Zabawna i pouczająca opowieść o 18- letniej dziewczynie, prześladowanej w szkole z powodu nadmiernej tuszy. Autorka pokazuje, jak zmienia się jej życie, kiedy postanawia, że nie będzie dłużej ofiarą. Początki są jednak bardzo trudne – wizyty u kolejnych lekarzy są frustrujące i nic nie dają.
Dopiero spotkanie z ekscentryczną terapeutką Penelopą, która opracowuje dla Kaśki Nowy Styl Życia, zaczyna przynosić zdumiewające efekty. Mimo trudnych relacji z ojcem dziewczyna stopniowo odzyskuje wiarę w siebie.
Znikające kilogramy i pojawienie się w jej życiu pierwszego chłopaka wzmacnia ją psychicznie na tyle, że potrafi stawić czoła swoim prześladowcom.
"Szkoła latania" opowiada historię Kaśki Laski - inteligentnej i wrażliwej osiemnastolatki, zmagającej się z nadwagą, apodyktyczną rodziną, szykanami rówieśników i nienawiścią do własnego ciała. Pewnego dnia w jej życiu następuje przełom - decyduje, że musi schudnąć. Po paru nieprzyjemnych przeżyciach z lekarzami trafia na sympatyczną Penelopę - specjalistkę od odchudzania, i rozpoczyna terapię, na której nie tylko uczy się nowego stylu życia, ale i poznaje tajemniczego Maksa. _ Uwaga, dalsza część zawiera spoilery! _ Powieść napisana jest bardzo lekkim i przyjemnym stylem, przez co czyta się ją bardzo szybko. Wiele razy wywołała u mnie uśmiech, czy nawet głośny śmiech. Główna bohaterka jest sympatyczna, silna i zmotywowana, świetnie czyta się o jej przemianie, przede wszystkim wewnętrznej. Niestety pod koniec książki straszliwie mnie irytowała. Bardzo nie lubię takich sytuacji w książkach, kiedy zwykła rozmowa mogłaby rozwiązać problem, ale bohaterowie bronią się przed nią rękami i nogami. I chociaż rozumiem strach przed rezultatem takiej rozmowy, to dla mnie jednak lepiej byłoby dowiedzieć się konkretnie na czym stoję. Dziwię się też zachowaniu Kaśki na ostatnich stronach - przekonała się już, że lepiej porozmawiać niż pochopnie wyciągać wnioski, a jednak zamiast spytać Maksa, znowu pozwala, żeby zapanowały nad nią negatywne emocje. Ciekawa jestem, jak historia potoczy się dalej. Co mi się bardzo podobało, to że nie jest to jedna z tych historii, kiedy bohaterka dopiero po schudnięciu odnajduje miłość - bardzo pozytywne i budujące było to, że Maks zakochał się w Kaśce na samym początku jej terapii, a nie dopiero -25 kg później. Co do Maksa, jest jednym z tych bohaterów książkowych, których można by określić: "zbyt idealny, żeby mógł być prawdziwy" ;) Chociaż tak naprawdę idealny nie jest, to jednak ujmuje swoją szczerością, uczuciowością i intelektem.
Moją ulubioną postacią jest chyba Zocha - przyjaciółka głównej bohaterki, głos rozsądku we wszystkich jej perypetiach. Chwilami miałam ochotę Zochę uściskać, za to, że mówiła Kaśce dokładnie to, co sama myślałam. Taka przyjaciółka to skarb :) Bardzo podobały mi się też zapisy korespondencji mailowej i smsowej Kasi i Maksa - zawsze lubiłam powieści oparte na listach, więc była to pozytywna niespodzianka.
Polecam "Szkołę latania" młodszym i starszym, chudszym i grubszym, a szczególnie tym, którzy zmagają się z kompleksami i odrzuceniem. Warto przekonać się, że szczęście nie zależy od tego, jacy jesteśmy na zewnątrz, ale przede wszystkim od tego, kim jesteśmy w środku.
Zachęcona opisami w sieci zaopatrzyłam się w książkę autorstwa Sylwii Trojanowskiej pt. "Szkoła latania". Jakoś tak poczułam pewną bliskość z główną bohaterką, moją imienniczką, której problemy i rozterki są mi w pewnym stopniu znane. Czas jakiś książka odczekała na półce, by nabrać mocy urzędowej, aż w końcu przedwczoraj nadeszła jej pora.
Kaśka to dziewczyna o wdzięcznym nazwisku Laska, jednak wcale "laski" nie przypomina. To nazwisko to zmora jej życia, podobnie jak nadprogramowe kilogramy, których nazbierało się przez lata o wiele za dużo. Trudno jednak, mając osiemnaście lat, przeciwstawić się prawie całej rodzinie, która hołduje kultowi ciała obfitego, wypchanego do granic możliwości wszystkim, co nadaje się do zjedzenia. A taka właśnie jest rodzina ze strony ojca Kaśki, Roberta. Prym wiedzie tam niesamowicie apodyktyczna ciotka Matylda, dla której obfite kształty to sens życia. Jedyną osobą w rodzinie, która podejmuje walkę o lepsze jutro dla dziewczyny, jest jej matka, Małgorzata. Kobieta filigranowa, zdominowana kompletnie przez męża. W tej jednak kwestii doprowadza do tego, że jej córka, po kilku nieudanych próbach, trafia na dość ekscentryczną terapeutkę, Penelopę Hoppe, z którą rozpoczyna pracę nad sobą. Celem jest nie tylko zgubienie znienawidzonych przez Kaśkę kilogramów, ale także przestawienie jej myślenia i postrzegania samej siebie. I od momentu wkroczenia na ścieżkę odchudzania, zaczyna się całkiem nowe życie nastolatki...
Kolejną postacią w powieści, która bardzo przypadła mi do gustu, jest Zośka, najlepsza - i jedyna - przyjaciółka Kaśki. Bardzo spodobało mi się jej podejście do życia. Mimo problemów w domu daje radę, uśmiecha się, cieszy życiem i dopinguje Kaśkę. Kiedy dziewczyna poznaje na sesjach terapeutycznych swojego pierwszego w życiu chłopaka, Maksa, co sprawia, że jej emocje lądują na rollercoasterze, Zośka podchodzi do sprawy zdroworozsądkowo. Jak w każdym związku (a tutaj to dopiero początki początków), zdarzają się wzloty i upadki. Kaśka przeżywa strasznie każdą niejasność, niepewność i niedopowiedzenie. Trochę mnie tą nadwrażliwością wkurzała, ale z drugiej strony rozumiem, że w jej sytuacji można się tak czuć, kiedy dziewczyna jest niepewna siebie, swojej wartości i - przede wszystkim - urody.
Maks... no właśnie, Maks. Jego zachowanie wydało mi się dość podejrzane. Nie będę pisać szczegółowo, żeby nie spojlerować, ale jestem bardzo ciekawa, czy moja teoria się sprawdzi. Poza tym mogę powtórzyć za Zośką: "Jezu, skąd on się urwał?!"...
Jeśli chodzi o sprawy czysto techniczne, to od dawna się tak
nie zmęczyłam przy czytaniu! I nie mam na myśli samej lektury powieści, tylko to, że musiałam książkę trzymać obiema rękami i praktycznie cały czas na siłę rozkładać. To naprawdę męczące, a o trzymaniu jej jedną ręką mogłam zapomnieć... No ale czego się nie robi dla poznania kolejnej ciekawej historii? :)
Historia kończy się w taki sposób, że już zamówiłam kolejne tomy tej serii, bo jestem bardzo ciekawa, jak to się wszystko rozwiąże... Wbrew pozorom nie zdradziłam Wam wiele z fabuły. Dzieje się tu dużo, pełno w tej opowieści emocji, czasem trochę (bardzo!) rozchwianych, czasem irytujących, ale myślę, że warto poznać Kaśkę i jej świat. Daje to wszystko do myślenia...
I na koniec ostatnia refleksja, związana z odchudzaniem i tym, czego Kaśce zazdroszczę. Gdybym dysponowała własną siłownią w domu, ćwiczyłabym codziennie. Nic tak nie deprymuje, jak spojrzenia osób w rozmiarze 36, ćwiczących na siłce dla przyjemności czy ogólnego komfortu, kiedy człowiek w pocie czoła próbuje zrzucić nadprogram kilogramów...
Nie lubię literatury młodzieżowej. Nie przepadam za nastoletnimi bohaterami w książkach. Lubię jednak Sylwię Trojanowską i stwierdziłam, że spróbuję. Kupiłam tylko pierwszy tom, bo jednak byłam przekonana, że na jednym się skończy. Wszak to nie moja bajka. Okazało się jednak, że widocznie ja nie lubię kiepskiej literatury młodzieżowej i nie przepadam za słabo napisanymi nastoletnimi bohaterami w książkach. Kaśkę pokochałam z miejsca. Nie dość, że jest moją imienniczką, to jeszcze okrągła jak ja, a na dodatek nastoletni charakter też podobny :D Niech Was jednak nie zwiedzie ten lekki opis postaci, bo autorka porusza w książce trudne i ważne tematy. Idealnie udało jej się pokazać nam świat i jego problemy takimi, jakimi widzi jest osoba w wieku dojrzewania. Nie ma tutaj ani epatowania zbytnią powagą, ani kompletnej niedojrzałości bohaterki - złoty środek znaleźć to nie lada wyczyn! Brawo! Nawet wątek romantyczny, a tego to ja nie trawię, bardzo mnie ujął. Historię Kasi podsumowałabym krótko: Kaśce zdarzyło się życie. Bo to historia, która może się zdarzyć, nastolatka, którą możemy spotkać. Zarwałam nockę dla tej książki i kupiłam już kolejne dwa tomy. Za taką „młodzieżówkę” to ja nie mogę nie dać dyszki :)
Piękna historia. Porusza ważne tematy i problemy, z którymi boryka się zapewne nadal wiele nastolatek. Myślę, że książka jest naprawdę warta przeczytania.