Layla jest pisarką. Od podszewki zna sekrety branży wydawniczej, chodzi na lunche ze śmietanką towarzyską Nowego Jorku, a jej debiut miesiącami widnieje na listach bestsellerów. Mimo to Layla nienawidzi swojego życia.
Rhett jest gwiazdą rocka. Bilety na jego koncerty rozchodzą się w sekundę, cały świat zna jego piosenki, a on sam jest marzeniem każdej kobiety. Jednak Rhett nienawidzi swojego życia.
Oboje uciekają od świata, w którym żyją. Ona przypadkiem znajduje schronienie w miejscu, które dla niego znaczy więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. On nie może znieść jej obecności i gotowy jest zrobić naprawdę wiele, by tylko się jej pozbyć.
Jednak w życiu nie wszystko idzie zgodnie z planem, a ten, kogo pragniesz zniszczyć, może okazać się tym, kto cię uratuje.
Oto powieść z motywem enemies to lovers, która złamie ci serce, ale i rozbawi cię do łez. To historia o utraconych szansach, odnajdywaniu nadziei i miłości, która pojawia się tam, gdzie najmniej się jej spodziewasz.
idealny romans na wiosnę! Wciągający, szybko się go czyta, uroczy, angażujący! Bohaterowie mają moją sympatię, ale moje serce ma ten klimat wsi, dzięki któremu czułam się jak w domu 🥹 jedyny minus moim zdaniem (i tutaj mały spojler) to fakt, że ten moment, w którym bohaterowie mają między sobą sielankę zanim coś walnie, jest niesamowicie krótki, moim zdaniem pospieszony. Mam nadzieję, że doczekamy się jeszcze książek na wsi spod pióra Agaty, cause I’m in love! Na pewno też nadrobię jej poprzednie książki, tym bardziej, że Aurorę już przy okazji premiery miałam czytać, ale nie było mi to dane hah
Zacznijmy od tego że to jest chyba najlepsza młodzieżówka jaką przeczytałam w tym roku! °❀⋆.ೃ࿔*:・
Pomysł na fabułę jest bardzo interesujący! Nie dzieje się ona za szybko, jednak nie czyta się też tego wolno. Nie trzyma w napięciu jednak sekret Rhetta był ukrywany przez wiele urodzą część lektury przez co nie mogłam się od niej oderwać. Pierwszy raz czytałam książkę autorstwa Agaty, i muszę powiedzieć że się nie zawiodłam! Bardzo spodobała mi się również zmiana narracji. Na początku trochę się gubiłam jednak po jakimś czasie bardzo mi się spodobał taki zabieg.
°❀⋆.ೃ࿔*:・
Przechodząc do bohaterów bardzo podobało mi się ich wykreowanie. Rhett jako główny bohater nie irytował mnie. Byłam na początku lekko rozbawiona jego zachowaniem jednak kiedy poznałam powód, to myślę że jestem w stanie powiedzieć, że rozumiem go, że chce zachować jak najwięcej rzeczy które przypominały mu o straconej bliskiej osobie. Przechodząc do głównej bohaterki myślę, że gdyby Layla istniała to byłybyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Rozumiem jej potrzebę ucieczki od dużego miasta. Bardzo podobał mi się opis jej charakteru. Był ciekawy, ale nie był chamski i wredny. Bardzo pozytywnie na moją opinie o tej postaci wpłynął fakt, że umiała postawić na swoim. Kiedy potrzebowała przerwy w swojej relacji z Rhettem otwarcie o tym mówiła. Myślę że jest to bardzo duży plus i takie rozsądne zachowanie ciekawie wpływa na fabułę.
°❀⋆.ೃ࿔*:・
Jestem zachwycona miejscem akcji! Opis małego miasteczka nie był nużący. Wprost uwielbiam w jaki sposób został opisany widok na góry, jezioro i polany.
°❀⋆.ೃ࿔*:・
Na ostatnim rozdziale i epilogu byłam bliska łez (tak dodaje może to kogoś zachęci)
°❀⋆.ೃ࿔*:・
Na prawdę zachęcam każdego do przeczytania tej lektury nie zależnie od wieku! Myślę że przypadnie do gustu każdemu kto szuka książki o typowo wiosennym klimacie!
Jest to moja trzecia książka od Agaty i zdecydowanie stała się ona moim faworytem. Pomysł na fabułę niezapominajek był świetny: Rhett wraca po kilku miesiącach do swojego domu, lecz okazuje się, że mieszka tam jakaś kobieta. Chłopak idzie porozmawiać o tym z bratem i tatą - dowiaduje się, że sprzedali jego dom, gdyż i tak tam nie zaglądał, a chcieli wspomóc jego karierę muzyczną. Rhett niestety tak łatwo nie odpuszcza i postanawia prześladować tę dziewczynę po nocach i za dnia, aby nie zaznała spokoju i stwierdziła, że nie będzie mogła tu mieszkać. Ta historia doprowadzi to płaczu nie jednego czytelnika. Zakończenie złamie wam serce, ale gdy zrozumiecie jego znaczenie, poskleja wam je na nowo. Zwroty akcji też są naprawdę ciekawe i kompletnie się ich nie spodziewałam. Myślałam, że będzie to lekka historia, a jednak…
Podchodziłam do tej książki bez większych oczekiwań. Słyszałam wiele o książkach Agaty i chciałam wyrobić swoje własne zdanie. Koniec końców było to pozytywne zaskoczenie. Warsztat pisarski autorki jest dobry, książka miała swój cudowny małomiasteczkowy klimat. Mam wrażenie, że inspiracją dla imienia głównego bohatera był Rhett z „Bez Skazy.” 🤣❤️ Wiem, że Agata lubi tą serię, stąd taka luźna myśl. Pomysł na fabułę jest świetny, pisarka wprowadzająca się do domku na wsi oraz rockman, który zrobi wszystko, aby się stamtąd wyniosła. Niektóre sytuacje były momentalnie wręcz karykaturalne, ale książka jest rom-comem, więc sądzę, że to był celowy zabieg. (Mam na myśli atak kur, czy wrzucenie prania Layli do stawu.) Powieść potrafiła wywołać uśmiech na mojej twarzy. Jeżeli chodzi o „tajemnicę” Rhetta, to jej rozwiązanie nie było dla mnie zaskoczeniem, ostatnio spotykam się z takim wątkiem coraz częściej, ale bardzo go lubię, więc odgadnięcie go, nie było dla mnie minusem. Krótkie rozdziały umilały czytanie, dzięki nim książkę przeczytałam błyskawicznie. Jeżeli lubicie rozdziały na kilka stron, tutaj to znajdziecie. Nie pasował mi jedynie język użyty w książce, nie jestem największą fanką takiego stylu pisania, jest on dość specyficzny, ale wiem że znajdzie swoich fanów. Akcja przeprowadzona z perspektywy 3 osobowej i przerysowany język sprawiły, że książkę momentami czytało mi się dość ciężko. Pozytywnie zaskoczyło mnie zakończenie. Jest ono niespotykane i zapadające w pamięć. Szczerze mówiąc, zmieniło mi całe postrzeganie tej historii. Ostatnie rozdziały mocno mną poruszyły, wywołały mętlik w głowie i skłoniły do refleksji. Całość oceniam pozytywnie, gdyby nie wspomniany język powieści, myślę że ocena byłaby jeszcze wyższa. Uważam, że jest to dobra młodzieżówka bez niepotrzebnych dram, poleciłabym ją dla młodszych czytelników. A znaczenie tytułu jest naprawdę piękne. Ocena 3,75/5⭐️.
Sięgając po ta książkę nie miałam wygórowanych oczekiwań. Liczyłam na lekką historię romantyczną, której akcja będzie odgrywała się w małym miasteczku (jeszcze lepiej na farmie!) ale się okroonie zawiodłam. Znalazłam wiele luk fabularnych, które w większości nie były wyjaśnione a jeśli już były to naprawdę oszczędnie. To jak Rhett rozpoczął relację z Layla nie chcąc nawet tego robić było dziecinne i nawet motywy, które to wywołały go nie usprawiedliwiają. Wszystko co robił było bez sensu i próbowałam to sobie wytłumaczyć, że może później zostanie to wyjaśnione ale na darmo. Nie liczcie na wyjaśnienia. Nie rozumiałam akcji. Najpierw rozmawiali ze sobą trzy może cztery razy i nie lubili się nawet za bardzo, a później nagle spotykają się na koktajl (autorka uprzedziła to wcześniej ,,licznymi randkami" o których nie słyszałam i nie wiedziałam). Motywy zapowiadane na okładce takie jak enemies to lovers nawet tak naprawdę nie występuje w tej powieści co przyznaje sama autorka w treści. Małe miasteczko zostało tutaj opisane nawet w porządku jakiś tam festyn, rodzinna atmosfera ale nie to było głównym motywem. Czytając tą książkę sama nie wiedziałam co nim było. Łatwo powiedzieć, że to reakcja bohaterów ale ja w ogóle nie czułam się w nią wprowadzona. Dopiero po dwustenej stronie otrzymałam informację że odbyły się jakieś randki o których ja nie wiedziałam i nagle ich relacja była bliższa. Dlatego dla mnie tak to wyglądało, że na pocztaku on żywi do niej jakieś niezrozumiałe uczucia, ona praktycznie go nie zna a później nagle są w sobie zakochani i chcą się pobrać? Mega dziwne. Czułam się okropnie zagubiona w tej historii i czytało mi się ją jakoś nieprzyjemnie, bo jednak autorka wplątała tam kilka stron swoich myśli dotyczących życia i nie pasowało to jakoś idealnie. Była też momentami żenująca. Zamysł nawet w porządku, ale wykonanie zdecydowanie nie.
Dla mnie tak książka jest 3,5 ⭐️. Ogólnie zamysł na fabułę jest bardzo fajny-życie na wsi i klimat który tam panuje. Na samym początku książki, tak do 70 str główna bohaterka strasznie mnie irytowała swoim zachowaniem, ale im dalej zagłębiałam się w tą historię zmieniałam o niej zdanie. Główny bohater jak na swój wiek w bardzo dziecinny sposób próbował się pozbyć głównej bohaterki z domu który kupiła. Przykładowo ukradł jej pranie i wrzucił do stawu albo zabrał rower którym przyjechała do miasta przez co nie miała jak wrócić do domu. Pomimo tego dziecinnego zachowania bawiły mnie te sytuacje. Kończąc książkę zrozumiałam dokładniej dlaczego Rhett tak się zachowywał i dlaczego chciał wyrzucić Layle z tego domu. Cała książka ma swój wyjątkowy klimat który przypominał mi o niektórych momentach kiedy byłam mała przez co ta historia jest dla mnie w pewien w inny sposób wyjątkowa. Były momenty w których miałam ciepło na sercu gdy czytałam historię Layli i Rhetta. Polecam tą książkę każdemu kto ma ochotę na small town romance. A jak nie wiecie czy czytać to czytajcie dla sceny z kurami (była bardzo zabawna)🐓🐓🐓
1,75/5⭐️ Nie podobała mi się ta książka, w szczególności to że wszystko działo się za szybko, czasami bez wytłumaczenia, a niektóre opisy były zbędne. Dodatkowo to jak dziecinnie i dziwnie zachowywał się główny bohater, wytłumaczenie tego według mnie nie równało się z tym że mógł się zachowywać tak bezsensownie i jak 6 latek.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Do przeczytania tej książki zachęciły mnie przede wszystkim tytułowe niezapominajki oraz piękna okładka. Także już od długiego czasu chciałam sięgnąć po coś spod pióra mojej imienniczki. Bardzo przyjemnie mi się to czytało, autorka ma świetne pióro i jestem pewna, że nie jest to ostatnia książka jej autorstwa, którą będę czytać.
Jeśli chodzi o samą książkę, jest dość krótka, ma nieco ponad 300 stron i nie spodziewałam się, że będzie się tutaj dużo działo. Pierwszym dużym minusem jest to, że bohaterowie wymieniają między sobą pierwsze kilka zdań po zbyt długim czasie, trzeba było czekać na to aż 15 rozdziałów (które są krótkie).
Początek mi się nie podobał. Przeszkadzała mi strasznie narracja trzecioosobowa oraz zbyt mała ilość dialogów. Bohaterowie prawie ze sobą nie rozmawiają, a z strony drugiej, jest tu dużo ich własnych przemyśleń, więc można się czegoś o nich dowiedzieć. Z rozdziału na rozdział zaczęło się robić już lepiej.
Layla jest słoneczkiem, które zaraża wszystkich uśmiechem, dobrocią i oprymizmem. Rhett jest uroczym gburem, który momentami zachowuje się jak duży dzieciak. To jego przeszłość i doświadczenie miały znaczący wpływ na to, jaki się stał. Jednak kiedy bliżej się go pozna to jest troskliwym, wrażliwym i szczerym mężczyzną. Ich relacja rozwinęła się trochę za szybko, jednak została też fajnie przemyślana. Czytając to czułam ciepło w sercu i spokój.
To, co najbardziej mi się podobało, to zakończenie. Było jak wisieńka na torcie, dopełnienie całości. Było bardzo piękne i wzruszające.
Relacja Layli i Rhetta była cudowna, jednak jeśli całościowo mam oceniać tę książkę to nie końca mnie do siebie przekonała. Co prawda, z rozdziału na rozdział zaczęła mi się coraz bardziej podobać, ale niestety nie do końca wywołała emocje które powinnam czuć podczas czytania, nie sprawiła, że będę o niej długo pamiętać. Jest to młodzieżówka, która wielu młodszym ode mnie osobom na pewno się spodoba.
Najnowsza wiosenna powieść Agaty Gładysz. Jest to moja pierwsza książka od tej autorki i napewno nie ostatnia! Zaczynając od początku mamy główna bohaterkę Laylę, która przeprowadza się do małego miasteczka, żeby znaleźć inspirację do pisania nowych historii. W tym czasie do tego miasteczka wraca głowy bohater, Rhett. Jest on gwiazdą rocka i właśnie zakończył trasę koncertową. Kiedy dowiedział się, że mają nowa sąsiadkę mocno się wkurzył. Dom, w którym zamieszkała Layla, był dla niego ważny. A dlaczego ? Musicie sami przeczytać jaki był tego powód. Książka mi się bardzo podobała, jest to zdecydowanie mój klimat, a krótkie rozdziału poprostu mnie urzekły. Czasami nie pasowała mi ilość opisów w książce, ale jak mam być szczera styl pisania autorki tak mi się spodobał, że nawet długie opisy były przyjemne. Mocno się wahałam czy nie dać 5 gwiazdek, lecz uważam, że były rzeczy, które mogły być inne bądź inaczej napisane. Mimo to była to piękna historia, która wywołała u mnie bardzo dużo emocji i tak jak napisałam na początku, napewno sięgnę po inne książki Agaty.
zakończenie totalnie mnie rozczuliło i nie spodziewałam się, że ta historia pójdzie w tę stronę🥹 Jednak reszta książki średnio przypadła mi do gustu bo ciężko było mi się przywiązać do bohaterów i „wgryźć” w tę historię😫 Właściwie miesiąc po przeczytaniu nie pamiętam już z niej za dużo :( Ale cała jej estetyka na pewno na plus!💗I coś czuję, że gdybym po nią sięgnęła w wieku 13/14 lat to spodobałaby mi się duuużo bardziej
Nie wiem co mogę napisać. Książka była cudowna przeczytałam ją mniej niż w 4 godziny Bardzo bardzo przyjemna książka, na początku patrzyłam na Rhetta z jak na kolejnego 🚩 ,bo denerowało jego zachowanie Ale tak to to super książka 4,5⭐️🩷
Zawiodłam się. Po 2 poprzednich książkach Agaty miałam co do tej ogromne oczekiwania, ale niestety niezapominajki ich nie spełniły. Najbardziej podobało mi się chyba ostatnie 20 stron, ale cóż i tak daje 3 gwiazdki.
Tytuł: Tam, gdzie kwitną niezapominajki Autor: Agata Gładysz 3,75/5⭐️
•Do tej powieści podeszłam dosyć neutralnie i mam bardzo mocno mieszane uczucia, aż do samego końca się wahałam z oceną gwiazdkową książki Agaty. Wiele rzeczy w niej mi się nie podobało ale później ten tytuł zaczął nadrabiać straty i wszystko szło w coraz lepszym kierunku, dlatego może zacznijmy może od samego początku.
•”Tam, gdzie kwitną niezapominajki” to urocza lecz łamiąca serce młodzieżówka, będąc zachęcona tym opisem odrazu wtopiłam się w losy Layli i Rhetta. Na samym wstępie zawiodła mnie chociażby długość rozdziałów, jestem zwolennikiem krótszych, aby czytanie szło sprawniej i nie stawało się nużące, jednak w przypadku Agaty rozdziały bywały aż za krótkie. Potrafiły one czasami wynosić półtorej strony tylko nawet a akcja za każdym razem była urywana, co bardzo wprowadzało zamieszanie i odrywało z tempa czytania. Nie rozumiem dlaczego autorka postanowiła w taki sposób napisać książkę poprzez dawanie „wycinków” i częste zmienianie akcji, jednak mi to zupełnie nie podeszło.
•Drugim elementem, który niekoniecznie podpadł mi do gustu to był styl pisania. Agata charakteryzuje się bardzo opisowym i sielankowym stylem w tej powieści, nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że wdrażając się w książkę potrzebujemy konkretów, a tutaj tego zabrakło. Czułam, że czytam o wszystkim i niczym co zniechęcało mnie do dalszego czytania. Dopóki nie rozkręciła się fabuła i interakcje między bohaterami to do tamtego momentu ta powieść wypadała bardzo średnio.
•Wątek enemies to lovers uwielbiany przez wszystkich mnie nastroił pozytywnie, kto nie lubi dozy kulminujących się emocji między bohaterami i mieszanki wybuchowej?? Poprowadzenie tego wątku, jednak też był na słabym poziomie, główny bohater znienawidził bohaterkę momentalnie przez to, że zajęła jego dawny dom z którymi wiąże ogrom wspomnień, jednak ten motyw był nijaki, nie dało się odczuć konkretnej nienawiści czy konkretnej miłości nawet bo to było czymś „po środku” i ciężko to czytelnikowi odczytać, bardziej to wyglądało jak sinusoida i te uczucia się zastanawiająco prędko zmieniały bez powodu. Poza tym to było jednostronne enemies to lovers na moje oko, dlatego moje oczekiwania zdecydowanie na tym runęły.
•Po przebrnięciu przez początek musiałam wziąć większy oddech od tej powieści i wrócić do niej z lepszym nastawieniem, nie chciałam czytać na siłę i to stało się punktem zwrotnym wszystkiego! Odkąd wróciłam po krótszym czasie to wszystko się obróciło o 180 stopni, gdy już rozkręcała się akcja i były odrobinę dłuższe rozdziały to ta książka naprawdę stała się interesująca i wciągająca, na tyle że pochłonęłam resztę jednego wieczoru! Dopiero wtedy zaczęłam czuć chemię między bohaterami i odnalazłam pewną słodycz, której też oczekiwałam po młodzieżówce. Akcja stała się bardziej dynamiczna i nabierała tempa, opisów było mniej, postacie dały znać o sobie i nadały pewnego wyrazu sobą. Na tyle ta połowa część książki mnie zafascynowała, że czytając końcówkę byłam o krok od łez. Targały mną takie sprzeczne uczucia bo jak z powieści, która kompletnie mnie z początku zawiodła mogła przerodzić się w książkę, która ma tak wyjątkowe zakończenie, że aż pojawiła się w mojej głowie myśl, czy ja coś piękniejszego czytałam? To było coś fenomenalnego! Mogłabym czytać końcówkę milion razy a i tak nie miałabym dosyć, znaczenie tytułu zawarte tam i ilość emocji to coś nad czym nie potrafię przestać myśleć. Nie sądziłam, że Agata zdoła jeszcze tak mnie zachwycić, a jednak! Trzeba dać tej książce czas, aby mogła ukazać swój pełny potencjał. Zachęcam was, abyście sięgnęli po tę powieść i wyrobili własne zdanie o niej! Kto wie, może komuś się spodoba zakończenie tak samo jak mi?🤭
„Tam gdzie kwitną niezapominajki”, to zarazem kolejna jak i najnowsza powieść Agaty Gładysz, z którą miałam do czynienia. Jednak z przeogromnym bólem serca stwierdzam, że jest to najgorsza historia spod pióra Agaty.
Zaczynając tą książkę, liczyłam na to że zakocham się w niej bezpowrotnie. Wyobraźcie sobie zatem mój zawód, w momencie gdy miałam ochotę odłożyć książkę i już do niej nie wracać. Jednak bardzo się cieszę że dotrwałam do końca.
Zacznę od stylu pisania. Sposób pisania Agaty, w poprzednich książkach przypadł mi do gustu bardziej niż tu. Jak nigdy nie przeszkadza mi narracja trzecioosobowa, tutaj mnie ona denerwowała, najbardziej przez to że było tu od groma opisów, gdzie najczęściej nie zawierały one istotnych informacji i w moim odczuciu były takimi „zapychaczami”.
Jeśli chodzi o bohaterów, to dawno nie czytałam o tak niemądrych postaciach. Główny bohater: Rhett, przez większą połową książki zachowywał się jak rozwydrzone dziecko, natomiast Layla to chyba najbardziej naiwna i niewinna bohaterka jaką znam.
Jeśli chodzi o relacje między nimi, to była ona nienaturna. Przez około pierwsze 100/150 stron, starał się uprzykrzać jak najbardziej życie dziewczynie, ale nagle stwierdził że będzie dla niej miły i może w ten sposób się jej pozbędzie. Natomiast Layla, nie mam pojęcia dla czego, od pierwszego spotkania darzyła go ogromną sympatią. Jestem zaskoczona dlatego że, Rhett był dla niej bardzo złośliwy i oschły.
Tak więc nagle znienacka, Layla widziała w nim miłość swojego życia, a Rhett postanowił zawalczyć o jej serce. Nie mam pojęcia kiedy z zaszedł tutaj aż taki progres, a czytałam książkę naprawdę uważnie.
Na szczęście parę plusów również znalazłam. Największym z nim jest wiosenny vibe. Słoneczna wieś, wręcz wylewała się z książki i patrząc na pogodę za oknem, bardzo przyjemnie było przenieść się do ciepłego i przytulnego miejsca.
Jak na romans przystało, mimo że relacja głównych bohaterów nie przypadła mi do gustu, pojawiały się słodkie momenty, które roztapiały moje serce.
Inną kwestią, która naprawdę mnie zaskoczyła, były niektóre zwroty akcji. Jak przez większą część książki nic się nie działo, ostatnie 50 stron zmiotło mnie z planszy.
Tak jak wyżej wspominałam, cieszę się że nie dałam tej książce dnf, gdyż jej końcówka zawyżyła ocenę z 1,5/5 na 3/5. Bardzo, ale to naprawdę bardzo się wzruszyłam i prawie uroniłam łezkę.
Zbliżając się do końca, powiem też o motywach poruszanych w książce. Agata opisuje tu m.in. stratę bliskiej osoby, jak życie potrafi być niesprawiedliwe, brak motywacji do działania. Wątki te zostały omówione naprawdę dobrze i również zawyżyły moją opinię na temat tej pozycji.
Podsumowując, „Tam gdzie kwitną niezapominajki” to w miarę dobra książka, która poruszy wasze serca, jednak mnie nie zachwyciła.
Na wstępie chciałabym powiedzieć, że „Tam, gdzie kwitną niezapominajki” to książka, od której oczekiwałam czegoś zupełnie innego. Po przeczytaniu „Aurory” autorstwa Agaty miałam ogromne oczekiwania wobec jej kolejnej powieści. Liczyłam, że będzie równie dobra jak poprzednia i że oddam jej całe swoje serce. Niestety, tak się nie stało. Książka naprawdę nie była zła, ale mimo to bardzo się na niej zawiodłam :((
Pierwszym minusem jest główny bohater – Rhett – który niestety nie zyskał mojej sympatii. Oczywiście, nie jest to najbardziej znienawidzona przeze mnie postać męska, jednak zdecydowanie nie zasługuje na miano “książkowego męża”. Był zwyczajnie głupi i irytujący. Nawet pod koniec książki, kiedy stał się bardziej „normalny”, nic nie sprawiło, że go polubiłam.
Na szczęście całość ratowała główna bohaterka – Layla. To niesamowicie ciepła i dobra osoba, która uwielbia dzielić się swoim szczęściem z innymi. Jest naprawdę przeurocza i od razu ją polubiłam.
Drugim minusem była nagła zmiana nastawienia Rhetta względem Layli. Nawet nie zauważyłam, w którym momencie przeszedł od „Nienawidzę jej i chcę, żeby zniknęła” do „O Boże, chcę, żeby była moja”. Stało się to tak nagle, że PRZYSIĘGAM — na jednej stronie darzył ją ogromną nienawiścią, a już na kolejnej był o nią zazdrosny… No błagam. Jako największa fanka motywu slow burn takie coś jest dla mnie nie do zaakceptowania.
Trzecim i ostatnim minusem jest fakt, że książka była promowana jako “wyciskacz łez”, natomiast (przynajmniej dla mnie) podczas czytania nie spłynęła ani jedna łza. A uwierzcie — jestem największą beksą na wszystkich możliwych książkach (nawet na komediach!). Cały czas czekałam na ten moment wzruszenia, bo uwielbiam smutne historie, ale niestety się nie doczekałam :(( Koniec może i był smutny, ale tak nagły i niespodziewany, że nawet nie zdążyłam się rozkleić…
Mimo wszystko nie uważam, że to najgorsza książka, jaką przeczytałam, bo ostatecznie bawiłam się całkiem dobrze. Ogromnym plusem jest fakt, że historia jest bardzo lekka i szybko się ją czyta — nawet się nie obejrzycie, a już będziecie na ostatnich stronach. Agata zdecydowanie potrafi sprawić, że czytelnik dosłownie płynie przez jej książki!
Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o przepięknym wydaniu Niezapominajek! Cudowna, wiosenna okładka, uroczy tył książki z KURĄ, piękne skrzydełka i wyklejki oraz śliczne wnętrze — wszystko prezentuje się naprawdę wspaniale!
„Tam, gdzie kwitną niezapominajki” to idealna książka na wiosnę, zwłaszcza dla miłośników motywów: small town romance, enemies to lovers oraz grumpy x sunshine!
Tam, gdzie kwitną niezapominajki to książka, która porusza w sposób w jaki się nie spodziewacie. Robi to lekką, zabawną i piękną historia o dwójce młodych ludzi, którzy potrzebowali, aby ktoś się o nich zatroszczył.
Ta książka miała zawierać motyw enemies to lovers, a więc jeden moich ulubionych. Jednak okazało się, że jedyne enemies to lovers było między mną na głównym bohaterem Rhettem 😅
Między Rhettem a Laylą nie było żadnego enemies to lovers, bo nienawiść była tylko jednostronna. Layla była cudowną, bezproblemową i kochaną dziewczyną. Nawet nie dostrzegała nienawiści ze strony Rhetta. Za to przez to jaką uroczą i niczego nieświadoma była Layla, to ja od początku nienawidziałam Rhetta za wszystkie jego szczeniackie psikusy, które jej robił. Choć czułam od początku, że za jego zachowaniem kryje się przykra przeszłość, to nie usprawiedliwiało go to w moich oczach. Czasami zastanawiałam się czy ten bohater nie cofnął się do gimnazjum 🫠
Od początku było mi szkoda Layli. Była zbyt wyrozumiała i zbyt niewinna. Za to ją jednak uwielbiam.
Z Rhettem miałam trochę problem nie tylko dlatego, że był na początku dla Layli okrutny, ale też dlatego że nie za bardzo siedziało mi rozegranie historii w stylu: tak naprawdę to nigdy jej nie nienawidził, tylko nie widział tego że ją kocha. Brakowało mi trochę więcej przemyśleń głównych bohaterów. U Rhetta bardzo szybko następowało przełączenie w kolejną emocję i brakowało mi do tego kontekstu jego myśli.
Nie zmieniło to jednak faktu, że historia została napisana w taki sposób, żeby złościć się razem z Laylą, później płakać razem z nią, a na końcu cieszyć się. Zakończenie książki jest mega urocze, a cała książka wbrew pozorom jest bardzo lekka w czytaniu. Plusem oczywiście jest osadzenie całej historii w klimacie małego miasteczka, bo to tylko dodaje lekkości tej historii.
Autorka ma też bardzo przyjemny styl pisania, od pierwszej strony poczułam się zainteresowana. Dobre odczucia podczas czytania książki potęgowała bardzo fajna playlista dobrana do konkretnych rozdziałów.
Dla mnie Tam, gdzie kwitną niezapominajki to będzie jedna z tych książek, której wady dostrzegam, ale je zignoruję bo tak bardzo podobał mi się całokształt. Polecam Wam ją jeżeli macie ochotę na coś lekkiego, dość krótkiego, lecz poruszającego ☺️
3 Najpierw minusy bo wole o nich pisać najpierw . Dlaczego nie dostaliśmy ani jednej informacji o rodzinie Layli ? Mogło się chociaż parę razy napomknąć a była cisza . Skoro Rhett jest taki sławnym dlaczego nic nie wiemy o jego sławie ? Wydawał mi się najprostszą osobą i szkoda że nie było więcej wspomnianej jego sławy . Wydarzenia które mogły wzbudzić w czytelniku jakieś napięcie i obawy zostały skeucibe do paru zdań . Niby na zakończeniu zobaczyliśmy jak Rhett bardzo kochał Layle ale w książce nie odczułam tego wogole . Zero jakiś wywakszycg emocji Domyśliłam się plot twistu , ofc nie 1 do 1 ale myślę że tak w 85% na pewno . Teiche nie podobało mi się rozwlekanie w czasie tego wyjaśnienia , przez całą książce były jakieś haczyki ale w pewnym momencie stały się teuche irytujące . Nie dowiedzieliśmy się kto był tajemniczym doniesicielem Na początku brat Rhetta był mega długo i ważny a w drugiej połowie zniknął i każdy o nim zapomniał prawie . Plusy Mega fajny klimat małej wsi , naprawdę autorce się to udało . Bardzo szybko sye czytało i ciężko było się oderwać . Layla skradła moje serce . Fajne były różne cytaty np o miłości . Takie ostatnie 3 strony podobały mi się i mocno mnie rozczuliły . Te sceny w których Rhett dokuczał Layli były w sumie zabawne . Będę miło wspominała ale nie jako coś genialnego . Aurora podobała mi się bardziej , ta książka uważam że bardziej spodoba sye osubom które nie miały dużego doświadczenia z plot twistami i mocnym budowaniem bohaterów pobocznych . Zabrakło mi większej głębi tego wszystkiego .
Słyszałam tyle zachwytów, że stwierdziłam, że dam ostatnią szansę twórczości Agaty bo byłam ciekawa, czy jest progres lub czy może ten klimat siądzie mi bardziej. Niestety okazuje się, że to styl pisania jest dla mnie problemem i to, że dla mnie bohaterowie są schematyczni (delikatna dziewczyna starająca się być silna ale jednocześnie chcę aby to chłop był silny i ją chronił i silny męski chłop) i te schematy mi nie siedzą… dodatkowo mam wrażenie, że bohaterowie są okrutnie wręcz dziecinni i infantylni, a cała fabuła, która mogła być ciekawa jest lekko nijaka :(( sam wątek tego czemu Red tak bardzo był wściekły na Layle jest tak rozciągnięty, że finalnie dowiadujemy się tego jakoś w 75% książki (mimo, że każdy już mógł się domyślać o co chodzi) i nie wiem czemu tak długo było to odwlekane i czy miała to być tajemnica? Nie rozumiem kompletnie tego zabiegu bo z jednej strony to wszystko było przykre i zakończenie samo też takie bylo, ale nie umiałam się w nie kompletnie wczuć. Momentami czułam też straszne zażenowanie plus teksty momentami mnie odpychały jak nie wiem (chociażby określenie że chciałby jej skosztować czy jakoś tak). Przy debiucie starałam się jeszcze jakoś zrozumieć to, że książka może nie być wybitna bo to debiut, przy drugiej już miałam takie podejrzenia, że to taki styl i to w nim tkwi mój problem i trzecie podejście mi to potwierdziło. Nie widzę sensu w czytaniu/słuchaniu kolejnych książek tej autorki bo niestety jej książki nie są dla mnie, a jednak czyta się dla przyjemności, której tutaj nie odczuwałam…
[ współpraca reklamowa wydawnictwo Odyseya ] Od początku dostajemy obraz małej wioski, gdzie Layla wprowadza się, aby zaczerpnąć inspiracji do nowej książki, którą musi napisać. Małomiasteczkowy klimat połączony z komedią romantyczną to było coś czego potrzebowałam. Od momentu jak zobaczyłam okładkę i opis byłam pewna, że może mi się spodobać. Nie myliłam się. Uwielbiam całą otoczkę wsi, zwierząt czy festynów. Poczułam powiew letniej niedzieli na działce. Mamy tu romans, z jednej strony lekki, ale i emocjonalny. Początkowo Rhett nie przypadł mi do gustu, ponieważ jego zachowanie było bardzo dziecinne, a wystarczyło porozmawiać i wyjaśnić wszystko. Jednak z biegiem wydarzeń, dowiadujemy się jego perspektywy, która pokazuje nam powód jego zachowania. Co nie zmienia faktu, że nie powinien robić takich rzeczy nieznajomej. A co do Layli, ona z kolei jest świetną bohaterką. Aż żałuję, że tak krótka jest ta książka. Niektóre wątki powinny zostać bardziej rozwinięte, co zostawiło lekki zawód u mnie. Nie ma w niej większych zawirowań, raczej nieuleczone rany, które prowadzą do nieporozumień. A zakończenie uważam za najlepszą część całej historii. Autorka świetnie wyjaśniła morał fabularny i jego znaczenie. Książka daje mi vibe Emily Henry i jej romansów. Dla jej fanów bardzo polecam 4.5/5 ⭐️
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Wiecie, jak to bywa z książkami autorów związanych ze światem bookmediów — czasem jest sporo szumu, a ostatecznie treść nie dorównuje promocji. Tutaj? Kompletnie inaczej. To było naprawdę dobre. Jedna z lepszych młodzieżówek, jakie czytałam. W końcu historia enemies to lovers, w której bohaterowie nie zakochują się w sobie na 50 stronie. Relacja rozwija się powoli, z wyczuciem, szacunkiem i przestrzenią na emocje. Wszystko jest tu tak ładnie poprowadzone, że naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Ani razu nie poczułam, że coś zostało wymuszone czy przesadzone. Duży plus za bohaterów — nie są papierowi, mają swoje demony, przeszłość, charaktery, które nie zmieniają się w sekundę, tylko ewoluują. Rhett nie jest typowym “złym chłopcem”, a Layla nie jest kolejną “dziewczyną z sąsiedztwa”. Ich historia jest pełna bólu, ale i ciepła. Złamane serca, trudne wybory, a mimo to – masa wzruszeń i subtelnego humoru. Narracja jest płynna, styl bardzo przyjemny, a opisy emocji trafiają w punkt — bez przesady, bez patosu, po prostu prawdziwie. To książka, którą czyta się z sercem w gardle i uśmiechem na ustach. I taka, o której się myśli jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Agacie życzę kolejnych tak wspaniałych książek — a ja na pewno sięgnę po każdą następną.
Layla to pisarka, która kupiła dom w małym miasteczku, by uciec od miasta i na nowo zdobyć wenę do pisania. Zamieszkała w pięknej okolicy, otoczonej naturą i... niezadowolonym sąsiadem. Rhett to muzyk i były właściciel domu, w którym bez jego wiedzy zamieszkała Layla. Za wszelką cenę chciał się jej pozbyć i odzyskać swoją własność. Jednak jego plan nie do końca się powiódł, a Rhett zamiast pozbyć się Layli ze swojego domu, pozwolił jej zamieszkać w swoim sercu.
"Tam, gdzie kwitną niezapominajki" to książka, która kojarzy się z wiosną i latem. Jest ciepła, urocza i tak sielankowa, że za każdym razem, gdy po nią sięgałam miałam ochotę przeteleportować się na wieś, żeby zaznać troszkę tego klimatu.
Z początku nie rozumiałam jej popularności - podobała mi się od pierwszych stron, ale nie widziałam w niej nic wyjątkowego. Do czasu. Layla i Rhett skradli moje serce. Dosłownie. Agata Gładysz pięknie pokazała, jak cienka jest granica pomiędzy nienawiścią, a miłością.
Cała fabuła nie dzieje się za szybko, postaci są pięknie wykreowane, wszystkie wątki są rozwiązane. W Niezapominajkach znajdziecie piękną historię, czystą i spokojną - to chyba najbardziej w niej uwielbiam.
Przy końcowych rozdziałach byłam blika łez, jeśli dla kogoś będzie to dodatkową zachętą. Polecam ją każdemu - niezależnie od wieku.
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mi się spodoba.
Może główny bohater momentami bywał irytujący i zachowywał się trochę jak przedszkolak, ale to właśnie dodawało historii pewnego uroku. Z drugiej strony, brakowało mi głębszego przedstawienia jego zainteresowań i większego wglądu w jego pracę, a szkoda, bo mogłoby to nadać mu więcej autentyczności. Styl pisania autorki jest lekki, a historia może i nie jest odkrywcza, ale daje dużo przyjemności z czytania.
Gdybym miała opisać tę książkę jednym określeniem, powiedziałabym, że jest to po prostu komfortowa lektura.
Bardzo przyjemny styl pisania, zachęcający do dalszego czytania. Bardzo spodobała mi się postać Layli. Utożsamiam się z nią i popieram jej poglądy. Rhett ofc na początku bad, enemie a potem taki słodziak, że AAA. Na początku plot twistu miałam myśli, że " to tyle?", " ale słaby plot twist", lecz pozniej wyszło więcej i przyznam, że Agacie bardzo dobrze ten zwrot akcji wyszedł. Trochę nie ułożona recenzja, ale w skrócie bardzo lekka oraz przyjemna książka!
Bardzo fajny klimat! Czytało mi się naprawdę przyjemnie. Najbardziej nie pasował mi Rhett, ja rozumiem co i dlaczego, ale to nadal nie sprawia że go nagle po lubię 😭 zakończenie jednak zostawiło mi po nim trochę lepsze wrażenie. I też ten cały plot twist był dla mnie mega przewidywalny😔😔 Ale całościowo było spoko. 3.5/5 myślę. Niedługo recenzja na ig! [Współpraca reklamowa]