Ten dzień miał być najlepszy w życiu Izabelli, a zmienił się w najgorszy. Gdy otrzymała wiadomość, że została przyjęta na staż do znanej rzymskiej cukierni i będzie się uczyć pod okiem prawdziwego mistrza w tym fachu, Luki Massiniego, sądziła że jej życiowa droga staje się prosta. Nie przypuszczała, że do Włoch poleci ze złamanym sercem, które naznaczy ją brakiem zaufania. Na miejscu okazuje się, że jej szef to prawdziwy gbur i całkiem nieprzyjemny typ, a gdy ich ścieżki się przecinają, zawsze następuje jakaś katastrofa. Mimo to Izabella zauważa, że jej puls, wbrew niej samej i okolicznościom, przyspiesza, gdy mężczyzna jest w pobliżu. Tymczasem Luca, od lat schowany w swojej skorupie, skupiony na pracy i skomplikowanych sprawach osobistych, ze zdumieniem odkrywa, że nowa stażystka z Polski wzbudza w nim całą paletę emocji – a tych nie doświadczył od tak dawna. Czy dwoje poranionych ludzi, których zdawałoby się dzieli tak dużo, może dać sobie nawzajem szczęście? Czy fontanna di Trevi spełnia życzenia, a rzymskie zaułki i przepyszne łakocie sprzyjają narodzinom miłości? A może to tylko piękna sceneria, bo los ma wobec nich inne plany? O tym już wkrótce przekonają się Bella i Luca.
2.75/5 Nuda trochę. Od tych autorek oczekuję więcej emocji. 💔 „Winter” sugerowało zimową książkę, a niestety białego puchu zabrakło. Bohaterowie też nie mają większej głębi. Nasz Włoch jest raczej narwany, oceniający i... nagle zakochany po uszy. Powrót kogoś z jego przeszłości został wrzucony jak disco polo na pogrzebie, kompletnie bez sensu. Zresztą wiele rzeczy pojawia się tu nagle, bez zbudowania fundamentu. Miałam wrażenie, że bohaterowie biegają od jednej sceny do drugiej. Sięgnęłam po tę książkę, bo sama jestem pasjonatką cukiernictwa i ta strona historii faktycznie zasługuje na dodatkową gwiazdkę. 🍰 Historia może i „przesłodzona”, ale słodkości zdecydowanie na plus. 😉
Mocne 3,5- oczekiwalam glupiutkiej, przeiwdywalnej romantycznej akcji i sie nie zawiodlam. Styl i jezyk mozna byloby nieco oszlifowac z powtorzen, ale naprawde dobrze sie czytalo.
Kiedy dzień, który miał być najlepszym dniem w twoim życiu zamienia się w najgorszy… ❄️❄️❄️ Marzeniem Izabelli jest własna cukiernia, w której mogłaby całkowicie oddać się swojej pasji. Wierzy, że swoją determinacją i pracowitością może osiągnąć wszystko. Kiedy dostaje się na staż do znanej włoskiej cukierni jest wniebowzięta. Choć wciąż nie pozbierała się po zdradzie chłopaka z duszą na ramieniu wyjeżdża do obcego kraju by tam pod okiem mistrza cukiernictwa Luki Massiniego doskonalić swoje umiejętności. Niestety to, co miało być dla niej bajką okazuje się co najmniej dramatem. Na miejscu okazuje się bowiem, że jej szef to kompletnie niedostępny gbur. A gdyby tego było mało to zawsze, ale to absolutnie, zawsze kiedy pojawia się w pobliżu dochodzi do jakiejś katastrofy… ❄️❄️❄️ „… – Zostałaś przyjęta na staż do jednej z najbardziej szanowanych i renomowanych cukierni we Włoszech po to, aby się czegoś nauczyć, a nie po to, aby czarować turystów, podrywać cudzoziemców i szukać sobie chłopaka. Od tego jest Tinder, a nie mój lokal, w którym stawiam na najwyższą jakość obsługi klienta”. ❄️❄️❄️ „Winter romance” to może nie jest książka, która jakoś specjalnie zaskakuje, ale za to wciąga jak sernik w święta. Świetnie mi się ją czytało. Fantastyczny włoski klimat, a na jego tle rozwijająca się relacja głównych bohaterów przedstawiona z humorem, ale wciąż przyprawiająca o szybsze bicie serca. ❄️❄️❄️ Uwielbiam Izabellę i jej umiejętność pakowania się w kłopotliwe sytuacje. Dziewczyna mówi co myśli. Nie szczędzi również inwektyw na temat swojego gburowatego szefa, oczywiście po polsku, nie mając pojęcia, że on doskonale rozumie jej ojczysty język. Przyznaję, to były najzabawniejsze momenty książki. Musicie jednak wiedzieć, że choć uśmiech podczas czytania często pojawią się na mojej twarzy to nie zabrakło też wzruszeń. Bella i Luka są bowiem postaciami z bolesną przeszłością, która w znaczący sposób nadszarpnęła ich zaufanie do ludzi. Zaufanie, którego będą uczyć się na nowo. ❄️❄️❄️ Warto wspomnieć o postaciach drugoplanowych, choć według mnie niemniej ważnych, które odegrały w tej historii istotne role. Mam na myśli pracowników Luki (takich życzliwych ludzi wokół siebie życzą każdemu), jego brata Nikola (chyba jako jedyny widział, co się między Bellą a Luką święci i nie omieszkał im tego uświadomić) oraz nieco zwariowaną przyjaciółkę Izabelli Natalię (czyżby w końcu znalazł się ktoś, kto usidli Nico włoskiego lowelasa?). ❄️❄️❄️ A na sam koniec, żebyśmy jeszcze bardziej poczuli włoski klimat autorki zostawiły kilka przepisów z… Cukierni Macroni Luki Massiniego, a jakżeby inaczej. 🥰 Powiem, że ten na świąteczną włoską babkę Panettone strasznie mnie kusi. ❄️❄️❄️ Jeśli szukacie lekkiej, zabawnej książki na jeden wieczór i macie ochotę na ekscytującą podróż po Włoszech to „Winter romance” będzie idealnym wyborem. Gorąco polecam
Jedyne, co urzekło mnie w tej książce to miejsce akcji. Cudownie było powrócić do tego wspaniałego miasta, nawet jeśli tylko oczyma wyobraźni. Uroki Rzymu autorki oddały wiarygodnie. Cała reszta niestety nie przypadła mi do gustu. Relacja głównych bohaterów rozwinęła się zdecydowanie za szybko, choć właściwie to nawet nie można o niej powiedzieć, że się rozwijała. Po prostu przeszli od wrogiego nastawienia do szaleńczej miłości, pomijając wszystkie etapy pomiędzy. Dialogi były infantylne, zresztą jak cała ta historia, choć uważam, że miała potencjał. Była jednak za bardzo pospieszona i dużo ciekawych momentów zostało pominiętych lub „zasłużyło” jedynie na krótkie wzmianki, a szkoda. Nie rozumiem też, dlaczego większość autorek romansów żyje w przekonaniu, że każdą książkę należy zakończyć zaręczynami bohaterów. Czy to jakaś tajemna wiedza zamkniętego kręgu? Zasada, o której nie wiem? Nie mam pojęcia, ale w tym przypadku nie pasowało mi to do relacji bohaterów, która dopiero się zaczęła.
To moje trzecie podejście do twórczości Anny Szafrańskiej i coraz bardziej utwierdzam się w tym, że jej książki nie są dla mnie.
O rany, ale to się dobrze czytało. W jedno popołudnie przeczytałam tę książkę. Poznałam włochy od tej lekkiej strony. Głównie znam je z mafijnych romansów, a tu takie małe zaskoczenie. Świetny pomysł na fabułę. Samotny ojciec, mistrz cukiernictwa. Motyw bardzo rzadko spotykany, ale super tu przedstawiony. Podobała mi się ta powieść i muszę przyznać świetne połączenie dwóch autorek. Rozumiem, że powinnam czekać na więcej. Polecam.
Izabella bardzo chciała dostać się na staż do bardzi znanej i prestiżowej rzymskiej cukierni. Chciała uczyć się od mistrza. Iza kiedy dostała list z odpowiedzią nie spodziewała się, że do Rzymu poleci już jako singielka. A żeby było jeszcze śmieszniej to pierwszego dnia wygłupiła się przed mężczyzną, który uratował ją przed stróżami prawa. Gdy dziewczyna zaczyna już swój staż swojego szefa potraktowała jak mordercę, ale dlaczego ? A no tego musicie się dowiedzieć sami.
Niestety to kolejna książka autorki, która uświadomiła mi że się po prostu chyba nie lubię z jej twórczością. Skusiła mnie okładka oraz Rzym i cukiernia ale wykonanie jest bardzo słabe. Relacja bohaterów leci na łeb na szyję, brak jakiejkolwiek komunikacji między nimi przez większość czasu, a potem BUM oni się kochają. Nie nie nie…
3,5* Włoski romans, w którym nie wiadomo kiedy rozkwitły rzekome uczucia między bohaterami, poza tym mankamentem nawet przyjemnie się czytało, choć niepotrzebne te dramy na końcu książki.
Czytałam w ebooku dlatego zajęło mi to aż tyle czasu. Książka niestety nudna i przewidywalna a do tego słabo napisana. Dobry pomysł na fabułę ale źle wykonany. 5/10