Są ludzie, którzy nie tylko słuchają, ale przede wszystkim rozumieją.
W samym sercu Krakowa, w odziedziczonym po babci mieszkaniu, Rita stworzyła salon fryzjerski inny niż wszystkie – to miejsce, do którego ludzie przychodzą nie tylko po nową fryzurę, ale przede wszystkim po spokój, zrozumienie i chwilę prawdy. Tu czas zwalnia, a słowa znajdują bezpieczne miejsce, by wybrzmieć.
Rita ma w sobie coś wyjątkowego – ciepło, które przyciąga ludzi, i uważność, która potrafi uleczyć. Widzi więcej niż inni, czuje mocniej i słucha, jakby od tego zależał cały świat.
Wszystko na mojej głowie to opowieść o wyjątkowej kobiecie – pełnej empatii, wrażliwości i odwagi. Oraz o jej klientach – osobach w różnym wieku, o różnym statusie społecznym. Każda z nich nosi w sobie historię, której nie potrafi już dłużej dźwigać w samotności. W fotelu Rity, spoglądając w lustro, może na chwilę odetchnąć, zrzucić maskę i pozwolić sobie na szczerość.
To książka, która przypomina, że nawet jedno spotkanie, rozmowa, najmniejszy gest dobroci może rozświetlić czyjeś życie.
W dzisiejszych czasach umiejętność słuchania i prawdziwego usłyszenia drugiego człowieka jest na wagę złota. W codziennym pędzie często jesteśmy zbyt skupieni na sobie i własnych problemach, by znaleźć przestrzeń na uważne wysłuchanie kogoś innego. Rita - fryzjerka z małego krakowskiego salonu - potrafi to jednak zrobić doskonale. Klienci siadający na jej fotelu powierzają jej nie tylko swoje fryzury, ale także otwierają przed nią serca, dzieląc się największymi troskami i problemami. W książce poznajemy historie kilkorga z nich. Jakub Bączykowski po raz kolejny trafia w nasze emocje - porusza trudne tematy z dużą wrażliwością, a jednocześnie bez osądzania, pozostawiając czytelnikowi przestrzeń do własnych refleksji. Jestem przekonana, że w opowieściach bohaterów „Wszystko na mojej głowie” każdy odnajdzie cząstkę siebie. U mnie było dokładnie tak samo. Książka pokazuje również, jak łatwo przychodzi nam ocenianie innych, gdy nie znamy pełnej historii ani kontekstu wydarzeń.
Tę książkę pokochacie do bólu. Dokładnie tak, jak ja. I niech nie zwiedzie Was nieco cukierkowa (piękna zresztą) okładka - ta powieść ma w sobie wielką mądrość, głębię i ogrom uważności na drugiego człowieka. Nie przypuszczałam, że stanie się dla mnie tak ważna. Nie przypuszczałam także, że mężczyzna (tu ukłon w stronę autora) może tak doskonale rozumieć kobietę. Ale do rzeczy.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że niejaki Jakub Bączykowski złamał mu serce powieścią „Zadzwoń, jak dojedziesz”. Pomyślałam wtedy, że warto zapamiętać to nazwisko. I chyba przeznaczenie odegrało tu sporą rolę, bowiem w grudniu otrzymałam propozycję patronowania najnowszej powieści właśnie tego autora. W mojej głowie od razu pojawiła się myśl: dobra, nareszcie jest okazja, sprawdzam!
Tydzień poźniej błagałam wydawcę o ten patronat.
Z taką dawką bliskiego mi rodzaju wrażliwości, wiwisekcją relacji międzyludzkich, wnikliwą obserwacją człowieka w ogóle i pragnieniem zrozumienia motywów jego zachowań, intencji, nie spotkałam się od bardzo dawna.
Niewinnie zapowiadająca się opowieść o krakowskiej fryzjerce Ricie, która w odziedziczonym po ukochanej babci mieszkaniu w kamienicy na ulicy Krupniczej, otworzyła klimatyczny salon fryzjerski, stając się dla swoich klientów nie tylko czarodziejką włosowych stylizacji, ale przede wszystkim swego rodzaju terapeutką, w rezultacie rozłożyła mnie na łopatki…
Kiedy kolejna z klientek (i klientów), otwierała przed Ritą swoje serce, wierzcie mi lub nie, tą Ritą byłam ja. Słuchałam zwierzeń dotyczących samotności w związku, przytłoczenia obowiązkami przy niepełnosprawnym bracie, piętnowania społecznego ze względu na nieposiadanie dzieci, ze względu na związek z 20 lat młodszym mężczyzną, słuchałam opowieści o „walce” (od dziś też nienawidzę tego słowa) z chorobą, o żałobie po ukochanym psim przyjacielu, i wiele, wiele innych historii, które łamały mi serce, ale przede wszystkim u w r a ż l i w i a ł y , przypominały o potrzebie akceptacji, tym bardziej, że nigdy nie wiemy, jak to jest być w czyichś butach…
Kocham tę powieść. Ubóstwiam Ritę, która, choć sama borykająca się z zatruwającym każdy jej dzień problemem, słucha i ofiarowuje dobre słowo. Odnalazłam w tej bohaterce bratnią duszę :)
„Wszystko na mojej głowie” nie ma w sobie nic z banalności, w jaką czasami zmierza powieść obyczajowa. Jest ze wszech miar niezwykła, właśnie ze względu na wspomnianą już głębię psychologiczną, a przez to tak pożądaną przeze mnie autentyczność bohaterów i sytuacji, które stają się ich udziałem.
Podsumowując, to wspaniała, uwrażliwiająca, głęboka pozycja, podana w lekkostrawnej wersji, którą każdy z nas z łatwością skonsumuje, a jednak nie pozbawi się przy tym wyrafinowanych doznań smakowych. W skrócie: zakochacie się w tej książce, ręczę głową :)
Uwielbiam gdy akcja książki dzieje się w Krakowie. I to właśnie tu bohaterka najnowszej książki Jakuba Bączykowskiego otwiera salon fryzjerki. Jest to miejsce inne niż wszystkie. Tutaj nie tylko przychodzi się po nową fryzurę, ale również po porozmawiać, poczuć spokój i zrozumienie. Do Rity przychodzą różne osoby. I starsza i młodsze, bogatsze i nieco mniej bogate. Każda z nich jednak opowiada o sobie inną historię. Są to historie pełne samotności, smutku. Szukające zrozumienia. Rita natomiast to postać, której długo nie zapomnę. Niezwykle ciepła, empatyczna i wrażliwa. Potrafiąca słuchać i zrozumieć. Klienci wychodzący z jej salony są nie tylko zadowoleni z nowej fryzury, ale również czują się lżejszy i tak jakby uleczeni. Książkę czytało mi się bardzo dobrze. Bardzo spodobał mi się pomysł na nią. Każdy rozdział poświęcony jest innej osobie, która zasiada przed lustrem w salonie Rity i pozwala sobie na szczerość. Opowieści ich są różne, ale każda z nich dostarcza wielu emocji. I chociaż jest lekko napisana, to z drugiej strony porusza tematy tak prawdziwe z życia niejednego z nas. Jeśli macie ochotę na ciekawą i pełną emocji historię to bardzo polecam „Wszystko na mojej głowie”.