Wsiadajcie na pokład! Wyruszamy w rejs, po którym nic już nie będzie takie samo!
Marzysz o poznaniu miłości swojego życia? Chcesz odkryć najromantyczniejsze zakątki Europy w towarzystwie wyjątkowych osób? Rusz z nami w rejs w rytmie bijących serc i pozwól swoim uczuciom odpłynąć!
Harper Bennett prawie zemdlała, kiedy usłyszała, jaki prezent przygotowała dla niej matka. Luksusowy statek, najpiękniejsze porty Europy, drinki wliczone w cenę i... grupa samotnych serc poszukujących miłości. Trzydziestodniowa przygoda na pełnym morzu dla niektórych jawi się jako wakacje marzeń, lecz dla niej to prawdziwy koszmar. Każda kolejna minuta na pokładzie wycieczkowca w towarzystwie zdesperowanych samotników i nadpobudliwej animatorki z fiołem na punkcie miłości sprawia, że Harper ma ochotę wyskoczyć za burtę. W dodatku na jej drodze staje nieznośny, gburowaty mężczyzna, który od samego początku obdarza ją pełnym pogardy spojrzeniem i niewybrednymi komentarzami, tak odmiennymi od komplementów, do których kobieta jest przyzwyczajona.
Z pozoru oboje nie łączy nic poza niechęcią do siebie nawzajem, ale szybko okazuje się, że Maxwell Nelson podziela sceptycyzm Harper wobec miłosnych uniesień i wszechobecnej gadki o poszukiwaniu bratniej duszy.
A przecież nic nie łączy ludzi tak dobrze, jak wspólny wróg, prawda?
Sail Away to przekornie romantyczna, bajecznie zabawna opowieść, dzięki której każde wakacje będą lepsze – zwłaszcza te spędzone na wspólnej podróży z Marceliną Bobeł!
Historia przepełniona alkoholem, sarkazmem i pikanterią🔥🌶️
Kiedy dowiedziałam się, że ma to być komedia erotyczna, nie do końca byłam co do niej przekonana. Bałam się, że dla mnie to się nie będzie kleić i mi się nie spodoba. Ale nic bardziej mylnego! Humor i sarkazm autorki jest napchany po brzegi w tej książce, i to jest totalnie mój vibe!
Dwa bardzo silne, ale i trudne charaktery. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma prawa nic z tego wyjść, ale oni idealnie do siebie pasowali. Kiedy się przekomarzali śmiałam się na głos! Nie byłam w stanie się powstrzymać i było tak przez prawie całą książkę. Ich relacja płynnie przechodziła od nienawiści, przez współpracę, aż w końcu miłość, i to w taki piękny sposób.
Relacja Harper z jej matką będzie moim imperium rzymskim xd kocham tą jej bezpośredniość podczas ich rozmów i wprawianie jej w dyskomfort otwartością na temat swojego życia seksualnego, byle dała jej spokój. ZŁOTO!
Nie tak dawno czytałam debiut autorki i mając bezpośrednio porównanie między nim a najnowszą książką, to widać ogromny progres w prowadzeniu fabuły. W Sail Away nie ma nudy, zbędnych opisów, czy powtórzeń.
To za co odjęłam 0,25 gwiazdki, to brak większej możliwości zżycia się z bohaterami. Nie czułam z nimi żadnej więzi, nie uważam Maxwella za nie wiadomo jakiego książkowego męża itd. Ale to jest wiecie, takie moje odczucie.
Jest to prześwietna historia na lato, na poprawę humoru i będę na pewno robić reread! Polecam z całego serca❤️
klimacie wakacyjny trwaj ❤️ takim statkiem to ja bym chętnie popłynęła, nie powiem że nie 😁 może zołza i gbur by mnie wzięli hmm? bawiłam się świetnie, dynamika między harper i maxwellem to sztos, piękne widoki też ✨️
„Sail Away” Marceliny Bobeł – Zołza, Gbur i rejs, którego długo nie zapomnicie!
Są książki, które rozczulają słodyczą, są też takie, które bawią, drażnią, wzruszają i zostają w głowie na długo po ostatniej stronie. „Sail Away” Marceliny Bobeł zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii – to idealna wakacyjna burza emocji: złośliwa, błyskotliwa, spicy, z pazurem i uczuciem, które nie przychodzi łatwo.
Harper Bennet nie wierzy już w bajki. Po rozwodzie i zawodowych rozczarowaniach została jej tylko autoironia i ostry język. Gdy matka funduje jej bilet na rejs dla singli, Harper reaguje – cóż, nie entuzjastycznie. Ale gdy traci pracę, a opcją pozostaje tylko Netflix i wino, morze nagle zaczyna kusić. Rejs to nie podróż po miłość, a raczej po reset… Tylko że los ma inny plan.
Maxwell to uosobienie irytacji: milczący, cyniczny, z ciętym językiem i nieprzystępnym spojrzeniem. Ale im dłużej trwa ten słowny pojedynek między nimi, tym bardziej zaczynamy przeczuwać, że za jego szorstkością kryje się coś więcej – przeszłość, zranione serce i mury, które mogą runąć tylko pod naporem równie upartej osoby. A Harper? Ona nie tylko przebija się przez jego obronę – ona ją spektakularnie i z zachowaniem swojej elegancji demoluje.
Ich relacja od pierwszej sceny iskrzy. To nie flirt, to raczej walka żywiołów, pełna kąśliwych uwag, sarkazmu i nieoczywistego napięcia. Ale właśnie dzięki temu wszystko tu smakuje lepiej: emocje są autentyczne, konflikty – żywe, a napięcie między bohaterami – dokładnie namacalne i rozpalające do czerwoności.
Marcela łączy lekki styl i błyskotliwe dialogi z poważniejszymi tematami, balansując między humorem a emocjami jak prawdziwa mistrzyni. Samotność, brak zaufania, trudność w otwieraniu się na drugiego człowieka – to wszystko wybrzmiewa naturalnie, bez zbędnego dramatyzmu. Pokazuje, że miłość nie zawsze zaczyna się od spojrzenia przez mgłę zachwytu – czasem zaczyna się od kłótni o deser i złośliwych docinków.
Harper i Maxwell są nieidealni, często irytujący, ale przez to ludzcy i prawdziwi. Ona bywa zołzą, on – gburem, ale razem tworzą duet pełen sprzeczności, którego nie da się nie kibicować. Dosłowna mieszanka wybuchowa! Harper nie jest księżniczką czekającą na ratunek – potrafi być opryskliwa, trudna, pełna sprzeczności. Maxwell? Czasem chciałoby się go porządnie potrząsnąć.
Ogromnym atutem książki jest nie tylko chemia między bohaterami, ale też sceneria – luksusowy statek, słońce, morska bryza, kąpiele pod gwiazdami… Wakacyjny klimat czuć tu w każdej scenie. Wplecione zostały również motywy relacji rodzinnych, w szczególności niełatwego kontaktu Harper z matką, który pokazuje, jak bardzo przeszłość potrafi wpływać na teraźniejsze wybory. Nie znajdziecie tu landrynkowego romansu ani przewidywalnej fabuły. Zamiast tego dostaniecie emocjonalną podróż, która śmieszy, wzrusza i nie daje się oderwać. Marcela pokazuje miłość jako coś, co trzeba wywalczyć – często wbrew sobie. I za to to kocham.
„Sail Away” to książka idealna na lato – do czytania na plaży, na balkonie, ogródku czy z drinkiem w ręku. To historia, do której chce się wracać – dla humoru, szczerych emocji i tej niezwykłej, szorstkiej, ale jakże pięknej relacji między dwojgiem ludzi, którzy zupełnie się nie szukali, a jednak się odnaleźli. To jak, wsiadacie na pokład?! 🛳️ Harper i Maxwell czekają – gotowi porwać Was w przygodę, której długo nie zapomnicie.
Jeśli szukacie wakacyjnej lektury z charakterem – „Sail Away” to must read tego lata! 💙🌊
Odnoszę wrażenie, że czytanie romansów to moja odwieczna zmora. Należę do osób, które stawiają wysokie wymagania wobec fabuły, a mimo zachwytów innych czytelników, często kończę lekturę z poczuciem rozczarowania. Tak było i tym razem mimo licznych rekomendacji, nie potrafiłam w pełni zżyć się z bohaterami ani z całą otoczką fabularną. Już na wstępie chcę zaznaczyć, że książka nie jest zła, jednak nie spełniła moich oczekiwań, które, jak wspomniałam były dość wygórowane.
„Sail Away” to opowieść o Harper trzydziestojednoletniej rozwódce, która próbuje na nowo poukładać swoje życie. Jej matka ma jednak zupełnie inny pomysł na pomoc córce. W dniu urodzin wręcza jej bilet na rejs... ale nie byle jaki. To wyprawa przeznaczona dla singli. Początkowo Harper uznaje to za nieśmieszny żart, licząc, że wszystko rozejdzie się po kościach i będzie mogła wrócić do swojej przygnębiającej rutyny. Szybko jednak okazuje się, że to nie dowcip, lecz rzeczywistość, a ona nie ma wyjścia i rusza w podróż, która już od pierwszych chwil nie przypada jej do gustu.
Na statku spotyka mężczyznę, który od razu działa jej na nerwy swoją arogancką postawą. Od początku między nimi iskrzy i to zdecydowanie nie w romantycznym sensie. Każde spotkanie kończy się sprzeczką, a oboje zdają sobie sprawę, że przez kolejne 31 dni będą na siebie skazani.
Z czasem, wbrew sobie, zaczynają odczuwać coś, czego próbowali za wszelką cenę uniknąć. A przecież życie rzadko przebiega zgodnie z planem, prawda?
Harper okazała się jedną z najbardziej irytujących bohaterek, z jakimi miałam styczność od dłuższego czasu. Zaskoczyło mnie jej przesadne zadufanie w sobie oraz wyjątkowo wysokie mniemanie, które zamiast mnie ucieszyć, tylko zniechęcało. Lubię bohaterów, którzy znają swoją wartość, ale w jej przypadku było to po prostu przerysowane. Liczyłam na to, że z czasem się zmieni, niestety tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że trudno ją polubić... chyba że ktoś gustuje w tego typu postaciach.
Maxwell główny bohater na początku prezentował się podobnie, ale z biegiem czasu przeszedł wyraźną przemianę. Zaskoczył mnie pozytywnie i pokazał znacznie cieplejszą stronę. Okazał się kimś, kto potrafi zatroszczyć się o partnerkę i chce sprawiać jej radość nawet kosztem własnego szczęścia. Zyskał moją delikatną sympatię, choć wciąż nie nazwałabym go ulubieńcem.
Ich relacja od początku była przepełniona negatywnymi emocjami. Jasno było widać, że nie darzą się sympatią i zrobią wszystko, by wzajemnie uprzykrzyć sobie życie na pokładzie. Mimo że zwykle lubię motyw enemies to lovers, tym razem był dla mnie nie do zniesienia. Między bohaterami czuć było wyłącznie złość i niechęć, co uwidaczniało się w nieprzyjemnych, momentami żenujących rozmowach. Harper desperacko próbowała udowodnić Maxwellowi, że jest w jego typie jakby nie mogła znieść myśli, że mogłaby się komuś nie podobać, a on przez większość czasu jej zaprzeczał... aż w końcu coś między nimi pękło. Ostatnie 50 stron w ich wykonaniu było znacznie lepsze od reszty książki. Mogę wręcz przyznać, że nawet mi się podobały choć nie zdołały wynagrodzić całej reszty.
Fabuła zapowiadała się bardzo obiecująco i oryginalnie. Rejs dla singli? Świetny pomysł. 31 dni bez możliwości ucieczki, na dodatek z osobą, której się nie znosi? Brzmi intrygująco. Tajemnica wychodząca na jaw w nieoczekiwanym momencie? Świetny zabieg. Niestety, choć wszystko brzmiało interesująco, wykonanie nie spełniło pokładanych w nim nadziei. Zostałam jedynie z pozytywnym wrażeniem po zapowiedziach, sama treść nie porwała mnie ani nie zaangażowała. Schemat fabularny był przewidywalny: kłótnia - seks - kłótnia - powtórka. Pomiędzy tym kilka aktywności organizowanych na statku i... właściwie tyle.
Z rzeczy pozytywnych mogę wymienić styl pisania Marceliny, który jest przyjemny i zaskakująco spójny. Niestety, natknęłam się też na kilka wątków, które zostały niedokończone lub zupełnie pominięte w późniejszym czasie na przykład takie, jak chociażby flirt barmana z Harper. Nie przepadam za niedomówieniami, a tutaj ich nie brakowało.
Podsumowując: jeśli lubicie nietypowe romanse, w których nie brakuje pikanterii i konfliktów, to istnieje szansa, że ta książka przypadnie Wam do gustu. Dla mnie jednak nie była odpowiednia. Nie potrafiłam się w nią wciągnąć, a gdybym miała ją komuś polecić niestety, nie zrobiłabym tego. To po prostu nie moja bajka.
Ja tej książki nie czytałam - ja przez nią płynęłam! Fantastyczna komedia, a duet zołzy i gbura totalnie skradł mi serce. Było słodko, gorąco i przezabawnie. Bawiłam się świetnie! Na pewno sięgnę po kolejne książki spod pióra Marceli ❤️
Totalnie głupiutka, ale czyta się całkiem przyjemnie. Główna bohaterka przez bardzo długi czas nie daje się polubić. Ostatnie 20% czytało się jednak naprawdę przyjemnie.
Idealna komedia romantyczna na wakacje? Proszę bardzo! ❤️
Uwielbiam twórczość Marceliny a ta książka tylko mnie w tym utwierdziła.
Jeśli szukacie książki która będzie jednocześnie zabawna i spicy 🌶️ to to jest coś dla was.
Harper jest po rozwodzie i nie szuka miłości. W prezencie na urodziny od swojej mamy dostaje bilet na rejs dla singli. Nie podoba jej się ten pomysł ale no cóż - trzeba płynąć! Na rejsie poznaje Maxwella, który od samego początku wkurza ją niesamowicie. Do tego stopnia, że Harper chce go utopić. Ich spotkania są pełne słownych potyczek i nic nie wskazuje na to, że te dwójkę połączy coś więcej. ❤️
Już od pierwszych stron zakochałam się z tej historii i w bohaterach. Marcelina tworzy najlepszych książkowych facetów i pisze najlepsze spicy sceny! Uwielbiam to jak został poprowadzony wątek romantyczny. Bohaterowie są gburowaci i wredni dla siebie ale to tylko dodaje pikanterii ich relacji.
Uwierzcie mi, będziecie się świetnie bawić czytając tę książkę z drineczkiem na leżaczku w te wakacje! ☀️
Cudowny wakacyjny klimat, zabawni bohaterowie i świetne spicy sceny! Czego chcieć więcej.
Jeśli kochacie motyw enemies to lovers i szukacie zabawnej komedii romantycznej to ta książka jest dla was!
Ale ostrzegam, jest najprawsze gorąco. 🥵
Marcelina, dziękuję ci, że mogłam być częścią tego rejsu i że zabrałaś mnie na pokład. 🛳️ Harper i Maxwell już na zawsze pozostaną w moim sercu. Nikt nie pisze takich romansów jak ty! Dziękuję za tą cudowną przygodę 🥹
A wy wsiadajcie na pokład statku i przeżyjcie te wszystkie emocje razem z bohaterami „Sail Away”. Ahoj! 🛳️
Na samym początku chciałabym bardzo podziękować wydawnictwu za egzemplarz do recenzji i Marceli za szansę poznania jej kolejnej świetnej historii.
Powiem wam, że do tej książki podchodziłam bez żadnych oczekiwań, chciałam po prostu dobrze się przy niej bawić. I tak właśnie się stało! Marcela po raz kolejny mnie nie zawiodła i zapewniła masę rozrywki i zero chwili na nudę.
A teraz zapraszam was na niezapomniany rejs z Zołzą i Gburem. Harper Bennett to trzydziestojednoletnia kobieta, która została wmanewrowana przez matkę w rejs dla singli poszukujących wielkiej miłości. Tylko, że naszej bohaterce ten pomysł nawet w najmniejszym procencie się nie podoba i mówi, że ona nigdzie nie płynie. Tylko, że po przemyśleniu wszystkiego jednak postanawia zaryzykować i popłynąć w ten rejs, bo przecież nic złego nie może się tam wydarzyć prawda? No cóż Harper, nawet nie wiesz w jak wielkim błędzie jesteś. Maxwell Nelson to nasz tajemniczy gbur. Naprawdę o tym facecie w sumie nie wiemy za wiele. Wiemy, że jest przystojny ale gdy tylko otwiera usta cały urok pryska i to wcale nie są słowa Harper. Maxwell to naprawdę trudny bohater, którego możecie nie polubić od początku ale ja go pokochałam. Odrazu gdy tylko się pojawił ja wiedziałam, że on i Harper to będzie mieszanka wybuchowa. I w późniejszych rozdziałach nie zmieniłam zdania, ta dwójka razem jest w stanie spowodować koniec świata. Ale nasz Maxwell myśli, że Harper jest na tym rejsie po to co reszta, a on nie chce pakować się w żadne związki i wielką miłość. Tylko gdy dowiaduje się prawdy to wszystko się zmienia.
Oboje darzą się tylko i wyłącznie nienawiścią ale dobrze wiemy, że uczucia lubią pojawiać się niespodziewanie a przecież miesiąc na płynącym statku może wiele zmienić. Ale czy na lepsze? Cóż tego musicie dowiedzieć się sami…
Harper i Maxwell mocno różnią się od bohaterów, których miałam okazję poznać. Ale to w żadnym razie mi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie cudownie było poznać tą dwójkę. Oni razem to totalna mieszanka wybuchowa, jak oni są w jednym pomieszczeniu to najlepiej jak najszybciej się ewakuować. Marcela w świetny sposób ich wykreowała i pokazała na ich przykładzie, że przeciwieństwa nie zawsze się przyciągają.
Jeśli szukacie słodkiego romansu to tutaj go niestety nie znajdziecie. Harper i Maxwell zapewnią wam masę zabawy, emocji i wypieków na policzkach. Gdy będziecie czytać ich przekomarzanki to nie będziecie wiedzieć komu kibicować, bo ta dwójka nie zna słowa stop. A gdy dojdziecie do czytania tych scen to otwórzcie sobie zawczasu okno.
Muszę wam jeszcze wspomnieć o jednej osobie w tej książce. A jest nią Ruby, nasza animatorka całego rejsu. Ta kobieta zapewni naszym bohaterom masę niezapomnianych przygód. Nawet jeśli oni starają się jej unikać jak ognia ona i tak znajdzie swoje magiczne sposoby. I tak Harper i Maxwell marzą tylko o tym aby wyrzucić ją za burtę.
No i już będziemy kończyć nas cudowny rejs. Statek dobił do portu, historia Zołzy i Gbura dobiegła końca. Ta dwójka napewno zostanie w mojej pamięci. Marcela po raz kolejny gratuluję ci napisanie świetnej historii i mam nadzieję, że masz masę przeróżnych pomysłów na inne. Sięgaj gwiazd kochana !! 🥹❤️🩹 𝐝𝐨 𝐧𝐚𝐬𝐭𝐞̨𝐩𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐊𝐚𝐫𝐨𝐥𝐤𝐚 ♥
Ta książka jest tak nieznośnie urocza, jak jej bohaterowie, choć oni akurat przez długi czas do uroczych nie należą, ale w tej całej nienawiści, którą się darzą, jest coś słodkiego. Jeśli więc potrzebujesz na cito romansu enemies to lovers, który jest powiewem świeżości i idealną lekturą na wakacje, to Marcelina Bobeł taki napisała, a ja właśnie Ci go polecam.
Harper Bennet dostała od matki niespodziewany prezent — bilet na luksusowy rejs dla singli. Kobieta nawet nie chce o tym słyszeć. Nie szuka teraz stałego związku, ma dość po ostatnim, który zakończył się rozwodem. Do spędzenia miesiąca na wycieczkowcu przekonuje ją jednak...open bar. Na miejscu okazuje się, że nawet to nie poprawi sytuacji, w jakiej się znalazła. Co więcej, poznaje tam niejakiego Maxwella Neslsona — faceta tak niemiłego, tak gburowatego, tak oschłego i nieznośnego, że nic tylko zamknąć się w kajucie do końca rejsu i udawać, że się zniknęło. Ona — zołza, on — gbur. Czy będą z tego fale?
“-Przeciwieństwa wcale się nie przyciągają [...] Niełatwo wytrzymać z kimś, kto nie ma z tobą nic wspólnego. Dużo prościej jest patrzeć wspólnie w tym samym kierunku, niż całe życie pracować nad dopasowaniem się do siebie w każdym aspekcie”*
Bawiłam się rewelacyjnie. Ta książka to encyklopedia zgryźliwości. Harper i Maxwell wręcz oddychają sarkazmem i ironią. Nie są szablonowi, każde z nich walczy o swoją pozycję, o to czyje zdanie będzie tym ostatnim, są…wprost dla siebie stworzeni. Zero cukru, zero kompromisów, zero uległości. No wiadomo, że do czasu. Ale nawet złagodzenie tych negatywnych emocji, nie sprawiło, że lał się lukier. Takie numery to nie z tą parką.
Właściwie wszystko mi tu grało.Dostałam książkę lekką, okraszoną spicy scenami, z jednym z moich ulubionych motywów, wakacyjny klimat, bohaterów, których na pozór nie da się lubić, a w rzeczywistości od samego początku darzy się ich sympatią. Może główna dramka była na wyrost (zachowanie Harper w moim odczuciu było delikatnie przesadzone), ale nie będę się tu czepiać szczegółów, bo całość była super i jako romansiara chętnie wypłynęłabym ponownie w taki książkowy rejs. Pani autorko?
Polecam, bo jest naprawdę przyjemnie. Tej historii towarzyszy energia, fajne emocje i wakacyjna atmosfera, która latem smakuje najlepiej. Zabierajcie “Sail Away” na wakajki i bawcie się dobrze! __ *Cytat pochodzi z książki “Sail Away” M.Bobeł
Co może się wydarzyć, gdy gbur spotka zołzę na statku, z którego nie ma ucieczki? Mogą polecieć iskry, mogą pojawić się ofiary w ludziach... albo wręcz przeciwnie – mogą się w sobie zakochać.
Harper na swoje trzydzieste pierwsze urodziny dostaje od matki nietypowy prezent – bilet na rejs dla singli. Nie jest tym zachwycona, ale skoro i tak nie ma lepszych planów, postanawia dać tej przygodzie szansę. Rejs okazuje się, według niej, rejsem desperatów – każdy szuka tu wielkiej miłości, a Harper marzy jedynie o świętym spokoju, dobrym jedzeniu i open barze.
I wtedy na horyzoncie pojawia się on – Maxwell. Przystojny, tajemniczy... i okropny gbur. Między nimi od razu iskrzy – słowne przepychanki, docinki i napięcie, którego nie da się zignorować.
Uwielbiam klimat tej książki – totalnie chciałabym kiedyś przeżyć coś podobnego.
Bohaterowie to złoto. Harper to rasowa zołza – i mówię to z największą sympatią. Zołza zołzę zawsze zrozumie, więc od razu się z nią utożsamiłam. Jej cięty język i zadziorny charakter to forma obrony przed kolejnym zranieniem – i bardzo to szanuję.
Maxwell? Mój ideał. Kocham gburowatych facetów w książkach, a ten absolutnie mnie nie zawiódł. Przez większą część historii niewiele o nim wiemy – co on w ogóle robi na tym statku? Miałam swoje podejrzenia, ale do samego końca nie byłam pewna, co kryje się za jego obecnością.
To książka idealna na lato – czytając, czułam się, jakbym była z nimi na pokładzie. Przypomniały mi się czasy, gdy jako dzieciak oglądałam „Nie ma to jak statek” – dokładnie ten klimat, tylko z dorosłymi emocjami. Może nie wszystko było tu idealne, do kilku rzeczy mogłabym się przyczepić. Ale wiecie co? Nie chce mi się, bo się tak dobrze na tej historii bawiłam, że nie chce mi się czepiać. Choć raz nie będę zołzą 🤭
A tak w ogóle… mówiłam już, że kocham facetów w mundurach? Marynarze też się w to wpisują. Totalnie hot 🔥🔥
PS. Co to był za budzik, że Harper słyszała go przez ścianę?! Chyba że te ściany były z kartonu... 🤔
To co? Gotowi na rejs, który trwa 30 dni, wśród desperatów, którzy szukają miłości i liczą na to, że ją znajdą? Tu, na statku? Brzmi mało prawdopodobnie, ale jednak prawdziwe🛳️
Nasza bohaterka traci pracę, dostała bilet 🎟️ od swojej matki, która wydała sporo swoich oszczędności - mówi temu nie. Ale bar z darmowymi drinkami 🥂ją kusi ;) Harper pakuje walizkę i dalej ma zamiar żyć swoim beztroskim życiem, daleko od poważnych relacji. Jednak na jej drodze staje facet, który też nie ma pojęcia co tutaj robi. Uważa, ż to wszystko to jedna wielka kpina, a ruda wiewiórka 🐿️,która jest przewodniczką imprezy - nie ułatwia życia, bo cały czas jest delulu jak i potrafi podnieść ciśnienie. Maxwell nie zgadza się się z nią już od pierwszego zdania, ale … czas sprawia, że każde miasto, które jest w planie rejsu, zaczyna mieć inny smak oraz wspólny czas wydaje się być nieco mniej znośny🤭
Cudownie się tego słuchało! 🎧 Polecam gorąco audioook, ponieważ to jakbym miała cudowną komedię romantyczną w formie filmu, chodź brakowało szumu fal🌊, efektów dźwiękowych, ale emocje w dużej mierze były oddane, co daje ogromny plus i bardzo dobrze wykonaną pracę. Ich przekomarzanie się, to naprawdę wysoki poziom, więc jeśli ktoś chce zołzę i gbura - macie to zagwarantowane. Stylistyka pisania autorki - extra! Tekst w pełen emocji, przemyśleń, opisów - nie czułam jakiegoś braku. To samo dotyczy scen intymnych, bowiem wiemy jak ciężko jest napisać dobre sceny intymne po polsku lub jak są tłumaczone z języka angielskiego… Ale to temat na inny dzień.
CDN. w kom.
1. Fanie, że powody ich podejścia były ukryte i na koniec zostały wyłowione na światło dzienne, co dało plottwist. Chodź lato ☀️ nie rozpieszcza nas, to gorąco polecam tą książkę, która zabierze nas w podróż po Europie, chłodnych kolorowych drinków i 8 listów, które napisał dla niej! Awww >.< 😍Dodaje tą książkę na listę „książki na lato”. (#współpracareklamowa 18+)
[Współpraca reklamowa z @wydawnictwopapieroweserca]
Harper z okazji swoich 31. urodzin dostaje od matki bilet na trzydziestodniowy rejs dla singli (lub desperatów, jak to Harper mawia). Zgadza się w nim uczestniczyć z myślą, że przetrwać pomoże jej open bar i opalanie przy basenie, ale nie przewidziała, że na jej drodze stanie Maxwell - mężczyzna o ego większym niż jej własne. Skakanie sobie do gardeł staje się ich codziennością, oboje nie znoszą siebie nawzajem, a mimo to coś ich do siebie ciągnie.
Harper jest zdecydowanie moją faworytką. Jest pewna siebie, nie cedzi słów, a jej iconic teksty stworzyłyby całkiem pokaźną listę. Zawsze musi mieć ostatnie słowo, a przy tym wszystkim jest tak naturalna, że nie wzbudzała we mnie irytacji. Gdybym miała wskazać jedną rzecz, która mi się w niej nie podobała (i której również nie pochwalam), to byłoby to jej zamiłowanie do alkoholu - nie zliczę, ile razy o nim wspomniała lub traktowała go jako odpowiedź na problemy.
Maxwell jest jedyny w swoim rodzaju. Rasowy gbur, który stroni od wszystkich. Przystojny, nieprzystępny i jako jedyny potrafi zajść Harper za skórę. Swoim zachowaniem nie powinien budzić sympatii, ale jednak - w moim przypadku - mu się to udało.
Ich relacja rozwijała się dosyć szybko, nad czym odrobinę ubolewałam, bo zdecydowanie wolałam ich czystą złośliwość niż momenty, w których zaczynały się już pojawiać uczucia. Książka miała też swoje urocze momenty i pokazała rozwijanie się bohaterów, lecz finalnie zakończenie - mimo że bardzo romantyczne - nie przekonało mnie w kontekście trzydziestodniowej znajomości. Za szybko zaczęły padać zbyt poważne deklaracje.
Całość historii wypadła całkiem nieźle. Wakacyjny klimat zrobił swoje i pomimo że nie cała historia wypadła wiarygodnie, to ubawiłam się podczas czytania. Humor obecny w tej książce idealnie wpasował się w mój gust - i to zrekompensowało mi wszystkie niedociągnięcia.
4,5/5 Mam ogromny sentyment do książek, czy filmów rozgrywających się na statku wycieczkowym przez „Nie ma to jak statek”, które kochałam w dzieciństwie, dlatego z przyjemnością zaczęłam czytać tę książkę.
Historia ta opiera się na turnusie po Europie, jednak to co wyróżnia ją od innych to, że wycieczka ta jest zorganizowana dla singli w celu znalezienia miłości. Harper już chyba bardziej nie mogła być niezainteresowana tą podróżą, jednak gdy ma się upartą matkę i nagle straciło się pracę nic nie stoi na przeszkodzie by zaszaleć.
Główna bohaterka to świeża rozwódka, która nigdy nie gryzie się w język. Pewna siebie, niezależna, twardo stąpająca po ziemi i bezpośrednia to przymiotniki którym wielu mężczyzn by nie podołało. Jednak ona nie szuka miłości, a rejs traktuje jak darmowy bar i ciągłą zabawę.
Nikt nie był w stanie wytrzymać z jej „ciężkim charakterem” dopóki nie pojawił się największy Gbur jakiego świat widział i wprost nie oznajmił jej, że ona absolutnie go nie interesuje. Od tego momentu zaczęła się wojna, a każda ich rozmowa przypominała walkę, z której tylko jedno z nich mogło wyjść zwycięsko.
Maxwell nie znosi tych wycieczek dla singli, a każdy romantyk przyprawia go o mdłości. Samotnik, który nie dba o uczucia innych, a każde jego zdanie może być odebrane jak obelga. Niechęcią zaczyna również traktować Harper, zwłaszcza, gdy ona w każdej ich słownej przepychance nie pozostaje mu dłużna.
Ich relacja rozpoczyna się od ogromnej wzajemnej niechęci, a z czasem pojawiające się zainteresowanie fizyczne przeradza się w zaufanie i chęć wspólnego spędzania każdej chwili na tym statku.
Niestety przeszkadzało mi nadmierne przypominanie o ogromnej pewności siebie Harper, oraz podkreślanie na każdym kroku, że każdemu się podoba. A dodatkowo nie podobało mi się chamskie określanie Ruby, która niczym nie zawiniła, a miała po prostu odmienny charakter od głównej bohaterki.
Mimo to książka trafiła w moje gusta, a czytanie jej sprawiało mi przyjemność i dobrą zabawę. Idealna letnia powieść o niespodziewanej miłości dwóch pokrewnych dusz.
Zdecydowanie za rzadko trafiam na książki z motywem grumpy & grumpy i ta książka dobitnie mi to pokazała. Łącząc go z enemies to lovers autorka stworzyła historię, która była dla mnie powiewem świeżości. Rejs statkiem po Europie też brzmiał świetnie i aż sama chciałabym teraz się na takim znaleźć 😍.
Nie ma co ukrywać, bohaterowie bywali naprawdę trudni i co istotne - nie znosili się dłużej niż przez kilka rozdziałów, wymieniając docinki niczym ciosy. Dla niektórych te teksty mogłyby być obraźliwe, ale Harper i Maxwella w ogóle nie ruszały. Żadne z nich nie zamierzało odpuszczać, więc te słowne potyczki ciągnęły się przez znaczną część książki, dostarczając mi sporą dawkę rozrywki.
Było w tym tak wiele chemii, że to musiało skończyć się w jeden sposób, czemu zresztą sprzyjał wakacyjny klimat 🤭. Ani Harper, ani Maxwell nie chcieli wiązać się na poważnie, więc ich fizyczna relacja nie miała zbyt wielu okazji, by ewoluować. Moment, w którym wreszcie doszło do szczerych wyznań, był więc przeze mnie bardzo oczekiwany. Za Zołzą kryła się bowiem zraniona kobieta próbująca chronić swoje serce, a za Gburem samotny mężczyzna, który też chciał chronić samego siebie, skazując się na samotność.
To była bardzo przyjemna i lekka lektura, idealna na wakacje. Przede wszystkim jestem ogromną fanką końcówki, bo Maxwell zdobył się na gest, który totalnie kupił moją romantyczną duszę. Kilka razy też nieźle się uśmiałam, więc jeśli macie ochotę na rejs statkiem w towarzystwie bardzo ciekawych bohaterów, koniecznie czytajcie! ❤️
Bardzo czekałam na Sail Away, bo byłam naprawdę ciekawa tej historii – zwłaszcza po zobaczeniu fragmentów udostępnianych przez niektóre patronki. Gdy tylko znalazłam chwilę, od razu zabrałam się za czytanie.
Na początku myślałam, że nie polubię się z tą książką, ponieważ główna bohaterka trochę mnie irytowała, co odbierało mi nieco radości z lektury. Ale… nie żałuję, że dotarłam do końca, bo naprawdę mi się spodobała i bardzo mnie wciągnęła! Z czasem nawet polubiłam główną bohaterkę – a wcześniej sądziłam, że to się nie uda.
Głównego bohatera polubiłam od razu. Podobało mi się, że na początku wiedzieliśmy o nim niewiele – dopiero z czasem mogliśmy go lepiej poznać.
Pomysł na fabułę był naprawdę oryginalny, co zdecydowanie przypadło mi do gustu.
Jeśli zastanawiacie się, czy sięgnąć po tę książkę – zdecydowanie warto!
3,6⭐️ Już od dłuższego czasu zastanawiałam się co o niej myślę i jak ją ocenić, i szczerze mówiąc nic nie wymyśliłam. Była spoko, i w sumie nie mam o niej wiele więcej do powiedzenia. Często łapałam się na tym, że nie ciągnęło mnie do czytania jej, ale jak już się do tego zbierałam to była momentami zabawna a nawet urocza. Nie był to jakiś przewlekły stan, dlatego jest tylko spoko, ale i tak dobrze się bawiłam. Za to bardzo spodobały mi się listy z końca książki, i jestem ogromną fanką tego pomysłu, i tego jak były napisane.
„Mam gdzieś cholerne konwenanse, bo nie przestrzegając ich, bawię się dużo lepiej.”
Jakie to było dobre!! Czytając tą książkę spodziewałam się romansu na statku, a dostałam jeszcze więcej! Już się nie mogę doczekać aż zrobię reread na papierze🥹♥️
To moje drugie spotkanie z autorką i jakoś nie mogę się przekonać do jej książek, póki co dam sobie z nimi spokój. Ta książka w mojej opinii opierała się tylko na wyzywaniu siebie nawzajem i pociągu fizycznym. Nie zauważyłam tutaj zbytnio budowania więzi czy poznawania siebie…
[ współpraca reklamowa z @wydawnictwopapieroweserca @marcela_autorka ]
Harper niedawno rozwiodła się z mężem, a jej matka usilnie próbuje znaleźć dla niej nowego partnera i w tym celu wręcza jej bilet na miesięczny rejs dla singli po Europie. Harper niechętnie przystaje na propozycję matki i rozpoczyna przygodę życia, gdzie poznaje największego gruba- Maxwella. Ta dwójka od początku działa sobie na nerwy. Jednak im więcej czasu ze sobą spędzają, tym ta relacja przybiera inny obrót…
Nie mogłam się doczekać tej książki. Potrzebowałam powieści na lato, która zapewni mi ciepło, którego nie ma teraz na dworze. I „Sail away” zdecydowanie to zrobiło! Historia zaciekawiła mnie już od początku, Harper nie jest typową, słodką bohaterką. Jest prawdziwą zołzą, wredną dla wszystkich osób, ta kobieta ma pazur. Maxwell bardzo do niej pasuje, jest jej odpowiednikiem, ale w męskim ciele haha. Ich dynamika od początku była świetna, a nienawiść było czuć w powietrzu. Wiecie jak często bywa z romansami- reklamowane motywem enemies to lovers, a bohaterowie są wrogami przez kilkadziesiąt stron. Tu tak nie jest! Tutaj aż iskrzy od ich niecięci do siebie, ale także od pożądania. Ja wiedziałam, że to komedia erotyczna, ale nie spodziewałam się, że będzie AŻ tak gorąco. Świetnie bawiłam się podczas lektury, nawet polubiłam Ruby, była takim irytującym chochlikiem, ale dodawała wiele do tej powieści. Uwielbiam humor autorki i teraz już wiem, że jak najprędzej muszę nadrobić jej poprzednie książki. Jedyny mały minusik to fakt, że bardzo łatwo domyśliłam się owej tajemnicy Maxwella. To było bardzo przewidywalne.
Gwarantuję wam, że pomimo słabej pogody za oknem, „Sail away” rozgrzeje was do czerwoności! Idealna pozycja na lato pełna humoru, ale i pikanterii. Ocena: 4/5 ⭐️
Na początku myślałam, że nadużywanie określeń „Zołza” i „Gbur” to kwestia kiepskiego tłumaczenia, ale zważywszy na to że książka jest dziełem polskiej autorki, nie mam na to żadnego wytłumaczenia 😬 Nie uwierzę, że istnieją dorośli ludzie, którzy tak rozmawiają. Główna bohaterka ma 31 lat, jest pewną siebie, a wręcz zarozumiałą kobietą, bohater kreuje się na człowieka, który jest lepszy od reszty świata. Nie istnieje sytuacja w której realne rozmowy mogłyby tak wyglądać.
Książka momentami jest frustrująca do granic możliwości- Maxwell i Harper skaczą sobie do gardeł w każdym możliwym dialogu, a że wpadają na siebie non stop to w rezultacie w książce nie dzieje się nic innego niż ich przekomarzanki, które mają podobny poziom do moich przepełnionych pewnością siebie docinek kiedy byłam w gimnazjum 😬 Typ nie może na nią patrzeć więc kiedy Harper opuszcza statek i idzie na miasto, zamiast grzecznie zająć się sobą postanawia poleźć za nią i uwaga… dalej być dupkiem, w efekcie czego bez końca zołzują i gburują. Naprawdę zaczynam ich sobie wyobrażać jak przedszkolaków którzy chodzą z patykami i non stop się nimi dźgają.
Kiedy Zołza i Gbur 😬😬 zostali zapięci w kajdanki wbrew swojej woli, pomyślałam że może wreszcie nadszedł czas, żeby zaczęli ze sobą rozmawiać jak cywilizowani ludzie. Oni jednak od razu schowali się w schowku na miotły w celu „zamykania sobie ust” jak to mają w zwyczaju ciągle powtarzać. Pomyślicie więc może że kiedy już skończyli nadszedł czas na rozmowę- chcąc nie chcąc zostało im w końcu kilka godzin razem więc to idealny moment, żeby rozwinąć ich postaci i wprowadzić do książki cokolwiek innego niż seks i nienawiść. Nic bardziej mylnego szanowni państwo- w tym momencie następuje skip do kolejnego rozdziału.
Ktoś może pomyśleć że przecież to enemies to lovers więc dobrze że nie zaczynają się uwielbiać na 20 stronie. Niestety enemies trzeba umieć stworzyć tak, aby nie wyszła z tego parodia z ludźmi zachowującymi się jak zwierzęta. Właściwie dlaczego oni się tak piekielnie nienawidzą? Serio powód, że ktoś na kogoś krzywo spojrzał a ktoś inny odpowiedział chamskim komentarzem jest tak denny, że móglby stworzyć tak zaciętych rywali jedynie w przedszkolu.
To naprawdę nie tak, ze czytam romans pierwszy raz w życiu i czepiam się bo nie lubię tego gatunku. Wręcz przeciwnie. Lubię romans, lubię motyw, w którym bohaterowie na początku są wrogami. Ale tutaj po prostu nic nie ma sensu. Rozumiem, że zamysłem autorki było stworzenie dzieła w którym bohaterowie nie są słodko-pierdzacy, nie ma kwiatów, romantycznych porównań i uniesień. Ale za to NIE MA TEŻ FABUŁY. Praktycznie całą książkę można by sprowadzić do wypowiedzi na poziomie „no chyba Ty”, „Twoja stara” ewentualnie ”chwalisz się czy żalisz?”. To ostatnie akurat serio padło w książce 😬 Naprawdę rzadko frustruje się tak mocno, a praktycznie nigdy aż tak, żeby napisać recenzję.
W drugiej części książki- dokładnie w 67% ebooka następuje przełom. Mamy ROZMOWĘ.
Kiedy już wydaje mi się, że historia robi się coraz mniej frustrująca, na salę wchodzi całe na biało ZAŁAMANIE. Jak dla mnie z igły widły, gość Cię nie okłamał Harper, wy po prostu mieliście przez cały miesiąc w dupie rozmowę i poznawanie siebie a teraz nagle płacz, że facet jest kłamcą. Oczywiście że nie powiedzenie od razu prawdy odnośnie swojego zawodu nie jest fair i patrzyłabym na tę sytaucję zupełnie inaczej w innych okolicznościach-gdyby nie fakt,że w tej relacji naprawdę nie było do tej pory rozmowy.
Zakończenie jest tym czym za wszelką cenę miała nie być reszta książki-klasycznym romansidłem.
Podsumowując ciężko powiedzieć mi do jakiej grupy docelowej skierowana jest ta książka. Dorośli ludzie w większości będą przewracać oczami przez poziom wypowiedzi głównych bohaterów,brak fabuły, przewidywalność. Dla młodszych z kolei książka jest zbyt naładowana wulgaryzmami i scenami zbliżeń. Oczywiście, że nie była to najgorsza książka jaką w życiu przeczytałam, ale myślę że za kilka tygodni jedyne z czym będę ją kojarzyć to to jak bardzo mnie irytowała, o reszcie najpewniej zapomnę za moment
This entire review has been hidden because of spoilers.
Z twórczością Marceliny spotkałam się na wattpadzie, od tamtego czasu śledzę jej poczynania, a każda kolejna przez nią książka ląduje na mojej półce, co więcej każda kolejna historia jest równie świetna jak poprzednie, a ja choć kończę czytanie jednej powieści już mam ochotę na kolejne. Ta książka to szalona, intensywna i mega gorąca komedia romantyczna, która całkowicie mnie pochłonęła.
Harper na urodziny dostaje niecodzienny prezent, którym jest bilet na rejs, ale nie byle jaki, bo to miesięczny rejs dla singli poszukujących swojej drugiej połówki. Wszytko pięknie tylko, że Harper świeżo upieczona rozwódka nie ma zamiaru tej miłości szukać, skuszona jednak wypoczynkiem i darmowymi drinkami, a także nieustanną paplaniną matki, wyrusza w podróż. Na miejscu okazuje się, że harmonogram zajęć jest pełen i jest obowiązkowy. Kobieta też pierwszego dnia wpada na gburowatego Maxwella, który nie rozumie idei szukania partnera w taki sposób. Choć oboje początkowo pałają do siebie chęcią mordu, z czasem zaczynają dostrzegać że wiele ich łączy, co w rezultacie przekłada się na zalążek czegoś nowego, czego oboje się obawiają.
Pierwsze rozdziały czytałam jeszcze na wattpadzie, później jakoś mi się ta historia zgubiła, także całość poznałam już na papierze, była to naprawdę świetna, mega zabawna i pełna napięcia i erotyki historia. Choć Marcelina na samym końcu pisze, że niektórzy myślą, że tych spicy scen jest za dużo, dla mnie jest ich w sam raz, a nawet mogło być ich więcej, także droga autorko nie ograniczaj się. Cała powieść już od samego początku jest intensywna a akcja jest szybka i dynamiczna, pojawia się tutaj cala masa dialogów, ale drodzy moi jakie te dialogi są świetne, normalnie boskie. Od niewinnych utarczek słownych, poprzez mocne kłótnie, sarkazm, cięte riposty na głębokich przemyśleniach czy ważnych tematach kończąc.
Jako, że nie ma dobrej komedii romantycznej bez afer, to tutaj autorka poszalała, bo tutaj zdecydowanie dominują afery, dramaty, wypadki i zwroty akcji, oczywiście w tym wszystkim rozwija się skomplikowana relacja pomiędzy Maxwellem a Harper, tak podobnych do siebie charakterów dawno nie spotkałam w żadnej książce, gdzie przeważnie to przeciwieństwa się przyciągają. Tutaj mamy dwie osoby, które łączy ze sobą wszystko poza płcią i wykonywanym zawodem. Pomiędzy nimi iskrzy już od pierwszego spotkania, można to prześmiewczo nazwać miłością od pierwszej kłótni, bo ta dójka na samym początku nic innego nie robiła. Akcja sie zagęszcza po pierwszej wspólnie spędzonej nocy, zaczyna się ogień a wkrótce do gry zaczynają wchodzić uczucia. Co mnie urzekło? To co w ostatnim czasie robi to non stop, czyli listy. Listy, które pojawiły się na samej końcówce, listy miłosne, w których zawarta jest krótsza wersja tego love story, ale także jej podsumowanie, te listy były piękne, emocjonalne i dla mnie urzekające.
Książka była naprawdę świetną lekturą, fabuła szalona i dynamiczna, przez co czytanie to mgnienie oka. Napisana w bardzo dobrym stylu, który pozwala całkowicie zatopić się w powieści, ta opowieść wciąga tak bardzo, że nie ma się ochoty odkładać jej na później, także przeczytanie za jednym zamachem jest tutaj bardzo prawdopodobne. W lekturze pojawia się bardzo dużo scen erotycznych, mi one nie przeszkadzają, z resztą nawet mogłoby ich być więcej, ale jeśli ktoś ich nie lubi, to może być ich dla niego za dużo i może poczuć się niekomfortowo, bo druga połowa książki to niemal erotyk. Sceny te są zmysłowe, gorące, ale jednocześnie nie przekraczają granicy dobrego smaku, także fani erotyków będą zadowoleni.
Książka mi się podobała, świetnie się przy niej bawiłam, w fabule epizodycznie pojawili się bohaterowie z innej książki autorki, a ja bardzo lubię, jak takie elementy się pojawiają. Choć nie jestem fanką komedii, to tutaj przy tylu aferach absolutnie nie przeszkadzał mi ten komediowy wydźwięk. Książkę oczywiście polecam, to lektura idealna na lato, na urlop, czy na poprawę humoru. Jak dla mnie bomba.
Maxwell Nelson to z pozoru oschły, nieuprzejmy ale przystojny gbur. Mężczyzna od samego początku nie ukrywa swojej niechęci do głównej bohaterki, której nadał ksywkę zołza.
Humor w tej książce zdecydowanie gra pierwsze skrzypce i muszę przyznać, że jest on idealnie wyważony z wykreowaniem bohaterów, dzięki czemu w odbiorze wszystko jest spójne i naturalne.
Wątek enemies to lovers między Harper a Maxwell’em został poprowadzony idealnie! Mimo tego, że ich relacja rozwija się dość szybko to bardzo długo trzymają się tego, że są tylko wrogami z korzyściami.
Letni klimat, rejs i kolorowe drineczki! Kto tego nie lubi szczególnie w upalny letni wieczór? 𝑺𝒂𝒊𝒍 𝒂𝒘𝒂𝒚 to historia z charakterem, w której nie tylko bohaterowie płyną w rejs, ponieważ czytelnicy również zostają porwani wraz z nurtem oceanu.