydzieło, ale wciąga, więc przechodzi się przez nią szybko mimo poruszanych kwestii. Ma ona dużo tzw. trigger warnings, które postaram się spisać na końcu tej recenzji, bo jest ich (lekko mówiąc) sporo. Daje trzy gwiazdki zamiast czterech, bo styl autorki czasami siada. Większość czasu miło, jeśli taka historia może być miła, prowadzi przez akcje, ale momentami coś zgrzyta, a dialogi stają się lekko żenujące albo wymuszone. Sposób w jaki wypowiadają się bohaterowie jest też czasem zbyt formalny, jakbym czytała fragmenty podręcznika do historii, a nie fabularyzowaną powieść. Oprócz tego powieść "Dziewczęta wygnane" jest naprawdę warta przeczytania, a po następne części cyklu "Owoc granatu" sięgnę na pewno.
TW // krew, insekty, wzmianki o antysemityzmie, wzmianki o pobiciach, śmierć, śmierć rodzica, śmierć dziecka, zwłoki, ciężka choroba, wielokrotny gwałt, alkoholizm, depresja, próba samobójcza, śmierć zwierzęcia,
Opowieść o sile instynktu przetrwania i dbania o bliskich. Piętnastoletnie bliźniaczki, Stefania i Elżbieta, niedługo po wkroczeniu Armii Czerwonej na wschodnie kresy II Rzeczpospolitej zostają wraz z matką i młodszym bratem wywiezione na Syberię. W drodze dwuletni Lucjan umiera, a matka wpada w prawie katatoniczny stan i sama umiera niedługo po przyjeździe na miejsce obozu pracy. Elżbieta, mimo bycia panienką z dobrego domu nawykła do pracy w lesie i gospodarstwie, musi zadbać o siebie i siostrę, która nie nadaje się do ciężkiej pracy. Jednak, gdy zostają ogłoszone amnestia dla Polaków i utworzenie armii Andersa, udaje się im dotrzeć do punktu zbiorczego i wyjechać do Iranu.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Pewnie za dużo się spodziewałam przeglądając opinie na temat sagi Marii Paszyńskiej, ale pierwszy tom Owocu granatu raczej mnie rozczarował. Tak to jest, gdy już dużo się przeczytało i nasłuchało na temat wojennej zsyłki Polaków na wschód, zarówno świadectw ofiar, opracowań dokumentalnych, jaki i beletrystycznych opowieści z gatunku historical fiction.
„Dziewczęta wygnane” przedstawiają katorgę zesłańców z polskich Kresów w zasadzie z perspektywy jednej osoby. Elżbieta Łukowska, na którą wołano Halszka, ma niespełna szesnaście lat, gdy wraz z matką, małym braciszkiem i siostrą Stefanią zostaje wywieziona z majątku dziadków pod Borysławiem. Jest to o tyle szczególny punkt widzenia, że nad koszmarnymi przeżyciami Halszki ciąży misja odpowiedzialności za rodzinę, zlecona jej przez ojca zanim we wrześniu 1939 poszedł na front.
Troska o rodzinę na nieludzkiej ziemi często kończyła się klęską, ale w przypadku Halszki chodzi jeszcze o coś innego. Choć są ze Stefanią jednojajowymi bliźniaczkami, siostra ją nienawidzi, jest osobą płytką, niewdzięczną i okrutną egoistką. Być może była to najważniejsza przyczyna mojego poczucia dyskomfortu podczas lektury. Pomijając nawet fakt, że taka relacja między bliźniaczkami wydaje się mało prawdopodobna, wizerunek Stefanii jest tak negatywny i jednowymiarowy, jakby miał on posłużyć autorce jedynie do uwypuklenia rozmiaru krzywd doznanych przez Halszkę. Z kolei opisując post-łagierną traumę Halszki, jej poczucie kompletnego wypalenia, utraty sensu życia, jakie nieobce były wielu sowieckim więźniarkom z podobnym niewolniczym doświadczeniem, roztacza Paszyńska wokół niej aurę dodatkowego tragicznego heroizmu. W swoich mrocznych wspomnieniach Halszka daje wyraz przeświadczeniu, że jej los mógłby być inny, gdyby nie poświęcenie na rzecz siostry, którego ta nie potrafi docenić. Takie ustawienie ról obydwu sióstr w tym najkoszmarniejszym w ich życiu okresie i przefiltrowanie przez te role obrazu łagiernej rzeczywistości daje, moim zdaniem, gorszy rezultat niż inne dzieła literackie poświęcone podobnej tematyce.
W Posłowiu Maria Paszyńska nie ukrywa zafascynowania Iranem i Irańczykami jako gospodarzami dla wychodźców z domu niewoli. Już pod koniec tego tomu tam się przenosi akcja sagi. Wygląda na to, źe nie będziemy śledzić szlaku bojowego armii Andersa lecz poznamy koleje losów sióstr Łukowskich, dla których Iran może się okazać ważną, przynajmniej tymczasowo, życiową przystanią. W każdym razie czytam dalej, z nadzieją, że perska sceneria wywrze na mnie więcej pozytywnych wrażeń.
Hmmm..... tuhle sérii by měli přeložit do češtiny. Milujete Rutu Sepetys a její V šedých tónech? I tohle by vás okamžitě vzalo za srdce. Kniha začíná tak krásně idylicky... je o rodině Lukavské, přesněji o jejich dvojčatech, sestrách Štěpánce a Alžbětě. Na začátku příběhu je jim tak mezi patnácti a šestnácti lety. Jsou v pubertě a mají úplně jiné starosti. Jsou naivní. Šťastné. Prožívají své první lásky. To se ale velmi záhy a dost radikálně změní a nutno říct, že strana 60 je jen začátkem všeho, co se na zbylých 300 stránkách odehraje a jakože se bude místy tajit dech. Ne není to o koncentrácích. A možná vás to hodně překvapí, protože to je věc, o které se nějak u nás nemluví. Ví se tedy, co Rusové udělali Bělorusům, ale že by něco podobného udělali i Polákům? A proč si myslíte, že dodnes Poláci nezapomněli na Katyň a dodneška považují Lvov za svůj.... Původ toho, co se tady stalo, je nutno hledat v dohodě Hitlera se Stalinem, kdy si Polsko rozdělili tak nějak na půl. A jak se původně Poláci báli Hitlera a Rusi ještě vítali a považovali za osvoboditele, velmi záhy je to přešlo. Mno..., Jenže, i to bylo málo... Prostě jedné noci zabušili, sebrali, strčili do vagónu a odvezli na Sibiř.. bez vysvětlení, bez slov. Prostě tak. I Hitler byl oproti tomu celkem troškař, když se to tak vezme. On se vážně inspiroval u Stalina. Ne, tohle nebyly koncentráky, ba ani gulaky a přece to mělo s nimi hodně společného. Mno... je to v polštině a v češtině to zatím bohužel nevyšlo.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Pierwszy rozdział powieści przeczytałam z pewnym trudem, bo był jak zła, dziwaczna podróbka Ani z Zielonego Wzgórza. Ale wytrwałam, zrozumiałam, że taki był zamysł. Wszak główne bohaterki miały zaledwie piętnaście lat, więc nie miały prawa grzeszyć rozumem. Natomiast chwilę pozniej akcja tak totalnie przyspieszyła i wydoroślała, że nawet trochę był to szok! Paszyńska ma pewną specyficzną manierę w prowadzeniu narracji, ale czyta się ją naprawdę dobrze. Dwa wieczory zajęła mi ta książka. Wciągnęłam się bowiem nie na żarty. Przede mną jeszcze trzy tomy. Mam nadzieję, że nie będą zepsute.
Książka ta opowiada trudne losy bliźniaczek, które w wieku 15 lat zostały zmuszone do przetrwania okrutnego czasu wojny. Siostry choć z wyglądu identyczne, to charakter miały zupełnie inny, czy ich odmienność ułatwi im przeżycie?
Historia Elżbiety i Stefani wyciągnęła mnie z zastoju, jednak nie polecałabym jej czytać w takim celu, lecz bardziej jako interesującą opowieść o losach Polaków w czasie II wojny światowej
Ciekawa, zdecydowanie nie romantyczna historia o Polakach. Aczkolwiek chyba jednak seria "Wiatr ze wschodu" podobała mi się bardziej. No ale, może w dalszych częściach zmienię zdanie!
Przeczytałam jednym tchem. Niesamowita historia. Losy sióstr bliźniaczek na zesłaniu na Syberii i później, po wyjeździe z Syberii, przez kraje Związku Radzieckiego do Persji
W pierwszej części sagi "Owoc granatu" Marii Paszyńskuej poznajemy Elżbietę i Stefanię, bliźniaczki które spędzają lato 1939 roku w majątku swoich dziadków na Kresach. Towarzyszymy im w ostatnich beztroskich chwilach, a także w momencie wybuchu wojny i w wywózce na Sybir, gdzie przeżywają prawdziwe piekło. Po dwóch latach katorżniczej pracy i wielu cierpieniach siostry trafiają wraz z innymi polskimi uchodźcami do Iranu. Książka jest naprawdę wciągająca i poruszająca. Na pewno nie pozostawi nikogo obojętnym na los sióstr Łukowskich i innych obecnych na jej kartach Polaków. Niestety mam mały problem z głównymi bohaterkami: jakoś nie mogłam poczuć do nich sympatii. Stefania irytowała mnie w zasadzie od początku książki, natomiast Elżbieta zaczęła mnie denerwować w jej drugiej połowie.