Koniec diety! to książka dla każdego, kto czuje się zagubiony w świecie różnych sposobów odżywiania, myślenia o swoim zdrowiu i ciele oraz często opresyjnych wzorców wyglądu. Paulina Małek, specjalistka od żywienia, rozprawia się z kulturą diety i wyrzutami sumienia, kończy też wojnę, jaką wypowiedzieliśmy jedzeniu.
Uczy, jak jeść intuicyjnie, odbudować relację z ciałem, którą mieliśmy w dzieciństwie i porzucić wstyd związany z naszą fizycznością. Zwraca uwagę na fundamentalną potrzebę zaspokojenia głodu, obalając popularne, a przede wszystkim szkodliwe mity żywieniowe i zdrowotne, np. nieomylność BMI. Zaznacza, że nasza masa ciała to nie do końca nasz wybór i tłumaczy od czego jest ona zależna. Przypomina, że jedzenie powinno być przyjemnością, a nie powodem do niepokoju lub stresu. Ma kształtować prozdrowotne nawyki, bez negatywnej idei wykluczania czy ograniczania produktów. Podpowiada, jak mówić i myśleć o jedzeniu – bez stereotypów, frustracji, krytykanctwa i autoagresji. Żywność jest neutralna etycznie, nie określa ciebie ani twojej moralności. Powtarza, że o tym, czy jesteśmy zdrowi, nie decyduje liczba pokazująca się na wadze, a utrata kilogramów nie jest miarą sukcesu. Liczy się nasze dobre samopoczucie i kondycja. Twoje życie zacznie się na nowo, kiedy przestaniesz myśleć o tym, jak odchudzić i zdyscyplinować swoje ciało. Powyższy opis pochodzi od wydawcy.
Znam autorke z jej dzialalnosci w sieci i po ksiazce spodziewalam sie czegos wiecej.
Napisana w przystepny sposob, jednak mam dysonans w przypadku niektorych stwierdzen, ktore sklaniaja mnie do podwazania wiarygodnosci informacji w niej zawartych: - zacheca do podjadania pomiedzy posilkami, sugerujac ze to optymalne rozwiazanie dla utrzymania poziomu cukru. Badania wskazuja, ze powinnismy robic przerwy ok 4h pomiedzy posilkami dla wyrownania glikemi - ludzie otyli moga byc zdrowi, z pominieciem informacji, ze nadal maja wyzsze ryzyko zachorowan
Mimo to, doceniam caly rozdzial o jedzeniu intuicyjnym.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Podchodziłabym do tej książki z ostrożnością. Choć porusza ważne tematy – zagadnienia medyczne, znaczenie ruchu i zdrowszych wyborów żywieniowych – to jednak daje sporo przestrzeni na interpretacje, które mogą stać się wymówką. Można z niej wyczytać, że nie trzeba chudnąć, bo i tak przytyjesz, że wygląd nie ma znaczenia i warto robić, co się chce. Być może autorka chciała najpierw zdobyć zaufanie czytelnika, a później stopniowo przekonywać do swoich argumentów. Jednak jako osoba, która przeszła przez wszystkie etapy odchudzania, nie szukałabym w tej książce przewodnika – bo bardziej przypomina ona przyjazny uścisk dłoni niż realną pomoc w zmianie nawyków.
Dodatkowo, autorka często odwołuje się do „badań”, ale bez szczegółów czy źródeł. W kilku miejscach pojawia się enigmatyczne „pewne badania”, co nie budzi mojego zaufania.
Dla mnie nawet 0.5 gwiazdki... Mam wrażenie, że ta książka jest toksyczna i bardzo negatywnie nacechowana. "Kultura diety?"... Sugerowanie, że dietetycy "pod pretekstem zdrowia" dążą tylko do redukcji masy ciała? No nie... Nie zgadzam się z takimi teoriami. Wiele rzeczy w tej książce mi się nie podobało, denerwowało okrutnie... Wiem, że nie wszystko co mówią dietetycy wszystkim odpowiada. Ale dietetyk nie jest od tego, aby powiedzieć to co pacjent chce usłyszeć, lecz od tego aby pacjentowi pomóc, i nie... nie pod "pretekstem poprawy zdrowia", a faktycznej poprawy zdrowia. Domyślam się, że ta książka może się podobać wielu osobom, ponieważ mówi to co chcemy usłyszeć kiedy nie chcemy nic zmieniać. A chyba nie o to w tym chodzi. Niektóre jej założenia są jak najbardziej słuszne, ale sposób przekazu.... Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie zawsze też podoba nam się to, co mówi o naszym zdrowiu lekarz, ale nie cechujemy go negatywnie jako "kultura lekarska" ... Dramacik... Mój ulubieniec to porównanie pizzy i makaronu xdd (pizza dobra bo dostarcza wszystkich składników, a makaron może szkodzić osobom z celiakią... Serio...? Absurdalne porównanie to po pierwsze, a drugie co przychodzi do głowy: czy przypadkiem spod do pizzy nie zawiera glutenu?)...
Dopiero na samym końcu autorka mówi że balans w jedzeniu, zbilansowane jedzenie i ruch wazny. Zgadzam się że restrycyjne diety mogą więcej wyrządzić krzywdy niż pożytku ale mam wrażenie że autorka próbuje przekonać żeby się nie podejmować nawet próby zdrowszego stylu życia. Mnie nie przekonuje...
Z jednej strony miła przypominajka - dobrze przeczytać to wszystko zebrane w jednym miejscu - z drugiej nie czuję, żebym dowiedziała się z tej książki tyle, ile mi obiecano na wstępie. Nie do końca podobał mi się też sposób prowadzenia narracji.