Roztrzepana i lekkomyślna Zuzanna Roszkowska tym razem spróbuje swoich sił jako… prywatny detektyw.
Zu – najlepsza z żon, a także kobieta zdolna do wszystkiego – daje się namówić mężowi na roczny wyjazd do niewielkiej miejscowości o wdzięcznej nazwie Bangladesz. Na miejscu niemal przysłowiowe „cisza i spokój”, zwykle wiązane z życiem na wsi, będą musiały ustąpić przed niezwykłą skłonnością Zu do wpadania w tarapaty.
Kiedy gospodyni pensjonatu, w którym zamieszkali Roszkowscy z dziećmi, znika nagle bez słowa, zaledwie dzień po przyjeździe swoich nowych lokatorów, Zuzanna od razu przeczuwa zbliżające się kłopoty. Jednak wszyscy wokół zdają się lekceważyć jej obawy o los zaginionej.
Tym razem Zu będzie musiała zmierzyć się z przedstawicielami tajemniczej fundacji, niegrzecznym Panem Małpką, pojawiającymi się i znikającymi rondlami, a także… koniem, świnią, kozą, królikiem, gąsiorem oraz kotem – za jedyną pomoc mając podręcznik dla początkujących detektywów.
[recenzja po polsku] Just a light, humorous chick-lit / comedy book set in a picturesque little Polish village. Starring: fishy Foundation, guest house / museum's missing landlady, lots of farm animals, Zuzanna - scatter-brained wife and mother / amateur detective, Michał - her sensible husband / doctor and their little kids - timid son Jaś and brave daughter Małgosia. Also - villagers that find them all barmy.
It's a pleasant read. I like this Author's attitude. Some Polish authors that write within the genre - to be honest - write really tacky, over-the-top books with poor character creation and unrealistic, mushy plot twists that they try really, really hard to sell as realistic. Also, sometimes preachy. And here we have Iwona Czarkowska and her well balanced, entertaining book. Yes, it's absurd, but it's supposed to be this way.