Kilka lat po wydarzeniach opisanych w Wiośnie zaginionych do emerytowanej policjantki Krystyny Lesińskiej z prośbą o pomoc zgłasza się młody sąsiad – Miłosz Najder. Chłopak niedawno otrzymał mejla z filmikiem przedstawiającym idącą przez las kobietę. Nie wie, kto go wysłał ani kim jest tajemnicza blondynka. Krystyna bierze to za żart albo pomyłkę, ale Miłosz jest przekonany, że kobiecie może grozić niebezpieczeństwo, skoro najwyraźniej ktoś ją obserwuje i filmuje z ukrycia. Jednak wkrótce pojawia się drugi filmik, a potem trzeci filmik, a Krystyna zaczyna się niepokoić. Dzięki pomocy wnuka udaje się jej namierzyć adres kobiety z nagrania, zanim jednak zdąży zdecydować, co dalej, z powodu zapalenia oskrzeli trafia do szpitala. Dwa miesiące później Krystyna dowiaduje się, że w Pątnowie pod Legnicą doszło do podwójnego zabójstwa: ofiarami są blondynka z filmu oraz Miłosz Najder. Dla policji sprawa jest jasna: Miłosz Najder zaatakował kobietę, a ona zabiła go w samoobronie. Krystyna nie wierzy w taką wersję wydarzeń i na prośbę siostry Miłosza rozpoczyna własne śledztwo, w którym pomaga jej niedawno poznany pisarz interesujący się true crime.
Polish writer. She graduated from the Faculty of Oriental Studies at Jagiellonian University with a specialization in Arab Studies. After graduation she came back to Katowice, where now she works in tourist office. Member of a Silesian Fantasy Club. She made her debut in April 2004 with a short story Diabeł na wieży, which was published in a Science Fiction magazine. She was writing movie and book reviews for web magazine Avatarae. Today she writes for Esensja. In July 2005, her short stories about Domenic Jordan were published in a collection entitled Diabeł na wieży by Fabryka Słów Publishing. Her full lengh book debut was a novel Miasto w zieleni i błękicie.
Och, naprawdę lubię kryminały Anny Kańtoch. Dostaję zawsze wciągającą, nieoczywistą historię, która mnie zaskakuje, psychologię postaci, tło społeczne oraz to, co trudno uchwycić - klimat. "Zima pożegnanych" idealnie wpisuje się w moje oczekiwania. Stara, dobra znajoma, czyli emerytowana policjantka Krystyna Lesińska bada tajemnicę podwójnego morderstwa. Niby wszystko w nim jasne, a przecież zupełnie nie. Czy ofiary zbrodni się znały? Jaki był motyw? Kto tu naprawdę jest winny? Im dalej w las, tym więcej pytań. Lesińska nie jest sama. W śledztwie towarzyszy jej domorosły detektyw, filozof z wykształcenia, a autor książek true crime z marzeń, czyli Olgierd Darski. I przyznaję, to bardzo ciekawa postać! Bohaterowie zgłębiają temat stalkingu, który tu staje się punktem wyjścia całej historii. Uporczywe nękanie, śledzenie, wpisy w mediach społecznościowych - duszna atmosfera gwarantowana. Do tego ciekawe psychologicznie spostrzeżenia dotyczące przyjaźni - paczka znajomych, która wydaje się zgrana, lojalna i oddana sobie w stu procentach, ale gdy spojrzeć głębiej... Cóż.
Bardzo podobało mi się coś, co wcześniej w powieściach Kańtoch chyba nie wybrzmiewało. Współistnienie pokoleniowo różnych bohaterów. Tu emerytka dogaduje się z wnukiem, młody mężczyzna opiekuje się dobytkiem starej ciotki. Tu jedni czerpią z doświadczenia przychodzącego z wiekiem, drudzy z umiejętności młodych - jak chociażby poruszania się w internecie.
Fanów powieści Anny Kańtoch nie trzeba zachęcać, bo i tak rzucą się na tę książkę z radością. Jeśli ktoś jeszcze nie poznał talentu tej autorki, spokojnie może zacząć od tej pozycji. Wprawdzie to kolejna część cyklu, ale sprawa osobna. Jest tu wątek z poprzednich odsłon, czyli zaginięcia brata bohaterki, ale bez problemu można się tu zorientować.
Bardzo polecam, bo to inteligentna rozrywka, która daje to, czego wszyscy czasem potrzebujemy - chociaż chwilowe oderwanie się od problemów.
Chyba moja ulubiona z serii o Lesińskiej. Przede wszystkim - zagadka jest naprawdę ciekawa, bo choć okoliczności samego morderstwa nie budzą wątpliwości, to wydarzania, które do niego doprowadziły wydają się nie mieć żadnego sensu. I tu wkracza pani Krystyna i towarzyszący jej, początkujący pisarz Olgierd. Jest to typ kryminału, który zawsze najbardziej mnie wciąga, bo oparty jest nie tyle na szukaniu fizycznych dowodów, co na przebijaniu się przez sieć ludzkich tajemnic, konfliktów i kłamstw. A na wyraziste postaci zawsze można u Kańtoch liczyć.
Jako część historii samej Krystyny „Zima” nie wnosi zbyt wiele i nawiązania do tajemnicy zaginięcia jej brata wydają się być tu tylko po to by uzasadnić włączenie książki do serii.
Czy seria o Lesińskiej jest moją ulubioną twórczością Kańtoch? Nie. Ale jest to naprawdę solidny współczesny kryminał.
Rzadko czytam kryminały, gdyż, no cóż, większość tych tytułów jest przewidywalna. Jednak kiedyś sięgnęłam przypadkowo po twórczość Anny Kańtoch i tutaj mile się zaskoczyłam, więc gdy dostałam propozycję zrecenzowania czwartego tomu historii o Krystynie Lesińskiej, zdecydowałam się bez chwili wahania.
Krystyna Lesińska to bohaterka, która przeszła na policyjną emeryturę już lata temu. Jednak w momencie, gdy młody sąsiad prosi ją o pomoc, ta zaintrygowana postanawia mu pomóc. Rzadko spotyka się, by główna postać była już tak doświadczona przez życie, więc jest to duży plus powieści.
Najmocniejszą stroną książki jest zdecydowanie atmosfera. Anna Kańtoch umiejętnie buduje napięcie poprzez stopniowe odsłanianie kolejnych fragmentów historii bohaterów, dzięki czemu czytelnik powoli składa całość z drobnych fragmentów. Postacie są wiarygodne i mają swoje tajemnice, co sprawia, że czytelnik chce poznać ich motywacje.
Książka wciąga - to na pewno, gdyż historia przedstawiona przez autorkę jest naprawdę intrygująca. Powieść czyta się niesamowicie szybko i, mimo poruszanej tematyki, lekko. Osoby oczekujące klasycznego, szybkiego kryminału z licznymi zwrotami akcji mogą poczuć lekki niedosyt. I niestety mam poczucie niedosytu i rozczarowania co do zakończenia – liczyłam na coś więcej niż to co dostaliśmy.
Zbiorczo o całej tetralogii: może wyjdę na nieuka, co to grubych książek nie lubi, ale dlaczego każdy tom trwa 400 stron??? Rany boskie, ile można? W ebuku mniej drastycznie to wygląda, bo tej cegły w ręku trzymać nie trzeba, ale każdy tom bez żadnej szkody bym o 30 procent skróciła.
Sporo wątków pobocznych o losach bohaterów, ich przemyślenia lub mowa pozornie zależna, bo oni strasznie dużo rozmyślają a jak z kimś gadają to zaraz coś w myślach lubią dopowiedzieć, a my musimy to przeczytać. No i o tym gadaniu: niestety rozwiązania zagadek otrzymujemy w formie rozbudowanych speechy Krystyny, w drugim tomie wręcz prezentacji. Trochę to męka.
Fabuła wciągająca, będę czytać Kańtoch dalej, mimo tych zastrzeżeń. Zresztą, jak widać, oceny nienajgorsze wystawiam.
Propsy dla autorki, że nie wskrzesiła Romka i że go odbrązowila w trzecim tomie, trochę się tego bałam, choć i naiwnie chciałam, żeby się odnalazł. Btw: w czwartym tomie kolega policjant, dawny współpracownik Krystyny mówi jej, że jest przewrażliwiona na punkcie zaginięcia brata. Do szału mnie to doprowadziło, bo chyba nie da się być nieprzewrażliwioną.
Ciekawy wątek macierzyństwa Krystyny, za którym ona zasadniczo nie przepada i kochając dzieci i wnuki, nie redukuje się do ról opiekuńczych. Właściwie, to ich unika.
Za trzeci tom dałam tylko trzy gwiazdki, surowa pani nauczycielka ma zastrzeżenia jeszcze większe tutaj. Czytam, że to najmroczniejsza część, a ja miałam poczucie, że Chmielewska tylko bez dowcipu to jest. Poza tym, że gubiłam się wśród tych wszystkich ofiar - rzekomych samobójców, „który jest synem kogo”(którego, ale cytuję klasyka), nie mogłam się ich doliczyć i chyba przez to dość późno się zorientowałam, że pod spodem historii jest okrutny gwałt. No i tu już jednak nie Chmielewska. I właśnie, czy tła obyczajowe każdego z bohaterów były konieczne, czy potrzeba było tylu szczegółów, czy może dla dobra fabuły nie możnaby skrócić wątku relacji Krystyny i Łukasza? I wtedy ta potworna historia lepiej by wybrzmiała?
Ta relacja też jest dla mnie zagadkowa, skądinąd wiemy, że Krystyna miała dwóch mężów i że pierwszy objawił się bardzo wcześnie, bo dziewczyna chciała z domu rodzinnego wyjść, więc niby wiadomo, że coś między nimi będzie, ale zupełnie nie widziałam między nimi napięcia, żadnej iskry, a jak był flirt niby to dialogi zostały zapisane przy pomocy drewna i klusek leniwych w dodatku. Może być to też celowy zabieg, bo Krystyna mówi, że żaden tam grom z jasnego nieba i że ona romantyzmu nie potrzebuje. A Łukasz jest wyjątkowo denerwujący swoją drogą. Może to w ogóle temat na jakieś opowiadanie osobne: w domu sromota i żałoba, ojciec chleje, matka bije Krysię po mordzie, łazi do kościoła i jest apodyktyczna, to dziewczyna łapie pierwszego absztyfikanta i musi się hajtnąć, bo jakby miała z nim zamieszkać bez ślubu, to by się pewnie wszystkie kopalnie na Śląsku zapadły.
Z drobiazgów: Kańtoch mimochodem pokazuje msze w rycie trydenckim, ludzie nie mają świadomości, że relatywnie od niedawna mogą zrozumieć, co im tam klecha gada na mszy. Drugi drobiazg: jedna z rodzin ma żydowskie korzenie, autorka pisze, że z dziada pradziada byli mieszkańcami omawianej dzielnicy. No chyba nie do końca, bo mieli wymuszoną przerwę 1939-45 oraz coś mi mówi, że po 1945 niekoniecznie cała rodzina powróciła.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Na ostatni tom serii o Krystynie Lesińskiej czekałam cztery lata, ale zdecydowanie było WARTO. Od wydarzeń opisanych w "Wiośnie zaginionych" minęło kilka lat.
Do emerytowanej policjantki, Krystyny Lesińskiej, zgłasza się młody sąsiad, Miłosz Najder, za którym kobieta nie przepada, ale decyduje się wysłuchać jego prośby. Chłopak przychodzi z nietypową sprawą. Opowiada Lesińskiej, że otrzymał dziwny filmik, który chciałby jej pokazać. Okazuje się, że na nagraniu znajduje się idąca skrajem lasu kobieta. Jest tyłem, więc nie sposób poznać, kto to taki. Analiza elementów znajdujących się na filmie nie wnosi nic nowego. Jest on po prostu za krótki i nie przedstawia nic poza idącą w mroku kobietą i drzewami. Kiedy Miłosz dostaje kolejny film, nagranie jest odrobinę dłuższe i znów przedstawia tę sama kobietę. Krystyna, chociaż początkowo uważała, że ktoś robi sobie z chłopaka żarty, postanowiła poprosić o pomoc przy analizie filmu wnuka. Młody mężczyzna ma pewne umiejętności, które mogą się przydać w tej sytuacji. Po pewnym czasie Miłosz odbiera trzeci film, z którego wnuk Krystyny jest w stanie wyciągnąć już całkiem sporo informacji. Czy jest sposób, aby odnaleźć tajemniczą blondynkę? Czy faktycznie grozi jej niebezpieczeństwo, o czym jest przekonany Miłosz? Krystyna wkręca się w prywatne śledztwo, podczas którego korzysta ze znajomości, które pozostały jej po służbie w policji. W działaniach pomaga emerytowanej policjantce pisarz interesujący się true crime, Olgierd Darski. Akcja przyspiesza, kiedy po pewnym czasie do tego duetu dociera informacja o podwójnym zabójstwie. Ofiarami są tajemnicza blondynka, która została w końcu zidentyfikowana jako Dorota Podgórska, i... Miłosz Najder.
Autorka stworzyła w powieści bardzo realistyczny świat. Naturalnie prowadzone rozmowy i dialogi bohaterów napędzają akcję, a ich dopracowane charaktery sprawiają, że zdają się być ludźmi z krwi i kości.
Uwielbiam styl pisania Anny Kańtoch i tą wieczną niepewność, co do rozwoju akcji. Jak tylko już, już mam wrażenie, że idę dobrym tropem, autorka rozwiewa moje nadzieje, podrzucając kolejną wskazówkę, która kompletnie zmienia sytuację :D Ale ja lubię takie niespodzianki, bo mogę kombinować od nowa. I, rzecz jasna, nie odkryłam prawdy przed finałem. Ale co tam, i tak świetnie się bawiłam podczas lektury i naprawdę żałuję, że mamy tylko cztery pory roku. Może nie byłoby źle wykorzystać te dodatkowe, czyli wiecie: przedwiośnie, polecie czy przedzimie? Wtedy tomów serii mogłoby być więcej. Krystyna na pewno nie jest jeszcze zmęczona śledztwami na emeryturze :D
Czy ja właśnie piszę recenzję książki którą mam jako współpracę i jest to 4-ty tym serii? Być może. A czy przeszkadza mi to w przeczytaniu, i napisaniu rzetelnej recenzji? Być może, bo jest wysokie prawdopodobieństwo, że chciałbym przeczytać serię od końca. Czy uda się? Nie wiem, ale wiem, że ciekawa książka, więc zacznijmy od początku…
Nie chciałbym tu opisywać fabuły, a po ogólnie mamy tu do czynienia z podwójnym morderstwem, które zostało popełnione w Pątnowie pod Legnicą, a które zaczęło się tak naprawdę niewinnie. Najpierw jeden niewinny filmik z kobietą, potem drugi dłuższy film z tą samą kobietą… i trzeci. Nasza emerytowana policjantka dowiaduje że policja próbuje ogarnąć sprawę, ale mimo to ma przeczucie, że ta sprawa ma podwójne dno, więc postanawia sama różowszą zagadkę. W międzyczasie Trach! Trafia do szpitala, a gdy już jest lepiej okazuje że się mamy dwie ofiary. Przypadek? No właśnie też tak myślałem czytając, ale nie, bo mieliśmy tu historię grubszymi nićmi szytą.
Z kartki na kartkę dowiadywaliśmy się o nowych poszlakach i nowych tajemniczych powiązaniach co czyniło ją już historią osobistą. W trakcie trwającego śledztwa poznała całkiem przypadkowo pisarza, który kocha True Crime, a który bez namysłu decyduje się wspomóc naszą bohaterkę. Razem zaczynają drążyć temat, a finał jaki mamy był i będzie dla was zaskakujący, bo to co nasza autorka odwaliła na końcu jest nie do pomyślenia.
Przejdźmy tak teraz do podsumowania, bo historia wciąga i nie można autorce rzucić momentów trzymających w napięciu, ale no właśnie. Są one interesujące, ale są też i będą dla większości przeciętne. Mówię tak, bo masa autorów pisze mroczniejsze kryminały, a tu było zbyt lekko jak dla mnie. Złapał mnie, lecz można było dodać trochę „pieprzu i mroku”. Czasami miałem wrażenie niby zastoju akcji, ale za chwilę coś zaczynało się dziać i ten moment mnie dławił.
Co do bohaterów?! Mało charyzmatyczni i może ja mam wyszy próg standardów, lecz można ich było mocniej aż napoić taką grozą czy empatią. Byli poprawni i robili to co autorka chciała, ale czuję, że mogli przyjąć większy ciężar na barki.
No i nie pochwaliłem samej oprawy, która patrząc na całą serię jest genialna. Połączenia kolorystyczne i z minimalistyczną czcionką trafiam 10-ke. A jeszcze faktura okładki dająca efekt szronu - ekstra!
Jak oceniam całość 5-6/10 jest całkiem dobrym wynikiem jak na książkę i myślę, że warto będzie po nią sięgnąć.
❓Czy znacie nietypowe pary książkowych bądź filmowych głównych bohaterów❓
📚Emerytowana policjantka Krystyna Lesińska dostaje zgłoszenie od swojego sąsiada, Miłosza Najdera w związku z dziwnym filmikiem, który otrzymał niedawno na maila. A cóż w nim takiego nietypowego? Otóż jest to nagranie wykonane z ukrycia, na którym kobieta przechadza się przez las. Chłopak martwi się, że tajemnicza blondynka nie wie, że jest obserwowana. Krystyna nie bierze zgłoszenia na poważnie, jednak wraz z mijającymi dniami filmików robi się coraz więcej, co tylko skłania kobietę do namierzenia adresu poszukiwanej. Niestety choroba nie wybiera, przez co Lesińska ląduje w szpitalu, a po swoim wyjściu dowiaduje się, że doszło do podwójnego z@bójstwa: tajemniczej blondynki i Miłosza. Wszyscy podejrzewają chłopaka, jednak była policjantka czuje, że to nie może być prawdą. Krystyna przyjmuje zlecenie siostry Miłosza i do spółki z pisarzem true crim€ rozpoczyna śledztwo.
📚"Zima pożegnanych" autorstwa Anny Kańtoch to czwarty tom serii "Krystyna Lesińska" z gatunku kryminał/thriller.
📚Jeśli wahacie się, ponieważ nie znacie poprzednich tomów, to pragnę Was uspokoić - książka jest w pełni zrozumiała bez tej wiedzy.
📚"Zima pożegnanych" ukazuje wyjątkowo drobiazgowe śledztwo, jednak w żadnym wypadku nie jest ono nudne! Im głębiej Krystyna grzebie w sprawie, tym bardziej staje się ona zagadkowa. Coś co wydaje się oczywiste na pierwszy rzut oka, okazuje się jedynie złudzeniem.
📚Postaci są oryginalne, ale tylko przez swoje zestawienie - rzadko czytam książki, w których to emerytka jest na tropie mord€rcy, a towarzyszy jej jako partner pisarz true crim€. Jeśli chodzi o ich charaktery, a także o bohaterów drugoplanowych, to nie są to osoby, które chce się zapamiętać. W tej książce całe laury zbiera fabuła, która jest dosyć intrygująca.
📚Czy sięgnę po pozostałe tomy? Jeszcze nie wiem, ale na pewno ta część była ciekawym doświadczeniem.
Ponieważ od lat polecam książki pani Anny Kańtoch, nie mogłam przejść obojętnie obok „Zimy pożegnanych”, tym bardziej, że jej kryminały pamiętam jeszcze długo po zakończonej lekturze i uważam za jedne z lepszych które czytam w ostatnim czasie. „Zima pożegnanych” była dobra pod każdym względem. Już sam początek na maxa podkręca atmosferę, sprawia, że mocniej ściskamy książkę i nie chcemy jej wypuścić. Klimat i emocje to zdecydowanie największe filary tej powieści, bowiem autorka potrafi sprawić, że przeniesiecie się w inne miejsce i naprawdę będziecie odczuwać strach zupełnie tak jak główni bohaterowie jej powieści. To było mroczne, duszne, piekielnie dobre - ta skomplikowana fabuła sprawiła, że bezustannie główkowałam, a i tak nie byłam nawet bliska rozwiązaniu zagadki. „Zima pożegnanych” to kontynuacja bestsellerowego cyklu z emerytowaną policjantką Krystyną Lesińską. Jest tutaj gęsto od emocji i od tajemniczych zniknięć i zabójstw. To książka wielowątkowa i wielowymiarowa, pisarka zagląda w głąb ludzkiej duszy i mam wrażenie że wyciąga z niej wszystko to, co najgorsze. Czytelnik nie może powstrzymać galopujących myśli, z prędkością światła przesuwa karty tej powieści, nie może doczekać się końca, a z drugiej strony chcielibyśmy tę lekturę rozciągnąć do nieskończoność. Chciałabym trafiać tylko na takie kryminały. Autorka po raz kolejny mnie zachwyciła i po raz kolejny z dumą będę polecać jej pozycje. Koniecznie sprawdźcie całą serię, jest absolutnie świetna, przepadniecie.
Wspaniale, przewrotnie pomyślana intryga. Krystynie Lesińskiej partneruje w tym dolnośląskim nieoficjalnym śledztwie Olgierd, który przy okazji tej sprawy postanawia rozpocząć karierę pisarza true crime. Chcieliście czwartej pory roku i przyszła. Najstarsza jak dotąd Lesińska z najmłodszym jak dotąd pomocnikiem zajmą się - totalnie poza protokołem - wyjaśnieniem niewesołego losu, jaki spotkał młodego sąsiada Krystyny. A chłopak chciał tylko zrobić dobry uczynek. Ostrzec kobietę, która, jak mu się wydawało, znajdowała się w poważnym niebezpieczeństwie. Dobre chęci nie zawsze jednak oznaczają szczęśliwe zakończenie. A już na pewno nie w tym konkretnym przypadku. Mamy tu do czynienia z opowieścią o złudzeniach, pozorach, rzeczywistości wykreowanej oraz jej brutalnym zderzeniu z faktami, przed którymi może i można próbować uciekać, ale każda taka trasa skończy się w pewnym momencie ślepym zaułkiem. Trochę nie chcę pisać nic więcej, bo bardzo mi się podoba złożoność i przewrotność tej historii. Byście jednak mogli się nią nacieszyć, powinniście wszystko odkryć samodzielnie. Pamiętajcie, nic i nikt nie jest tu tym, kim i czym się wydaje. Poza Krystyną - ta pozostaje uparta i nieustępliwa, jak zawsze od swoich studenckich czasów. No i przenikliwa, oczywiście, byle kto bowiem nie rozwikłałby tego galimatiasu. Trochę szkoda, że wydawca nie skorzystał z marketingowej okazji życia, ale przecież ja mogę. WIECIE, CO SIĘ STAŁO POD LEGNICĄ? Nie to, co Wam się wydaje:)
„Zima pożegnanych” to kolejna część serii o Krystynie Lesińskiej i jako fanka tego cyklu naprawdę czekałam na tę książkę. Lubię kryminały Anny Kańtoch przede wszystkim za klimat i za to, że nie są przesadzone – wszystko wydaje się w nich bardzo wiarygodne.
Historia zaczyna się od tajemniczych nagrań z lasu, które trafiają do młodego chłopaka. Na pierwszy rzut oka wygląda to trochę jak dziwny żart albo pomyłka, ale z każdym kolejnym filmikiem atmosfera robi się coraz bardziej niepokojąca. Później dochodzi do tragedii i sprawa wydaje się zamknięta, ale Krystyna ma wrażenie, że coś tu jednak nie pasuje.
Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka prowadzi tę historię. Nic nie dzieje się tu przypadkiem, a kolejne elementy układanki powoli zaczynają do siebie pasować.
Dużym plusem są też bohaterowie. Krystyna Lesińska to postać bardzo ludzka i autentyczna – doświadczona, momentami zmęczona, ale jednocześnie niezwykle uparta w dążeniu do prawdy. Lubię w niej to, że nie odpuszcza, nawet kiedy inni uznali sprawę za zakończoną.
Dla mnie „Zima pożegnanych” to kolejna dobra część serii i kryminał, który naprawdę czyta się z dużym zaangażowaniem.
Ta część mogłaby równie dobrze nie powstać. Niewiele wnosi do zamkniętej serii, a jeśli chodzi o samą fabułę, to nie jest zbyt ambitna. Rozwiązanie nasuwa się samo, natomiast okoliczności są dosyć rozczarowujące.