Tęsknota umiera, miłość gaśnie, wspomnienia pozostają na zawsze.
Joy mieszka w Houston, nie jest tam jednak szczęśliwa. Nie tak wyobrażała sobie swoje życie – nie chciała dorastać w Teksasie. Jest Irlandką i wciąż tęskni za Galway, gdzie stawiała pierwsze kroki, uczyła się mówić, a przede wszystkim zostawiła część swojego serca… Poza Zieloną Wyspą czuje się pusta. W Ameryce żyje wspomnieniami, każdej spędzanej samotnie nocy wyobraża sobie, że leży pod różową pościelą w pokoiku, który musiała porzucić, gdy wyjeżdżała z ojcem z kraju.
Dziewczyna obiecała sobie, że przy pierwszej możliwej okazji wróci w rodzinne strony. Znalazła sposób: będzie studiować w Irlandii. Wybiera wydział prawa w mieście, z którego pochodzi. Liczy na to, że tam odnajdzie spokój. Że w jej życiu będzie tak jak za dawnych, szczęśliwych czasów. I przede wszystkim – że w domu, do którego wraca, nic się nie zmieniło. Jednak czas się nie zatrzymał. Zmieniło się Galway. Zmieniła się Bridget, ukochana babcia Joy. Zmienił się także jej najlepszy przyjaciel z dzieciństwa.
W spojrzeniu Calluma kryje się jakaś tajemnica…
Książka dla czytelników powyżej czternastego roku życia.
Od najmłodszych lat próbowała swoich sił w pisaniu, jednak debiutowała dopiero w 2018 roku na platformie Wattpad. Pierwsze opowiadanie, Perfectly Wrong, szybko zebrało ponad 2 miliony wyświetleń, co zachęciło wielu czytelników do śledzenia jej na Wattpadzie i prowadzonym przez nią koncie na Instagramie - @imbirdvv - gdzie stale utrzymuje kontakt z miłośnikami jej twórczości, odpowiada na ich pytania i udziela rad dotyczących literackich początków. Aktualnie pracuje nad kolejnymi opowieściami dla młodzieży.
Niezwykłe jest to, jak 𝐤𝐚𝐳̇𝐝𝐚 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐚 𝐍𝐚𝐭𝐚𝐥𝐤𝐢 𝐝𝐨 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐫𝐚𝐟𝐢𝐚. Nie było takiej, która by mi się nie spodobała. Każda z nich jest 𝐰𝐲𝐣𝐚̨𝐭𝐤𝐨𝐰𝐚, ale wszystkie 𝐭𝐚𝐤 𝐬𝐚𝐦𝐨 𝐩𝐢𝐞̨𝐤𝐧𝐞 i ł𝐚𝐩𝐢𝐚̨𝐜𝐞 𝐳𝐚 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐞. Kocham pióro Natalki, ponieważ jest ono niesamowicie lekkie, przyjemne i muszę przyznać, że dopiero po 70 stronach zorientowałam się, że jest tutaj 𝐩𝐞𝐫𝐬𝐩𝐞𝐤𝐭𝐲𝐰𝐚 𝐭𝐫𝐳𝐞𝐜𝐢𝐨𝐨𝐬𝐨𝐛𝐨𝐰𝐚. 𝐙𝐮𝐩𝐞ł𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐧𝐢𝐞 𝐨𝐝𝐜𝐳𝐮ł𝐚𝐦, a raczej nie jestem jej fanką. Jeśli wy również preferujecie perspektywę pierwszoosobową, ale chcecie się przekonać do tej drugiej opcji, to 𝐤𝐨𝐧𝐢𝐞𝐜𝐳𝐧𝐢𝐞 𝐳ł𝐚𝐩𝐜𝐢𝐞 𝐳𝐚 𝐭𝐞̨ 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐞̨. 💙
𝐂𝐚𝐥𝐥𝐮𝐦 to bohater, który na początku wydaje się być 𝐝𝐨𝐬́𝐜́ 𝐭𝐚𝐣𝐞𝐦𝐧𝐢𝐜𝐳𝐲, ale z czasem coraz lepiej go poznajemy i rozumiemy. Było mi go niesamowicie żal. Wyjazd najlepszej przyjaciółki, strata wzroku, koniec z tańcem, a następnie kolejne cierpienie, które nigdy nie powinno się pojawić. Przeżył naprawdę wiele, a i tak szedł dalej przed siebie. 𝐁𝐚𝐫𝐝𝐳𝐨 𝐠𝐨 𝐩𝐨𝐝𝐳𝐢𝐰𝐢𝐚𝐦 i wydaje mi się, że ja nie dałabym sobie rady na jego miejscu. 🥺
𝐉𝐨𝐲 to dziewczyna, którą naprawdę polubiłam. 𝐖𝐢𝐞𝐦 𝐣𝐚𝐤 𝐭𝐨 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐨𝐩𝐮𝐬́𝐜𝐢𝐜́ 𝐬𝐰𝐨́𝐣 𝐮𝐤𝐨𝐜𝐡𝐚𝐧𝐲 𝐝𝐨𝐦 i nie móc zrobić nic, żeby w nim zostać. Do dziś jest mi z tego powodu strasznie przykro i 𝐜𝐡𝐲𝐛𝐚 𝐧𝐢𝐠𝐝𝐲 𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐰 𝐩𝐞ł𝐧𝐢 𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐚𝐤𝐜𝐞𝐩𝐭𝐮𝐣𝐞̨. W innej kwestii również się z nią utożsamiam. 𝐓𝐚𝐧𝐢𝐞𝐜. Obie kiedyś tańczyłyśmy, ale w pewnym momencie z tego zrezygnowałyśmy, mimo że miłość do tego sportu dalej w nas żyła. Nie była to łatwa decyzja, ale każda z nas miała swój powód. Natomiast w pewnym momencie 𝐨𝐛𝐢𝐞 𝐝𝐨 𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐰𝐫𝐨́𝐜𝐢ł𝐲𝐬́𝐦𝐲, choć w innej formie niż pierwotnie się chciało. ❤️🩹
Relacja głównych bohaterów nie była prosta, a w szczególności na 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐲𝐜𝐡 𝐤𝐢𝐥𝐤𝐮 𝐬𝐩𝐨𝐭𝐤𝐚𝐧𝐢𝐚𝐜𝐡 𝐩𝐨 𝐥𝐚𝐭𝐚𝐜𝐡. Mieli do wyjaśnienia wiele spraw, ale czas pokazał, że im więcej ze sobą przebywali, tym bardziej zbliżali się do siebie i zrozumieli, że 𝐛𝐚𝐫𝐝𝐳𝐨 𝐢𝐦 𝐬𝐢𝐞𝐛𝐢𝐞 𝐛𝐫𝐚𝐤𝐨𝐰𝐚ł𝐨. Myślę, że są idealnym przykładem ludzi w dzisiejszych czasach. 𝐍𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐰𝐬𝐳𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭 ł𝐚𝐭𝐰𝐨, 𝐚𝐥𝐞 𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐚 𝐫𝐨𝐳𝐦𝐚𝐰𝐢𝐚𝐜́ 𝐢 𝐛𝐲𝐜́ 𝐝𝐥𝐚 𝐬𝐢𝐞𝐛𝐢𝐞 𝐧𝐚𝐰𝐳𝐚𝐣𝐞𝐦, 𝐳̇𝐞𝐛𝐲 𝐢𝐬́𝐜́ 𝐫𝐚𝐳𝐞𝐦 𝐝𝐨 𝐩𝐫𝐳𝐨𝐝𝐮. Nie skreślajmy ludzi, bo popełnili błąd. Nie jesteśmy idealni. 𝑁𝑖𝑒𝑐ℎ 𝑛𝑎𝑠𝑧𝑒 𝑠𝑒𝑟𝑐𝑎 𝑛𝑖𝑒 𝑏𝑒̨𝑑𝑎̨ 𝑛𝑖𝑒𝑤𝑖𝑑𝑧𝑖𝑎𝑙𝑛𝑒 𝑑𝑙𝑎 𝑛𝑎𝑠𝑧𝑦𝑐ℎ 𝑜𝑐𝑧𝑢. Dbajmy o nie. 🩵👁️
A skoro o relacjach mowa… 𝐰𝐲𝐣𝐚̨𝐭𝐤𝐨𝐰𝐨 𝐮𝐫𝐳𝐞𝐤ł 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐮𝐞𝐭 𝐉𝐨𝐲 𝐢 𝐀𝐬𝐡𝐥𝐞𝐲 – jej macochy. Zobaczyłam w nich siebie i moją „drugą mamę”. 𝐔𝐬́𝐦𝐢𝐞𝐜𝐡 𝐧𝐢𝐞 𝐜𝐡𝐜𝐢𝐚ł 𝐳𝐞𝐣𝐬́𝐜́ 𝐦𝐢 𝐳 𝐭𝐰𝐚𝐫𝐳𝐲, a w głowie widziałam moje miłe wspomnienia z kobietą, która stała się dla mnie niesamowicie ważna. Nie zawsze było kolorowo, ale aktualnie nie wyobrażam sobie mojego życia bez niej. 𝐂𝐢𝐞𝐬𝐳𝐞̨ 𝐬𝐢𝐞̨, 𝐳̇𝐞 𝐣𝐚 𝐢 𝐉𝐨𝐲 𝐦𝐚𝐦𝐲 𝐩𝐫𝐳𝐲 𝐬𝐨𝐛𝐢𝐞 𝐭𝐚𝐤 𝐨𝐠𝐫𝐨𝐦𝐧𝐞 𝐰𝐬𝐩𝐚𝐫𝐜𝐢𝐞. 🫂
Jak można zauważyć po moich recenzjach, uwielbiam wprowadzać do nich 𝐭𝐫𝐨𝐜𝐡𝐞̨ 𝐦𝐨𝐣𝐞𝐠𝐨 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐚 i 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐫𝐨́𝐳̇𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐝𝐨𝐬́𝐰𝐢𝐚𝐝𝐜𝐳𝐞𝐧́. Dlatego też zakończę tę recenzję inaczej niż zazwyczaj. Cytat, który podałam na początku 𝐛𝐚𝐫𝐝𝐳𝐨 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐨𝐭𝐤𝐧𝐚̨ł, ponieważ idealnie wpasował się w moją aktualną sytuację życiową. Gdy dopiero zaczynałam swoje nastoletnie lata, 𝐦𝐚𝐫𝐳𝐲ł𝐚𝐦 𝐨 𝐚𝐤𝐭𝐨𝐫𝐬𝐭𝐰𝐢𝐞, a po lekcjach jeździłam na 𝐳𝐚𝐣𝐞̨𝐜𝐢𝐚 𝐭𝐚𝐧𝐞𝐜𝐳𝐧𝐞, co przy okazji jest jedną z rzeczy, która łączy mnie z głównymi bohaterami. Gdy miałam piętnaście lat wydawało mi się, że jest już za późno na moje aktorskie marzenie, a prawda była taka, że był to dopiero początek. W tym samym czasie rzuciłam taniec, ponieważ zawsze 𝐜𝐳𝐮ł𝐚𝐦, 𝐳̇𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭𝐞𝐦 𝐧𝐢𝐞𝐰𝐲𝐬𝐭𝐚𝐫𝐜𝐳𝐚𝐣𝐚̨𝐜𝐚. Życie ewidentnie mnie zaskoczyło, ponieważ prawie 𝐬𝐳𝐞𝐬́𝐜́ 𝐥𝐚𝐭 𝐩𝐨́𝐳́𝐧𝐢𝐞𝐣 𝐩𝐨𝐣𝐚𝐰𝐢ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐧𝐚 𝐭𝐫𝐳𝐞𝐜𝐡 𝐩𝐥𝐚𝐧𝐚𝐜𝐡 𝐟𝐢𝐥𝐦𝐨𝐰𝐲𝐜𝐡 (dwa razy tego samego filmu, który będzie w kinach i na Netflixie!!). Trzeci dzień wyjątkowo mnie wzruszył, ponieważ mogłam robić tam trzy moje ukochane rzeczy naraz. 𝐀𝐤𝐭𝐨𝐫𝐬𝐭𝐰𝐨, 𝐫𝐨𝐥𝐤𝐢 𝐨𝐫𝐚𝐳 𝐭𝐚𝐧𝐢𝐞𝐜. Dostałam wiele miłych słów, których zawsze potrzebowałam usłyszeć i 𝐩𝐨𝐜𝐳𝐮ł𝐚𝐦, 𝐳̇𝐞 𝐦𝐨𝐠𝐞̨ 𝐬𝐩𝐞ł𝐧𝐢𝐜́ 𝐤𝐚𝐳̇𝐝𝐞 𝐝𝐳𝐢𝐞𝐜𝐢𝐞̨𝐜𝐞 𝐦𝐚𝐫𝐳𝐞𝐧𝐢𝐞. ❤️🩹
5/5⭐️ Jeśli jednym słowem miałabym opisać tę książkę powiedziałabym, że jest 𝕡𝕚ę𝕜𝕟𝕒.,,(Nie)widzialne serca” to historia, która już od pierwszych stron mnie wzruszyła oraz mnie w sobie rozkochała.Callum i Joy zdecydowanie podbili moje serca i na długo w nim pozostaną❤️🩹.To książka, która skupia się w okół emocji, uczuć i małych gestów, co tak bardzo łapie za serce🥹❤️🩹.Zakończenie mimo iż było przewidywalne, to jednak w momencie gdy je przeczytałam, coś we mnie pękło.To kolejna książka Natalki, którą pokochałam i zdecydowanie będę ją Wam polecać🥹.Jeśli lubicie ,,100 dni słońca”, lub poprzednie książki autorki, to zdecydowanie pokochacie ,,serca”🩵!
A teraz pozostaje mi czekanie na ,,KEEP ME IN”👀.
Więcej opowiem w recenzji na instagramie oraz tiktoku @book.x.lena__
Twórczość Natalki towarzyszy mi od kilku lat i do tej pory pamiętam emocje podczas czytania jej debiutu. Uwielbiam jej styl pisania bo jest lekki, ale też wyjątkowy, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Rzadko sięgam po książki z narracją trzecioosobową, a w historiach autorki wiem, że pokocham to jeszcze mocniej. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po tym tytule i jednocześnie żałuję, że tak długo zwlekałam z jej przeczytaniem, a jednocześnie się cieszę, bo oddałabym wszystko żeby przeczytać ich historię na nowo.
Każdy kto mnie zna, wie, że uwielbiam motyw friends to lovers. Gdy jeszcze nie mieli przez jakiś czas kontaktu - wiem, że emocje będą niesamowite i w tej książce dokładnie tak było. Żal, miłość, tęsknota wylewały się na każdej stronie i serce bolało mnie gdy czytałam jak bardzo się od siebie oddalili. O tej książce nie wiedziałam zbyt wiele, jedynie strzępki informacji, więc wszystko co przeżywałam, przeżywałam na świeżo, odkrywając po kolei wszystkie karty.
Joy - główna bohaterka - to jedna z moich ulubionych bohaterek od Natalki, bo tej dziewczyny nie dało się nie lubić. Z ogromnym sercem na dłoni, piękną duszą i czystym sercem sięgała po to, czego pragnęła, jednocześnie bardzo się tego bojąc. Uwielbiam jej artystyczną stronę, miłość do tańca, która dawała jej nadzieję, gdy ona sama ją traciła. Było w niej coś pięknego, bo sposób w jaki patrzyła na najbliższych bardzo mnie wzruszał. Zachwyciło mnie, jak bardzo chciała pokazać swoim najbliższym jak piękni są w jej oczach. Jednocześnie uwielbiam jej kreację za strach i niepewność, która dopada większość młodych osób przy wyborze studiów i przyszłości. Chociaż sama mam już skończone 24 lata, tak dopiero rok temu odnalazłam drogę, którą chcę podążać i choć do tej pory wymaga to ode mnie mocnego poszerzenia swojej strefy komfortu, tak wiem, że tak samo jak Joy, jeśli bym nie spróbowała - zawsze bym tego żałowała. Chociaż to tylko słowa na papierze, to przez te małe gesty czułam się z nią bliżej niż kiedykolwiek, bo doskonale znałam to przerażenie, gdy myśli się o swojej przyszłości.
Z kolei Callum pozostawał wielką zagadką i odkrywanie jego myśli było dla mnie przepięknym doświadczeniem. Im bardziej go poznawałam, tym bardziej serce mi pękało na ilość bólu jaki w sobie nosi. Bardzo szybko wdarł się do mojego serca i zrobil sobie tam miejsce, a emocje jakie od niego biły są nie do podrobienia. Jest złożonym bohaterem, więc może mieć momenty, w których zirytuje, bo dopóki nie pozna się jego historii, sposób traktowania Joy może wydawać się bardzo niesprawiedliwy. Jednak mi wystarczyło tylko kilka stron, by dostrzec w nim piękno, przed którym tak bardzo się wzbraniał.
Uwielbiam w książkach Natalki tę subtelność, bo pokazuje przez nią piękne relacje, które nie wymagają wielu upiększeń, bo w tej prostocie są najpiękniejsze. Zdrowe. Szczere. Prawdziwe. Ich relacja była nieco inna, gdyż znali się przez większość swojego życia, więc gdy pokonali pierwszą krępację, wszystko ponownie było takie, jakie być powinno. Fabuła ogromnie mi się podobała, bo pokazanie piękna często bywa trudne, a zrobienie tego, osobie, której odebrano taką możliwość, jest praktycznie niewykonalne. Jednak autorka pokazuje, że to nieprawda. Wystarczy odrobina chęci, cierpliwości i miłości.
(Nie)widzialne Serca to historia, która na pewno zostanie mi na długo w pamięci. Pozwala na chwilę się zatrzymać i docenić rzeczy, które dla nas są codziennością, a dla wielu tylko nieosiągalnym marzeniem. Często łapię się na tym, że w zgiełku codzienności zapominam docenić przywileje jakie towarzyszą mi każdego dnia i chociaż mam problemy - jak każdy człowiek - bardzo często zdarza mi się zapominać również o pod jak wieloma względami mam szczęście. Niech ta recenzja będzie dla was znakiem by się zatrzymać, docenić ludzi wokół was i przede wszystkich siebie samych. Pomyślcie o tych wydarzeniach z dzisiejszego dnia, które wywołały u was chociaż najmniejszy uśmiech i się ich trzymajcie. Chociaż moje serce po tej historii zostało bardzo mocno złamane, to nie wyobrażam sobie innego zakończenia. Nigdy nie zwlekajcie, by docenić i pokochać ludzi wokół was. Nie wiecie kiedy będzie na to ostatnia chwila zanim będzie za późno, a odpowiedni moment nigdy nie nadejdzie.
najlepsze w tej książce jest to, co na pierwszy rzut oka niewidzialne, a finalnie najgłośniejsze i najsilniejsze.
książka pełna ciepła dla tych, którzy jeszcze nie otworzyli drzwi do dorosłej przyszłości, jak i dla tych, którzy, choć mają już to za sobą, nadal nie potrafią znaleźć sobie w niej miejsca. książka dla serc, które widzą za dużo, jak i tych, które chciały by dostrzec cokolwiek. książka dla osób bojących się ciemności, jak i tych, którzy nie chcą lub boją się z niej kiedykolwiek wyjść.
choć historia ta złamała mnie w każdy możliwy sposób, jednocześnie była brakującym kawałkiem mojego serca.
Jednym z moich książkowych postanowień na ten rok było nadrobienie twórczości Natalki Fromuth. I tak, po około dwóch latach od ostatniego spotkania z jej książkami, sięgnęłam po „(Nie)widzialne serca”. Szkoda tylko, że nikt mnie nie ostrzegł, że ta historia złamie mi serce… 🥺
Od bardzo dawna chciałam przeczytać książkę z motywem friends to lovers, ale taką, w której bohaterowie już kiedyś się przyjaźnili i na jakiś czas z jakiegoś powodu stracili kontakt.
Joy mieszka w Houston, w Teksasie, ale nie czuje się tam szczęśliwa. Przeprowadziła się tam z tatą po śmierci mamy – to miało być nowe życie, nowy początek. Jednak Joy obiecała sobie, że wróci do Irlandii, gdy tylko nadarzy się okazja. To tam została jej ukochana babcia. Tam znajduje się grób mamy. I tam – w domu naprzeciwko – mieszkał jej najlepszy przyjaciel, który teraz chyba jej nienawidzi. Okazja nadarza się, gdy dziewczyna wybiera kierunek studiów. Postanawia wrócić do ojczyzny, do swojego domu. Szybko jednak przekonuje się, że Irlandia, którą pamiętała, już nie istnieje – czas tam nie stanął w miejscu, a rzeczywistość niewiele ma wspólnego z jej wspomnieniami…
Zaczynając tę książkę, nie sądziłam, że tak bardzo ona mną poruszy. Callum ma dwadzieścia lat i z powodu siatkówczaka (wewnątrzgałkowego guza nowotworowego zwanego także retinoblastomą) jest niewidomy na jedno oko, a na drugie nie widzi w dziewięćdziesięciu procentach. Choroba odebrała mu pewność siebie, ale też w pewnym sensie pasję.
Bohaterowie oprócz tego, że w dzieciństwie byli przyjaciółmi, byli również partnerami. Partnerami w tańcu. Przez niespodziewany wyjazd dziewczyny do Houston nie pojawili się na zawodach, które miały się odbyć niedawno po jej wyjeździe. Kiedy dziewczyna wraca do Irlandii, dowiaduje się, że jej najlepszy przyjaciel z dzieciństwa już nie tańczy, podobnie jak ona sama. Joy nie robi tego profesjonalnie z powodu ojca, który był temu przeciwny.
„(Nie)widzialne serca” to opowieść o podążaniu za swoimi marzeniami i pragnieniami. Ta historia pokazuje, jak robienie czegoś, co ma dla nas ogromne znaczenie, jest w stanie nas uszczęśliwić. I tu mały apel do was: choćby nikt nie pochwalał waszej pasji, nigdy z niej nie rezygnujcie. Podążajcie swoją ścieżką, realizujcie swoje cele, spełniajcie marzenia. Joy w pewnym momencie postanowiła zawalczyć o swoje. Zdobyła się na odwagę, aby taniec ponownie zajął ważne miejsce w jej życiu. Bądźcie jak Joy. Bądźcie odważni 🤍
Relacja Calluma i Joy jest niezwykła. Pomimo upływu wielu lat, ta dwójka wciąż potrafi się porozumiewać bez słów. Początkowo Callum wydaje się niechętny, aby jakkolwiek kontynuować znajomość z Joy. Sam w końcu jej mówi, że oboje teraz mają swoje życie i nie są żadnymi przyjaciółmi. Tak szczerze, nie mogę go winić. Callum poczuł się zraniony, a o samym wyjeździe nie dowiedział się z jej ust. Chłopak po prostu zobaczył, jak dziewczyna pakuje swoje walizki. Oboje byli wtedy dzieciakami, a dodatkowo był to czas, w którym Callum dowiedział się o swojej chorobie, o czym bohaterka nie miała pojęcia.
Bardzo mocno tęskniłam za piórem Natalii. Tęskniłam za tą delikatnością, subtelnością. „(Nie)widzialne serca” przeczytałam w mniej niż dwadzieścia cztery godziny. Nie mogłam się oderwać od tej książki i podobnie jak w przypadku poprzednich książek autorki, które czytałam, ta książka wywołała we mnie mnóstwo emocji.
Ostatnie strony książki sprawiły, że płakałam jak dziecko. Czuję się tak, jakbym miała złamane serce przez tę historię. Z pewnością będę wspominała ją z uśmiechem na ustach i łzami w oczach ❤️🩹
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Natalki. Mimo że wcześniej nie czytałam żadnej książki spod jej pióra, od zawsze bardzo chciałam to zrobić. Nigdy jednak nie potrafiłam się za to zabrać. Wiedziałam, że zakocham się w jej książkach na milion procent — i naprawdę ogromnie się cieszę, że to właśnie (𝐍𝐢𝐞)𝐰𝐢𝐝𝐳𝐢𝐚𝐥𝐧𝐞 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐚 były moją pierwszą przeczytaną książką od Natalki. Myślę, że lepiej trafić nie mogłam.
Już od pierwszych stron trudno było się od niej oderwać. Styl pisania autorki jest niesamowicie przyjemny, dzięki czemu przez książkę dosłownie się płynie. Nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do ostatnich stron tej przepięknej historii.
Tym, co sprawiło, że historia 𝐉𝐨𝐲 i 𝐂𝐚𝐥𝐥𝐮𝐦𝐚 tak bardzo trafiła do mojego serca, był 𝐭𝐚𝐧𝐢𝐞𝐜, coś, co od małego jest mi niesamowicie bliskie. Ja również uciekałam do niego, by schować się przed swoimi problemami. Puszczałam muzykę, zamykałam oczy i zatracałam się w krokach, które wykonywałam. Taniec zawsze był moją 𝐧𝐚𝐣𝐰𝐢𝐞̨𝐤𝐬𝐳𝐚̨ 𝐦𝐢𝐈𝐨𝐬́𝐜𝐢𝐚̨, dawał mi mnóstwo szczęścia — dokładnie tak samo jak 𝐉𝐨𝐲 i 𝐂𝐚𝐥𝐥𝐮𝐦𝐨𝐰𝐢. Ich relacja z tańcem była czymś 𝐰𝐲𝐣𝐚̨𝐭𝐤𝐨𝐰𝐲𝐦. Od razu było widać, że to kochają.
Cała historia przepełniona była wieloma emocjami. Radość, smutek, złość, wzruszenie… Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Mieszanka wybuchowa i jeden wielki rollercoaster. Ale mimo wszystko, to było tak piękne, że aż trudno to opisać słowami. To trzeba po prostu przeżyć. Aby zrozumieć, trzeba sięgnąć po tę historię i oddać jej całe swoje serce.
Bohaterowie tej książki to postacie, o których aż chce się mówić. 𝐉𝐨𝐲 — ciepła, pełna zrozumienia bohaterka, która zachwyciła mnie swoją dojrzałością i spojrzeniem na świat. Mimo wielu przeciwności nie poddała się i zawalczyła o swoje. Bardzo cenię takie cechy w głównych bohaterkach. Myślę, że gdyby była prawdziwą osobą, bez problemu znalazłybyśmy wspólny język.
𝐂𝐚𝐥𝐥𝐮𝐦 natomiast to bohater, którego los wyjątkowo skrzywdził. Choroba, która odebrała mu wzrok, sprawiła, że zamknął się w sobie. Czytając o tym, jak wciąż nie potrafił się z tym pogodzić, sprawiło, że pękało mi serce. Musiał porzucić jedyną rzecz, która dawała mu radość — 𝐭𝐚𝐧𝐢𝐞𝐜. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, ile musiał wycierpieć… Jego siła to coś, o czym naprawdę warto mówić głośno.
Relacja tej dwójki od samego początku była absolutnie przepiękna. Z ogromną przyjemnością śledziłam, jak z każdym rozdziałem stawała się coraz głębsza. 𝐉𝐨𝐲 i 𝐂𝐚𝐥𝐥𝐮𝐦 bardzo siebie potrzebowali i boli mnie serca na samą myśl o tym, że los zabrał im tak wiele czasu. Zasłużyli na cały świat i jeszcze więcej. Uwielbiałam momenty, w których 𝐉𝐨𝐲 pomagała 𝐂𝐚𝐥𝐥𝐮𝐦𝐨𝐰𝐢 zrozumieć, że jego choroba nie czyni go gorszym — 𝐰𝐫𝐞̨𝐜𝐳 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐜𝐢𝐰𝐧𝐢𝐞. Była przy nim wtedy, gdy on sam w siebie wątpił. Ich 𝐦𝐢𝐈𝐨𝐬́𝐜́ to coś, czego bardzo chciałabym kiedyś doświadczyć.
A zakończenie? Chyba nikogo nie zdziwi, jeśli powiem, że moje serce pękło na milion kawałeczków. Spodziewałam się, że może tak się skończyć, ale nic ani nikt nie mógł mnie na to przygotować. Ostatni rozdział dosłownie mnie pokonał. Dusiłam się łzami. Do tej pory nie potrafię się z nim pogodzić… Na samą myśl mam łzy w oczach.
(Nie)widzialne serca, to historia o czasie, którego nie da się cofnąć, o ucieczkach i powrotach, o momentach, na które można czekać całe swoje życie. Każdy zasługuje na to, aby ją poznać i pokochać.
Zdecydowanie muszę nadrobić wszystkie książki od Natalki.
Całą książkę naprawdę przyjemnie mi się czytało. Styl pisania Natalki bardzo mi zaimponował, bo jeszcze nigdy nic od niej nie czytałam.
Callum był niesamowitym slodziakiem i przez całą książkę łamało mi się serce gdy widziałam jak cierpi. O Joy nie mam zbytnio zdania.. Była zwykłą bohaterką i jakoś nie przykuła mojej uwagi 🫠
Mama Calluma, babcia Joy i macocha Joy były cudownymi kobietami i życzę każdej osobie na świecie takiego dobrego kontaktu z własnymi rodzinami ❤️🩹 Niestety nie można powiedzieć tego samego o tacie Joy… Nie można powiedzieć o nim że był nie miły ale też napewno że był miły. W stosunku do Joy bywał oschły i skupiał się jedynie na jej studiach, a nie na jej osobie 🫠
Przejdźmy może teraz do minusów… Choć pojawiają się inni bohaterowie to rzadko jest im poświęcana uwaga i mam wrażenie, że nic o nich nie wiadomo. O Callumie i Joy nie jestem w stanie wiele powiedzieć oprócz tego że oboje interesowali się tańcem… Nie wiele było mówione o zainteresowaniach czy o charakterze głównych bohaterów, a oboje byli tacy nijacy 😭 Joy całymi dniami albo jest w domu swoim czy Calluma albo tańczy i właściwie tyle dzieje się w książce. Dopiero na końcu pojawia się jedno miejsce jednak mógłby to być spoiler. Główna bohaterka niby chodziła na studia przez ponad połowę książki, a jednak w książce była jedna wzmianka i to jak poszła w pierwszy dzień :(
[ współpraca reklamowa z wydawnictwem BeYa - 4,25⭐️ ] To był przyjemny powrót do twórczości Natalki. W jej historiach zawsze znajdę coś, z czym mogę się utożsamić i tym razem nie było inaczej.
Historia Joy wzrusza, sprawia, że serce zaczyna szybciej bić, a także sprowadza człowieka na ziemię i roztrzaskuje to, co piękne na miliony kawałków. To historia o sile uczuć, których nie da się przezwyciężyć.
A szczególnie o miłości, o której nie da się zapomnieć.
Dałam się ponieść oraz porwać tej historii i choć nie jestem szczególną fanką narracji trzecioosobowej w książkach, zostałam mile zaskoczona, bo nie potrafiłam się oderwać od (𝐍𝐢𝐞)𝐰𝐢𝐝𝐳𝐢𝐚𝐥𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐬𝐞𝐫𝐜. Natalia ma lekki i przyjemny styl pisania, ale niech was to nie zwiedzie, bo potrafi uderzyć słowami w czułe punkty i wywołać przy tym odpowiednie emocje. Mogę to potwierdzić swoim przykładem, a już w szczególności tym, że ostatnie trzy rozdziały przepłakałam (nie żartuję, momentami ledwo widziałam litery).
Bardzo spodobało mi się to, że mogłam poznać zarówno Joy, jak i Calluma, ich pasje, uczucia, a także tajemnice, których nie dało się dłużej ukrywać. Oboje różnią się od siebie, mają własne cechy charakteru, które niekoniecznie są podobne, a jednocześnie dzięki tym przeciwieństwom potrafią się zrozumieć.
Nie mogłabym nie wspomnieć o tańcu, który jest pasją obojga, choć Callum przez swoją chorobę zrezygnował z tego, co dawało mu największą przyjemność. W jego zachowaniu czy słowach namacalnie czuć i widać ten ból, który towarzyszył mu po porzuceniu swojej pasji. Dowodzi to też, że Natalia potrafi idealnie odwzorować uczucia i zachowania ludzi.
Fabuła również została bardzo dobrze rozplanowana. Z jednej strony nie działo się w niej wiele, akcja przypomina normalne życie, z którymi wielu z nas może się utożsamić. A z drugiej pojawiły się takie momenty, przez które wstrzymywałam oddech i ponownie do nich wracałam. Mam wrażenie, że to właśnie emocje odegrały tutaj znaczącą rolę.
Jest to historia warta przeczytania, choć trudna i bolesna.
jedna z piękniejszych historii, jakie przeczytałem dotychczas z niezwykle głębokim przekazem i z istotnymi w dzisiejszym świecie wartościami, co w zasadzie zawiera każda powieść natalii fromuth. natalia zrobiła całkiem dobry research o tym, jak wygląda życie osoby niewidomej oraz o tańcu, którego sztuka została bardzo dobrze zaprezentowana. przysięgam, że ubóstwiam Joy i Calluma, a ich historia doprowadziła mnie do wewnętrznego smutku. wspomnę także, że uroniłem łezkę na końcu.
HEJKA !!! ZAPRASZAM WAS DZISIAJ NA RECENZJĘ KSIĄŻKI PT. ,, (NIE)WIDZIALNE SERCA"
♡ za egzemplarz dziękuję wydawnictwu BeYa
Zacznijmy od tego, że była to moja druga styczność z książkami Natalii Fromuth. Około półtora roku temu przeczytałam książkę ,, Każdego lata płakałam", której recenzja jest na profilu. Mogę jednak z pewnością oświadczyć, że (Nie)widzialne serca podobały mi się znacznie bardziej !!!
Styl pisania autorki jest cudowny i bardzo obrazowy. Od samego początku byłam bardzo zaintrygowana tą historią i nie mogłam się doczekać, jak potoczy się ona dalej.
Niestety po około 100 stronach mój entuzjazm trochę zmalał. Akcja w środku książki była według mnie monotonna i tylko jeden motyw mnie w niej zainteresował (oczywiście, nie mogę napisać jaki, gdyż byłby to spoiler).
Na nowo wkręciłam się w akcję mniej więcej 50 stron przed końcem książki. Wydarzenia, które się wtedy działy, znacznie przyspieszyły. Ostatnie 30 stron złamało moje serce, a podczas czytania 2 ostatnich rozdziałów płakałam ciągiem.
Uważam, że przesłanie, które ta książka niesie jest bardzo, ale to bardzo ważne. Należy czerpać z życia przez cały czas, niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajdujemy.
(Nie)widzialne serca to bardzo wartościowa historia o miłości, stracie, relacjach i nadziei. Nadziei na lepsze jutro.
Zachęcam Was bardzo mocno, żebyście sięgnęli po tę pozycję, ponieważ może ona otworzyć oczy na wiele poważnych tematów, a dodatkowo jest świetną rozrywką !
„(nie)widzialne serca” to już druga książka Natalki Fromuth (i nie ostatnia), po którą sięgnęłam i kolejne pięć gwiazdek.
„(Nie)widzialne serca” to wzruszająca historia o Joy, która przeprowadza się z nieszczęśliwego Houston do domu, którym jest Galway, aby rozpocząć tam studia prawnicze. Mieszka tam jej babcia, którą bardzo polubiłam. Jest tak wyrozumiała, sympatyczna, sama zazdroszczę Joy, że ma przy sobie tak ciepłą osobę. Joy w Galway kilka lat temu zostawiła najlepszego przyjaciela Calluma, który od tego czasu bardzo się zmienił.
Kocham styl pisania Natalii. Przez jej książki się dosłownie płynie i nim się obejrzysz przewijasz już ostatnią kartkę. Ma tak bogate słownictwo, tak świetnie opisuje, a narracja trzecioosobowa w jej wydaniu to wisienka na torcie. Przepełniona pięknymi cytatami, dająca do myślenia. Daje żywy przykład, że książka nie musi opierać się tylko na spicy scenach, żeby była dobra, bo bez nich jest równie świetna.
ale wiecie co? Natalka znowu się nad nami znęca i sprawia że oczy szkliły mi się przy dwóch ostatnich rozdziałach…
4,5⭐️ Ta historia była taka… wyjątkowa?🕯️ To miejsce, ci bohaterowie… Po prostu czułam to całą sobą i nawet nie zauważyłam, w którym momencie przeczytałam kolejne 30 stron, aż nagle… się skończyła. Jestem pod ogromnym wrażeniem, w jak piękny sposób autorka opowiedziała o przyjaźni. Już na pierwszy rzut oka widać, że ogromnie im na sobie zależy i jak bardzo za sobą tęsknili. Fajnym elementem, chociaż czy fajnym? Była choroba głównego bohatera, przez którą stracił wzrok.😢 Da się dostrzec, że w pełni nie jest w stanie tego zaakceptować i ma do tego ogromny żal. Jednak DAJE SOBIĘ RADĘ. Nie poddaje się i pomimo tych ogromnych trudności uśmiecha się i żyje. Jestem pod wielkim wrażeniem, bo jest to serio ciężkie. Nie umiem nawet sobie wyobrazić, jak czuję się każda osoba zmagająca się z tym problemem i aż serce mi pęka, kiedy o tym pomyślę.😣 Książka cała była przepiękna, bije od niej szczerość, zrozumienie, a w sercu osadza się ból. 🤕 Zdecydowanie warto przeczytać, poczuć się na miejscu bohaterów i odciągnąć się od prawdziwego świata. ❤️🩹
This entire review has been hidden because of spoilers.
2,75, ale szkoda mi tak bardzo zaniżać, więc dam trójeczkę. Może książka po prostu nie jest dla mnie, albo nie zrozumiałam koncepcji, ale męczyło mnie, że książka kręci się tylko wokół tego, że bohaterowie kiedyś się przyjaźnili i mieliśmy poczuć nostalgię. Plus nie ścisłości w kreowaniu bohaterów: Macocha, która jest opisywana jako osoba, która za bardzo nie rozmawiała z główną bohaterką- na przestępni historii okazuję się, że ma z nią lepsze stosunki niż własny ojciec. No to jak jest w końcu? Tyle lat jak razem mieszkałyście za bardzo z tobą nie gadała, ale teraz jest najbardziej życzliwą osobą? Szkoła tańca w innym mieście, Callum mówi, że są jeszcze jakieś w Galway a po wielu stronach Joy mówi, że szkoda, że takiej nie ma w ich mieście? Sam Callum jak przemyślałam sprawę nie ma w zasadzie cech charakteru, które same z siebie się ujawniają- musi nam to zostać powiedziane, żebyśmy wiedzieli.
Miałam duże oczekiwania co do tej książki i tak w połowie się spełniły, a w połowie nie. Pierwsza część książki była cudowna. Pięknie napisana, prześlicznie wydana i fabularnie również interesująca. Poznajemy Joy, która zatęskniona wraca tam gdzie czuje się jak w domu. Powiem szczerze, że bardzo się z nią utożsamiałam, ponieważ z wieloma rzeczami musiała radzić sobie sama a jej głowa była pełna myśli i lęków. Przez to też bardzo ją polubiłam. Jej relacja z Callumem była pełna bólu i tęsknoty i przez to wiele momentów, było równie pięknych i wzruszających. Na przykład wątek z telefonem 😭 Niestety z biegiem wydarzeń, po połowie zaczęłam czuć monotonność i trochę nie wiedziałam w którą stronę fabuła chce iść. Niestety zakończenie, chociaż pięknie napisane, bardzo mi się nie podobało. To chyba tylko moje preferencje, bo rzadko kiedy książka z takim zabiegiem fabularnym mi się podoba. Ciężko napisać coś bez spojlerów, ale myślę, że mimo to możecie ją przeczytać, bo wiele osób może złapać za serce bardziej 🤍🥹 [ współpraca reklamowa Wydawnictwo BeYa ]
Matko boska kocham tą autorke. przeczytałam już trzecią jej książkę i chce więcej!! ta książka opowiada piękna historię dwójki przyjaciół którzy zmagają się z różnymi problemami lecz mimo to zawsze są blisko siebie. nie chciałabym spojlerowac bo na prawdę książka jest warta przeczytania i przekonania się na własnej skórze o relacji tych dwóch wspaniałych bohaterów. ostatnie dwa rozdziały płakałam jak małe dziecko😭🩷
To była tak piękna historia🤍 Uwielbiam twórczość Natalki i czułam że się nie zawiodę. Bohaterów pokochałam i bardzo się do nich przywiązałam. Napewno zostaną w mojej pamięci na długo. Wylało się trochę łez a podczas czytania czułam jakby moje serce się łamało na milion kawałków. Ta dwójka zdobyła moje serce🫶🏻