Edit: po namyśle zmieniam na 2 gwiazdki (wcześniej było max 3... ale nie, po prostu ta książka nie zasłużyła)
Chciałam się zagłębić trochę w temat Archiwum X, bo to jak udaje im się rozwiązać zbrodnie po latach, jest niesamowite.
A jak oceniam całość? Nie doczekałam sie w gruncie rzeczy opowieści o głównej sprawie, a czekałam... Dowiedziałam się za to ciutkę więcej o innych, mniejszych sprawach, działach kryminalistyki, ale zabrakło mi więcej szczegółów (miejscami nawet brak wyjaśniania pojęć). Nowe tematy są przedstawiane raczej skrótowo (myślę, że podobnej ilości informacji bym się dowiedziała z dobrze napisanego artykułu z internetu).
Bardzo mnie też zaczęła drażnić, zwłaszcza pod koniec książki, ilość nawiązań do Biblii, odowływanie się do dobra i zła (w gruncie rzeczy nic nie wnoszące). Nie ujmuje śledczym w ich dokonaniach na kretej drodze dochodzenia sprawiedliwości, ale pokraczne argumentowanie swoich działań, motywacji, sposobów rozwiązywania spraw poprzez używanie pojęć jak "patrzenie sercem", szukaniem odpowiedzi z wewnątrz, w opozycji do racjonalności, "suchej" nauki, trochę mi się nie klei. Bo tak jednak odebrałam sporo wypowiedzi policjantów, jako moralizatorskie i pseudointelektualne. Czemu? Bo w gruncie rzeczy mówią o naukach społecznych, o psychologii itp. O tym co już z tych nauk wiemy o podłożach zbrodni, o wpływie traumy na morderce itp. To nie żadne patrzenie "sercem". Chociaż nawet motywowanie popełnionych zbrodni w oparciu o traumy, trudne relacje jest pokraczne w wykonaniu komentujących policjantów. I trochę zachowują się, jakby coś odkryli, a no... nie odkryli. Naprawdę nie odkryli.
Ale i tak porównywanie przełomu sprawy do Mojżesza mnie rozwaliło... Jak to ktoś ujął w jednej recenzji: cringe. A moralizatorski tekst na koniec do morderców... no błagam!