Coraz częściej w opracowaniach i artykułach psychologicznych termin narcyzm zestawia się ze słowem epidemia, co ma świadczyć o tym, że jest to zjawisko powszechne. Czy to oznacza, że nagle na świecie przybyło narcyzów, i to w niewyobrażalnej dotąd liczbie? A może to sprawka ułatwiających autopromocję technologii i mediów społecznościowych, za sprawą których znaczna część tego zjawiska po prostu się ujawniła, przez co mogliśmy zauważyć, że cechy związane z narcystycznym zaburzeniem osobowości występują u ludzi częściej, niż dotąd sądziliśmy?
Wystarczy przerzucić kilka telewizyjnych kanałów, by trafić na narcyza wśród polityków czy celebrytów, albo posurfować po internecie, by natknąć się na influencerów, których narcyzm stał się skutecznym narzędziem budowania własnej marki. Na szczęście telewizor można wyłączyć, a przeglądanie mediów społecznościowych zamienić na pożyteczniejsze zajęcie. Problem zaczyna się wówczas, kiedy narcyz spogląda na nas nie z ekranu telewizyjnego czy z telefonu, ale na przykład zza biurka szefa w pracy. Jego tak łatwo wyłączyć się nie da. A jeszcze trudniej jest z narcyzem, z którym łączą nas więzy rodzinne, miłosne lub przyjacielskie.
Życie w towarzystwie narcyza, a właściwie dowolny rodzaj interakcji z kimś takim, zawsze ma swój koszt. Rachunek ten opłacamy stresem, zmęczeniem, energetycznym wyczerpaniem, w końcu własnym zdrowiem. Stąd tak ważne jest, aby nauczyć się przed narcyzami chronić. By to było możliwe, musimy zdobyć dwie umiejętności. Po pierwsze: w porę się zorientować, czy mamy do czynienia z narcyzem i czego możemy się po nim spodziewać. Po drugie: umieć się przed nim bronić, czyli nie pozwolić mu, by odebrał nam energię, dobre samopoczucie czy wręcz zawładnął naszym życiem.
I temu celowi służy ta książka. Zawarte w niej informacje pozwalają odróżnić, z jakim rodzajem narcyzmu możemy mieć do czynienia, po jakich cechach i stosowanych strategiach rozpoznać narcyza, w jakich środowiskach się go spodziewać, wreszcie ― jak sobie z nim radzić. I co równie istotne, przy okazji sprawdzimy, czy sami (nawet nieświadomie) nie sięgamy po narcystyczne zachowania, czym po prostu krzywdzimy innych.
6/10 Ksiazka dobra. Warto. Ale wymaga uzupelnienia. Jesli ktos nie mial do czynienia z tematem narcyzow w polskiej literaturze, to duzo sie dowie. Garsc wartosciowych informacji plus garsc mniej istotnych, w tym wolna interpretacja autora w kwestii niektorych badan czy kwestii. Za duzo kwiecistosci (gdzie redakcja?) wypowiedzi. Plus duze rozdzielenie rol plciowych w przykladach, co juz w dzisiejszych czasach traci myszka, np. obiad gotuje tylko mama a auto naprawia tylko tata z synem itp. Ogolnie jednak wrazenia pozytywne.
Jedna z pozycji, która uświadomiła mnie, ze przez 15 lat byłam w związku z narcyzem. W książce znajdujemy teorie oraz przykłady zachowań osób z zaburzeniami narcystycznymi.
Książka może nie jest zła per se. Natomiast widać, że to zbitka czyiś tekstów i wolnej interpretacji autora. Sam autor nie jest psychologiem tylko socjologiem zainteresowanym tematem i to widać. Plusem tej książki jest to, że nie ma dużo takich pozycji na polskim rynku i książka usiłuje tą lukę wypełnić. Ogólnie warto ..
Parę cytatów:
Narcyz według Reich tworzy stan „zakochania w sobie” właśnie po to, by skompensować sobie skrywany psychiczny dół oraz dyskomfort. Ten stan utrzymuje go w stanie podniecenia, ale trwa tylko do momentu, kiedy nie nastąpi nieuchronna konfrontacja z otaczającą go rzeczywistością, która zakwestionuje jego wielkość. To może być brak odpowiedniej afirmacji ze strony innych lub brak potwierdzenia przekonania o własnej wysokiej samoocenie od napotkanej osoby czy w wyniku zaistniałej sytuacji. Wówczas następuje nagły zwrot akcji, przynoszący skrywaną wewnętrznie skrajną rozpacz, którą narcyz ponownie (by móc się z tego dołującego stanu wyzwolić) musi skompensować aktywnością opartą na samouwielbieniu, jakby sam siebie chciał przekonać, że jest inaczej, niż w rzeczywistości czuje.
Wtedy gorączkowo szuka aprobaty i podziwu innych, aby w tym cieple się ogrzać i przyjść do siebie, zanim nastąpi kolejna informacja zwrotna spychająca go ponownie w rozpacz.
Kernberg, podobnie jak Reich, zauważa, że kiedy przychodzi moment negatywnej weryfikacji oczekiwań narcyza (tutaj Reich używała określenia „negatywna informacja zwrotna”), czyli sytuacja, w której jego dążenia okazują się porażką, bo rzeczywistość czy inni ludzie zachowują się niezgodnie z jego założeniami czy oczekiwaniami, następuje spadek poczucia własnej wartości, objawiający się tendencjami skrajnie depresyjnymi lub też epizodami złości, gniewu, czy wręcz agresji.
Millon doszedł do wniosku, że cechy narcystyczne u konkretnych osób powinniśmy badać na czterech poziomach. Pierwszy nazwał behawioralnym i określił w nim to, w jaki sposób dana jednostka się zachowuje, wchodząc w interakcję z otoczeniem i innymi ludźmi. Drugi to poziom fenomenologiczny, na którym pojawiają się m.in. takie przejawy, jak posługiwanie się zmyślonymi treściami, fantazjowanie czy widzenie siebie w kategoriach osoby zasługującej na podziw i fascynację innych. Na trzecim poziomie, intrapsychicznym, Millon umieścił z jednej strony samooszukiwanie się, w którym jednostka poszukuje powodów do postawy egocentrycznej czy też tworzy alibi, umożliwiające jej postawienie się w jak najlepszym świetle. Z drugiej strony, na tym poziomie znajduje się coś, co Millon nazwał „fałszywą architekturą”, czyli taki system wewnętrznego świata, w którym najbardziej znaczące stają się obszary służące budowaniu jak najwspanialszego obrazu siebie i jednocześnie marginalizowane jest wszystko to, co mogłoby takiemu obrazowi przeczyć. Czwarty poziom to według Millona poziom biofizyczny, na którym manifestowane są nonszalancja i udawany optymistyczny spokój, ale tylko do momentu pojawienia się jakiegoś zewnętrznego bodźca, który wstrząśnie tą kruchą budowlą, a wówczas do głosu dochodzą gniew, wściekłość czy agresja, odsłaniające rzeczywistą wewnętrzną pustkę i beznadzieję.
By skompensować sobie ten upadek wartości, dziecko tworzy więc w swej wyobraźni nowy obraz siebie, w którym otrzymuje podziw i samo staje się obiektem znajdującym się na poziomie, do którego powinni aspirować inni. Buduje więc wizję siebie jako kogoś ustosunkowanego, niezadającego się z byle kim, opływającego w luksus i dostatek, znanego ze swoich wielu talentów i umiejętności. Generalnie taka osoba na tyle silnie tworzy iluzję własnej wyjątkowości, że staje się ona dla niej prawdziwa, niezaprzeczalna i bezdyskusyjna. Każdy więc, kto ośmieliłby się podważać tę wyjątkowość, zostaje automatycznie wrogiem, którego za taką bezczelność należy srodze ukarać.
Oglądając ten serial — do czego gorąco namawiam, ale tym razem pod kątem definiowania cech osobowości narcyza kompensacyjnego — warto zwrócić uwagę na chociażby jedną cechę, którą sygnalizował już w swoich pracach Millon. Otóż narcyz kompensacyjny wydaje się nie słyszeć lub nie dostrzegać wszystkich tych przejawów rzeczywistości, które nie pasują mu do wytworzonego w wyobraźni wspaniałego obrazu siebie. Słyszy i widzi tylko to, co ma potwierdzać jego wspaniałość,
Jednak takie wyjaśnienie nie mieści się w ramach jej „fałszywej architektury”, więc nawet jeśli ktoś próbowałby go użyć, natychmiast stałby się podejrzany — w najlżejszym wypadku o chwilowe zaćmienie umysłu, a w najgorszym o chorobę psychiczną. To ważna cecha, bo to właśnie ona tłumaczy, dlaczego narcyz kompensacyjny sam z siebie nigdy nie uzna, że potrzebna jest mu psychologiczna pomoc czy jakakolwiek terapia.
Ukryty narcyz toleruje więc w swoim towarzystwie wyłącznie potakiwaczy — tych, którzy nie kryją wobec niego swojej potrzeby podziwu i uwielbienia. Stąd wszystkich pozostałych będzie powoli eliminował — albo pozbawiając ich jakiejkolwiek władzy czy profitów, albo też stawiając ich w złym świetle czy w strumieniu oskarżeń o coś, czego nie zrobili. I co najważniejsze — ukryty narcyz nie prowadzi swych okrutnych społecznych strategii własnymi rękami. On do tego wykorzystuje właśnie gromadkę swoich najwierniejszych sługusów, by samemu zawsze być poza wszelkim podejrzeniem. Stąd jego rzeczywiste działania pozostają dla wielu w ukryciu, są niewidoczne i nie budzą najmniejszych podejrzeń.
W rzeczywistości jest najbardziej krwiożerczą bestią z całego stada, której inne bestie służą, jednocześnie bardzo się jej bojąc. Bo jedną z istotnych, ale jednocześnie głęboko ukrytych cech takiego człowieka jest pogarda, którą w swoim wnętrzu obdarza wszystkich naokoło, uznając, że nikt nie dorasta mu do pięt, nikt nie jest tak inteligentny i bystry jak on. Jest gotowy wytykać innym najmniejszy błąd, dając tym samym do zrozumienia, że popełnianie nawet tak małych błędów kompletnie ich dyskwalifikuje. Ludzie, którzy dadzą mu się wciągnąć w tę grę, prędzej czy później będą chodzili wokół niego na paluszkach, byle tylko na nich krzywo nie spojrzał. A zdarza mu się to często, bo gdy już wychowa sobie dwór adoratorów, to nie będzie unikał drobnych gestów niesmaku i niezadowolenia, min, które w ostentacyjny sposób będą wskazywały jego rozczarowanie, zawiedzenie czy odrazę. Bo w ten sposób, za pomocą regularnych upokorzeń, będzie utrzymywał swoją władzę nad innymi.
Wśród różnic wymienia się tutaj to, że histrionik poszukuje uwagi niezależnie od jej rodzaju, podczas gdy narcyz atencjusz poszukuje podziwu i potwierdzenia swojej wspaniałości[6]. Mówiąc inaczej: histrionik czuje nieodpartą potrzebę bycia w centrum zainteresowania, natomiast narcyz, owszem, również ją czuje, ale tylko w pozytywnym znaczeniu.
Wśród nich wymienia na przykład nieproporcjonalne reakcje emocjonalne, szczególnie w sytuacjach utraty uwagi otoczenia. Wtedy następuje rodzaj przyśpieszonego udramatyzowania siebie, by atencję otoczenia odzyskać. Pojawiają się również tendencja do nieszczerych pochlebstw, odwołania do próżności i ego czy też obietnice pozytywnych nagród w zamian za skupienie uwagi.
To jeden z najczęstszych znaków rozpoznawczych narcyza: jest zaabsorbowany głównie sobą, co oznacza, że najbardziej (a często wyłącznie) interesuje go to, co dotyczy jego samego, i jednocześnie uważa, że wszystko inne jest niewarte uwagi, nieinteresujące, a zatem zajmowanie się tym jest po prostu marnowaniem czasu.
Stąd wiedzie prosta droga do kolejnej cechy, ściśle związanej z samozaabsorbowaniem: otóż narcyz nie tylko sam jest zainteresowany sobą, ale również oczekuje (uznając to za absolutnie pewne i naturalne), że inni będą podzielali to zaabsorbowanie.
Interakcje międzyludzkie stanowią przerażający problem dla narcyzów, którzy w głębi duszy są wyjątkowo niepewnymi ludźmi. Jedną z ich ulubionych metod wzmacniania pewności siebie jest wyobrażanie sobie, że są całkowicie samowystarczalni i niewrażliwi na zachowania i uczucia innych ludzi. W rezultacie nie dają po sobie poznać, kiedy czują się niepewnie przez coś, co zrobiłeś lub powiedziałeś. Zamiast tego wybuchają gniewem, co wszyscy robimy, gdy jesteśmy wystarczająco zdenerwowani. Ale narcyzi łączą to z pokazem wyższości. Stają się protekcjonalni, a ich głównym celem w całym tym zamieszaniu jest ukrycie, że wpłynąłeś na to, jak się czują”[2]. Zatem w tej perspektywie, jeśli w rozmowie z narcyzem z niewystarczającym zainteresowaniem i zaangażowaniem śledzisz to, co go dotyczy, to tym samym podajesz w wątpliwość jego wspaniałość i oczywistą wyższość nad Tobą. Tym samym otrzymuje uderzenie w miejsce, które go najbardziej boli i które najbardziej próbuje ukryć (przed światem, ale też przed samym sobą), czyli pewność siebie. A ukrywa ją właśnie poprzez pompowanie autoprzekonania, że jest kimś wyjątkowym, otoczonym przez maluczkich, którzy nie są w stanie sięgnąć jego wyżyn, więc również go dotknąć. To oczywiście iluzja, bo potrafi go nie tylko dotknąć, ale również głęboko zaboleć brak wystarczającego zainteresowania jego osobą — dlatego robi wszystko, by to zainteresowanie na każdym kroku utrzymać, jak drogocenny skarb, który pozwala mu radzić sobie z zakopaną pod dywan, i to w mrocznym cieniu, niepewnością.
Potrzeba otrzymywania podziwu to jedna z kluczowych cech, która dla narcyza jest fundamentem konsekwencji w budowaniu swojego wewnętrznego obrazu. Jeśli narcyz otrzymuje podziw, to jest to dla niego dowód na to, że obraz siebie, jaki tworzy, jest właściwy i niezaprzeczalny.
Bo podziw jest dla narcyza rodzajem religii: to ołtarz, na którym buduje przekonanie o swojej wyjątkowości. A im silniejsze przekonanie zbuduje, w tym większym stopniu uznaje, że podziw należy mu się jak psu kość, więc domaga się go od swojego otoczenia, stosując różne techniki i strategie pozwalające mu go uzyskać.
Jeśli się pojawiają, to jest to jedyny schemat, w którym dziecko szuka potwierdzenia tego, że jest kochane. Stąd właśnie dorosły narcyz dziedziczący ten schemat uprawnień utożsamia pochwałę z miłością. Kiedy więc jest chwalony czy podziwiany, to w systemie odpalają się te same reakcje emocjonalne, które osoba niezniekształcona youngowskim schematem uruchamia, gdy czuje, że jest kochana.
Pochwały u narcyza bywają też strategią manipulacyjną, w której poprzez chwalenie innych stara się uzyskać nad nimi kontrolę, próbując w ten sposób regulować poczucie wartości innych. Wychodzi bowiem z założenia, że skoro podziw wpływa na jego poczucie wartości, to inni przecież również muszą być w ten sam sposób wrażliwi na pochwały. Moglibyśmy więc powiedzieć, że narcyz nie tylko oczekuje podziwu i jest na niego niezwykle wrażliwy, ale sam ten podziw w stosunku do innych reglamentuje, dozując jego dawki w taki sposób, by móc dzięki temu manipulować innymi.
Co więcej — jak zauważa Jamie Cannon, terapeutka specjalizująca się w pomocy ofiarom przemocy domowej — w takich wypadkach narcyz, by obronić swoją rację, jest zdolny do dowolnej strategii, byle tylko jego było na wierzchu. Mówi ona, że „ważnym kluczem do zrozumienia w kontaktach z narcyzem jest jego wyjątkowa zdolność do przekręcania rzeczywistości, wraz z pozornie nieprzeniknionym przekonaniem, że to, co uważa za prawdę, jest absolutne. To sprawia, że komunikacja z narcyzem jest prawie nie do pokonania. Kłótnia doprowadza tylko do niekończącego się zapętlenia, wszelkie rozumowe podejście będzie zupełnie nieskuteczne, a reakcje emocjonalne rozmówcy dadzą tylko narcyzowi więcej amunicji do użycia przeciwko niemu”. I wtedy jakość argumentacji nie będzie już miała znaczenia, bo narcyz broniący swojego oczekiwania konfirmacji będzie zdolny do posługiwania się oczernianiem przeciwnika, dyskredytacją jego pozycji czy wiarygodności. Nie ma takiej broni, za którą narcyz nie chwyci w obliczu zagrożenia swojej wspaniałości na planie zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrznym. I nie trzeba dodawać, jak taka walka — jeśli się w nią zaangażujemy — potrafi nas energetycznie wyczerpać.
Uznają, że w komunikatach, które się do nich kieruje, może być zawarty jakiś osobisty przytyk, krytyka czy dowolna treść, której celem jest zaatakowanie pozytywnego wizerunku siebie — zarówno stanowiącego przedmiot ekspozycji zewnętrznej, jak i konstruowanego wewnątrz. To przewrażliwienie narcyza jest dosyć łatwo wykrywalne, bo przecież jest zdolny do obrażenia się czy strzelenia focha w tych sytuacjach, w których nie przyszłoby to nam nawet do głowy. Co więcej, potrafi we własnej głowie nadbudować całe scenariusze, zgodnie z którymi mała uwaga, niewinny dowcip czy też zupełnie obojętne personalnie stwierdzenie urasta do rangi wielkiego problemu.
By zaś udowodnić czyjąś odpowiedzialność — a więc winę — narcyz posłuży się takimi zniekształceniami rzeczywistości, które nawet nie przyszłyby nam na myśl. Będzie nam wmawiał, że powiedzieliśmy coś, czego nie powiedzieliśmy, czy zrobiliśmy coś, czego nie zrobiliśmy, byle tylko tak odwrócić sprawę, by zachować nienaruszony fundament swojej afirmacji.
Dr Deborah L. Davis, psycholog i autorka książek dotyczących świadomego rodzicielstwa, wskazuje, że narcyzi charakteryzują się nawet rodzajem „kłótliwej” kontroli, czyli takiej, która wymaga od innych bezwzględnego dostosowania się do tego, jak narcyz myśli, jak rozumie swoje pragnienia i cele i dlaczego uważa, że to, by je osiągnął, powinno być również priorytetem dla innych. Osoby narcystyczne są w stanie wymuszać ten rodzaj kontroli wszelkimi sposobami, niejednokrotnie właśnie za pomocą kłótni i awantur.
Zdaniem Seltzera to domaganie się lojalności jest rodzajem mechanizmu obronnego, w którym narcyzi starają się chronić swoje kruche ego przed lękiem przed odrzuceniem.
To strategia, w której narcyz reguluje wobec drugiej osoby poziom idealizacji i dewaluacji, by stale utrzymywać nad tą osobą emocjonalną kontrolę. Mówiąc inaczej: raz bombarduje swoją ofiarę miłością i pochwałami, by innym razem ją odtrącić i pozostawić samej sobie bez wyjaśnienia, co ma spowodować zamierzony silny dyskomfort związany z bólem odrzucenia. W ten sposób narcyz niejako „tresuje” swoją ofiarę, by ta nigdy nie była pewna swego — ani swej pozycji, ani opinii narcyza — dzięki czemu potrafi ją przez lata utrzymywać w emocjonalnym szachu.
Jednak identyfikacja projekcyjna w stosunku do samej projekcji posuwa się o krok dalej. W tym mechanizmie samo przerzucenie nieakceptowanej cechy na inną osobę nie jest już wystarczające. Ulga nie pojawia się tutaj w wyniku możliwości dyskredytowania, obwiniania i karania osoby za wyprojektowaną cechę. Do zilustrowania tego mechanizmu posłużmy się przykładem projekcji: „Jak ty możesz tego nie wiedzieć?”. Wcześniej ulga brała się z samego przerzucenia cechy na inną osobę, co zapobiegało dyskomfortowi wynikającemu z przekonania, że jest się jedyną osobą, która czegoś nie wie.
W identyfikacji projekcyjnej projektor, czyli osoba posługująca się tym mechanizmem, nie tylko przerzuca swoją nieakceptowaną cechę na odbiorcę, ale również go za to karze. Dochodzi tu więc dodatkowy element, w którym pytanie: „Jak możesz tego nie wiedzieć?” przeradza się w oskarżenie: „Skoro tego nie wiesz, to jesteś gorszy i trzeba cię za to ukarać”. Ten zabieg pozwala nie tylko deprecjonować inną osobę, zamiast czynić sobie zarzuty za to samo, ale też przejąć nad nią kontrolę, niszcząc jej poczucie własnej wartości. Oznacza to, że projektor stosuje tę strategię nie tylko po to, by samemu odetchnąć z ulgą, ale też znaleźć ucieleśnienie tego, czego nie może znieść w sobie, i ukarać za to inną osobę zamiast samego siebie.
A to już jest strategia czysto narcystyczna — oto narcyz, przyznając się do jakiejś własnej ułomności lub niedoskonałości, musiałby jednocześnie przyznać przed sobą, że nie jest wystarczająco wspaniały, więc szuka „ucieleśnienia” tego, do czego się nie chce przyznać, w innej osobie, by mścić się na niej za posiadanie tej zaprojektowanej cechy i jednocześnie jej udowadniać, jak gorszą od niego ją to czyni. Dzięki temu może nie tylko odsunąć podejrzenia od samego siebie, ale też wyżyć się na kimś i jednocześnie wciąż we własnych oczach zachować poczucie wspaniałości i wielkości.
Wiemy już, że jedną z istotnych cech wspólnych dla wielu różnych odmian narcyzmu jest niska odporność na krytykę, o czym przekonywał nas dr Leon F. Seltzer, psycholog z Cleveland State University, wskazując, że narcyz nie radzi sobie z krytyką, bo jej przyjęcie oznaczałoby konieczność zmierzenia się z własnymi wątpliwościami na temat swojej wspaniałości, o których najchętniej by zapomniał
April Eldemire z Istytutu Gottmana wprowadza tutaj pojęcie „łatwoobrażalności” (easily offended)[ i wymienia główne źródła takiej tendencji. To niezagojone problemy emocjonalne, poczucie zagrożenia honoru, pozycji, przekonań oraz wizerunku i w końcu mentalny nawyk odbierania wszystkiego zbyt osobiście, z jednoczesnymi niskimi umiejętnościami widzenia spraw z perspektywy innej niż własna, za którymi stoi permanentne poczucie niepewności i niskiej samooceny, czyli coś, co narcyzi najbardziej starają się ukryć.
Okazało się, że tendencja do łatwego obrażania się idzie w parze z niską samooceną, a przecież wiemy, że to pięta achillesowa narcyzów. Narcyzi — co starają się z całych sił ukryć — w rzeczywistości zmagają się z niskim poczuciem własnej wartości i całym szeregiem kompleksów, skazujących ich na poczucie niższości i bycia gorszym. Starają się temu rozpaczliwie zaradzić poprzez zastrzyki podziwu i uznania wspaniałości, mające zagłuszyć koszmar niskiej samooceny, z którym się wewnętrznie zmagają.
To na przykład sytuacja, w której narcyz zostaje przyłapany na tym, że źle obsługuje swój telefon komórkowy, przez co nie działa on właściwie. Natychmiast zaczyna wtedy narzekać na tego, kto wymyślił te konkretne zasady obsługi, i dowodzić, że powinno to wyglądać zupełnie inaczej. Twierdzi, że gdyby to było odpowiednio mądrze wymyślone, to należałoby obsługiwać telefon właśnie w ten sposób, w jaki on to robi. Dobrym przykładem jest też sytuacja, w której narcyz dowiaduje się, że jego wypowiedź kogoś uraziła, i reaguje na to stwierdzeniem, że gdyby ta osoba była na odpowiednim poziomie intelektualnym, to zrozumiałaby, co się do niej mówi, a więc nie mogłaby się o to obrazić.
Jeśli ktoś kradnie mu zainteresowanie otoczenia (nawet niechcący i bez swojego udziału), to staje się jego konkurentem, którego trzeba zwalczyć, by maksymalnie obniżyć prawdopodobieństwo tego, że narcyz może stracić to, w czym się pławił do tej pory, a mianowicie atencję swojej publiczności.
To koncept: „Musisz sobie cenić to, że pozwalam ci ze sobą być, bo tak naprawdę na to nie do końca zasługujesz”. Jednocześnie — co jest cudownym paradoksem — narcyz podważa to przekonanie, będąc zazdrosny w sytuacjach, kiedy na horyzoncie interakcji pojawia się ktoś inny, kto może dotychczasowej ofierze wydać się bardziej atrakcyjny.