W spokojnej dzielnicy dochodzi do brutalnego morderstwa – w domu Henryka Zielińskiego Łucja Adamczewska i Mateusz Jasiński odnajdują zmasakrowane ciało, a brat właściciela nieruchomości, Aleksander, znika bez śladu. Początkowo sprawa wygląda na rodzinne porachunki – do czasu, aż w bagażniku samochodu zaparkowanego w okolicy miejsca zbrodni policjanci trafiają na przerażające znalezisko. Rozpoczyna się śledztwo, a każdy kolejny trop prowadzi do odkrycia nowych tajemnic, które na zawsze miały zostać zapomniane.
Komisarze Maja Lewandowska oraz Antoni Szymański starają się połączyć elementy tej makabrycznej układanki. Towarzyszy im patolog Katarzyna Osiczko, która szybko odkrywa, że ofiarą może nie być Henryk, lecz ktoś zupełnie inny. Sprawę komplikuje fakt, iż zaginiony Aleksander Zieliński od lat zmagał się z uzależnieniem od hazardu, więc przypuszczalnie wrócił tylko po to, by sięgnąć po należną mu część spadku.
Tymczasem ktoś zaczyna usuwać ślady. Ciała znikają z kostnicy, świadkowie milkną lub giną, a do mediów trafiają poufne informacje dotyczące prowadzonego śledztwa. Coraz więcej wskazuje na to, że morderca zna policjantów, a być może nawet działa tuż obok nich. Czy śledczym uda się natrafić na jakikolwiek ślad, który mógłby ich naprowadzić na sprawcę tej makabrycznej zbrodni? Jakie jeszcze sekrety skrywa niewielka miejscowość?
Kiedy duchy przeszłości zaczynają dopominać się o sprawiedliwość, nikt nie jest bezpieczny…
Tak bardzo nie lubię pisać negatywnie o książkach... Nie lubię... Wiem, że autor włożył masę pracy w powstanie książki... To jest złożony proces, a później bam, ktoś niezadowolony...
Przepraszam...
Ale ta książka kompletnie do mnie nie trafiła. Ani fabuła, ani bohaterowie. Praktycznie każdy rozdział kończył się tak, by zachęcać od razu do czytania następnego ale ten zabieg tu bardzo mnie męczył, bo wolałabym po prostu dłuższe rozdziały niż naciąganie napięcia.
Końcówka mocno przegadana z motywacyjnymi tekstami, które nie rozumiem dlaczego pojawiły się w kryminale?
Książka kończy się tak, że z pewnością będzie można wypatrywać kolejnego tomu. Ja nie będę...
Nie chcę więcej pisać. To debiut. Nie chcę podcinać skrzydeł. Ale do mnie ta książka nie trafia. Przepraszam.
"Mówią, że czas leczy rany. Nie, nie leczy. On tylko uczy, jak żyć z bólem, jak oswoić tę pustkę, która wdziera się w każdą cząstkę serca."
Jak tam Wasze doręczenia? Kurier często puka do drzwi?
"Nieudane doręczenie" to książka, która obiecywała wiele. Zaczyna się niepozornie od próby doręczenia pozwu, adresat jednak już żadnej wiadomości nie odbierze. Nie w tym świecie, nie w tym życiu. Brutalne morderstwo uruchamia machinę śledczą. Ups, tutaj się zagalopowałam. Bez owijania w bawełnę przyznam, że historia ta nie podobała mi się. Machina śledcza to zdecydowanie przesadzone określenie. Działania komisarz Maji Lewandowskiej i reszty ekipy przypomina raczej nieudolną zabawę w policjantów. To co dzieje się na miejscu zbrodni zakrawa o jakiś żart. Osoby które znalazły denata w zasadzie niewiele wyjaśniły, jedna z nich to już nawet nie polazła się więcej w książce. Absurdem było sprowadzenie księdza by pomodlił się nad zwłokami, a podejrzany pojazd nie należący do nikogo z okolicy zauważony został dopiero po kilkunastu dniach. Warstwa kryminalna pozostawia wiele do życzenia.
Autorka potrafi budować piękne zdania, książka napisana jest w sposób wręcz poetycki, każde wydarzenie, nawet otwarcie drzwi staje się pełnym emocji wkroczeniem w świat metafor i barwnych wypowiedzi. I owszem wielokrotnie byłam pod wrażeniem tego w jak nieoczywisty sposób dana scena lub myśl została przestawiona. Mam jednak wrażenie, że było tego po prostu za dużo, nawet najpiękniej zbudowane zdanie nie przykryje braków fabularnych, moim zdaniem taki styl pisania sprawdził by się w literaturze pięknej, obyczajowej, tutaj spowalniał akcję i sprawiał, że momentami czułam się jakbym czytała telenowelę.
Historia miała potencjał, lecz zbyt wiele rzeczy było niedopracowanych, zbędnych (jądra w przełyku?, dziura w pamięci Jasińskiego po bojce w barze), jedyna postać która mnie przekonała do siebie to Antoni Szymański.
Na koniec mój największy zarzut - większość istotnych kwestii rozgrywa się w głowach bohaterów, nie widzimy procesu, dostajemy suchy fakt, który nie wiadomo z czego wynika. Mnie nie podeszła ta książka, lecz wiem, że zbiera także dobre opinie. Musisz sprawdzić sam/a.
2,5 Nie niby zła, ale miała dość sporo nieodciągnięć. Zbyt szybkie przeskoki w relacjach miedzy bohaterami- od kogoś obcego i niegodnego zaufania do prawie najbliższej przyjaciółki, no i dalej nie wiadomo czyj pogrzeb się odbył na koniec, a brzmiało no kogoś niesamowicie ważnego dla wszystkich, ale kogo? Autor jeden wie. Chyba ze będzie to wytłumaczone w dalszej części, ale no ja się tego już nie dowiem, bo nie zachęca do czytania kolejnych części. Masywny minus za tak głupi cliffhanger na ostatnie pół strony.
Witajcie! Dziś przychodzę do Was z recenzją debiutu literackiego – książki „Nieudane doręczenie” autorstwa Żaneta Górecka. W moim odczuciu jest to naprawdę całkiem udany start autorki. A jak Wy myślicie – czy przeszłość naprawdę można zostawić za sobą, czy prędzej czy później i tak wraca, wpływając na naszą teraźniejszość? To pytanie bardzo mocno wybrzmiewa w tej historii. Książka zaczyna się od pozornie mało znaczącej sytuacji, gdy dwoje ludzi próbuje dostarczyć list komorniczy do Henryka Zielińskiego. Na miejscu znajdują jednak mocno pokiereszowane zwłoki. Jest to bardzo mocny akcent na początek historii i moment, który od razu wprowadza czytelnika w klimat kryminału. Później fabuła zaczyna się ciekawie rozwijać. Pojawiają się różne tropy i przypuszczenia, między innymi takie, że Henryka mógł zabić jego brat Aleksander Zieliński, który nagle znika i którego nigdzie nie można znaleźć. Dochodzenie prowadzą Maja Lewandowska oraz Antoni Szymański. Z biegiem czasu odkrywają kolejne powiązania między bohaterami i wydarzeniami. Stopniowo wychodzą na jaw tajemnice z przeszłości, które zaczynają rzucać zupełnie nowe światło na teraźniejszość. Jednym z największych atutów tej książki są bohaterowie, którzy zostali bardzo dobrze wykreowani. Autorka nie przedstawia ich jedynie jako osób prowadzących śledztwo. Każdy z nich ma swoją historię, doświadczenia i motywacje. Dotyczy to zarówno Mai Lewandowskiej, Antoniego Szymańskiego, jak i patolog Katarzyny Osiczko. Nawet krótkie fragmenty dotyczące ich przeszłości sprawiają, że lepiej poznajemy bohaterów, rozumiemy, czym się kierują i na co zwracają uwagę. Dzięki temu stają się oni bardziej autentyczni. Bardzo ciekawym i jednocześnie wzruszającym wątkiem jest historia Antoniego i jego żony, która zginęła w wypadku. Ten fragment pokazuje bardziej ludzką stronę bohatera i dodaje całej historii dużej dawki emocji. Co ważne, wątek ten nie jest oderwany od reszty fabuły – z czasem zaczyna się łączyć z główną historią i dobrze wpisuje się w całość wydarzeń. Dużym plusem książki jest również sposób prowadzenia fabuły. Historia prowadzona jest na kilku płaszczyznach czasowych – poznajemy wydarzenia z teraźniejszości, ale także te sprzed trzech lat oraz sprzed trzydziestu lat. Wszystko jest jednak bardzo dobrze zaznaczone, dzięki czemu czytelnik nie gubi się w czasie i bez problemu odnajduje się w tej wielowątkowej historii. Z czasem te różne wątki zaczynają się ze sobą zazębiać i tworzyć spójną całość. Zasługują również na uwagę realistyczne opisy, między innymi sekcji zwłok. Pojawiają się szczegółowe opisy serca czy mózgu, które dla niektórych czytelników mogą być dość drastyczne, a nawet obrzydliwe. Dla mnie jednak był to ciekawy dodatek, który nadawał historii większego realizmu i dodatkowego smaczku, zwłaszcza że te elementy są powiązane z prowadzonym śledztwem. Jeśli chodzi o minusy, to samo śledztwo nie jest bardzo zawiłe. Przy uważnym czytaniu można stosunkowo szybko wytypować podejrzanego. Nie jest to więc jakaś wielka zagadka kryminalna z ogromnym zwrotem akcji. Z czasem poznajemy raczej motywację i historię, która doprowadziła do tych wydarzeń. Zakończenie zostawia czytelnika w pewnym zawieszeniu. Z jednej strony nie daje pełnego zamknięcia wszystkich wątków, ale z drugiej strony jest też pewnego rodzaju zachętą – pojawia się ciekawość, czy historia będzie miała swoją kontynuację. Ogólnie książkę odebrałem bardzo pozytywnie. Podobał mi się sposób poprowadzenia historii, zarys postaci oraz psychologia bohaterów. „Nieudane doręczenie” to kryminał, w którym oprócz samej zagadki ważne są również emocje, relacje między bohaterami i wpływ przeszłości na teraźniejszość. Jak na debiut jest to naprawdę obiecująca książka i historia, która pokazuje, że autorka ma duży potencjał do tworzenia kolejnych powieści
„Nieudane doręczenie” Żanety Góreckiej to kryminał, który bardzo umiejętnie korzysta z tego, co w tym gatunku najbardziej nośne: mocnego otwarcia, gęstej atmosfery, stopniowo odsłanianych tajemnic i poczucia, że pod powierzchnią pozornie zwyczajnego świata od początku czaiło się coś mrocznego. Już sam punkt wyjścia jest uderzający, ale siła tej powieści nie polega wyłącznie na szoku pierwszych scen. To książka zbudowana na napięciu, które nie tyle wybucha, ile narasta - sączy się między ludźmi, między przemilczeniami, między tym, co oficjalnie wiadomo, a tym, co bohaterowie wolą zachować dla siebie.
Największym atutem tej historii jest dla mnie sposób prowadzenia intrygi. Autorka nie stawia wyłącznie na tempo, lecz na konsekwentne zagęszczanie atmosfery i rozszerzanie pola niepewności. Śledztwo nie biegnie prostą linią, tylko coraz bardziej się plącze, a kolejne odkrycia nie porządkują rzeczywistości, lecz każą patrzeć na nią od nowa. Dzięki temu powieść wciąga nie tylko pytaniem „kto?”, ale też „dlaczego?” i „co jeszcze zostało przemilczane?”. Bardzo dobrze wybrzmiewa tu motyw przeszłości, która nie znika tylko dlatego, że minęły lata - przeciwnie, dojrzewa w ciszy i wraca w najmniej oczekiwanym momencie.
Mocną stroną książki są również bohaterowie. Nie sprawiają wrażenia figur przesuwanych po planszy tylko po to, by obsłużyć zagadkę kryminalną. Mają własne rysy, słabości, obciążenia emocjonalne i to widać. Szczególnie dobrze wypadają postaci prowadzące śledztwo, bo autorka nie próbuje zrobić z nich papierowych herosów. To ludzie naznaczeni doświadczeniem, czasem zmęczeni, czasem uwikłani w swoje sprawy, ale właśnie przez to wiarygodni. Ich prywatność nie jest tu pustym dodatkiem, tylko elementem, który pogłębia opowieść i nadaje jej bardziej ludzki wymiar.
Na osobne uznanie zasługuje styl Żanety Góreckiej. To proza, w której czuć ambicję językową. Z jednej strony potrafi być dosadna, gdy wymaga tego scena, z drugiej - bywa zaskakująco obrazowa i nastrojowa. W opisach jest zmysłowość, momentami wręcz literacka miękkość, która ciekawie kontrastuje z brutalnością samej sprawy. Ten kontrast działa, bo sprawia, że książka nie staje się wyłącznie mechanicznym zapisem kolejnych etapów dochodzenia, ale nabiera charakteru. Widać, że autorka chce nie tylko opowiedzieć historię, lecz także stworzyć określony klimat - duszny, lepki, niepokojący.
Nie znaczy to jednak, że jest to powieść bez potknięć. Miejscami czuć, że to debiut: niektóre fragmenty są bardziej rozbudowane, niż wymagałaby tego dynamika fabuły, pojawia się też chwilowy nadmiar postaci, tropów i informacji, przez co początek lub środkowa część mogą wywołać lekkie zagubienie. Bywają momenty, w których narracja zwalnia mocniej, niż powinna, a pewne sceny lub dopowiedzenia można byłoby skrócić bez szkody dla całości. Nie wszystkie wątki wybrzmiewają też z równą siłą. Ale paradoksalnie nie odbiera to książce tożsamości - raczej pokazuje autorkę, która od początku mierzy wysoko i nie pisze „bezpiecznie”.
To debiut dojrzały emocjonalnie, wyraźny stylistycznie i naprawdę obiecujący. Najbardziej cenię w nim to, że poza samą zagadką kryminalną zostaje po lekturze coś więcej - atmosfera, niepokój, kilka dobrze zarysowanych postaci i poczucie, że ta historia ma drugie dno. To nie jest kryminał oparty wyłącznie na efekcie; to książka, która chce budować napięcie także psychologią, relacjami i ciężarem dawnych spraw. Owszem, można by ją miejscami bardziej zdyscyplinować narracyjnie, ale potencjał autorki widać tu bardzo wyraźnie. To bardzo udany, mroczny i angażujący debiut, który ma kilka nierówności, ale nadrabia je klimatem, pomysłem i literackim wyczuciem. Zdecydowanie warto śledzić, co Żaneta Górecka napisze w przyszłości.
„Nieudane doręczenie” Żanety Góreckiej to mroczny, wielowątkowy kryminał, w którym zemsta zaciska palce na gardłach ofiar, a przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć. To historia, która powoli, ale konsekwentnie wciąga w sieć niedopowiedzeń, półprawd i emocjonalnych pęknięć.
Autorka stworzyła odważny, wyrazisty świat zdominowany przez kobiety. Wydział policji i medycyny sądowej należy do nich – komisarz Maja Lewandowska, patolog Kasia, przełożona Oliwia, prokurator Renata oraz nowa współpracowniczka Aurelia budują intrygujący, silny kobiecy front. To nie są tła dla męskich bohaterów – to one nadają rytm śledztwu, podejmują decyzje i ponoszą ich konsekwencje.
Maja Lewandowska – siła i rysa… Maja to postać dominująca – bezkompromisowa, zdeterminowana, skupiona na śledztwie do granic obsesji. Jej praca jest zawsze na pierwszym miejscu, co wyraźnie odbija się na życiu prywatnym. Momentami jej zachowanie trochę mnie irytowało – zwłaszcza w relacjach z innymi – ale jednocześnie to czyniło ją autentyczną.
Szczególnie ciekawa wydała mi się postać Mateusza. Były policjant, dawny partner zawodowy prywatny Mai. A teraz ktoś go obserwuje? Dlaczego otrzymał tajemniczą wiadomość? I jaką rolę miał w całym śledczym zamieszaniu? Autorka tylko uchyla drzwi do tej historii, pozostawiając czytelnika z głodem odpowiedzi.
Partnerem Mai jest Antoni Szymański – mężczyzna naznaczony tragedią, próbujący poskładać w całość strzępy swojego życia, odkrywając prawdę o tragedii, która zniszczyła jego szczęście rodzinne. Jego relacja zawodowa i prywatna jest subtelną przeciwwagą dla brutalności tych zbrodni.
Jezioro Ług – miejsce, gdzie wszystko się zaczęło… Makabryczne morderstwa prowadzą do tragedii sprzed lat. Rok 1994, Komorniki. Młoda dziewczyna – Basia – tonie w Jeziorze Łuk. Samobójstwo czy zbrodnia? To właśnie tam zaczyna się ta historia. A jak się skończy?
Im głębiej wchodzimy w fabułę, tym wyraźniej widać powiązania ofiar z lokalną społecznością. Pierwsza ofiara – Henryk – okazuje się jedynie początkiem większej układanki. Błędna identyfikacja drugiego ciała, odwrócona kolejność zbrodni, to zagadka śmierci dwóch braci – każdy element burzy wcześniejsze założenia.
Nieoczekiwany atak na prosektorium, kradzież zwłok i brutalne porwanie Aurelii to zwrot akcji, który dynamicznie przyspiesza tempo. Scena ataku na Maję podczas oględzin auta z głową kolejnej ofiary- to jeden z najmocniejszych momentów powieści – napięcie niemal fizycznie wyczuwalne. I te tajemniczo znajome oczy napastnika, do kogo należą?
Niedopowiedzenia, które bolą… To kryminał pełen niedomkniętych drzwi. Emocjonalne rozważania bohaterów nie dają jednoznacznych odpowiedzi – raczej podsycają ciekawość. Autorka świadomie zostawia czytelnika z pytaniami.
Czy prokurator Maria zginęła, bo była zbyt dociekliwa? Czy morderca ma własną, wypaczoną wersję wydarzeń sprzed lat? I czy ostatnie słowa zabójcy zwiastują przewrót w życiu Mai Lewandowskiej?
„Nieudane doręczenie” to książka, która intryguje od pierwszych stron i nie pozwala poczuć się bezpiecznie. Dynamiczna narracja, szybkie zmiany scen, interesujące kreacje bohaterów oraz relacje – przyjaźnie i uczucia rodzące się w cieniu zbrodni – sprawiają, że historia żyje także poza całym śledztwem.
To opowieść, która zostawia nas w półmroku – z niepokojem, z niedosytem, z oczekiwaniem na ciąg dalszy. Polecam ją miłośnikom zagadkowych, wielowątkowych kryminałów, w których nic nie jest oczywiste, a prawda ma więcej niż jedno oblicze. Ja czekam na kolejny tom – chcę poznać tajemnicę Mateusza, przeszłość Mai i odpowiedź na pytanie, czy to, co miało być zamkniętą sprawą, dopiero się zaczyna.
Debiuty mają to do siebie, że wypadają różnie, raz lepiej, raz gorzej. I w tym przypadku jest to niestety to drugie. Zamysł na fabułę był ciekawy, początek książki zapowiadał się intrygująco, brutalne morderstwo, zmasakrowane zwłoki w domu Henryka Zielińskiego, które odnajdują komornicy, Mateusz Jasiński i Łucja Adamczewska, mnóstwo pytań czy to porachunki rodzinne między braćmi, potem zmiana przebiegu śledztwa gdy wychodzi na jaw, że brat Henryka, Aleksander znikł bez śladu, miał długi hazardowe i że mógł pojawić się u brata jedynie po część spadku, ale to nie wyjaśniało jego zniknięcia. Potem makabryczne znalezisko w bagażniku samochodu zaparkowanego niedaleko domu Zielińskiego, które komplikuje śledztwo jeszcze bardziej. Ale wraz z rozwojem fabuły, z upływającymi stronami, akcja zwalnia, wręcz momentami staje w miejscu, co sprawia, że rozbudzone zainteresowanie czytelnika na początku książki zanika i książka zaczyna nudzić. W powieści jest wiele sytuacji, które autorka wrzuca do fabuły, a potem zapomina o nich i albo już o nich nie wspomina bądź przeskakuje do innych wydarzeń, co w odbiorze czytelnika wygląda tak, jakby brakowało części książki. Mam tu na myśli (uwaga spojler!) zdarzenie z postrzałem głównej bohaterki Mai Lewandowskiej, nie dowiadujemy się ostatecznie kto za nim stał czy nagły przeskok w relacjach między Majką a Aurelią, do której w chwili poznania Maja nie pała zbytnią sympatią by chwilę później autorka zaczęła tworzyć między nimi wątek romantyczny ni z tego ni z owego. Samo nieprofesjonalne zachowanie Majki jako komisarz(uwaga spojler!), policjantki na służbie, która strzela do zabójcy jak do tarczy, zamiast takiego postrzału obezwładniającego, to wprowadzanie czytelnika w błąd jeśli chodzi o osobę po której ludzie noszą żałobę i uczestniczą we mszy pogrzebowej, a na deser samo zakończenie, które po kulminacyjnym momencie książki ciągnie się jeszcze przez około dwadzieścia stron i pozostawia czytelnika w stanie zdenerwowania, bo jest otwarte i żaden z wątków nie zostaje ostatecznie zamknięty, co zwiastuje nam, że jest to pierwszy tom przygód Majki i Antoniego Szymańskiego, jej zawodowego partnera, który w powieści a propos także zachowuje się nieracjonalnie, trochę jak taki Strażnik Teksasu, i że czeka nas ciąg dalszy w tomie kolejnym.
"Nieudane doręczenie" nie jest do końca książką złą, ale brakuje jak na kryminał w niej płynności, uporządkowania wątków, ograniczenia usypiających fragmentów i dodania więcej akcji, która powinna grać główne skrzypce w kryminale. Mniej powinno być także przemyśleń bohaterów, które tutaj stanowią sporą część powieści i to z nich poznajemy wydarzenia, które dzieją się w książce, a nie z przebiegu akcji, należałoby także trochę przystopować z tą poetyckością, wszakże literatura kryminalna to nie piękna.
Zmęczyła mnie trochę lektura tej powieści i przyznam Wam, że w pewnym momencie miałam już dość i czekałam już tylko na zakończenie, które nastąpiło, ale które nie przyniosło satysfakcji. Jeśli będę miała okazję to sięgnę po tom drugi z samej ciekawości, jak autorka poprowadziła dalsze losy bohaterów i kto wie, może kolejny tom będzie czytało się lepiej. Decyzję co do lektury pozostawiam Wam, w końcu ilu ludzi, tyle opinii.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Zwierciadło.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Lubisz kryminały, w których mała miejscowość skrywa więcej tajemnic niż wielkie miasto? Takie, gdzie każdy coś wie, ale nikt nie mówi wszystkiego?
„Nieudane doręczenie” to historia, która zaczyna się mocnym uderzeniem - spokojna dzielnica, a w jednym z domów odnalezione zastają zmasakrowane ciała. Już od pierwszych stron czuć, że to nie będzie zwykłe śledztwo. To będzie układanka, w której elementy nie tylko do siebie nie pasują, ale jakby ktoś celowo je przestawiał.
Na miejsce wkraczają komisarze Maja Lewandowska i Antoni Szymański. Duet jakie bardzo lubię - z napięciem, z historią, z własnym bagażem doświadczeń. Tutaj ich prywatne życie nie jest tylko dodatkiem, ale pełnoprawnym tłem. Dołącza do nich patolog Katarzyna Osiczko i to właśnie jej ustalenia zaczynają burzyć pierwszą, pozornie logiczną wersję wydarzeń. Bo co, jeśli ofiarą wcale nie jest ten, za kogo wszyscy go biorą?
Autorka prowadzi nas przez kolejne warstwy tej historii powoli, momentami wręcz metodycznie. Jest czas na poznanie bohaterów, ich przeszłości, lęków i słabości. I przyznam, że chwilami miałam wrażenie, iż informacji jest naprawdę dużo. Wątki osobiste, retrospekcje, lokalne zależności. Ale im dalej w las, tym bardziej zaczęłam rozumieć, że to celowy zabieg. Ta historia ma być gęsta, duszna. Ma po prostu przytłaczać.
Bo nic tu nie jest proste. Ludzie znikają, pojawiają się kolejne ciała, a inne znikają. Świadkowie milkną albo giną. Do mediów wyciekają poufne informacje. I nagle pojawia się pytanie: czy morderca jest bliżej, niż myślą śledczy? A może działa tuż obok nich?
Bardzo podobał mi się klimat małej społeczności. Ta cisza, która nie jest spokojem, tylko napięciem. To poczucie, że duchy przeszłości nie zostały pogrzebane tak głęboko, jak wszystkim się wydawało. Że stare krzywdy potrafią dojrzewać latami, aż w końcu eksplodują.
Nie ukrywam - to debiut i momentami czuć, że autorka chce pokazać bardzo dużo naraz. Czasem miałam lekki miszmasz w głowie. Ale jednocześnie doceniam ambicję tej historii. Intryga jest przemyślana, a finał naprawdę potrafi zaskoczyć. Kiedy już wydawało mi się, że mam wszystko poukładane, ostatnie strony wywróciły stolik.
„Nieudane doręczenie” to kryminał dla tych, którzy lubią, gdy śledztwo nie idzie gładko. Gdy trzeba się skupić, a autor nie podaje odpowiedzi na tacy. To opowieść o zbrodni, ale też o przeszłości, która nie daje o sobie zapomnieć, i o ludziach, którzy muszą zmierzyć się nie tylko ze sprawcą, ale i z własnymi demonami.
Ocena: 7/10 - bo nie jest to książka idealna. Jednak czy ma potencjał na mocną serię? Zdecydowanie tak. I ja bardzo chętnie sprawdzę, co dalej wydarzy się w życiu Mai i Antoniego.
🕵️♀️📦 Nieudane doręczenie autorstwa Żanety Góreckiej to kryminał, który już od pierwszych stron przyciąga uwagę brutalnym początkiem i atmosferą niepokoju. Żaneta Górecka wrzuca czytelnika w sam środek zbrodni, nie dając czasu na przygotowanie się na to, co zaraz nastąpi. Spokojna miejscowość szybko okazuje się miejscem pełnym sekretów, a pozornie prosta sprawa zaczyna się komplikować z każdym kolejnym tropem.
🕵️♀️📦 Fabuła rozwija się wokół śledztwa, które z czasem przypomina skomplikowaną układankę. Żanety Góreckiej nie interesuje jedynie wskazanie sprawcy, lecz pokazanie całego procesu dochodzenia do prawdy. Każdy element ma znaczenie, a kolejne odkrycia odsłaniają mroczne tajemnice z przeszłości. To właśnie ten motyw powracających sekretów nadaje historii głębi i sprawia, że czytelnik chce odkrywać więcej.
🕵️♀️📦 Na szczególną uwagę zasługują bohaterowie, zwłaszcza silne kobiece postaci. Komisarze oraz patolożki nie są jedynie tłem dla wydarzeń, lecz aktywnie wpływają na przebieg śledztwa. Żaneta Górecka tworzy między nimi interesujące relacje, w których pojawia się zarówno współpraca, jak i rywalizacja. Dzięki temu historia zyskuje dodatkowy wymiar, a interakcje między postaciami stają się równie angażujące jak sama zagadka kryminalna.
🕵️♀️📦 Dużym atutem książki jest klimat małego miasteczka, w którym każdy coś ukrywa. Żanety Góreckiej udaje się oddać duszną atmosferę miejsca, gdzie przeszłość wciąż wpływa na teraźniejszość. To właśnie w takich przestrzeniach tajemnice mają największą siłę oddziaływania, a odkrywanie prawdy staje się coraz bardziej niebezpieczne. Wraz z rozwojem fabuły napięcie rośnie, a poczucie zagrożenia staje się coraz bardziej wyczuwalne. ㅤ 🕵️♀️📦 Mimo wielu mocnych stron, w powieści pojawiają się również drobne niedociągnięcia. Niektóre decyzje bohaterów mogą budzić wątpliwości, a wybrane sceny wydają się nieco nienaturalne. W przypadku debiutu można jednak spojrzeć na to z większą wyrozumiałością, zwłaszcza że sama historia potrafi wciągnąć i utrzymać zainteresowanie do samego końca. Styl Żanety Góreckiej jest przystępny, dzięki czemu książkę czyta się szybko i z zaangażowaniem. ㅤ 🕵️♀️📦 Nieudane doręczenie to udany debiut, który pokazuje potencjał autorki w tworzeniu intrygujących historii kryminalnych. Żaneta Górecka łączy mroczny klimat, ciekawe postaci i zagadkę, która stopniowo odsłania swoje kolejne warstwy. To propozycja dla czytelników, którzy lubią historie o tajemnicach sprzed lat i śledztwach prowadzących do nieoczywistych wniosków. Mimo drobnych potknięć to książka, po którą warto sięgnąć i z ciekawością czekać na dalsze historie spod pióra autorki.
•• Kiedy duchy przeszłości zaczynają dopominać się o sprawiedliwość, nikt nie jest bezpieczny… ••
▪️𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪️
„Nieudane doręczenie” Żanety Góreckiej to debiutancka powieść kryminalna, która odkrywa przed czytelnikiem mroczne tajemnice, które skrywa mała społeczność. Sięgając po tę książkę zupełnie nie spodziewałam się tak zawiłej historii i wciągającej akcji, która ani na chwilę nie pozwoli mi odłożyć tej powieści. Autorka precyzyjnie wodzi czytelnika za nos, wciąga w fabułę i nie pozwala odłożyć książki na bok.
🩸 Rutyna, która nie powinna niczego zmienić. To miało być zwykłe doręczenie z kancelarii komorniczej. Jednak miasteczko Malanów skrywało więcej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Za ciszą i pozornym spokojem kryły się zwłoki mężczyzny i historia, która nie chciała zostać pogrzebana razem z nim. Tuż przed śmiercią zmierzył się z własną przeszłością. Sprawą zajmuje się Antek Szymański, policjant naznaczony traumą i stratą, która wciąż nie pozwala mu normalnie żyć. Towarzyszy mu Maja Lewandowska, kobieta próbująca poskładać swoje życie z rozsypanych fragmentów. Szybko okazuje się, żenie jest to zwykłe śledztwo. Każdy trop prowadzi głębiej w mrok, a odpowiedzi rodzą kolejne pytania…
„Nieudane doręczenie” to kryminał z krwi i kości, który swoją fabułą wywołuje dreszcz niepokoju. Małomiasteczkowy klimat i hermetyczna społeczność nadaje mu autentyczności. A tożsamość sprawcy i morderstwo sprawiają, że atmosfera w książce jest bardzo gęsta. Autorka kreuje opowieść o zbrodni, zaginięciu, śledztwie, winie i tajemnicach z przeszłości, które upominają się o rozliczenie.
Ta powieść uderza z siłą już od pierwszych stron i nie pozwala złapać oddechu aż do samego końca. Z każdą kolejną sceną napięcie rośnie, a pod powierzchnią pozornie spokojnego miasteczka zaczyna pulsować coś mrocznego i niepokojącego. Autorka bezlitośnie obnaża lęki, traumy i najgłębiej skrywane tajemnice swoich bohaterów, pokazując, jak cienka jest granica między normalnością a otchłanią.
Każda strona przybliża do prawdy, która okazuje się bardziej przerażająca, niż można było przypuszczać. Duszna atmosfera, narastający niepokój i finał, który zostawia ślad na długo po zamknięciu książki. „Nieudane doręczenie” to zaskakująco dobry debiut autorki.
Dzień dobry Kochani. Dzisiaj chciałabym zaprosić Was do zapoznania się z moją recenzją na temat książki @zanetagorecka_autorka pt. ,,Nieudane doręczenie". Książkę tą miałam możliwość przeczytania dzięki #współpracabarterowa #współpracareklamowa z wydawnictwem Zwierciadło
Henryk Zieliński już od rana miał przeczucie iż ten dzień nie będzie należał do przyjemnych i wiele zmieni w jego życiu. Jednak totalnie się nie spodziewał jak prorocze będą to myśli. I gdy tylko usłyszał pukanie do drzwi wiedział iż to właśnie ten moment. Jednego tylko nie przewidział, za kilka godzin policja odnajdzie jego zmasakrowane ciało w jego własnym mieszkaniu. Na miejsce zbrodni przyjeżdżają Maja Lewandowska oraz Antoni Szymański a współpracować będzie z nimi również patolog Katarzyna Osiczko. Którzy wiele w swoim życiu widzieli jednak to śledztwo okaże się dla nich jednym z najbardziej brutalnych. Już na początku śledztwa ich uwagę przyciąga samochód zaparkowany niedaleko miejsca zbrodni. Okazuje się iż należy on do brata ofiary Aleksandra. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że mężczyzna znika bez śladu a w bagażniku jego samochodu odnalezione zostają kolejne zwłoki. Zaczyna się śledztwo, w którym jest wiele pytań i niewiadomych.
Kto stoi za zamordowaniem Zielińskiego? Czy zbrodni faktycznie dokonał brat i gdzie aktualnie przebywa? Czy jemu również grozi niebezpieczeństwo?
,,Nieudane doręczenie” to książka, która już od początku trzyma w napięciu i gwarantuje wam że dreszczyk emocji nie opuści was aż do ostatniej strony. Skupia się ona przede wszystkim na emocjach oraz relacjach międzyludzkich. Dialogi mają naturalny charakter i często odsłaniają więcej niż bezpośrednie opisy. Autorka stopniowo dozuje nam informacje, co powoduje że czytelnik nie jest zasypywany nadmiarem faktów, tylko powoli i wspólnie z bohaterami okrywamy wszystkie tajemnice i odpowiedzi na zadawane pytania. Styl pisania Pani Żanety można określić jako spokojny oraz wyważony. Narracja skupia się na przeżyciach wewnętrznych bohaterów, emocjach oraz na tym w jaki sposób postrzegają rzeczywistość. Muszę przyznać iż jest to naprawdę dobry debiut. Autorce należą się ogromne gratulacje a ja osobiście czekam na więcej Pani książek 😉 Bardzo dziękuję wydawnictwu za egzemplarz książki do recenzji 😊😘 #book
Mateusz Jasiński i jego współpracowniczka jadą do małej miejscowości, by w ramach obowiązków służbowych wręczyć jednemu z mieszkańców przesyłkę. Na miejscu zastają scenę jak z horroru – metaliczny zapach krwi, zmasakrowane ciało, przedmioty mogące stanowić narzędzia zbrodni. Policja zjawia się niemalże od razu, śledztwo rozpoczyna się pełną parą.
Powieść zaczyna się opisem brutalnego morderstwa, Autorka nie bawi się w subtelności, nie pozostawia też czytelnikowi pola dla wyobraźni. Jednocześnie, przytaczając krwawe szczegóły, posługuje się pięknym, literackim językiem odmalowując sugestywną scenografię. Powołani przez Górecką do życia bohaterowie są realistyczni, z poprawnie skonstruowaną charakterystyką, obarczeni osobistą historią rzutującą na ich codzienne postępowanie. Jest ich sporo, oprócz śledczych i patologów stanowiących oś powieści, jest wiele osób pobocznych, których Autorka również szczegółowo opisała, co wprowadza pewien chaos - skupiamy się na drobiazgowo opisanej postaci, która nie pojawia się nigdy więcej. Narracja prowadzona jest w dwóch liniach czasowych, w których wydarzenia powoli zbliżają nas do finału i mimo, że antagonistę można wytypować od mniej więcej połowy książki, nie zabiera to przyjemności czytania.
Niektóre wątki według mnie nie zostały zakończone (np. sprawa Mateusza Jasińskiego), potykałam się też o upływ czasu w niektórych scenach (np. poranek, który zbyt szybko przeradza się w wieczór) czy opis pogody raz dobrej raz złej w jednym momencie. Mimo tych drobiazgów, widzę duży potencjał pisarski Autorki (powtórzę, że posługuje się naprawdę ładnym językiem). Fabuła jest przemyślana, większość wątków łączy się ze sobą, nie ma niezręcznych dialogów. Autorka skutecznie podrzuca mylne tropy, wprowadzając przyjemny dla czytelnika element zaskoczenia. Ponadto Górecka udowodniła, że równie dobrze jak o miejscach zbrodni potrafi pisać o uczuciach 😊.
Zakończenie sugeruje, że będzie kontynuacja, z przyjemnością po nią sięgnę - mimo potknięć - udany debiut.
o jedyna z tych książek, które od pierwszych stron pokazują, że autorka ma konkretny pomysł na historię i nie boi się mocnego wejścia. Sam początek jest brutalny, wręcz szokujący, bowiem trafiamy w sam środek zbrodni, która nie daje czytelnikowi chwili na przygotowanie. Takie tempo sprawia, że trudno się oderwać.Cała historia zaczyna się od pozornie zwykłej czynności próby doręczenia przesyłki z kancelarii. Szybko jednak okazuje się, że to tylko punkt zapalny dla znacznie bardziej złożonej i mrocznej sprawy. To, co początkowo wygląda na pojedyncze morderstwo, zaczyna się rozrastać, a kolejne odkrycia tylko pogłębiają poczucie niepokoju. Motywy sięgają przeszłości, a ta jak wiadomo rzadko kiedy daje o sobie zapomnieć bez powodu.Bardzo podobało mi się to, jak zostały zarysowane postacie. Nie są one jedynie tłem dla wydarzeń, ale żyją własnymi emocjami i dylematami. Widać ich zmęczenie, napięcie i zaangażowanie, co dodaje całej historii wiarygodności. Relacje między bohaterami są naturalne, a prowadzone przez nich śledztwo wciąga i zmusza do uważnego czytania tutaj łatwo coś przeoczyć, jeśli straci się koncentrację.Klimat książki jest ciężki, momentami duszny, ale właśnie to buduje atmosferę. Nie jest to lekki kryminał ,,na jeden wieczór", tylko historia, która wymaga skupienia i zostaje w głowie na dłużej. Mimo że po bardzo intensywnym początku tempo na chwilę zwalnia, to wcale nie oznacza nudy raczej daje przestrzeń na lepsze poznanie bohaterów i zrozumienie całej układanki.Uważam, że jest to solidne wejście w świat kryminału i thrillera. Widać potencjał, dobrą konstrukcję fabuły i umiejętność budowania napięcia. Jeśli ktoś lubi mroczne historie, w których przeszłośćodgrywa kluczową rolę, a nic nie jest do końca oczywiste zdecydowanie warto sięgnąć.
Książka "Nieudane doręczenie" autorstwa Żanety Góreckiej to literacki debiut, który dostarcza wielu emocji, choć nieco mnie rozczarowuje swoją złożonością. Historia rozpoczyna się od mrocznego odkrycia: Łucja Adamczewska i Mateusz Jasiński próbują dostarczyć ważne pismo Henrykowi Zielińskiemu, ale zamiast tego znajdują zwłoki. Ich zgłoszenie trafia na biurko komisarz Mai Lewandowskiej i jej partnera, Antoniego Szymańskiego, którzy rozpoczynają śledztwo w tej sprawie. Autorka w ciekawy sposób wprowadza czytelnika w świat śledztwa, zbudowanego z retrospekcji, które powracają do przeszłości – zarówno kilkanaście lat, jak i dni przed morderstwem. Historia jest pisana z perspektywy kilku bohaterów, co dodaje jej wielowarstwowości. Choć fabuła ma potencjał, jest miejscami przeciążona zbyt szczegółowymi opisami, które zamiast angażować, często przytłaczają i spowalniają narrację. Dla mnie momentami były one zbędne, co powodowało, że niektóre fragmenty czytałam w pośpiechu lub omijałam, starając się jak najszybciej dotrzeć do ważniejszych wydarzeń. Zdecydowanie można by je skrócić, dzięki czemu książka zyskałaby na dynamice. Koniec książki jest zaskakujący i zostawia czytelnika z pytaniem, co wydarzy się dalej. To wciągający moment, który sprawia, że z pewnością będzie się chciało poznać kontynuację, a sama książka kończy się w sposób, który sugeruje, że to dopiero początek większej historii. „Nieudane doręczenie” to thriller, który ma swoje mocne strony, ale wymaga nieco cierpliwości. Choć książka ma swoje niedoskonałości, jej zakończenie jest na tyle intrygujące, że czekam na to, co autorka przygotuje w kolejnej części - bo chyba jest szansa na kontynuację?
Pytanie padło oczywiście nie bez powodu. „Nieudane doręczenie” okazało się debiutem, co sprawdziłam dopiero pod koniec lektury i co wywołało u mnie naprawdę niemały szok. Żaneta Górecka bowiem napisała rewelacyjny thriller z elementami kryminału, który bez wątpienia mogę zaliczyć do udanego spotkania. Przede wszystkim uwielbiam małomiasteczkową zmowę, ten wątek zawsze mnie kręci, być może dlatego, że sama pochodzę z małej miejscowości i doskonale wiem jak wygląda życie w takich miejscach, wszyscy wiedzą o wszystkich wszystko, a z drugiej strony, nie dzielą się tą wiedzą z obcymi. To się dobrze czyta, lubię tak płynąć z tekstem, nie czuć że czytam, to inny wymiar rozrywki, nie uśpijcie jednak swojej czujności, bo mnóstwo tutaj smaczków i małych zwrotów akcji. Podobało mi się też to otwarte zakończenie, zastanawiam się, czy autorka będzie chciała kontynuować któryś z tych wątków, to zawsze pozostawia taką nutkę niepewności. „Nieudane doręczenie” było wielowątkowe, nieszablonowe i okazało się rewelacyjną rozrywką. Nie spodziewałam się po tej lekturze aż takich emocji, zwłaszcza wtedy, gdy bohaterom wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli, a nawet ja, jako czytelnik poczułam ten charakterystyczny podmuch wiatru. Jak to zazwyczaj w takich książkach bywa liczy się przeszłość, a tajemnice muszą zostać usłyszane. Do tego bohaterowie pełni sprzeczności oraz sprawiedliwości, która puka do drzwi – właśnie to znajdziecie w tej powieści. Jak to było pięknie wszystko ułożone i podkręcone do maximum!🥰
Ta intryga niepodważalnie ma w sobie coś mocno drapieżnego. Może to ten rozchodzący się w powietrzu fetor rozkładającego się naocznie ciała, może to nieprzeniknione kłamstwa, które skrzętnie lepią się do sportetowanej tu małej społeczności, może to ta zawiesista cisza, która pęka z trzaskiem, kierując wzrok ku zbrodni zanurzonej w pozorach i niedomówieniach. To naprawdę charakterny debiut - przenikający wyobraźnię, ciężki i niepokojący, nie łatwo oderwać od niego zakorzenione w rozkładzie ciała myśli. Sprawca zdaje się grać bardzo blisko, wręcz ociera się o zdania, nie pozostawia złudzeń o perfidnym charakterze własnych działań. Makabryczna rzeźnia w czterech ścianach domu, przygniatające swym wydźwiękiem odkrycia patolog Osiczko i ten gęsty, duszny, wręcz dziwnie oniryczny klimat, które zdaje się osaczać każdą stronę. To kryminał ociekający ludzką krwią i przeszyty tajemnicą, która wwierca się nieśpiesznie w niejednoznaczne śledztwo. W szczelinach słów pojawia się motyw uzależnienia od hazardu, ktoś usuwa ważne ślady oraz martwe ciała, media emanują poufną informacją, gdzieś w nozdrzach czuć już policyjną paranoję. Przeszłość nie chce pozostać zapomniana, wyraźnie upomina się o swoje, wymusza czujność oraz skrupulatną obserwację niebezpiecznych zdarzeń. Strach staje się tu przerażająco bliskim przyjacielem...
Lubicie książki z motywem konfliktu rodzinnego i tajemnic? To jest mój ulubiony motyw morderstwa haha
,,Nieudane doręczenie” - Żaneta Górecka
W spokojnej dzielnicy dochodzi do brutalnego morderstwa. Brat zmarłego znika bez śladu, a sprawą zajmuje się komisarz Maja Lewandowska oraz Antoni Szymański. Starają się oni złożyć elementy tej układanki jednak na światło dzienne zaczynają wychodzić nowe fakty. Okazuje się, że ofiarą nie jest Henryk a w samochodzie nieopodal jego domu znaleziono odcięto głowę. Ktoś zaczyna usuwać ślady masakry, ciała z kostnicy znikają oraz do mediów zaczynają wpływać poufne informacje śledztwa. Kto stoi za całą sprawą skoro ta osoba zna policjantów? Co z karierą Mai? I jakie inne sekrety skrywa spokojne miasteczko?
To miała być pozycja tylko do słuchania podczas wiosennych porządków, a później? Nie mogłam się od niej oderwać. Akcja trzymała w napięciu a epilog był TOP⬆️. Jedynym może bardziej niepotrzebnym wątkiem był Mateusz Jasiński i nie do końca rozumiem jego osobę w tej książce. Jeśli szukacie mrocznej pozycji z konfliktem i tajemnicami rodzinnymi to bardzo polecam.
Zagadkowa zbrodnia, ciekawe postaci pojawiające się na stronach tej powieści, oraz niespodziewane zakończenie, to w zasadzie wystarczy, aby powiedzieć że książka jest dobra i że warto ją polecić. Przynajmniej dla mnie. Jeśli jednak komuś ta zachęta wyda się niewystarczająca, to dodam jeszcze tajemnice z przeszłości, oraz niewielką, hermetyczną społeczność. Wystarczy?
Wszystko rozpoczyna się od próby dostarczenia ważnego wezwania. Niestety na miejscu, adresat okazuje się denatem. Grupa śledczych z Mają i Antonim na czele, poprowadzi dochodzenie w tej sprawie. Nie będzie łatwo, ale zrobią wszystko najlepiej jak potrafią. Para policjantów, jeden były policjant, oraz pani patolog, to niewątpliwie postaci, które mają znaczenie w tej historii. Chętnie spotkałabym się z nimi przy innej sprawie.
Mnie ta historia wciągnęła. Nie powiem, że to najlepszy debiut jaki przeczytałam, ale ogólne wrażenia z lektury zostały dobre. Mogę powiedzieć, że czekam na kolejne książki tej autorki. Niech "Nieudane doręczenie" będzie dla was udaną lekturą. Polecam.