Simona Brenner jest archeolożką i złodziejką. W dzień bada starożytną biżuterię, a nocą ją kradnie. W obu tych dziedzinach jest bezkonkurencyjna. Jest też niecierpliwa, ma ostry język i brak jej szczęścia do mężczyzn.
Ktoś wciągnął Simonę w makabryczną grę. Kazał jej odszukać i ukraść złote runo, najcenniejszą na świecie złotą sztabę, która… nie istnieje.
Ale kiedy dookoła niej giną ludzie, Simona zaczyna podejrzewać, że mit o złotym runie jest prawdą. W tej sytuacji najgorsze, co może się wydarzyć, to pozbawiony skrupułów przeciwnik, wyrachowany, piekielnie inteligentny i doskonale ukryty. Ktoś, w kim obsesja zamienia się w żądzę krwi.
W poszukiwaniu skarbu Simona jedzie na kazachskie stepy, do centralnej Anatolii i do Aten. Musi stawić czoło demonom przeszłości i cały czas oglądać się za siebie. Walcząc ze śmiertelnie niebezpiecznym cieniem, musi też zaryzykować i komuś zaufać. Problem w tym, że najważniejsza reguła dobrej złodziejki brzmi: nie ufaj nikomu…
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę o kryminale- ale wynudziłam się jak mops...zwroty akcji trudno nazwać zwrotami, chwila dedukcji i człowiek niestety rozgryza fabułę w minutę pięć...
Simona Brenner jest archeologiem. Jej specjalność to biżuteria. Jednak w nocy przeistacza się w złodziejkę. Ma już taką wprawę, że nie straszna jest jej nawet kontrola na lotnisku. Niestety podczas jednej z takich wypraw przypomina sobie o niej dawny znajomy z którym wcześniej dzieliła łupy. Ma dla niej propozycję nie do odrzucenia. Wysyła ją żeby odnalazła złote runo, które podobno nie jest wcale mitem. Ogrom przygód, Rosja, Turcja, Grecja. Ma do pomocy dwójkę studentów, ale reguła numer 1 na jej liście to: Nie ufaj nikomu...
Główna bohaterka to kobiecy odpowiednik Indiany Jonesa. Archeolog, szuka legendarnego skarbu, dodatkowo pościgi, przygody na każdym kroku i atmosfera tajemniczości. Simona jest twardą zawodniczką, nie ma miejsca nad użalaniem się nad sobą - ukradli mi wszystkie ubrania? Ok. Pożyczę coś, albo kupię na lokalnym straganie. Ukradli mi paszport? No dobra, muszę to załatwić tak, tak, albo tak. Ale to zajmuje dużo czasu więc muszę korzystać z każdej możliwej okazji żeby legalnie przedostać się przez granicę. Jednak czasem zachowywała się głupio, np. kiedy łamała regułę nr 1. Czytając kiedy o czymś komuś opowiadała, sama pukałam się w głowę - Głupia jesteś? Bohaterka kryminału, nie może tak wszystkim opowiadać co robi i dlaczego! Po co ci te zasady jak wszystkie łamiesz?!
Największym plusem tej powieści jest to, że autorka jest archeologiem, więc zna się na rzeczy. Wszystko jest dokładnie wytłumaczone, np. terminy naukowe, historia ludów, mit o złotym runie, także laik nie będzie się czuł pominięty. Zastanawia mnie tylko jedno, czy autorka tak jak główna bohaterka też jest złodziejem 😉 Jest tu tyle wskazówek, że można się zacząć zastanawiać 😄
"Regułę nr 1" czyta się znakomicie. Jest napisana bardzo przystępnym językiem. Historia jest niezwykle ciekawa, potrafi wciągnąć praktycznie od pierwszej strony. Tym bardziej, że te tematy są mi bliskie. Każdy będzie zadowolony, miłośnik przygód, kryminałów, czy historii. Ta mieszanka jest dla mnie idealna. Mam nadzieję, że po nią sięgniecie. Bo czy złote runo istnieje naprawdę musicie się przekonać sami, ja Wam nie powiem 😉
Mając siostrę archeolożkę, o pracy, obowiązkach i rozczarowaniach związanych z tym zawodem wiem całkiem sporo. Nie czarujmy się. Mało płacą, robota jest męcząca, a nawet jak coś znajdziemy wartościowego to i tak nic z tego nie mamy. Chyba że wiemy, gdzie te zabytki będą trzymane. Wtedy sprawa jest prosta. Simona Brenner zaciekle trzyma się swoich zasad. Reguła pierwsza: nikomu nie ufać, reguła numer dwanaście: trzeba korzystać z każdej okazji, by usłyszeć o zabytkach, które można ukraść, numer dziewięć: żadnych kontaktów z policją. Dlatego też jest znakomitą archeolożką i utalentowaną złodziejką. Konstantinos, jej dawny zleceniodawca składa jej propozycję nie do odrzucenia. Dosłownie, bowiem Simona zostaje uziemiona na lotnisku, a nad jej głową krąży groźba więzienia za przemyt zabytku, małej złotej błyskotki, którą próbowała wywieźć z kraju. Archeolog ma odnaleźć mityczne złote runo, które może okazać się największym odkryciem stulecia. Jeśli w ogóle istnieje. Simona w poszukiwaniu sztaby wyrusza przez Rosję, Anatolię do Aten. Gdy po drodze zaczynają ginąć ludzie, poszukiwania złotego runa zmieniają się w śmiertelnie niebezpieczny wyścig, a Simona będzie musiała złamać pierwszą, najważniejszą zasadę i w końcu komuś zaufać.
“Każdy archeolog jest święcie przekonany, że zabytki powinny leżeć i gnić albo przynajmniej kurzyć się w skrzyniach, koniecznie zabitych wielkimi gwoździami, w magazynie zamkniętym na trzy zamki i łańcuch, że dziedzictwo kulturowe ludzkości, najlepiej tejże ludzkości służy, kiedy ludzkość go nie ogląda. Cóż, uważam inaczej.” Pomysłowa, piekielnie inteligentna, pewna siebie. Simona do swojej pracy podchodzi bardzo poważnie. Nie jest nieustraszoną Larą Croft, która niczego się nie boi. Jest odważną kobietą, która wie, kiedy się wycofać, kiedy wziąć nogi za pas, gdy zachodzi możliwość, że zostanie zdemaskowana. W niektórych momentach, tak po ludzku, zaczyna wątpić w istnienie złotego runa, chce rzucić wszystko i zapomnieć o całej sprawie. Czasami irytujący jest jej charakter, wyższość z jaką traktuje czytelnika i innych bohaterów wokół niej ale z drugiej strony podziwiam hart ducha i nieustępliwość i wiecie co, sama chciałabym być taka jak ona.
“Archeolodzy to dziwaki.”
Trochę zaskoczyło mnie takie beztroskie podejście Simony w niektórych momentach. Tak jakby nie obchodziły ją konsekwencje. Straciłam paszport i inne cenne elektroniczne przedmioty? Nie ma problemu, podjadę do ambasady. Trzeba podać numer dokumenty? Oczywiście, znam go na pamięć. Ja też niektóre ważne numery znam, jak na przykład pesel, numer dowodu albo telefon do mamy ale paszport? Tego nawet moja siostra archeolożka nie zna. Rozumiem, że nie wolno poddać się histerii ale podróż bez dokumentów jest chyba trochę niebezpieczna. Większe ryzyko zatrzymania przez policję, a tego Simona podobno wystrzega się jak ognia. To taki niuans, który wydał mi się nie na miejscu. Warstwa historyczna nie zanudza czytelnika zbędnymi datami, wydumanymi opisami i serią bohaterów. Mamy krótko, jasno, bardzo zrozumiale, wręcz łopatologicznie przedstawione najważniejsze fakty. Simona odwiedza niesamowite miejsca podążając za wskazówkami, mitami, opowieściami dotyczącymi złotego runa. Fabuła mknie jak rollercoaster. Zdarzają się spokojniejsze chwile refleksji, kontemplowania przyrody, a nawet kilka godzin snu, jednak zadanie odnalezienia złotego runa nie pozwala naszej bohaterce nawet na chwilę nieuwagi. Nie wiem jak to się stało, że do tej pory nie sięgnęłam po żadną książkę Marty Guzowskiej. Simona jest jedną z lepiej przedstawionych bohaterek z jakimi miałam styczność. Koniecznie muszę nadrobić zaległości z pierwszej części. Jeśli uwielbiacie przygody Indiany Jonesa czy złodziejskie intrygi Arsene Lupina, "Reguła nr 1" z pewnością Wam się spodoba. Ja bawiłam się rewelacyjnie.
Simona Brenner jest archeolożką i to bezkonkurencyjną. Jednak to nie jest jej jedyne zajęcie. Nocami kradnie biżuterię, którą badała za dnia. Również jako złodziejka nie ma sobie równych. Szczęścia nie ma tylko w kwestii mężczyzn. Pewnego dnia zostaje wciągnięta w makabryczną grę. Jej zadaniem jest odnaleźć i skraść mityczne złote runo. Dopiero gdy wokoło zaczynają ginąć ludzie, kobieta zaczyna wierzyć w istnienie runa. Przemierzając kolejne miasta musi walczyć z śmiertelnie niebezpiecznym przeciwnikiem i zaufać innym. A przecież jej najważniejsza zasada brzmi prosto - nie ufaj nikomu....
Jeszcze dobrze nie skończyłam czytać opisu tej książki, a już wiedziałam, że muszę ją mieć. Historia od razu mnie zaciekawiła, okładka urzekła, więc moje czytelnicze serduszko od razu szybciej zabiło. Dopiero po chwili zorientowałam się dlaczego jeszcze. Uwielbiam serial "Kości", a Simona od razu skojarzyła mi się z jego główną bohaterką. Po prostu musiałam mieć tę pozycję w swoich łapkach.
Choć bardzo lubię mitologię grecką (Herkules to jedna z moich ulubionych bajek), nigdy specjalnie się w nią nie zagłębiałam. Zwłaszcza teraz gdy nie jest mi to do niczego potrzebne. Dlatego bardzo ucieszyłam się z tej drobnej mitologicznej powtórki. Oprócz złotego runa można się tutaj dowiedzieć wielu innych, równie ciekawych rzeczy związanych z mitologią.
Simona jest bardzo ciekawą główną bohaterką, pomijając to czym się zajmuje. Ma naprawdę ciekawy charakter. Jest kobietą silną i zdecydowaną, ale doskonale wie kiedy odpuścić. Doskonale zdaje sobie sprawę z zagrożeń i często odpuszcza gdy ryzyko jest zbyt duże. Waśnie dzięki temu jest niezwykle realistyczną bohaterką, a nie kolejną postacią na miarę Lary Croft. Podobnie jest z pozostałymi bohaterami. Zaledwie kilku z nich towarzyszy jej przez całą książkę, ale nawet oni mocno stąpają po ziemi.
Mam mały dylemat czy mogę bez wahania stwierdzić, że jest to książka przepełniona akcją. Bez wątpienia dzieje się wiele, jednak są momenty gdy wszystko się uspokaja. Momentami nawet nieco wlecze. I wiecie co jest najlepsze? To połączenie idealne. Wszystko jest na tyle wyważone, że czytelnik nie ma szans się nudzić. Zwłaszcza, że złote runo naprawdę intryguje.
Nigdy wcześniej nie miałam styczności z tą autorką. Byłam ogromnie ciekawa czy wpasuje się w moje gusta i dołączy do grona lubianych przeze mnie rodzimych autorów. Bardzo szybko mnie do siebie przekonała. Stworzyła naprawdę ciekawą i zagmatwaną historię oraz realistycznych bohaterów. To wszystko wykreowała naprawdę przystępnym językiem. Dopiero pisząc ten tekst i robiąc drobny reaserch dowiedziałam się, że to już drugi tom przygód bohaterki. W treści zupełnie tego nie czułam.
Simona Brenner jest archeolożką i złodziejką. W dzień bada starożytną biżuterię, a nocą ją kradnie. W obu tych dziedzinach jest bezkonkurencyjna. Jest też niecierpliwa, ma ostry język i brak jej szczęścia do mężczyzn. Ktoś wciągnął Simonę w makabryczną grę. Kazał jej odszukać i ukraść złote runo, najcenniejszą na świecie złotą sztabę, która… nie istnieje. Ale kiedy dookoła niej giną ludzie, Simona zaczyna podejrzewać, że mit o złotym runie jest prawdą. W tej sytuacji najgorsze, co może się wydarzyć, to pozbawiony skrupułów przeciwnik, wyrachowany, piekielnie inteligentny i doskonale ukryty. Ktoś, w kim obsesja zamienia się w żądzę krwi. W poszukiwaniu skarbu Simona jedzie na kazachskie stepy, do centralnej Anatolii i do Aten. Musi stawić czoło demonom przeszłości i cały czas oglądać się za siebie. Walcząc ze śmiertelnie niebezpiecznym cieniem, musi też zaryzykować i komuś zaufać. Problem w tym, że najważniejsza reguła dobrej złodziejki brzmi: nie ufaj nikomu…
Nie bez powodu pozwoliłam sobie przytoczyć opis książki znajdujący się na okładce. Z reguły tego nie robię, ale po to są reguły, żeby je łamać, nieprawdaż? Czytając opis "Reguły nr 1" możemy spodziewać się po niej zapierającego dech w piersiach kryminału z naprawdę mroczną zagadką, której rozwiązanie będzie niebanalne oraz nieoczywiste. Niestety muszę Was rozczarować. Książka jest nudna jak flaki z olejem, a fani kryminałów, którzy na codzień mają do czynienia z tym gatunkiem literackim, domyślą się rozwiązania tajemnicy już prawie na samym początku powieści. Zresztą nazwanie tej książki kryminałem jest dla mnie lekkim nieporozumieniem. To, że ktoś pójdzie do lasu i nie wróci albo zniknie w tajemniczych okolicznościach, nie oznacza, że książkę można okrzyknąć thrillerem bądź kryminałem. Może posiada ona kilka cech tych gatunków, jednak dla mnie jest to bardziej powieść przygodowa. Czytając ją miałam wrażenie, że autorka wzorowała się na dziełach Dana Browna, a charakter głównej bohaterki był zbliżony do usposobienia Joanny Chyłki z kryminałów Remigiusza Mroza. Może ktoś lubi powielanie pomysłów, ja jednak stawiam na oryginalność oraz kreatywność, a tego niestety nie znalazłam w drugim tomie serii o Simonie Brenner. Sama główna postać była dla mnie pełna sprzeczności. Co chwila wspominała o wielu zasadach, którymi kieruje się w życiu, a na każdym kroku je łamała. Jej reguła nr 1 brzmiała "nie ufaj nikomu", jednak każdą napotkaną na swojej drodze osobę obdarzała zaufaniem i opowiadała jej o tajemniczych planach. Książkę czytało mi się bardzo opornie. Ponieważ akcja była rozwleczona oraz mało ciekawa, nie miałam ochoty poznawać końca tej historii. Z wielkim trudem dobrnęłam do ostatniej strony. I już teraz wiem, że po kolejną część tej serii nie zamierzam sięgać. Bardzo długo szukałam pozytywnych stron tej powieści, ale niestety ich nie znalazłam.
Czy polecam? To chyba oczywiste. Jeżeli lubicie kryminały i ten gatunek literacki nie jest Wam obcy, to nie radzę sięgać po tę książkę. Jeżeli jednak dopiero zaczynacie przygodę z literaturą grozy, to możecie sprawdzić, czy historia stworzona przez Martę Guzowską przypadnie Wam do gustu. Ja niestety straciłam podczas lektury cenny czas, który mogłam wykorzystać na przeczytanie naprawdę interesującej książki.
W drugiej opowieści o przygodach Simony Brenner bohaterka-narratorka, archeolożka-złodziejka angażuje się, jak to sama nazywa, w grę Argonautów. Celem jest złote runo, za którym w greckim micie uganiał się Jazon ze swoimi kompanami. Zdaniem klienta Konstantinosa, bezpośredniego zleceniodawcy Simony w jej złodziejskich poczynaniach, owo runo rzeczywiście gdzieś istnieje, w formie szczerozłotej sztaby, i można na nim zarobić fortunę. Pod warunkiem, że Simona je odnajdzie i ukradnie. Choć Simona ma w tej kwestii różne wątpliwości zmuszona jest, pod presją Konstantinosa i jego goryli, ruszyć na nową eskapadę. Tym razem droga prowadząca do celu jest jeszcze bardziej narażona na trudności niż polowanie na skarb Priama w Chciwości. Prowadzi przez rosyjskie pogranicze z Kazachstanem, krainę starożytnych Scytów, anatolijskie Boğazkale, czyli historyczne Hattusas, stolicę Hetytów, aby wreszcie poprzez greckie Orchomenos dotrzeć do Aten. Simonie nie udaje się rygorystycznie przestrzegać pierwszej reguły kodeksu złodziejskiego, mówiącej o tym, aby nikomu nie ufać, co prowadzi do jednego nieszczęścia po drugim. Bo w tej grze Argonautów nie wiadomo, kto tak naprawdę jest Jazonem, a kto Hylasem, Fineusem czy Medeą.
Jak widać z powyższego, Reguła nr 1 przemyca znaczniej więcej historycznej mitologii niż pierwszy tom cyklu o Simonie Brenner. I to w formie ciekawej nawet, a może szczególnie, dla czytelnika, który o Argonautach co nieco słyszał, ale już o scytyjskiej czy hetyckiej historii, o wykopaliskach, które ją dokumentują pojęcie miał marne. Traci jednak, moim zdaniem, w porównaniu z Chciwością inne atuty. Przede wszystkim wiodący wątek chciwych, dorabiających sobie na boku archeologów trąci świeżością gorszego sortu. Konwencja zdemoralizowanej protagonistki przestaje bawić. Tym bardziej, że także w jej otoczeniu nie pojawiają się osobnicy, których zdążylibyśmy polubić. Bo albo okazują się zdrajcami i/lub okrutnymi mordercami, albo skazani są rychło na los ofiar. No, chyba że powodem przewrotnej satysfakcji czytelnika będzie fakt, że sama Simona Brenner, archeolożka-złodziejka, daleka jest od wizerunku kobiety sukcesu, za jaką w swoim mniemaniu uchodzi.
Pod wieloma aspektami "Reguła nr 1" bardzo mnie zaskoczyła. Historia została świetnie napisana. Co do stylu nie mogę się w żaden sposób przyczepić. Pani Marta w inteligentny sposób przemyca smaczki historyczne, o których nie miałam pojęcia i dzięki którym możemy dowiedzieć się o paru ciekawych historiach ze świata starożytnego. Poza tym akcja jest prowadzona w sposób dynamiczny - cały czas "coś" się dzieje. A to znikają paszporty, a to główna bohaterka traci bagaż i ją okradają, a w końcu, ciągle z nią podróżujemy po Europie. Co do stylu pisania... Bardzo podobało mi się, że narracja była prowadzona w formie pierwszoosobowej. Autorka nie kusi się na wyolbrzymione opisy. Skupia się bardziej na sytuacji "tu i teraz". Ważniejsze są elementy, które mają nas doprowadzić do końca historii, niż przynudzanie nadmiernymi opisami miejsc. Świetnie została wykreowana główna bohaterka — Simona Brenner. Niekiedy fajtłapowata w rozwikłaniu zagadki, dzięki czemu jest bardzo wiarygodna i niesztampowa. Oczywiście posiada wszelkie cechy ku temu, aby być idealną i genialną panią archeolog, jednak zdarzają się jej wpadki, które mnie osobiście urzekły. Poza tym jej genialny humor i ogromna wiedza, jaką w przerywnikach nam przekazuje, sprawiają że postaci po prostu nie da się nie lubić. Taka trochę Indiana Jones w spódnicy.
Przyciągnął mnie wątek archeologiczny i świetne wydanie. Ciekawa i wciągająca fabuła, trochę sensacja, trochę przygoda, z historycznymi wątkami. Jeden minus, o którym dowiedziałam się na początku lektury. To drugi tom serii, o czym niestety nie ma informacji na okładce.
Niezły kryminał, ale momentami nieprawdopodobne i nawinie zachowanie głównej bohaterki. To niestety drażniło mnie w lekturze, chociaż całościowo oceniam ja nieźle.
Uwielbiam Simone za jej mocny charakter i cięty język XD tbh nudziłam się momentami, ale i tak książka jest godna polecenia. Moje serce złamało się przez śmierć niektórych postaci :(