Bogdał lubi gadać. Bogdał lubi gadać innymi. Bogdał to brzuchomówca. Pięć monologów na dwie ręce tu. Trzy jako mężczyzna, dwa jako kobieta. W kolejności do mikrofonu podchodzą: 1. Człowiek, który zarabiał jako sobowtór Freddiego z Queen, a teraz jest kaleką po amputacji nóg. 2. Stara, schorowana kobieta mówiąca do ptaka; czemu nie, ptaki są dyskretne. 3. Syn, za którego matka już nigdy głowy nie nadstawi, bo jej ją ten polski Obcy odrąbał z winy rosołu. 4. Nawrócona kurwa, z woli Bożej służebnica Jezusa Chrystusa. 5. Właściciel kamienicy, który był niemową, lecz mowę odzyskał; dobrze, inaczej Floryda byłaby krótsza. Parę cytatów, na odlew. Wyście to we mnie obudzili, to teraz nie możecie mnie zostawić i już, bo się sam sobą udławię. W nowy rok wszedłem jeszcze cały, […]stopy amputowali mi w marcu. Obraca zmarłego w głowie jak zaśniedziałą monetę. Mało? Obraz zapierdala jak chomik w kołowrotku. […] i cienkie nogi, wetknięte w kadłub jak dwie zapałki w kasztana. Jezus to taksówka, która jest zawsze wolna dla ciebie. Mało? […] karłem można w cyrku strzelać z armaty, upchnąć go w torcie na wieczór kawalerski albo postawić bez gaci przed kamerą, ale nie wolno zrobić z niego księdza. Wystarczy? Janusz Rudnicki
"Floryda" to pięć opowiadań - monologów, a monologują postaci przecudowne (moim ulubieńcem jest beznogi sobowtór Freddiego Mercurego). Język, rytm, klimat, poczucie humoru i wymieszanie makabreski z czymś prawie realno-magicznym sprawiają, że czyta się to bajecznie. Bardzo lubię takie rzeczy. Bardzo dobry debiut.
Bardzo mocny, oryginalny debiut: na pewno będę śledził karierę Bogdała. Od strony narracyjnej chyba najciekawsza i najsprawniejsza polska proza, jaką czytałem od lat. Straszą w niej zjawy wywołane przez Olgę Drendę w „Duchologii”, a Polska ery transformacji staje się groteskową przestrzenią, zamieszkaną przez przeraźliwie smutnych, dziwnie znajomych ludzi. Szkoda, że skończyło się na nominacjach do tylu ważnych nagród.
Bardzo fajny zbiór! Opowiadania są przejmujące i chyba nieprędko o nich zapomnę. Biorąc pod uwagę, że to pierwsze wydanie twórczości tego autora muszę przyznać, że jest to pełen sukces:)
Debiut to fajna rzecz, bo nigdy nie wiesz czego się spodziewać. I może cie tak strzelić, że zlecisz z krzesła.
Te opowiadania nie zmienią życia, ale pozwolą dobrze spędzić czas. Są zabawne, lekkie, dobrze napisane. Bogdał musi mieć świetny słuch, bo każda gawęda ma swój język i swoje tempo.
doceniam empatię i realizm, ale formalnie całość ma okropnie monotonny rytm, aż mi się w głowie kręciło. Może taki zbiór powinien prezentować mieszankę różnych środków. Jak dla mnie - forma całkowicie zdominowała tu historie, zostawiając mnie z poczuciem absolutnie obłędnego zlepka nieszczęścia i samotności. Chyba że potraktować te opowiadania jako kolejne rozdziały, ale mimo wszystko coś mi tu nie pasuje. Nie polecam czytać wszystkich opowieści na raz, a na pewno osoby z chorobą lokomocyjną i traumą jednostajności robić tego nie powinny. Czytać Bogdała trzeba, ale w małych dawkach za jednym razem. Autora poznałam, sprawdzając kto robi korektę TP.
Pięć krótkich opowiadań napisanych w formie monologów. Z pozoru normalne historie życia całkiem niepozornych ludzi rozwijają się w bardzo interesującą podróż. Czasem jest bardzo zwyczajnie, czasem nierealnie, każda historia ma swój indywidualny styl, język i atmosferę. I znów: szkoda ze tak krótko.
zbiór pierwszoosobowych opowieści-gawęd, napisane ciekawym językiem, ale prawie każda historia w moim przekonaniu odrobinę za długa, oprócz opowiadań o sobowtórze i karle książka bardzo ładnie wydana
(...) Chwilami miałem wrażenie, że Bogdał czytał wcześniej "Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi" W.D. Fostera. Jego postaci również są dość paskudne, tyle, że akcja toczy się w zabitych deskami polskich wsiach i miasteczkach, zamiast w środowisku uczelni amerykańskich metropolii. Jakby chciał powiedzieć: może brak tu finezji, ale to nasz własny brak finezji. Prawdę mówiąc, całkowicie inaczej, niż to było u Fostera, nie wiem po co powstały te opowiadania, jakie jest ich przesłanie. Rozumiałbym, gdyby to był reportaż. (...)