Poczytajcie‚ co o mojej książce mają do powiedzenia osoby‚ które jej nie czytały!
Złomnik to Christian Andersen motoryzacji. Pisze same bajki - Patryk Mikiciuk‚ TVN Turbo
Naśmiewanie się z osób starszych jest typowe dla kogoś, kto nie ma za grosz kultury i higieny w sobie - Rafał, autor Blogomotive.pl
Ta pseudopublikacja to ostateczny dowód, że autor zamiast pisać i denerwować normalnych Polaków, powinien zająć się handlem częściami do Moskwicza na Słomczynie – Wojciech Jurecki‚ redaktor naczelny Classicauto
Złomnik? Słyszałam, że to taki mój odpowiednik w branży motoryzacyjnej. Nawet raz weszłam na jego blog, ale to nie są rzeczy dla normalnych ludzi. - Magda, krytykakulinarna.com
Odradzam tego pana, chciał mi sprzedać Passata z przebiegiem powyżej 300 tysięcy km oraz sugerował przesiadkę do Palio Weekend – Natalia Fiedorczuk‚ wokalistka i sprawczyni dwóch stłuczek‚ jeździ Xsarą Picasso.
Wspaniałe historie, choć czasem nierówna forma. W zasadzie to, zgodnie z opisem, zbiór felietonów i historii Złomnika z różnych okresów. Dla fanów - must read. Pozostałym może wejść różnie, ale nadal polecam spróbować. Szkoda, że takie krótkie.
"Grzybologika" jest coraz gorsza w miarę czytania. Bo pomysł na książkę jest świetny, a parę pierwszych historii - bardzo zabawnych. Niestety, w połowie okazuje się, że za tytułowych "grzybów" autor uważa większość ludzkości. Wyłączeni z tej kategorii są jedynie niezbyt jasno określeni "przyzwoici warszawiacy z Warszawy" - z postaci występujących w książce należy do nich jedynie najbliższa rodzina autora. Sam wychowałem się w Warszawie, ale fiksację porównywalną z poglądami Złomnika zauważyłem tylko u jednego spośród moich kilkuset znajomych. Problem ten nasila się pod koniec książki, gdzie kończą się historie poszczególnych transakcji, a zaczynają fikcyjne opowiadania. Bez podbudowy faktograficznej Złomnik dużo gorzej radzi sobie z warsztatem pisarskim, więc końcówka jest nie tylko najbardziej bucowata, ale i najmniej zabawna (za chlubnym wyjątkiem opowiadania o Ukraińcu, który naprawia pół paska klinowego). Lektura "Grzybologiki" ostatecznie wyleczyła mnie ze skłonności do starych, niecodziennych aut (którą z autorem niewątpliwie dzieliłem, skoro co najmniej dwa posiadane przeze mnie samochody znalazły się kiedyś na jego fotoblogu) i poniekąd uświadomiła, dlaczego ulegałem jej jedynie umiarkowanie. Najwyraźniej uganianie się po Polsce za żelastwem nie idzie w parze z szacunkiem do ludzi, którzy traktują je w sposób choć trochę bardziej użytkowy. "Być może jakiś ciągnik-samoróba z Podkarpacia ma błotniki zrobione z błotników Syreny Sport, a rama, na której jakiś Władek czy Józek pospawał sobie traktorek to przecięta rama od przedwojennego Lux‐Sporta", pisze Złomnik. A ja być może kupię sobie piętnastoletniego passata, w gazie, z rdzą pod tylną szybą, na rejestracji "z dużą liczbą liter L i R" i zacznę o złomniczej wizji świata powoli zapominać.