"W pułapce" to moje kolejne spotkanie z thrillerem psychologicznym Magdy Stachuli. Książka jest dobra, szybko się ją czyta, akcja bardzo wciągająca i dosyć dynamiczna. Wydarzenia rozgrywają się w dwóch planach czasowych oraz dotyczą dwóch bohaterek. Pierwszą z nich jest Klara, dziewczyna studiująca w Krakowie, którą poznajemy latem 2017 roku, kiedy to budzi się oszołomiona na klatce schodowej kamienicy, w której mieszkają jej rodzice. Klara nie pamięta, jak się tam znalazła, oraz co się z nią działo przez ostatnie dwie doby. Co prawda, była na imprezie, ale to nie w jej wyniku straciła z życiorysu dwa dni. Klara stresuje się, panikuje i próbuje znaleźć jakiś trop. Ze swoich obaw zwierza się Ninie, której historia Klary wydaje się podobna do przeczytanej w Internecie historii porwanej i odnalezionej po kilku dniach Lisy. Berlińsko-krakowskie losy Lisy poznajemy na przemian z losami Klary oraz niemalże relacją live kolejnej uprowadzonej dziewczyny. Co działo się z uprowadzonymi? Co łączy te historie? Kim jest niezrównoważony porywacz? Czy dziewczyny w ogóle nie zostały uprowadzone? Wszystkiego dowiadujemy się pod koniec książki. Rozwiązanie jest częściowo przewidywalne, ale ma też w sobie pewien element zaskoczenia. Bardzo podobały mi się także wewnętrzne rozterki obu dziewczyn, ukazanie zmian zachodzących w psychice ofiary oraz niezrozumiałe dla normalnie funkcjonującego człowieka pobudki, którymi kierował się sprawca...
-"Porwanie, włamanie, Sebastian, głuche telefony i pieprzone esemes, który zniknął."
-"Moje życie wewnętrzne staje się coraz bardziej zagmatwane. To, co czuję do Sebastiana, jest tak silne i prawdziwe, że przypomina mi o czasach przed porwaniem, kiedy świat miał barwy, jedzenie smak, a uczucia dynamikę. Nie powinnam pozwolić sobie na fascynację terapeutą."
-"W tym momencie nie chcę już żyć, wciąż zastanawiając się, kto mnie porwał, co ze mną robił i dlaczego. Minęło zaledwie kilka dni, a ja już jestem wykończona psychicznie i fizycznie. Co musiała przeżywać Lisa? Trzy miesiące takich myśli, naprawdę można oszaleć."
-"Nie zawiadomię policji. Poczucie wstydu towarzyszy mi od dnia, w którym zbudziłam się na schodach kamienicy. Nikt nie może się o tym dowiedzieć, nie zniosę tych wszystkich zdziwionych, osądzających spojrzeń."