Muszę przyznać, że bardzo się denerwowałam podczas lektury. To co z założenia powinno być pocieszające, że tak na prawdę największą rolę i odpowiedzialność w odejściu od kapitalizmu powinny wziąć na siebie instytucje i państwa, a nie zwykli obywatele (przynajmniej tak to zrozumiałam) nie zadziałało tak na mnie. W książce zabrakło mi miejsca na wskazówki dla "zwykłych" ludzi i po lekturze zostałam z poczuciem bezsilności. Tzn. zmotywowała mnie ona, aby wejść bardziej w proekologiczne działania i np. przykładać większą uwagę do tego co kupuję, ale nie wydaję mi się, że moje działania mogą coś globalnie zmienić. Jedno wiem na pewno. Potrzebujemy więcej książek o tej tematyce.