Karol Mrozinski - poeta, dziennikarz, prawie prawnik. Szuka poklasku na Facebooku, kolekcjonuje serduszka na Twitterze, sledzi trendy zywieniowe na Instagramie. Kontakt z rzeczywistoscia lapie jedynie, gdy rozladuje sie bateria w jego telefonie. Mieszka z psem Fajfusem na warszawskim Grochowie. Styl Karola Mrozinskiego jest porównywany do pisarstwa Rolanda Topora, Borisa Viana, Marka Hlaski oraz Charlesa Bukowskiego.
Razzmatazz jest jego debiutanckim zbiorem opowiadan. Zgodnie ze znaczeniem tytulowego slowa (ang. razzmatazz - spektakularny, efekciarski, olsniewajacy) przedstawia w nim historie drobne, krzykliwe i zwodnicze.
Kompletna strata czasu, nawet mamy na Kwejku są śmieszniejsze niż bełkot Mrozińskiego. Jego anegdotki to nudne pier... nie bez sensu, ze słabymi i przewidywalnymi puentami. Historie udające faktyczne ciekawostki historyczne są z błędami rzeczowymi, na przykład w rozdziale "Markiz de Sade" wszystko jest istotnie prawdą i się wydarzyło, ale złej osobie jest przypisany opis czaszki markiza (nie Spurzheim, a Ramon ją przeanalizował i napisał, że taką czaszkę mógłby mieć papież). I nie, to nie jest ubarwienie rzeczywistości, jak gadający pies, tylko zwyczajny błąd. Dobrnęłam do 27% książki, więcej nie dam rady.
Niektóre części trafione w punkcik. Piękne. Inne takie sobie. Dałbym 5 gwiazdek, gdyby to rzeczywiście był wybór najlepszych smaczków a nie wszystko jak leci. A tak trzeba przebić się przez takie sobie pisanie żeby dostać to czego się szukało. Ale te trafione, tak trafione że warto te nietrafione przeczytać też.
Mrozińskiego się lubi albo nie - ta groteska, absurd i satyra trafiają albo nie. Do mnie trafiają, chociaż nic nie przesłoni faktu, że "Razzmatazz" to po prostu zbiór facebookowych statusów. Przyjemne do pociągu, na moment.