Trendsetterka, skromna recepcjonistka czy... obiekt uczuć niedostępnego szefa?
Aria pracuje jako zwykła recepcjonistka w ogromnym koncernie farmaceutycznym. Podczas firmowej imprezy spotyka ją przykry incydent – pada ofiarą napaści jednego z dyrektorów w korporacji. Kobieta czuje ogromną wdzięczność, gdy z opresji ratuje ją szef działu finansowego.
Przystojny wybawca budzi zainteresowanie Arii, która za namową przyjaciółki decyduje się zaprosić go na drinka. Dołącza do wiadomości sugestywne zdjęcie, jednak przez szaleństwa swoich domowych zwierzaków wysyła wiadomość do niewłaściwego adresata – prezesa firmy, Geoffreya McMillana.
Zrozpaczona Aria próbuje naprostować pomyłkę, ale zanim jej się to udaje, niedostępny milioner zgadza się na randkę. Jak rozwinie się ta nieoczekiwana znajomość?
W blasku reflektorów nie jest łatwo utrzymać w sekrecie wszystkie swoje tajemnice...
Czasami mam wrażenie że autorki chcą się prześcignąć w kategorii "najbardziej cringowa książka roku". Tutaj mamy mocnego kandydata. Oklepane schematy w wielkim skrócie. Nie radzę brać książki na poważnie. Ja się ubawiłam patrząc na to co nierealnego jeszcze znajdę w tej historii. ☺️
Dawałam szanse autorce wiele razy, ale to co ona pisze to jest tragedia. Nie wiem jakim cudem jej książki są wydawane. Bohaterzy bez osobowości, Aria zachowuje się jak jakaś nastolatka, większość książki to jej chaotyczne myśli. Tragedia.
Mam tyle do powiedzenia, że aż nie wiem od czego zacząć xd pierwsze: styl pisania 13 latki - tak się czułam jak to czytałam. Jest wiele książek na wattpadzie, które są o wiele lepiej napisane. Po drugie.. tytuł. Nie wiem kto go wymyślił, ale błagam nigdy więcej. To tylko potwierdza moją teorię o wieku. Fabuła była miejscami bez sensu, wiele przeklikałam stron z wewnętrznym monologiem bohaterki, który był po prostu głupi, pusty i nic nie wnoszący. Ja rozumiem, że w książkach jest dużo zmyślonych sytuacji, ale połowa wydarzeń była tak absurdalna, że aż śmiać mi się chciało. Główna bohaterka mnie irytowała, nie było w niej nic z czym bym się mogła utożsamić. Była denerwująca i mająca chyba rozdwojenie jaźni, raz tak, sekundę później znowu, a nie jednak nie tak.. Sceny łóżkowe - dramat. Czułam cringe czytając je, a lubie przeczytać dobrze opisane sceny i trochę książek już takich przeczytałam. Serio, tragedia. Zastanawiam się, kto redaguje takie książki, bo jak dla mnie to połowa tekstu jest do zmiany. Pomysł był fajny, zakończenie mi się podobało, ale całe wykonanie psuje cala frajdę z czytania. Ciężko przebrnąć przez coś, co jest tak źle napisane. Zaczęty jakiś temat i później nikt do niego nie wracał. Przyjaciółka, która nie wspiera bohaterki, przez 3/4 książki jej nie ma i nagle jest bohaterem na białym koniu - najpierw wyśmiewa oczywiście nieudany gwałt. Ktoś wcześniej napisał komentarz, że słaby humor - ja nawet nie wiem o jaki humor chodziło, bo żadnego nie wyłapałam. Dialogi pomiędzy postaciami jak moje w gimnazjum z pierwszym chłopakiem. Wydaje mi się, że wszystko zadziało się w ciągu tygodnia, tak te wydarzenia tam zasuwały. Nie wyczułam żadnych relacji między bohaterami, nie było żadnego ich budowania wręcz. Nie no dramat. Szczerze mówiąc, jak ktoś lubi dobrze napisane książki, to niech się nawet za to nie zabiera.
[współpraca reklamowa z @wydawnictwopapieroweserca ]
IT IS SO BAD, I WANT TO GIVE YOU A ZERO, BUT THAT’S NOT POSSIBLE SO I GIVE YOU… A ONE.
Naprawdę rzadko oceniam książki, aż tak nisko. Zwykle w każdej, nawet najgorszej historii dostrzegam motyw lub element, który sprawił, że wciąż z lektury wyniosłam jakąś wartość. Jednak „Do mojego biura, ale już” nie spełniło żadnych, nawet minimalnych wymagań. Liczyłam na lekką, romantyczną komedię w biurowym klimacie, a dostałam tylko stek rozczarowań.
Początkowo, książka wydawała się naprawdę interesująca. Relacja przełożony-podwładna to coś, co kocham w książkach, tym bardziej w scenerii biurowej. Miałam nadzieję na wciągającą fabułę, humor i napięcie. Niestety, zamiast tego przeczytałam schematyczną i przewidywalną historię.
– • – • – •
Bohaterowie są płascy i bez wyrazu. Główna bohaterka sprawia wrażenie naiwnej, momentami mnie wręcz irytowała. Większość dialogów brzmiała, jakby napisała je trzynastolatka na Wattpad. A szybkość w jakiej zakochali się w sobie postaci pozbawiła tą historię jakiejkolwiek autentyczności.
Jednak coś co przelało czarę goryczy to sposób w jaki zareagowała przyjaciółka głównej bohaterki na to, że ta prawie została zgw***ona. Nie wiem, jak można spłycić tak poważny temat, sprowadzając go do „złego zrozumienia sytuacji”. Uważam, że w ten sposób autorka wyśmiała ofiary przemocy i nie mam zamiaru tego akceptować.
Pomysł na książkę bardzo fajny, historia mi się podobała, ale styl pisarki nie przypadł mi do gustu. Książkę szybko się czyta, trochę brakuje w tej książce charakteru. Główna bohaterka bez tak zwanego pazura ale mimo to przyjemnie się czytało książkę.
*współpraca reklamowa z Wydawnictwem Papierowe Serca*
Monika należy do grona moich ulubionych autorek, po której historie sięgam systematycznie. Książka jest romansem biurowym z dość dużą dawką erotyzmu, należy też do grupy romansów intensywnych.
Aria pracuje jako recepcjonista, na jednej z imprez integracyjnych kobieta pada ofiarą napaści, a z opresji ratuje ją jeden z pracowników. Aria zafascynowana swoim wybawcą postanawia zaprosić mężczyznę na drinka, jednak przez pomyłkę wysyła wiadomość do swojego szefa, który ku jej zaskoczeniu przyjmuje zaproszenie. Jeff bardzo szybko angażuje się w nową znajomość, a życie Arii z dnia na dzień nabiera rozpędu i intensywności, nie tylko w życiu uczuciowym.
W przypadku tej autorki nie istnieje coś takiego jak oklepany romans, zabierając się za lekturę wyczekiwałam tego czym mnie ona tym razem zaskoczy. Początkowe rozdziały czytałam jeszcze na platformie wattpad, gdzie od samego początku intrygowała mnie ta historia, a najbardziej ciekawiło mnie zakończenie, bo Monika słynie z zakończeń przyprawiających o palpitacje serca. Historia zaczyna się niewinnie, od pomyłki i wydawać by się mogło, że obiektem westchnień bohaterki będzie ktoś inny, jednak już po kilku stronach akcja nabiera intensywności, szczególnie wątki romantyczne, poświęcone relacji szef-pracownica. Jak wspomniałam to intensywny romans, wiec wszytko dzieje się tutaj dość szybko i dynamicznie. Relacja głównych bohaterów, rozwija się ekspresowo, ale pomimo tego mamy tu porządek, a para choć w krótkim czasie to zahacza o każdy etap randkowania i związku.
Fabuła przypomina scenariusz komedii romantycznej, nie raz wybuchałam śmiechem, głównie przez wewnętrzne monologi głównej bohaterki, ale i z powodu wielu zabawnych sytuacji, w innych momentach akcja się zagęszczała, gdy dochodziło do nieporozumień, napięć i mniejszych czy większych dramatów, choć według mnie tych aferek jest troszkę za mało. W fabule natrafiamy także na wiele gorących scen erotycznych, są one zmysłowe i w granicach dobrego smaku, a co najlepsze nie dominują w fabule, tylko uzupełniają miłosny wątek. Nie do końca lubuję się w książkach z tak szybką fabułą, jednak przy tej lekturze ta szybkość wcale mi nie przeszkadzała, a nawet powodowała, że jeszcze bardziej wkręcałam się w opowieść. To co mi się najbardziej podobało, autorka nie tworzy zbyt wielu wątków przy tak intensywnej opowieści, ogranicza je do minimum przez co ma czas, żeby każdy rozwinąć, a na koniec wszystkie pozamykać, nie zostawiając niedopowiedzeń, co przy tego typu romansach niestety jest rzadkością.
Czytało mi się tą książkę mega dobrze i bardzo szybko, nie tylko przez dynamiczną akcję ale i przez lekkie pióro autorki. To idealna lektura na poprawę humoru, na lekturę na szybko czy nawet na zastój czytelniczy. Towarzyszyło mi moje ukochane uczucie płynięcia wraz z fabułą, w wrażenie, ze książka czyta się sama. Historia pełna różnorakich emocji, erotyzmu, dramaturgii, manipulacji, niepewności i nutką tajemnicy. Historia troszkę przekoloryzowana, taka trochę bajkowa. Książka wpisuje się na listę pozycji przeczytanych za jednym podejściem i przy której świetnie się bawiłam.
Ależ ta książka jest płytka, cała historia brzmi jak sen nastolatki wymyślony na długiej przerwie w szkole. Skala przypadku i szczęścia głównej bohaterki dawno wyleciała w kosmos. Najbardziej to mnie rozbawił jednak to, że tam co druga osoba jest z domu dziecka jak główna bohaterka xd
Przesłuchałam ok 30% audiobooka by stwierdzić, że niestety lekkie podejście do trudnych tematów, bohaterka z mózgiem kilkulatki i konstrukcja zdań jak w opowiadaniu na blogu nie jest pozycja, z którą chciałabym spędzić wieczór.
Co to było?? Dosłownie nic mi się nie spodobało. Już książka zaczyna się z grubej rury, bo od próby gw4… a jej przyjaciółka jej nie uwierzyła (lol), potem robiła jej wyrzuty, że łączy ją coś z szefem, bo on był jej (NIGDY Z NIM NIE GADAŁA) cała książka bez sensu, fabularnie leży i styl pisania też mi nie siadł
Dawno nie czytalam tak złej książki. Wrzucenie jakiś przypadkowych wątków do tej książki żeby przyciągnąć większą publikę? Nie jestem pewna. Natomiast nie polecam nikomu tej książki jeśli od samego początku chcesz się irytować. Każda postać w tej książce jest denerwująca.
0/5 autorka powinna miec bana, nie wiem jakim cudem jej ksiazki sa wydawane, jest to tak szkodliwe gowno ze ona chyba sama nie jest tego swiadoma, moglabym opisac swoj ostatni sen, wydac go i to wciaz byloby lepsze niz ten belkot☠️☠️☠️ nazwisko suchar tutaj pasuje idealnie, wstydz sie monika
po prostu nie. gdybym mogła to dałabym 0 gwiazdek ale niestety się nie da. chciałabym z tego miejsca też przeprosić wszystkie fanfiki na wattpadzie - nie byłyście tak okropne jak ta książka. wszystko tutaj było nie tak - od bohaterów, po fabule a kończąc na tempie akcji
Jest to moje 3 i pewnie ostatnie podejście do twórczości autorki. Fabuła była komiczna, a postaci karykaturalne. Miałam wrażenie jakbym czytała hybrydę Wattpada i Harlequina.
To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki. Książka "Do mojego biura, ale już" jest romansem biurowym, w którym znajdziemy motyw różnicy wieku i przyciąganie przeciwieństw. Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się ekspresowo. Ja pochłonęłam ją w jeden dzień. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, dobrze poprowadzona i chociaż jest przewidywalna to nie odebrało mi to radości z czytania. Od pierwszych stron dzieje się tutaj naprawdę dużo, co sprawia, że nie ma nawet chwili na nudę. Bohaterowie zostali w ciekawy sposób przedstawiła. To postaci, które mają swoje tajemnice, a także wady i zalety, zdarza się im popełniać błędy czy postępować pod wpływem chwili. Historia została przedstawiona z perspektywy głównej bohaterki - Ari. Co pozwoliło mi lepiej ją poznać, dowiedzieć się co czuje, myśli, z czym się zmaga każdego dnia, jakiś wydarzenia z przeszłości wpłynęły na jej obecne życie, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć jej postępowanie oraz decyzję. Żałuję, że autorka nie pokusiła się także o zaprezentowanie męskiego punktu widzenia, bo byłam bardzo ciekawa co siedzi w głowie Geoffreya. Muszę przyznać, że obie postaci początkowo wielokrotnie działały mi na nerwy sowim zachowaniem, ale z czasem chyba po prostu się do tego przyzwyczaiłam i niektóre rzeczy i sytuację przestały mi przeszkadzać. W zasadzie można powiedzieć, że mamy tutaj trochę takie "instant love", ponieważ to co dzieje się między bohaterami jest bardzo szybkie i intensywne. W przypadku tej dwójki, o dość silnych charakterach wyszło to naprawdę świetnie! Nie brakuje także momentów pełnych namiętności i pożądania, które zostały opisane ze smakiem. Ważną rolę w tej historii odgrywają postaci drugoplanowe, które wprowadzają sporo zamieszania do życia głównych bohaterów, dostarczając zarówno im jak i Czytelniku wiele skrajnych emocji i wrażeń. Autorka w ciekawy sposób pokazała z czym muszą się mierzyć osoby żyjące na świeczniku i jakie może przynieść to konsekwencje. To co mnie pozytywnie zaskoczyło w tej historii to pojawienie się tutaj dwójki głównych bohaterów z dylogii "Neurochirurdzy" - Celii i Ralpha, których bardzo polubiłam. Świetnie było dowiedzieć się co u nich słychać. "Do mojego biura, ale już" to książka idealna na jeden wieczór, na odstresowanie. Ja osobiście miło spędziłam z nią czas.
🔥 Co się stanie, gdy przez przypadek zaprosisz na randkę… samego prezesa firmy? Zapnij pasy, bo ta historia to istny rollercoaster emocji i mnóstwo humoru!
Aria – cicha, serdeczna recepcjonistka w nowojorskiej korporacji farmaceutycznej – nie szuka kłopotów. Niestety, to one znajdują ją. Gdy pada ofiarą napaści podczas firmowej imprezy, ratuje ją nie kto inny jak przystojny szef działu finansowego. Z wdzięczności – i rosnącego zainteresowania – dziewczyna postanawia zaprosić go na drinka… ale przez psoty swoich zwierzaków wiadomość trafia do niewłaściwego odbiorcy. 😂Odbiorcą okazuje się być Geoffrey McMillan, prezes firmy. Milioner, chłodny i niedostępny – przynajmniej na pierwszy rzut oka. Ku zaskoczeniu Arii… Geoffrey zgadza się na randkę. A to dopiero początek tej burzliwej, elektryzującej relacji, która wstrząśnie nie tylko ich światem, ale i całą nowojorską elitą.
„Do mojego biura, ale już” to romans z dużą dawką pikanterii, ale również sercem i ciepłem. Monika Magoska-Suchar po raz kolejny udowadnia, że potrafi stworzyć bohaterów z krwi i kości – nieidealnych, takich, których po prostu nie da się nie polubić.
To nie tylko klasyczna opowieść o kopciuszku, ale też o odwadze, lojalności i uczuciu, które nie zna granic – nawet tych klasowych.
Dla kogo? Dla każdego, kto lubi intensywne emocje, sekrety zza biurowych drzwi i gorące sceny, które rozpalą niejedno czytelnicze serce. Idealna na wieczór z winem, kocem i… 😏
Zmysłowa, pełna zaskoczeń i emocji historia, która przypomina, że czasem największe pomyłki prowadzą do pięknego finału. Polecam❣️ Cytaty: „ - Ario - powiedziała kobieta łagodnie - są rzeczy niematerialne, które nie mają ceny. I nawet najwięksi bogacze to wiedzą. Nic nie zastąpi wsparcia i ciepła bliskiej osoby, jej lojalności i troski. One są warte więcej niż miliony na koncie.”
„- Jeśli para jest dla siebie stworzona, to nie ma znaczenia czas, jaki jest jej potrzebny do zakochania się i wzajemnego dotarcia. Mogą to być lata, tygodnie, dni, a nawet godziny. Obojętnie, czy kochankowie znają się długo i w końcu zaskoczyło, czy to po prostu uczucie od pierwszego wejrzenia.”
Romans biurowy , recepcjonistka i prezes , który w zasadzie jej nie interesował. Nieoczekiwane uczucie, szantaże plotki, oskarżenia i inne przeszkody. To właśnie główne wątki książki Moniki Magoskie-j Suchar. Aria przyjechała do Nowego Jorku z małego miasteczka w Oregonie by zacząć od nowa i uwolnić się od trudnych przeżyć z przeszłości. Teraz dzięki pomocy najlepszej przyjaciółki Penny z którą wychowywała się w sierocińcu pracuje w jednym z największych koncernów farmaceutycznych- MMC. Niestety , szybko okazuje się ,że początki zatrudnienia w nowej firnie wcale nie będą należały do najprostszych. Dziewczyna padła bowiem ofiarą napaści seksualnej ze strony szefa działu prawnego- Billa. Na szczęście z opresji ratuje ją jeden z finansistów- Greg z którym Aria nawiązuje nić porozumienia owego feralnego wieczoru. Chcąc zrewanżować się swojemu wybawcy młoda pracownica wysyła mu wiadomość z zaproszeniem na randkę do której dołącza swoje półnagie zdjęcie. Pech jednak sprawia,że w wyniku zabawy zwierzaków Arii wiadomość trafia do samego prezesa - Geoffreya McMilana. Przerażona kobieta usiłuje wytłumaczyć całe zajście, jednak mężczyzna ją ubiega i przyjmuje zaproszenie. Cała sytuacja prowadzi do spięcia między dziewczynami. W wyniku narady powstaje plan zniechęcenie do siebie przystojnego biznesmena.. Ta relacja zaskakuje jednak zarówno Jeffa jak i jego wybrankę, a przy tym jest wyraźnie nie w smak niektórym osobom z otoczenia kochanków.
Książki Pani Moniki poznałam przy okazji serii Skradziona tożsamość i absolutnie pokochałam jej pióro- Shin zresztą do tej pory jest jednym z moich ulubieńców, dlatego zdecydowałam się sięgnąć po historię Jeffa i Arii. Muszę przyznać, że z początku trudno było mi się wciągnąć w całą akcję i polubić się z bohaterką. Jeśli dodać do tego irytująca postać męską zapowiadała się mala katastrofa , ale z czasem sytuacja nieco się zmieniła. Lektura okazała się lekką opowieścią w stylu Kopciuszka do przeczytania w jeden wieczór.
Wiemy to nie od dziś, ale z chęcią powtórzę, że KOCHAM TWÓRCZOŚĆ MONIKI.
Miałam możliwość poznać już nie jedną książkę tej autorki i na prawdę nie mogę wyjść z podziwu jej talentu. Monia po raz kolejny zaskakuje. Po raz kolejny rozpala czytelnika do czerwoności i funduje mu jazdę bez trzymanki.
Aria zwykła recepcjonistka przez przypadek wysyła pikantne zdjęcie zamiast obiektowi jej westchnień to… swojemu szefowi, a to rozpocznie na prawdę ognistą relację.
OMG! I love it!
Monia po raz kolejny dopina wszystko perfekcyjnie. Tworzy nietuzinkowe postacie i na prawdę nie wiem jak ona to robi, że kocham wszystkich głównych bohaterów jakich tworzy 🤭
Bardzo podobało mi się jak sprytnie wplatała w fabułę postaci ze swoich poprzednich książek. To było świetne 👏
Tą książka prawie non stop wywoływała mi uśmiech na twarzy. Dosłownie nie mogłam przestać się uśmiechać i chichotać, a to wszystko przez ciebie Monia! Dodam, ze niejednokrotnie książka może wywołać rumieńce na twarzy 🤭 Autorka bawi się nami jak chce i rób oto tak umiejętnie, że nie można tego nie docenić.
Wiecie co kocham w jej twórczości najbardziej? Monia nigdy się nie zatrzymuje. Każda książka podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej i zastanawiam się, czy istnieje gatunek, w którym ona się nie odnajduje? Romans biurowy, paranormalny, mafijny, dark romans, romans neurochirurgów. Szczerze to mogłabym tak wymieniać i wymieniać i nie miałoby to końca. A nie zapominajmy o tym nad czym pracuje bo tam kryją się kolejne perełki.
Ogromnie dziękuję wydawnictwu i autorce za szansę i zaufanie. Monia trzymam za Ciebie kciuki na twojej dalszej pisarskiej drodze. Wierzę w Ciebie i nie zatrzymuj się bo piszesz prawdziwe cudeńka, które karmią moje pazerne na romanse serduszko. Świetnie się bawiłam przy tej pozycji.
„Do mojego biura, ale już” to książka obowiązkowa dla wszystkich fanów biurowych romansów. Przeżyjecie fajną przygodę z dopiętą fabułą podsyconą ognistą i namiętną relacją.
Zachęcam was całym serduszkiem! I obiecuję, że to będzie niezapomniana przygoda.
Jeśli szukasz najlepszego romansu biurowego, który rozgrzeje Twoje serce i sprawi, że nie będziesz mogła się oderwać, to „Do mojego biura, ale już” Moniki Magoski-Suchar jest idealnym wyborem! 📖🔥 Książka jest pełna emocji, chemii między bohaterami i momentów, które sprawiają, że serce bije szybciej. To książka, którą czytałam jednym tchem, a po zakończeniu czułam ogromny niedosyt i chciałam więcej! 😍
💼 Jeff – to postać, w której nie da się nie zakochać. Na pierwszy rzut oka zimny, wyniosły biznesmen, ale pod tą maską kryje się ktoś pełen ciepła i opiekuńczości 🥰 🐾 Aria – jej skromność, dobre serce i miłość do zwierząt sprawiły, że od razu ją polubiłam. Momentami brakowało mi u niej większej pewności siebie, ale to czyniło ją bardziej autentyczną. 🐶 Zwierzęta! – Ich rola w historii była cudownym dodatkiem i sprawiała, że książka nabrała jeszcze więcej słodyczy!. Kocham takie wątki! 🐕🐾
Historia szefa MMC i jego recepcjonistki jest pełna emocji, chemii jak i małych sprzeczek między bohaterami. 💖 Jeśli kochasz romanse biurowe, silnych, ale czułych bohaterów i urocze zwierzaki – ta książka jest dla Ciebie! 💖 Jedyny mankament to przyjaciółka Arii, która od pierwszych stron irytuje, ale (mały spoiler) później otwiera oczy i lekko się rekompensuje.
Kompletnie nie wiem, co mam myśleć o tej książce. Już sam tytuł wskazywał, że nie będzie to literatura najwyższych lotów. Ale cóż poradzić, czasami ciągnie mnie do takich gniotów. Jednak na coś takiego nie byłam gotowa. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Główna bohaterka omyłkowo wysłała wiadomość do swojego szefa, a później poszła lawina tak kuriozalnych zdarzeń, że mój mózg tego nie ogarnia. Aria, żeby zniechęcić do siebie prezesa, ubrała się, w jak sama nazwała, pielgrzymkową spódnicę. Nie wyszło jej zniechęcenie, bo prezes ją od razu podarł, a ona została okrzyknięta ikoną stylu. Takich dziwnych scen jest tu cała masa. A co najdziwniejsze? Był taki moment, że zaczynała mi się ta historia podobać, a nawet się wzruszyłam. Gdyby trochę tę ich znajomość przeciągnąć w czasie, dodać więcej subtelności do rozwoju ich relacji, otrzymalibyśmy całkiem niezły biurowy romans. Ale wybuch miłość po trzech dniach? Zdecydowanie wolę slow burn Zapaty, w którym pierwszy pocałunek dostaję po przeczytaniu pięciustet stron.
Jakie to było słabe i naciągane… Historia przez cały czas nie trzymała się kupy, bo nie był tam ani jednego logicznego rozwiązania problemów bohaterki. Wszystko opierało się na założeniu ✨szczęścia✨. Dosłownie wszyscy ratowali biedną Arię, która sama była głupia jak but. Najbardziej idiotyczny moment całej fabuły? Główna bohaterka zostaje znana ikoną mody i projektantką, chociaż wszystkie wymyślone przez nią ikoniczne stylizacje są konsekwencją przypadku - a to ktoś jej porwał spódnicę, a to rozlała kawę, a to kot jej przebiegł po sukience. Jeden wielki cyrk. Kolejny element, który niesamowicie mnie irytował w tej książce to umieszczanie w fabule próby gwałtu, jako wydarzenia prowadzącego do relacji romantycznej pomiędzy ofiarą a bohaterem, który wyrwał ją z rąk ,,bestii” (piastowania autentyczna 💀). Nie zapomnijmy o tym, że Aria zabrała faceta przyjaciółce, która zapewniła jej pracę i pozwoliła wyrwać z miasta, w którym ofkors wszyscy byli przeciwko biednej Arii.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Lubię czasem czytać przypadkowe nowości zupełnie nie czytając opisu tym razem tytuł mnie rozbawił. Nie miałam dużych oczekiwań więc początek mnie nawet wciągnął i był zabawny choć strasznie naiwny no bo prezes, który oszalał na punkcie swojej recepcjonistki bez przesady. Kreowanie z bohaterki ikony mody bo założyła górę od smokingu swojego faceta lub polała kawą sukienkę jest kompletnie od czapy. Cały finał by zbyt cukierkowy, zbyt słodki aż mdły szczególnie przez te górnolotne przemowy bohaterki. Nie odradzam można czytać z przymrużeniem oka na głupotki.
Ogólnie mi się podobała, ale nie była to książka wysokich lotów. Nie podobało mi się to, że ten cały romans był taki nijaki i brakowało mu jakiegoś normalnego rozwinięcia... po prostu się randomowo zaczął i od razu pojawiła się wielka miłość. Zero jakiś konkretnych emocji, wydarzeń, od razu bliskość, namiętność i tyle. Ale ogólnie całą historię nawet dobrze się słuchało. Fajne było to, że główny bohater tutaj był ukazany jako pewny siebie, konkretny i stanowczy facet, który nie słucha się swojej rodziny i nie boi się postawić na swoim i zawalczyć o kobietę, którą kocha.
wszystko fajnie wszystko spoko ale moje rzymskie imperium w tej książce toto że główna bohaterka początkowo ciągle narzekała na to w co jest ubrana a potem nagle ZOATAJE STYLISTKA???!!! strasznie mi to nie pasowało bo jednak kurde żeby robić coś modowego człowiek powinien trochę się znać? a ja zrozumiałam to tak że ona się raczej początkowo nie znała. nieważne bo nie o tym jest ta książka. nie patrząc na ten modowy fail było super. przyjemnie i szybko mi się czytało. kocham to że główny bohater był w niej taki zakochany 😻
This entire review has been hidden because of spoilers.
Czytałam kiedyś potterowe fanfiction, w którym Harry wysyłał swojemu CEO Tomowi zdjęcie... Całkiem przyjemne guilty pleasure i polubiłam ten koncept. Myślałam, że wydana książka w podobnym klimacie będzie jak to fanfiction, tylko w wersji dopracowanej czyli nadal guilty pleasure, ale zabawne, lekkie, urocze. Niestety, rozczarowanie bo przy tej książce tamten fanfic to absolutne 10/10.
Nie mam ochoty specjalnie rozwodzić się nad tym gniotem. Najgorsza była główna bohaterka i fakt, że 90% treści to wgląd w to, co dzieje się w jej pustej głowie. Po lekturze mam ochotę zrobić sobie lobotomię.