Ta książka ogromnie mnie zaintrygowała. Jako osoba wysoko wrażliwa byłam przekonana, że będzie to pozycja idealnie dopasowana do mnie. Niestety, mimo wysokich oczekiwań, książka odrobinę mnie zawiodła.
Każdy z nas posiada pancerz, podobny do tego, który noszą skorupiaki. Jego zadaniem jest chronienie tego, co miękkie i wrażliwe. Sama perspektywa zrzucenia takiej ochrony bywa jednak stresująca. „Miękko” nie jest typowym poradnikiem. Jej celem jest raczej skonfrontowanie czytelnika z rzeczywistością oraz z trudnymi tematami, które w naszej kulturze często funkcjonują jako tabu.
Książkę można odebrać jak długą, nieco rozwleczoną rozmowę z przyjaciółką, która dzieli się swoimi historiami z życia w bardzo przystępny sposób. Tematem przewodnim miała być wrażliwość, jednak miałam wrażenie, że autorka momentami odpływa w inne zagadnienia. Sam motyw wrażliwości oczywiście się pojawia, ale według mnie nie wybrzmiewa wystarczająco mocno i zostaje nieco przytłumiony przez inne wątki.
Momentami książka sprawia wrażenie przegadanej. Autorka krąży wokół tych samych tematów, nie zawsze dochodząc do konkretnych wniosków. Spora część tekstu poświęcona jest seksualności oraz sposobom radzenia sobie z monotonią i ponownym rozpalaniem bliskości w relacjach.
Jednocześnie pojawiają się tu ważne kwestie, nad którymi sama ostatnio dużo się zastanawiam. Jedną z nich jest odpoczynek i pozwolenie sobie na niego bez poczucia winy. Żyjąc w ciągłym biegu, łatwo zapomnieć o własnych granicach, a moje ciało jasno dało mi ostatnio sygnał, że czas zwolnić i zregenerować siły.
Książka ma również kilka naprawdę mocnych momentów, w których pomyślałam „mam dokładnie tak samo”. Te fragmenty skłoniły mnie do refleksji nad sobą i pozwoliły dostrzec mechanizmy, którymi sama się posługuję.
Miałam wobec tej książki bardzo wysokie oczekiwania, które niestety nie zostały w pełni spełnione. Najbardziej zabrakło mi tej wrażliwości, która była zapowiadana już na okładce i która, moim zdaniem, powinna wybrzmieć znacznie mocniej.