Die schon 1966 ursprünglich unter dem Titel »Die unheilbare Krankheit« konzipierte Arbeit »Über das Altern« zieht, auf der Grundlage der existentiellen Erfahrungen Amérys, das Fazit aus gravierenden philosophischen und literarischen Lektüren Amérys: Einflüsse von Thomas Mann, Proust, Beauvoir und verschiedener anthropologischer Ansätze sind nachweisbar in diesen fünf großen Essays. Im Anhang des Bandes eine Dokumentation zur Rezeptionsgeschichte dieser beiden Werke und ein ausführliches Nachwort der Band-Herausgeberin Monique Boussart.
Jean Améry (October 31, 1912 – October 17, 1978), born Hanns Chaim Mayer, was an Austrian essayist whose work was often informed by his experiences during World War II. Formerly a philosophy and literature student in Vienna, Améry's participation in organized resistance against the Nazi occupation of Belgium resulted in his detainment and torture by the German Gestapo, and several years of imprisonment in concentration camps. Améry survived internments in Auschwitz and Buchenwald, and was finally liberated at Bergen-Belsen in 1945. After the war he settled in Belgium. His most celebrated work, At the Mind's Limits: Contemplations by a Survivor on Auschwitz and Its Realities (1966), suggests that torture was "the essence" of the Third Reich. Other notable works included On Aging (1968) and On Suicide: A Discourse on Voluntary Death (1976). Améry killed himself in 1978.
Kiedy zaczęło się to wszystko, co w przyszłości zakończy się moim samobójstwem? Przebrzmiał już głupi przygotowawczy etap egzystencji i musze wreszcie spotkać się twarzą w twarz z tym wykoślawionym światem, który jest mi tak wrogi i obcy. Wkraczam w stadium decydujące. Améry pisze najpierw o tym, jak z wiekiem życie staje się trudem ponad siły i coraz trudniej zachować przytomność umysłu, a później o tym, jak – gdy zgubimy swoje zakotwiczenie w rzeczywistości – jedną z możliwości staje się podnieść na siebie rękę. Améry zarzeka się, że usiłuje zachować bezstronność, że nie opowiada się po stronie samobójstwa tam, gdzie mogłoby się tak wydawać, atoli nawet wyłączając biografię, autorowi nie udaje się wytrwać w tym postanowieniu. Spogląda on na przypuszczalnych samobójców jak na mniejszość, zupełnie taką jak mniejszości seksualne, z czego wnioskuje, że należy uznać prawa wszystkich mniejszości. Niby zauważa, że skłonności suicydalne – w przeciwieństwie do takiego homoseksualizmu – są szkodliwe, ale jednocześnie oburza się, że kontroli lekarskiej poddano kobietę, która „ledwie" wspomina o zamiarze skończenia ze sobą. Bo co złego może tkwić w hipotezie zimnej skóry? Jego świat jest jeszcze plugawszy od naszego. To świat, w którym każdy jest zdany na siebie, w którym nikt nie potrzebuje pomocy, bo przecież ktoś, kto siebie zabił, musiał tego chcieć, a więc przed czym mielibyśmy go powstrzymywać? Przeraża mnie ta narracja i w pełni ją odrzucam. Co za okropne myślenie.