"𝕍𝕒𝕝𝕖𝕟𝕥𝕚𝕟𝕒. 𝕄𝕚ł𝕠𝕤́𝕔́ 𝕟𝕒 𝕠𝕤𝕥𝕒𝕥𝕟𝕚𝕞 𝕠𝕜𝕣𝕒̨𝕫̇𝕖𝕟𝕚𝕦" - Urszula Borczuch
Wydawnictwo @wydawnictwo.beya
☕☕/5
"Pieniądze tak naprawdę są jedną z ważniejszych rzeczy. (...) I choć same w sobie szczęścia nie dają, to pomagają do niego dążyć."
Książka, która miała być jednym z ulubieńców tego roku, okazała się niewypałem i rozczarowaniem.
Zacznijmy od początku.
Książka przedstawia historię Janessy De'Ath (tak świetne nazwisko xd), która jest prezenterką Formuły 1 oraz kierowcy wyścigowego Layne'a Nash'a.
Książka reklamowana jest jako Enemies to Lovers w świecie królowej motosportu. Tymczasem nie czuć tu tego wątku, bo bohaterowie enemies przestali być właściwie na 40 stronie, gdzie normalnie ze sobą rozmawiali, przytulali się i nie wiele było między nimi dynamiki "hate - love", a w ciągu całej książki rozchodzili się i schodzili. Ich kłótnie wyglądały ja dziecinne przepychanki, nie umieli ze sobą rozmawiać.
Przejdźmy jednak do najważniejszej kwestii, której... nie było, a więc wyścigów. Nessa jest prezenterką Formuły 1, która relacjonuje co działo się na torze. Zawiodłam się na tym najbardziej, ponieważ sądziłam, jako że autorka jest fanką F1, to będzie w stanie przedstawić wyścig z perspektywy kierowcy. Nic bardziej mylnego. Wyścigi opisane są zdawkowo, w kilku zdaniach. Szkoda, bo w książce jest perspektywa głównego bohatera, a liczyłam na dawkę adrenaliny, która towarzyszy kierowcy podczas wyścigu. Dodatkowo informacje, które podaje główna bohaterka brzmią czasami, jak wygenerowane prze Chatgpt.
Jedynymi plusami, jakie znalazłam w tej książce, jest fakt, że znajdują się tu nazwy prawdziwych zespołów, między innymi McLaren, w zespole którego jeździ Layne. Co najśmieszniejsze, dowiedziałam się że książka jest fanfiction o Lando Norrisie. Layne Nash - Lando Norris.
A druga rzecz, to ostatnie 90 stron, na których pojawiła się pewna intryga.
Jeśli tak jak ja, oczekiwalibyście wyścigów, to bądźmy szczerzy, tu ich nie znajdziecie. Zamiast tego będziecie mieć pseudo relację z wyścigów i głównie ich zapowiedzi ze strony głównej bohaterki.
Nie polecam.