Białystok 1950 rok. Miranda, córka przedwojennego oficera Wojska Polskiego, wraca z zesłania po dziesięciu latach katorżniczej pracy na dalekiej Syberii. Przez cały ten czas marzyła o domu, rodzinie, dawnym życiu. Tylko że tego dawnego życia już nie ma; nie ma tamtego domu ani tamtej rodziny i przyjaciół, a przedwojenny Białystok przestał istnieć. Ukochany ojciec dziewczyny nie żyje i nikt z bliskich nie chce o nim rozmawiać, jakby wszyscy nagle zapomnieli, że w ogóle był. Każdy jest zajęty własnymi sprawami i stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Doskonale daje sobie z tym radę matka Mirandy. Maria prowadzi podejrzane interesy, handluje czym się da, potrafi wszystko załatwić i na wszystkim zarobić. Dziewczyna nie może jej darować sprzeniewierzenia się dawnym, przedwojennym zasadom, uważa ją za winną całego zła, jakie dotknęło ich rodzinę. W dodatku Maria całkowicie usunęła z pamięci zmarłego męża, nawet wróciła do panieńskiego nazwiska. Między matką a córką narasta coraz większe napięcie… Czy obu tak ciężko doświadczonym przez los kobietom uda się wyjaśnić fałsz i nieporozumienia nagromadzone przez ten trudny czas?
Inspirowana wspomnieniami rodziny autorki i opowieściami mieszkańców Białegostoku historia o trudnych latach wojny i niełatwych czasach powojennych, o dramatycznych decyzjach, konieczności dokonywania wyborów, walce o przetrwanie i tragicznych skutkach podejmowanych działań.
Katarzyna Kołczewska – lekarz z wykształcenia, prywatny przedsiębiorca z wyboru, pisarka z zamiłowania. Właścicielka MiŚ-a, mentorka, trener biznesu, autorka bloga "Wyższy poziom przedsiębiorczości", pisarka poczytnych powieści obyczajowych i opowiadań. Przesiąknięta medycyną, która nadal pozostaje w sferze jej zainteresowań zawodowych i o której pisze w swoich książkach.
Opowieści o wojnie jest mnóstwo, zwłaszcza ostatnio. Ale opowieści o tym, co po wojnie? Przyznaję, że rzadko o takich słyszałam, a jeszcze rzadziej – jeśli w ogóle – takie czytałam. Akcja tej książki rozgrywa się na początku lat 50., kiedy to Miranda wraca po dziesięciu latach ze zsyłki na Syberii do swojej rodziny w Białymstoku – a raczej do tej części, która jej została. Matka, która uznała, że jej córka nie żyje, jest zaskoczona, Mirandę zaskakuje zaś widok małego chłopca, brata, o którym nie miała pojęcia, a także wiadomość o tym, że jej ojciec nie żyje od sześciu lat. Obie kobiety będą próbowały na nowo stworzyć rodzinę, a także odnaleźć się w nowej, zupełnie innej, powojennej rzeczywistości, każda na swój sposób – jedna ciągle tkwiąc w przeszłości, a druga w ogóle o niej nie myśląc. Muszę przyznać, że może nie jest to książka idealna, niekiedy czuć, że pisana była w dzisiejszych czasach, moim zdaniem zwłaszcza w dialogach, natomiast i tak moim zdaniem dobrze pokazuje to, co pokazywać miała – trudny powrót do dawnego życia, próbę zaakceptowania tego, co się wydarzyło, i odnalezienia się w nowej rzeczywistości. To głównie opowieść o tym. Wojna i jej skutki pokazane są z dwóch różnych perspektyw – człowieka, który był w centrum wydarzeń, w mieście, i tutaj musiał radzić sobie z wojenną rzeczywistością, oraz człowieka, dla którego wojna to głównie syberyjska tajga, praca ponad siły, głód i choroby. Autorce udało się bardzo dobrze ukazać to, że są to różne doświadczenia, chociaż ich źródło jest to samo. Serdecznie polecam Wam tę książkę, jeśli jesteście zainteresowani taką tematyką.