Pierwsza w języku polskim powieść litewskiego pisarza, dramaturga i eseisty Herkusa Kunčiusa, jednego z najbardziej prowokujących i płodnych współczesnych autorów na Litwie.
W powieści Herkusa Kunčiusa Wilno jawi się jako miejsce wielowymiarowe, uwikłane w różne konteksty historyczne i polityczne. Bohater Kunčiusa tworzy subiektywny baedeker, nakreślając niezwykle sugestywny obraz współczesnego i socjalistycznego Wilna. Odwiedzane miejsca wiążą się zawsze z jakimś osobistym wspomnieniem lub odniesieniem do historii Litwy. Ale ta książka to również błyskotliwa satyra - nie stroniąc od krytyki społecznej przedstawione są tu problemy trapiące Litwinów, takie jak wciąż obecne brzemię przynależności do ZSRR, kryzys litewskiej duchowości czy problem tożsamości miasta.
Znakomity, barwny i dowcipny język sprawia, że podróż ta jest dla czytelnika ekscytującą przygodą. Warto pozwolić się uwieść tej opowieści i ruszyć w wędrówkę po Wilnie; tym bardziej, że Wilno… dla każdego wzorowego Litwina to święte słowo. Niemowlę wypowiada je, nim jeszcze powie słowo „mama”.
Napoleon Szeputis jedzie do Wilna z okazji święta Pieśni i Tańca i przy okazji na 1000 lecie pierwszej pisemnej wzmianki o Litwie. Napoleon jest artystą w małomiasteczkowym zespole tanecznym, jest też trollem internetowym i amatorem alkoholi wszelakich. W Wilnie czeka go całe mnóstwo perypetii, a wszystko to w stylu patetyczno patriotycznym alkoholowym. To bardzo zabawna powieść, z nawiązaniami do Apokalipsy św. Jana. Miejscami ta powieść kojarzyła mi się z Kongresem futurologicznym Lema, przygodami Szwejka czy Hrabala Jak poznałem angielskiego króla. Bo w Wilnie jak się Napoleonowi przyśnie gdzieś pod pomnikiem jakiegoś litewskiego bohatera to we śnie przeżywa swoją przeszłość, czasem powspomina stare czasy a czasem ma jakieś wizje pijackie. Polecam dla zabawy ale i dla poznania literatury naszego sąsiada.
Dużo „litewskości” ułożonej w chaotycznej narracji skupionej na mało interesującym głównym bohaterze oraz Wilnie. Zdaje się inspirować „Ulissesem” Joyce’a.