Ana Dragu, odwołując się do własnych doświadczeń, opowiada historię Saszy – chłopca z autyzmem – oraz wspólnej drogi matki i syna przez diagnozy, rumuński system zdrowia, noce bez snu i dni pełne niepewności. To także książka o samotnym macierzyństwie, o siostrze, która wchodzi w rolę przewodniczki, o poezji, która musi ustąpić miejsca neurobiologii.
Grzeczne dłonie i Wszystko, co dobre, i wszystko, co złe na świecie to poruszające opowieści o wychowywaniu dziecka w spektrum, ale także o czułości, języku, który powstaje w rodzinie zbudowanej wokół inności, i codziennym heroizmie kobiety próbującej połączyć opiekę z pisaniem i pracę z samodzielnością.
Mimo że uważam książkę za naprawdę dobrą pod kątem literackim, nie mogę jej ocenić, bo mi sumienie nie pozwala.
Zachwycająco-przejmująco-rozczulająco-przerażający zbiór refleksji o byciu matką syna w spektrum. Dla mnie lektura otwierająca oczy, ucząca pokory, ale też nieco onieśmielająca. Podziwiam rodziców, którzy walczą o to, aby ułatwić życie swoim autystycznym dzieciom - nie tylko z całym światem, ale także z własnymi dziećmi.
Wstrząsające jest, jak tytaniczną pracę wykonują rodzice dzieci w spektrum autyzmu każdego dnia, by uczynić ich życie lepszym. A ta opowieść chwyta za serce.
4.5 Baaardzo dobra książka przedstawiająca życie z dzieckiem w spektrum autyzmu. Takie książki nigdy nie są łatwe nawet do czytania. Wielki podziw dla wszystkich rodziców w takiej sytuacji 🥺
Taki był grzeczny, w ogóle nie płakał. Dziecko - marzenie, prawda? Tyle że później do tej ciszy dołączyły: brak reakcji na ból, brak kontaktu wzrokowego, przejmujące krzyki i wiele, wiele innych. Diagnoza. Mozolne uczenie się życia z dzieckiem w spektrum. Jestem emocjonalna, mam mocno rozwiniętą empatię, więc lektura tej książki rozjechała mnie walcem. Matka - Ana - opisuje swoje życie. Samotne macierzyństwo, dwoje dzieci. Zdrowa córka, chory syn, chociaż w sumie to "nie choroba, ile inny fenotyp". Kobieta pokazuje, że życie z autystycznym dzieckiem to praca nie na jeden, a na kilka etatów, szczególnie że Ana postanowiła nie faszerować syna lekami. (Leki, cudowne terapie, spektakularne wyniki - ten wątek jest tu rozwinięty i pokazuje, ilu szarlatanów żeruje na rozpaczy rodziców).
Dziecko w spektrum jest inne. Tu, w opisywanym przypadku, matka skupiła się na obserwacji syna 24 godziny na dobę, pilnowała, była o krok przed, wyciągała wnioski, uczyła siebie i innych. Czyta się to wszystko ze ściśniętym gardłem. Przypadek Any i Saszy ma szerszy kontekst. To też refleksje o życiu rodzeństwa, które jest na drugim planie (bardzo, bardzo ciekawy portret siostry!), o szkole, która nie jest przygotowana na takie "specjalne przypadki", o społeczeństwie, które woli szufladkować takie dzieci jako niegrzeczne... Matki, te wieczne siłaczki dźwigające na barkach ciężary nie do uwierzenia, walczące jak lwice o swoje dzieci - nie robią z siebie bohaterek, bo dla nich to coś oczywistego. Dla mnie to jednak prawdziwe bohaterki.
Historia Any to spora dawka wiedzy i pokory, a dołączona do książki relacja syna pokazuje, jak ogromna praca została tu wykonana.
bardzo przypomina mi to ostatnia książkę Elizy Kąckiej, która czytałam we fragmentach. ciężko mi to ocenić w ramach literatury pięknej, bo to raczej zapiski codzienności, pamiętnik, realia.
Książka Any Dragu i Eduarda Dragu-Sălăgeana to książka, która zostaje w pamięci na długo. To nie tylko zapis codzienności matki wychowującej syna w spektrum, ale też poruszający akt odwagi i czułości.
Dragu zaczyna od intymnych obrazów: bezsennych nocy, korytarzy szpitalnych i diagnoz, które bolą bardziej niż słowa. Pisze prosto, czasem surowo, lecz każda fraza niesie emocjonalny ciężar. Historia Saszy – chłopca z autyzmem – ukazuje sprzeczności: miłość i wyczerpanie, nadzieję i rezygnację, radość z drobnych gestów i rozpacz wobec systemowej obojętności. Poezja ustępuje miejsca neurobiologii, ale nigdy nie znika – powraca w spojrzeniu dziecka, w dotyku dłoni, w codziennych drobiazgach.
To także opowieść o samotnym macierzyństwie i wspólnocie – o siostrze, która staje się przewodniczką, i o rodzinie redefiniowanej przez inność. Najbardziej poruszający jest język: ten, który tworzy Sasza, i ten, którym matka uczy się odpowiadać. „Grzeczne dłonie” to metafora komunikacji i bliskości, która wykracza poza słowa.
Książka Dragu mówi też o cichym heroizmie kobiet. Nie idealizuje macierzyństwa – pokazuje je jako zlepek wyzwań i kompromisów, ale i przestrzeń dla czułości, która potrafi ocalić. To literatura uczciwa, mocna w prostocie. Świadectwo życia „na granicy” – między tym, co dobre i co złe na świecie. Przede wszystkim jednak – między matką a dzieckiem, których więź okazuje się silniejsza niż wszystko inne.
To nie tylko opowieść o autyzmie. To książka o szukaniu piękna tam, gdzie inni widzą tylko trud.
Poruszająca, ale i pełna humoru, opowieść o wychowywaniu dziecka w spektrum autyzmu. To historia rumuńskiej matki i syna, Saszy, przedzierających się przez dżunglę tajemnic, niebezpieczeństw i chaosu, związanych z życiem w spektrum i diagnozą autyzmu.
Autorka przedstawia charakter Saszy w sposób łatwy do lubienia - jest bezpośredni, rozbrajająco szczery, widzi świat takim, jaki jest, zadziwia czytelnika swoją spostrzegawczością, bezkompromisowością, pozwala zajrzeć przez dziurkę od klucza do świata odartego ze społecznych niuansów i pozorów.
Jednocześnie pokazuje heroiczne wysiłki matki próbującej zrozumieć swoje dziecko oraz pogodzić życie z autyzmem ze światem, który nie potrafi go pomieścić. Ze światem nieakceptującym, oceniającym, zamykającym oczy, odwracającym się plecami lub karcącym spojrzeniem.
Ta książka mnie połamała i scaliła zarazem. Tyle w niej mojej, a raczej naszej historii że nawet nie wiem co o tym myśleć. Lata poszukiwania pomocy, setki specjalistów, próby zrozumienia po to by uczynić dziecko samowystarczalnym, czy w końcu po prostu szczęśliwym… ❤️ Jestem tak wzruszona, a już szczególnie tym zakończeniem. Lektura obowiązkowa dla wszystkich rodziców i bliskich dzieci w spektrum.