Bogdan Popiołek jest zwykłym czterdziestoczteroletnim nauczycielem historii, który w imię walki z nadwagą zaczyna biegać. W czasie oglądania wiadomości bohater rozpoznaje na materiale filmowym mężczyznę, którego spotkał podczas treningu. Okazuje się, że został on zamordowany.
Popiołek zdaje sobie sprawę, że jest prawdopodobnie ostatnim człowiekiem, który widział go żywego. Może również mieć wskazówki, które pomogą w ujęciu mordercy. Ku zdumieniu Popiołka jego informacje zostają całkowicie zignorowane przez policję i uznane za bezwartościowe. Sprawa śmierci mężczyzny nie daje mu spokoju. Coraz bardziej zaintrygowany sprawą nauczyciel postanawia sam dowiedzieć się, co naprawdę wydarzyło tego feralnego dnia w poznańskim lasku. Nie ma pojęcia, że w ten sposób ściąga na siebie uwagę nieodpowiednich ludzi…
Polityczne brudy i przekręty, ekologiczna afera i mroczne tajemnice z przeszłości. Biegacz to trzymający w napięciu kryminał, którego akcja wraz z postępami tytułowego biegacza z każdą stroną nabiera tempa. Czy dotrzymasz mu kroku?
Autor powieści kryminalnych i historycznych oraz kilku książek non-fiction. W historii czuje się jak ryba w wodzie. Były dziennikarz z 24-letnim doświadczeniem pracy w mediach. Debiutował serią kryminałów retro (m.in. Pętla czy Arcymistrz), na koncie ma też m.in. reportaż 1956. Przebudzeni czy książkę Juni, która przyniosła mu w 2016 roku zwycięstwo w konkursie na najlepszą powieść o Poznaniu. Uważa jednak, że książka życia jeszcze przed nim…
No i nadszedł ten moment, kiedy to muszę przyznać, iż przeczytałem kryminalny gniot. Otóż bowiem, "Biegacz" Piotra Bojarskiego okazał się jak dotąd moim największym czytelniczym rozczarowaniem w 2017 roku.
Dlaczego? Poniżej moje największe zarzuty skierowane bezpośrednio do autora "Biegacza":
- polityczna propaganda, czyli największy minus tego kryminału. Ja rozumiem, że Pan Piotr Bojarski jest dziennikarzem "GW" i że akurat tej redakcji obecnie nie wiedze się dość najlepiej, ale żeby swoją złość i polityczne poglądy przelewać na fabułę powieści i podkreślać, co drugi rozdział, jak to w Polsce źle mają nauczyciele, bo likwidują gimnazja (naprawdę niedobrze mi się robiło gdy czytałem o tym po raz setny w tej książce ....). Poza tym liczne nawiązania do obecnego rządu, wzmianka o tragedii smoleńskiej (w dość niezręczny moim zdaniem sposób) oraz nieustanne podkreślanie nieudolności partii rządzącej - to wszystko rzutuje strasznie negatywnie na całą fabułę powieści.
- miejscem akcji jest Poznań, czyli miasto, w którym żyję od 7 lat. Jednakże tego Poznania i opisu miasta jest w tej książce jak na lekarstwo. A fragment, w którym główny bohater je obiad w "Marche" rozwalił mnie totalnie. Jest tyle pięknych zabytków i miejsc, o których Piotr Bojarski mógł wspomnieć i opisać, ale tego nie uczynił ....
- sama zagadka kryminalna jest niestety naciągana i dość prosta. Przeczytałem w swoim życiu już wiele kryminałów i finał powieści przewidziałem już we wczesnej jej fazie. Poza tym podczas całej powieści bohater spotyka na swojej drodze praktycznie osoby, które szczęśliwym trafem zawsze są w stanie mu pomóc, mają cenne wskazówki i służą pomocą - sorry, ale w normalnym świecie tak to nie działa i nie funkcjonuje. Można mieć oczywiście szczęście, ale nie przez ponad 400 stron tej powieści ....
- czas czytania tej książki. Kryminały powinno się czytać lekko, przyjemnie, historia powinna czytelnika wciągać i pochłonąć bez reszty. A mnie ta historia zanudziła, czytałem książkę przeszło tydzień i chciałem ją wielokrotnie odłożyć na półkę i do niej nie wracać, ale w końcu dobrnąłem do końca tracąc przy tym dużo czasu na czytanie czegoś o wiele lepszego ....
- błędy językowe i literówki.
Naprawdę nie wiem co było dobrego w tej książce? Może troszkę wątek historyczny i przytoczenie historii księdza Popiełuszki. Są to przecież twarde fakty, kawał polskiej historii, a na pewno dzieje polskiego duchowieństwa.
Reasumując - nie każdy jak się okazuje potrafi pisać kryminały. Obecnie na polskim rynku co rusz słyszy się o jakimś "wielkim" debiucie, o nowej powieści kryminalnej, wielu pisarzy/pisarek kieruje swoje pióro w tymże kierunku. Jednakże nie wszystkim to wychodzi. I "Biegacz" Piotra Bojarskiego jest tym najlepszym przykładem.
Osobiście nie polecam, ale oczywiście sprawdźcie sami. Jak dla mnie - wielki zawód, prosta fabuła, przewidywane zakończenie + polityczna propaganda pisarza obecnej opozycji.
BIEG KRÓTKODYSTANSOWY Piotr Bojarski wie, jak się zdobywa uwagę czytelnika. „Biegacz” prawie od pierwszej strony wciąga tak, że spokojnie da się go przeczytać na jednym wydechu (szczególnie, jeśli ma się nieprzewidziany dzień wolnego).
Autor, na szczęście, nie lubi lać wody, skupia się tylko na tym, co jest ważne dla akcji. Tempo akcji na pewno na tym zyskuje, ale czytelnik – nie do końca. Zwykle narzekam na słowotok polskich autorów, tym razem brakuje mi trochę barwniejszego przedstawienia bohatera. Dlaczego mając czterdzieści lat mieszka sam w wynajętym mieszkaniu? Gdzie są jego przyjaciele, rodzina? Ma (miał) jakąś żonę, dzieci? Czy woli jeść pizzę wegetariańską czy schabowego? Takie drobiazgi w opisie sprawiłyby, że Bogdan Popiołek byłby nam dużo bliższy.
Lubię opowieści o zwykłych ludziach wplątanych w niezwykłe sytuacje, więc stawiam autorowi dużego plusa za to, że detektywem uczynił nauczyciela historii z gimnazjum. Dzięki temu mamy opowieść w starym stylu, kiedy śledztwo obywa się bez całej tej najnowszej techniki. Okazuje się, że opierając się tylko na starej, poczciwej dedukcji i rozmowach z właściwymi ludźmi, można dojść do wniosków, których nie udało się wyciągnąć policji (chociaż z drugiej strony niemrawość organów ścigania nie została porządnie uzasadniona).
Dla równowagi muszę dać minusa za temat. Byli esbecy, z mocno obciążonymi życiorysami, ładnie zakamuflowani w dzisiejszej rzeczywistości to motyw wałkowany już wiele razy i chyba jednak niewart odkurzania.
Do tego, w pewnym momencie zakończenie staje się mocno przewidywalne, zgodnie ze starą zasadą: dajcie mi motyw, a morderca znajdzie się sam.
Wniosek? Przeczytacie „Biegacza” bez bólu, a nawet z przyjemnością. Nie przeczytacie? Nic się nie stanie.
Książka poprzez postać głównego bohatera przywiodła mi na myśl serial Belfer. Główny bohater – nauczyciel staje się niemal świadkiem morderstwa. Zaciekawiony sytuacją i zignorowany przez policje próbuje rozwiązać zagadkę na własną rękę. Fabuła książki momentami mocno zwalnia, to znów przyspiesza. Akcja dzieje się w Poznaniu, niestety nie czuje się tego miasta tak jak w innych, „przedwojennych” książkach autora.
Jakie to było ciekawe! Zupełnie niespotykany kryminał i tempo akcji. Niespieszna linia czasowa nadawała charakteru realności temu, co się działo w fabule. No ciekawe, ciekawe. Inne. Chociaż zakończenie nieco mnie rozczarowało. Cenię sobie też wykorzystanie prawdy historycznej.