Historia niezależnej kobiety, która próbuje okpić los i uciec od przeznaczenia.
Halina Poświatowska pisze wiersze z potrzeby serca. Serca słabego i zdradliwego. Każde jego uderzenie od wczesnego dzieciństwa przypomina o śmierci. Przy każdym szybszym kroku pozbawia ją oddechu, powołuje dławienie w krtani i kłucie w płucach. Nie pozwala bawić się z rówieśnikami, swobodnie spacerować ani tańczyć. Uniemożliwia studiowanie, bo pragnienia i ambicje muszą przegrać z wysokimi schodami. Serca, które mimo swoich ograniczeń, a może właśnie z ich powodu, każe jej gnać przez życie bez opamiętania.
Biografia Haliny Poświatowskiej to poruszająca opowieść o krótkim, lecz intensywnym życiu jednej z najpopularniejszych polskich poetek. Zadebiutowała w wieku 21 lat. W tym samym roku została wdową po szczęśliwym, choć krótkim małżeństwie. Uratowała ją operacja serca, przeprowadzona w Ameryce dzięki hojności tamtejszej Polonii. Nie na długo. Zmarła w wieku zaledwie 32 lat. Kalina Błażejowska odsłania jej nieznaną twarz: zbuntowaną, ironiczną, daleką od sentymentalnego wizerunku, z którym jest kojarzona.
Przede wszystkim jednak to książka o odwadze i pragnieniu życia, o sprzeciwie wobec nieuniknionego, o potrzebie zmysłowego potwierdzania swojego istnienia, wśród światła, kolorów i zapachów. To historia niezależnej kobiety, która próbuje okpić los i uciec od przeznaczenia, ratunku szuka w miłości i poezji, od samego początku naznaczonych śmiercią. Kobiety, która do samego końca nie pozwala, by ktokolwiek decydował o jej życiu za nią.
Zaczyna się zastanawiać, jak i kiedy powinni razem umrzeć. Bo że któreś z nich umrze niedługo - jest pewna.
Z Haśką Poświatowską zawsze było mi jakoś blisko i czytałam ją już chyba w wieku 13 lat, ale nie ma się co dziwić, że wiersze zrozumiałam dopiero jako dorosła osoba, z własnym bagażem doświadczeń i historii miłosnych. A po tej biografii poezję zrozumiem jeszcze lepiej, i znowu dopadło mnie wrażenie, że nasze biografie bywają w pewnych scenach podobne.
Kalina Błażejowska kreśli dokładną biografię Haliny Poświatowskiej, używając jej cytatów, zapisków i listów, ale również domyślając się momentami prawdy. Historia jest podzielona na rozdziały - kolejne lata życia.
To świetna książka. Pani Błażejowska może się pochwalić ładnym, wciągającym stylem, szeroką znajomością tematu i tym, jak bardzo włożyła w tę historię swoje serce i siłę życiową. W książkę pięknie wkomponowane są fotografie Haśki, to niesamowite uczucie, przeczytać o tym, jak doszło do pewnego zdjęcia czy spotkania, i móc je naprawdę ujrzeć, pozostawiony jedynie po tym wszystkim uśmiech Haliny. Pomysł z zakończeniem - ostatnim rozdziałem biografii jest świetny, jedyny właściwy.
Co do samej Poświatowskiej... nigdy przedtem nikt mi tego nie powiedział, nie usłyszałam całej jej historii i nie doceniłam jej. Zresztą przedtem chyba bym jej nie zrozumiała. Teraz dobrze jest mi wiedzieć, że tak funkcjonowała, że miała bardzo cięty humor, że potrafiła okazać tyle życzliwości ludziom, których tak naprawdę nie zawsze dobrze postrzegała. Kiedyś odrzuciłaby mnie historia, jak prawie poświęciła życie zwykłemu draniowi, teraz uśmiecham się na myśl, jak natychmiast pojęła swój czyn, zadbała o swoje bezpieczeństwo i powstała nad tym, choć ze złamanym sercem. Już potrafię zrozumieć jej złośliwość, upór i za wysokie ambicje, bo sama je u siebie zauważam, i wiem, że nie zrobię z tego mojej słabości. Przy jednej historii poczułam najpierw niepokój, a potem ulgę i zrozumienie, i chciałabym móc powiedzieć Haśce, że to nic, nie jest sama, przez to przeszłam i tak pokochałam. Wiem, że była za siebie i swój koniec odpowiedzialna, ale nie potrafię nie szanować i podziwiać jej stanowczości i wzięcia swojego życia, choroby i śmierci jedynie w swoje ręce. Teraz, kiedy życie powiedzie mnie na kolejne zakręty i zaliczę następne potknięcia, znowu poczuję gniew, będę wiedziała, że to jeszcze nie koniec mnie i mojego świata. Poświatowska też przeszła przez te uczucia, taki jest już świat, nadal się kręci i nie przestanie na uprzejmą prośbę.
Chciałabym, by Haśka nadal żyła. Wyobrażam sobie eventy, kiedy jako staruszka podpisuje tomiki swojej poezji, i jestem tam też ja, przyjechałam z daleka jedynie, by ją poznać i wyznać jej własny sekret. Chciałabym bardzo, ale śmierć nie jest kwestią, z którą kiedykolwiek mogłam dyskutować, bo ona stoi niewzruszona. Mam tylko nadzieję, że... Z 2 lata temu napisałam wiersz, w którym wyobraziłam sobie siebie w niebie, w raju. W zupełnym pokoju Haśka by nie wytrzymała, ale myślę, że spodobałaby się jej moja wizja zaświatów, i mam nadzieję, że jest teraz w podobnym miejscu. Mam nadzieję, że w tym momencie ogrzewa ją tam słońce. Mam nadzieję, że pozuje do obrazu Adolfa.
Nie wiem i chyba już nie będę wiedziała, trzeba to przewekslować do metafizyki - do problemów nierozwiązywalnyhc, o których wie jedynie bóg i milicja. Amen.
Halina Poświatowska to jest podobno człowiek i podobno ma umrzeć jak wielu przed nią ludzi Halina Poświatowska właśnie teraz się trudzi nad własnym umieraniem
Co jest takiego w osobie Poświatowskiej i jej poezji, że wciąż budzi zainteresowanie? O poezji można by mówić wiele, o poetce już trochę mniej. Uparte serce to najpełniejsza z dotąd wydanych prób przybliżenia życia Haśki. Biografia bardzo, bardzo udana.
Każdy z nas kiedyś w szkolnej ławce pomylił poetę z podmiotem lirycznym. Łatwo o pomyłkę, tym bardziej należy więc pamiętać, że obraz wyłaniający się z wiersza nie musi być obrazem prawdziwym. Zagłębiając się w twórczość Haśki łatwo nakreślić sobie portret kobiety tragicznej. Uparte serce obala ten mit. Naznaczona swoją chorobą Halina jest, o banale, człowiekiem. Człowiekiem upartym, niezależnym i próbującym żyć po swojemu mimo ograniczeń, na które nie ma wpływu. Momentami nie wzbudza mojej sympatii, kontrast między osobą i jej twórczością zdaje się być na tyle duży, że powstaje pytanie która twarz jest prawdziwsza.
Czym wyróżnia się akurat ta biografia na tle innych? Kalina Błażejowska zrobiła krok naprzód i skontaktowała się praktycznie z każdym, kto był w stanie wnieść choćby jedną marną przydawkę nakreślającą czytelnikom Poświatowską. Obraz, jaki się z tych źródeł wyłania... niech każdy oceni sam.
W cieniu upartego serca, gdzie echo wierszy splata się z westchnieniem wiatru, kryje się opowieść o kobiecie, która tańczyła z cieniem śmierci, a jej biografia, spisana piórem Kaliny Błażejowskiej, staje się mapą zagubionych dusz. "Uparte serce" to nie tylko kronika życia Haliny Poświatowskiej – to melancholijny hymn na cześć kruchej egzystencji, gdzie każdy oddech jest buntem przeciw nieuchronnemu.
Wyobraź sobie dziewczynkę, której dzieciństwo rozkwitało pod szarym niebem wojny, a dojrzewanie więdło w stalowych okowach stalinizmu. Halina, z sercem jak zraniony ptak, bijącym w rytm zakazanych marzeń, pisała wiersze w szpitalnych murach, na rozkaz lekarza, co miał leczyć duszę słowem. Te linijki, nasycone sensualnością i tęsknotą, stały się głosem pokolenia – echem, które odbija się w nas do dziś, przypominając, jak ból rodzi piękno. Błażejowska, niczym wędrowiec po zapomnianych ścieżkach, podąża śladami poetki od Częstochowy po Nowy Jork, splatając wspomnienia z listami, rozmowami z bliskimi i echem dawnych miłości. Nie jest to sucha relacja faktów; to tkana z emocji tkanina, gdzie autorka, z delikatnością motyla, unika pułapek sentymentalizmu, a jednocześnie pozwala, by melancholia sączyła się przez strony jak jesienny deszcz.
W tej biografii serce Haliny bije uparcie – przeciw chorobie, która kradła jej oddechy, przeciw społeczeństwu, co kneblowało wolne dusze. Była żoną w osiemnastej wiośnie, wdową w dwudziestej, a potem, na falach oceanu, popłynęła do Ameryki, gdzie skalpel chirurga podarował jej nowe życie, lecz samotność w murach Smith College gryzła jak zimny wiatr. Tam, wśród obcych twarzy, studiowała, walczyła z językiem jak z wewnętrznym demonem, krytykowała rasizm i kapitał, stając się filozofką w cieniu Martina Luthera Kinga. Lecz melancholia czai się w każdym rozdziale: w listach do matki, w przyjaźniach z emigrantkami, w powrocie do Polski, gdzie choroba wracała jak dawny kochanek, a kardiologia epoki była zaledwie szeptem nadziei. Błażejowska maluje to wszystko z rzetelnością badacza i czułością poety, wplatając zdjęcia jak okruchy wspomnień, czyniąc książkę elegią na cześć kobiety, która kochała szybko, paliła papierosy i marzyła o tańcu, choć ciało więziło ją w balkonowym azylu.
A jednak, w tej melancholijnej pieśni, tli się iskra inspiracji – jak gwiazda na nocnym niebie, co prowadzi zagubionych. Halina, z jej upartym sercem, uczy nas, że życie to nie poddanie się losowi, lecz taniec z burzą: bunt przeciw ograniczeniom ciała, społeczeństwa, czasu. Czytając "Uparte serce", czujemy, jak nasze własne serca biją mocniej, nakłaniając do refleksji nad własnymi ścieżkami – czy idziemy za pasjami, czy tylko dryfujemy? To portret duszy, co nie gaśnie, nawet gdy ciało więdnie; lekcja, że smutek może być twórczy, a kruchość – siłą. Błażejowska stworzyła dzieło, które zostaje w nas jak echo wiersza: refleksyjne, melancholijne, lecz nade wszystko inspirujące, przypominając, że w każdym z nas drzemie uparte serce, gotowe walczyć o swój własny wiersz na kartach świata!
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @wydawnictwoliterackie (współpraca reklamowa) 🩷.
Osoba Haliny Poświatowskiej jest wdzięcznym tematem dla biografów, a Kalina Błażejowska w swojej książce "Uparte serce" spisała się świetnie. Bardzo doceniam fakt, że zbadała mnie interesujący okres życia Haliny w Stanach Zjednoczonych po wykonaniu tam udanej operacji serca.
Okres odkryty przez biografkę - Poświatowska opisywała w "Opowieści dla przyjaciela", która jest doskonałą lekturą przedstawiającą zmagania emigrantki nie tylko w życiu codziennym ale i uczelnianym w Smith College (nota bene studiowała tam także Sylvia Plath nieco wcześniej).
Poetka wykazała się ogromnym uporem w nauce języka i utrzymaniu się na renomowanej uczelni. Czuła się tam jednak bardzo samotna, a przyjaźnie zawierała z innymi emigrantkami.
Z czasem pobyt tam coraz bardziej ją przygnębiał. Problemy z rodziną w USA także nie dodawały jej radości. Po powrocie do kraju z czasem jej problemy zdrowotne wracały, a stan ówczesnej kardiologii był delikatnie mówiąc na niskim poziomie.
Kilka lat temu czytałam biografię "Nie popełniłam zdrady" Małgorzaty Sułczyńskiej – ciekawą, choć niepełną. Dopiero Uparte serce Kaliny Błażejowskiej pozwoliło mi naprawdę głęboko wejść w świat Haliny Poświatowskiej. To biografia znakomicie napisana, wolna od taniego sentymentalizmu, rzetelna, a przy tym niezwykle poruszająca.
Autorka z pietyzmem rekonstruuje życie poetki – nie tylko jej chorobę, ale także intelektualne dojrzewanie, relacje z bliskimi, miłości i bunt przeciwko ograniczeniom narzucanym przez ciało i społeczeństwo. Książka ani przez chwilę nie nuży - jest dynamiczna, pełna szczegółów, a jednocześnie oszczędna w ocenach.
Wydanie również zasługuje na uwagę: zawiera ciekawe fotografie, a szata graficzna jest przemyślana i elegancka. To publikacja dopracowana zarówno pod względem treści, jak i formy.
Polecam Uparte serce wszystkim, których interesuje nie tylko twórczość Haliny Poświatowskiej, ale i losy kobiet twórczych, wrażliwych i kruchych, które mimo przeciwności próbowały żyć na własnych warunkach. To nie tylko biografia – to portret duszy.
Charakter ma równie mocny jak oprawę oczu. Piszą o niej: „poetka miłosna”, ale bliżej jej, i z wykształcenia, i z sympatii, do filozofii. Wrażliwa, a jednocześnie do szpiku kości analityczna. Może to choroba nie zostawiła miejsca na mrzonki? Jej niesprawne serce zrobiło z niej inwalidkę na lata. Przeleżała plackiem lata liceum, swoje nastoletnie małżeństwo i wdowieństwo. Ale wtedy też pisała: w pościeli, na wznak, intensywnie, aż do dosłownej utraty tchu. Tak też kochała. Nie mogła zatem opędzić się od słów i zakochanych w niej mężczyzn. Operacja w latach 50. w Stanach uratowała jej życie. W Ameryce została dłużej, niż wszyscy przewidywali, wbrew opinii wszystkich zaangażowanych w jej pomoc. „Nakłaniają do powrotu, wyliczają powinności. Powinna: być wdzięczna za ocalenie życia, rozsądna, zlitować się nad rodzicami. Nie powinna: liczyć na stypendium, kusić losu, nadwyrężać zdrowia (…).” Imponuje mi jej upór, inteligencja i świadomość własnej seksualności. Bo z ciałem jest zawsze blisko. Ze śmiercią zresztą też. Słuchanie nierównego rytmu serca musiało wejść jej w nawyk. „Odkąd jest zdrowa, jej emocje i zmysły jakby traciły ostrość. Nie jest smutna, ale też nie jest radosna. Czuje się normalnie — czyli bardzo dziwnie.” Jednak tę „dziwność” przekłada na działanie. Chce uczyć się kochać, nosić ładne sukienki, umawiać się na randki i czytać pisma wielkich myślicieli. Po przyspieszonym dyplomie Smith College dostaje pełne stypendium na studia doktoranckie na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Stanforda. A jednak wraca do Polski. Tęsknota jest zbyt wielka. Kraków woła. Zresztą nie tylko on. Umiera w roku 1967, bo serce ponownie ją zawodzi. Biografia Błażejewskiej to metodyczna i linearna, ale też sensualna opowieść o życiu po swojemu - wbrew, na przekór, wyjątkowym. Celowo unikam słowa „heroicznym”, bo Poświatowska była daleka od religijnej ofiarności. To piękny, wolny umysł opisany z fascynacją i sumiennością średniowiecznego skryby. Imponujące.
Po 1 - dalej nie jestem pewna czemu miała by zostać w Stanach i iść na stanford. Ale przynajmniej charakterystykę mam już w miarę zrobiona więc es
Po 2 - jest to w mojej (nie doświadczonej bo nie czytam biografii) bardzo dobrze napisana biografia, składająca się z listów, rozmów i wierszy opatrzonych opowieścią i analiza Kaliny. Otworzyłam ja najpierw w ramach przejrzenia do researchu do debaty, jednak styl napisania i historia mnie na tyle wciągnęła że przeczytałam całość i nie żałuję. Czytało się to jak powieści czasami zapominałam że to było czyjeś prawdziwe życie.
Halina była divą i korzystała z życia ile mogła, and I love her for that.
(Jeśli ktoś szuka notatnika amerykańskiego już lepiej sięgnijcie po to i tu przeczytajcie fragmenty, bo znalezienie tego tworu jest tak ciężkie że zaczniecie wierzyć, że wszystkie kopie spłoneły)
Książka fajnie napisana,ale przestałam lubić Poświatowską po jej przeczytaniu 🤣A zaczęłam czytać z powodu zafascynowania jej postacią.Cóż,nie każdy utalentowany człowiek jest jednocześnie dobry.
O tym co bedzie po smierci: "'A ja sie boje, ze nic. Strasznie sie boje. Nie moge zniesc mysli o tym, ze mozna tak po prostu nie istniec.'"
O jezykach: "Ma czasem ochote wykrzyczec, ze jej cierpliwosc sie wlasnie skonczyla i ze czekala juz wystarczajaco dlugo, ale nie umie jeszcze poprawnie zloscic sie po angielsku."