Dom w Ulsan, czyli nasze Rozlewisko to niezwykły pamiętnik wrażeń, zapis pięknej relacji dwojga ludzi w najbardziej obcym kulturowo kraju, jaki mogli sobie wybrać. Unikalny reportaż o Korei, jakiej nie znacie z filmów, ani przewodników. Czuć z niego aromat maleńkich knajpek i widać kształty miast, które rosną na ich oczach. Nowy świat na bazie najdawniejszych tradycji. Opowieść ekspatów, którzy pokochali inność tego miejsca. Relacja znanej pisarki i jej, jak czule o nim mówi: "Pana Inżyniera".
Małgorzata Kalicińska (ur. 30 września 1956 w Warszawie) - polska powieściopisarka.
Jest absolwentką XXXVII Liceum Ogólnokształcącego im. Jarosława Dąbrowskiego w Warszawie, następnie ukończyła SGGW-AR w Warszawie.
Pracowała w szkołach: Technikum Ogrodniczym w Konstancie-Jeziornie, Szkole Podstawowej nr 312 w Warszawie, Szkole Podstawowej nr 328 w Warszawie. Była zbieraczką wiadomości w TVP1 w programie Kawa czy herbata. Współtworzyła program Forum nieobecnych, współpracowała przy redagowaniu programu Żyć bezpieczniej. Wiele lat pracowała i była współwłaścicielką Agencji Reklamowej Camco-Media. Ma dwoje dorosłych dzieci: Stanisława i Barbarę.
"Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko" nie jest klasycznym reportażem. To raczej bardzo osobista, miejscami subiektywna opowieść o pobycie w Korei Południowej. Niestety książka ta nie jest zbyt rzetelnym i bogatym źródłem informacji o tym kraju, brakuje choćby krótkiego rysu historycznego, zagłębienia się w kulturę czy politykę (np. Korea Północna jest wspomniana bardzo pobieżnie dosłownie na jednej z ostatnich stron). Dziwi, że 11 latach pobytu w kraju nie zaowocowało jakimiś głębszymi przemyśleniami, analizami, anegdotkami i ciekawostkami z życia codziennego Koreańczyków. Autorzy ograniczyli się praktycznie do opisów najbliższego otoczenia, swoich cotygodniowych eskapad na pobliskie plaże w Ulsan i Busan i do okolicznych sklepów. Brak wycieczek w odleglejsze rejony kraju czy relacji z pobytu chociażby w Seulu (zakładam że takowy był). Lekkie urozmaicenie stanowi jedynie krótki opis wycieczki na wyspę Jeju. Dziwi również brak podjęcia choćby prób nauki języka koreańskiego i zbliżenia z Koreańczykami, co na pewno zaowocowałoby ciekawymi spostrzeżeniami i nadałoby książce nieco autentyczności. Plusem jest ciekawy rozdział o koreańskiej kuchni oraz przepiękne zdjęcia.
Myślałam, że bardziej mi się spodoba. Czytałam ją drugi raz i choć nie mogę powiedzieć, że była to nudna książka, to nie jestem nią zachwycona. Jest.. Okej. Takie tam wspomnienia z Korei Południowej.
Książka, która zachęciła mnie do odwiedzin w Azji, o czym całe życie marzyłam 😀 cztery gwiazdki, ponieważ jest napisana trochę jak przewodnik, a ja spodziewałam się nieco innej formy podania treści.. Niemniej uważam, że pozycja warta przeczytania 😀
2.5 star I was curious about how Korea would be seen and perceived by people who didn't know much when they came there. I was surprised how freely they moved around it. I had heard for a long time that without Korean you can't do it. And here you go! You can! I definitely enjoyed reading the chapters written by Mrs. Małgosia more. I wasn't interested in most of the chapters or the author's writing style. The photographs, however, are wonderful. The book is uneven. There are chapters that really interested me, and others that I didn't like at all. Here we have, above all, everyday life, interesting facts and differences between our cultures. For me, the question was asked too often why something that works in Korea doesn't exist in Poland.