Kiedy dziewiętnastoletnia Liv Morton dowiaduje się, że została oszukana przez najbliższą rodzinę, stawia wszystko na jedną kartę. Wyjeżdża z miasta, chcąc spełnić swoje marzenie, jakim jest pójście na studia.
Niestety w trasie dziewczyna ulega wypadkowi, rozbijając swój samochód. Z pomocą przychodzi jej nieznajomy i dużo starszy mężczyzna Hakon Taylor, który oferuje, że ją podwiezie.
Jednak ich przypadkowa znajomość na tym się nie kończy. Mężczyzna jest pod wrażeniem, jakie wywarła na nim młodziutka dziewczyna walcząca o niezależność i postanawia jej pomóc, proponując pracę i dach nad głową. Z czasem zaczyna widzieć w niej coś więcej…
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Serio myślałam; że tego nie czytałam. Jednak na początku zorientowałam się że czytałam to na wattpadzie. Problem w tym, że nie pamiętam kiedy. I raczej nie porwała mnie na tyle żeby o niej pamiętać. Niestety, ale to druga książka Asi, która mnie rozczarowała. Mam wrażenie, że to jakiś regres… z książki na książkę coraz słabiej.
Historia o tym, jak pewien mężczyzna uratował pannę młodą, która podczas ucieczki z własnego ślubu miała wypadek samochodowy.
Liv Morton to dziewiętnastoletnia dziewczyna, która w dniu swojego ślubu dowiaduje się, że została oszukana przez jej najbliższą rodzinę. Ucieczka z miasta skłania ją do spełnienia swoich marzeń i pójścia na studia, które od dawna planowała. Niestety podczas drogi dziewczyna ma wypadek, w którym rozbija swój samochód. Na ratunek przychodzi Hakon Taylor - nieznajomy i starszy od niej mężczyzna, który oferuje jej pomoc. Proponuję jej dach nad głową, a także prace, aby Liv nie została ze wszystkim na lodzie.
Nasza główna bohatera, Liv, przez całą historię była dla mnie takim słoneczkiem, które rozświetlało życie innych ludzi, a w szczególności życie Hakona. Życzliwa, wdzięczna i silna bohaterka - polubiłam ją od razu. Na jej drodze do szczęśliwej relacji i spokojnego życia było wiele kłód podłożonych przez los, jednak ona się nie poddawała i walczyła do końca.
Hakon jest trzydziestoletnim mężczyzną, który ma swój własny zespół rockowy, jednak światowa sława nie sprawiła, że stał się innym człowiekiem. Choć mogłoby się wydawać, że ze względu na sławę i pieniądze, ma on szczęśliwe i ułożone życie, to jednak już z początku dowiadujemy się o zdradzie przez jego własną narzeczoną z jednym z jego kumpli. Mężczyzna mimo tego nie przestał jej kochać. Nadal darzył ją silnym uczuciem, które utrudniało mu zaznanie ponownie pełni szczęścia. Wtedy na jego drodze stanęła Liv, która z czasem stała się dla niego najważniejszą osobą i największym wsparciem.
Ta dwójka nie raz przyprawiła mnie o szczery uśmiech, śmiech, a nawet i łzy wzruszenia. Obydwoje stali się dla siebie nawzajem osobami, które podnosiły się na duchu i wskazywały światełko w tunelu. Pomagali sobie w trudnych momentach, nawet jeśli sami walczyli z przeciwnościami losu. Właśnie to w nich najbardziej kocham, że troszczyli się o siebie, nie wymagając przy tym niczego w zamian. 𝐎𝐝𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐧𝐢𝐞 𝐨𝐬𝐨𝐛𝐲 𝐰 𝐨𝐝𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐧𝐢𝐦 𝐜𝐳𝐚𝐬𝐢𝐞. Stali się oni moją bezpieczną przystanią, w której gra przyjemna i przepiękna melodia dwóch pisanych sobie serc.
Mimo, że książka naszych bohaterów nie jest długa, to jednak jest idealnie wymierzona. Wszystko działo się w swoim idealnym czasie, wprawiając przy tym czytelnika w poczucie rzeczywistości całej historii. Mieli swoje lepsze, jak i gorsze momenty w życiu, które musieli zwalczać. Los podarował im wiele przykrych sytuacji, przez które byli postawieni przed niekiedy ciężkimi wyborami. Oni jednak nadal kroczyli po spełnienie swoich marzeń.
Joanna Chwistek ponownie stworzyła historię, która trafiła prosto do mojego serca, jak i zapewne serc wielu innych czytelników. Sprawiła, że odnalazłam w tej powieści cząstkę siebie, a także siłę, abym i ja kroczyła przed siebie, aby zgarnąć to, na czym mi zależy. Styl pisania Asi jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych. Jej pióro jest lekki i przyjemne, powodując, że mam ochotę czytać jedynie więcej i więcej książek spod jej dłoni. Przez całość przepłynęłam, nie chcąc tylko, aby ta piękna historia się skończyła. Sama chciałabym znaleźć w swoim życiu taką osobę, jaką byli dla siebie Hakon i Liv.
“Już wystarczająco dużo czasu straciłam na zaspokajaniu cudzych oczekiwań. Nadszedł czas, bym zaspokoiła swoje”.
[ współpraca reklamowa: @wydawnictwoniezwykle ]
Miałam naprawdę duże oczekiwania względem "Rytmu naszej melodii" Joanny Chwistek, szczególnie że wcześniej miałam styczność z tą historią na Wattpadzie i wtedy przypadła mi do gustu. Niestety, po ponownym spotkaniu z tą książką, moje odczucia nie są już tak entuzjastyczne. Udało mi się dotrzeć do nieco ponad połowy, bo zawsze staram się dokończyć powieści, które zaczynam, ale niestety, każdy kolejny rozdział sprawiał, że trudno było mi utrzymać zainteresowanie.
Główna bohaterka, Liv Morton, wywołała we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że całe życie była trzymana pod kloszem, co może tłumaczyć pewne jej zachowania. Jednak jej naiwność i niepohamowana potrzeba niezależności były momentami trudne do zniesienia. Mimo bycia dorosłą kobietą, choć młodą, brakuje jej instynktu zachowawczego. Jej decyzje i reakcje były dla mnie frustrujące.
Hakon Taylor, choć starszy od Liv, także nie zawsze był dla mnie przekonujący. Jego nagła potrzeba opieki nad dziewczyną, którą właśnie poznał, była nieco nierealistyczna. Pomimo że jego intencje były dobre, nie zawsze rozumiałam jego decyzje i zachowania wobec Liv. Momenty, w których zmieniał zdanie jak w kalejdoskopie, były dla mnie trudne do zaakceptowania. Fikcja literacka ma swoje prawa, ale czasami ciężko było mi uwierzyć w relację, która rozwijała się między nimi.
Jedyną rzeczą, która pozwoliła mi przetrwać do tej pory książki, było piękne pióro Joanny Chwistek. Jej styl pisania jest lekki i przyjemny, co sprawia, że czyta się ją szybko mimo pewnych irytujących elementów fabuły. Niestety, mimo tego, nie mogłam się zdecydować na kontynuację lektury.
Zdaję sobie sprawę, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, ponieważ "Rytm naszej melodii" czytałam kilka razy na Wattpadzie. Wtedy ta historia mi się podobała, ale teraz? Może zmienił się mój gust literacki, może jestem teraz bardziej wymagającą czytelniczką – trudno powiedzieć. Faktem jest, że tym razem ta książka nie spełniła moich oczekiwań.
Podsumowując, "Rytm naszej melodii" ma swoje mocne strony, takie jak piękny styl autorki, ale niestety nie potrafiła mnie wciągnąć tak, jak poprzednio. Choć historia miała potencjał, nie zdołała sprostać moim oczekiwaniom. Infantylność głównej bohaterki oraz nierealistyczne relacje sprawiły, że trudno było mi czerpać przyjemność z lektury. Jednak jeśli lubisz romanse z elementami dramatu, być może warto dać tej książce szansę.
Dobrze się bawiłam podczas jej czytania, styl pisania jest lekki, przez co szybko się czyta, natomiast zaślepienie Hakona swoją byłą mnie przerosło. Wątek muzyki przejawia się przez całą fabułę, co mi się podobało, a relacja bohaterów była urocza, i oparta na uczuciach, a nie wyłącznie na cielesności. [Współpraca ]
Fajna lekka historia, dobrze bawiłam się podczas czytania. Moja niższa ocena wynika z tego, że bohaterowie wydawali się tacy nijacy, niewiedzący czego chcą i bardzo naiwni. Przez to historia miała w sobie mało realizmu. Oprócz tego było bardzo dużo świetnych momentów między bohaterami. Historia niekiedy tak wciągała, że zapominałam o tym, co mi przeszkadzało i dałam się ponieść.
"Potrzebowałam tylko czasu. Wrócę silniejsza, pewna swoich racji, udowodnię im, że dawna Livia nie istnieje, bo sami ją zniszczyli"
W ważnym dla niej dniu dziewiętnastoletnia Livia Morton odkrywa, że osoby, które bardzo kochała dopuściły się względem niej zdrady i nigdy nie była dla nich ważna. Zderza się boleśnie z rzeczywistością. Dzięki swojej siostrze Dallii dowiaduje się prawdy. Jest załamana, jej wszystkie wyobrażenia okazały się kłamstwem. Wszystko się dla niej zmienia i za namową siostry wyjeżdża z Phoenix, aby spełnić swoje marzenia.
"Zostałam zdradzona przez dwie najbliższe osoby. I okazałam się za słaba, żeby tam zostać i stawić temu czoła"
Wyrusza samochodem, wyposażona w niewielką ilość pieniędzy. Jej celem jest Los Angeles i studia muzyczne, o których zawsze marzyła. Niestety w trakcie podróży dochodzi do wypadku, w którym dziewczyna odnosi niewielkie rany. Pomocy udziela jej przypadkowy mężczyzna.
Hakon Taylor to trzydziestoletni mężczyzna, który już wiele doświadczył. Wracając do domu wraz z psem widzi przewrócone auto. Pomaga dziewczynie i oferuje jej podwózkę, a po tym jak odkrywa, że Liv nie ma noclegu to oferuje jej również dach nad głową na najbliższą noc. Dziewczyna decyduje się skorzystać z propozycji mężczyzny i na następny dzień ma zamiar poszukać zakwaterowania.
Liv jest bardzo ufna i nieświadoma zagrożenia w życiu, które może na nią czyhać. Od początku wychowywana pod kloszem. Robiąca wszystko, co jej ojciec każe. Chciała być perfekcyjną córką, spełnić oczekiwania ojca, dlatego podporządkowywała się każdemu jego poleceniu. Nawet wybierając studia poszła na te, które ojciec jej kazał niż te na które ona pragnęła. Zawsze obowiązywały ją pewne zasady. Miała zakaz głośnego wypowiadania się publicznie czy musiała być idealnie ubrana i tak też musiała się zachowywać. Smutne. Po odkryciu prawdy stawia wszystko na jedną kartę. Wie, że byłaby w stanie poddać się manipulacją ojca, dlatego decyduje się na ucieczkę. Wierzy, że w końcu będzie w stanie zrealizować swoje marzenie. Naprawdę cieszę się, że to zrobiła, tym bardziej że średnio przepadam za bardzo potulnymi bohaterkami.
"- Odpręż się, Liv - mruknąłem, kiedy wyjechaliśmy z parkingu. - Podjęłaś słuszną decyzję. Jesteś wolna. - Obawiam się, że nigdy nie będę wolna - westchnęła głośno. - Prędzej czy później przeszłość da o sobie znać"
Hakon jest rockmanem, bardzo popularnym. On i jego zespół są bardzo sławni, co powoduje, że raczej rzadko ma szansę liczyć na prywatność. Obecnie ma przerwę i coraz bardziej zastanawia się nad tym, aby zmienić swój styl życia na znacznie spokojniejszy. Do tego ma swoje własne problemy. Wychował się w kochającej rodzinie, ma wspaniałych rodziców. Niestety okazuje się, że nie ma on szczęścia w miłości. Ma złamane serce, cierpi. Rozstał się ze swoją narzeczoną, która bardzo go zraniła. Mimo, że trochę czasu już minęło to jednak dalej nie potrafi o niej zapomnieć. Szkoda, było mi go żal, bo naprawdę jest to sympatyczny bohater.
"Nie zasługujesz na to, by cierpieć - szepnęłam, a on się uśmiechnął. - Nie cierpię - zapewnił mnie szybko. - Mam ciebie Liv"
Oboje cierpią. Oboje zdradzeni przez bliskie im osoby. Oboje kochają muzykę.
Bohater jest zafascynowany Liv i mimo, że jej nie zna to już się o nią troszczy. Podziwia, że walczy o swojej szczęście. Jednak się o nią martwi, bo uważa, że nie zna prawdziwego życia. Po tym jak widzi jak dziewczyna jest ufna i prawie decyduje się na to, aby zamieszkać w podejrzanej okolicy proponuje jej pracę. Liv będzie u niego mieszkać i gotować a podczas jego nieobecności opiekować się jego psem i domem. On będzie jej za to płacił i będzie czuł się spokojny, że jest bezpieczna. Dodatkowo bardzo mu się to podoba, że dziewczyna nie wie kim on jest. Jest dla niej zwykłym mężczyzną. Hakon, po prostu Hakon, a nie sławny artysta.
"Odzyskałem spokój, nareszcie poczułem ulgę. To było najlepsze wyjście dla nas obojga. Oszalałbym, gdybym musiał zostawić ją w tamtym miejscu i zamierzałem płacić tak horrendalną sumę, żeby tylko ze mną została i mieszkała w bezpiecznym miejscu"
Bardzo dobrze im się ze sobą mieszka. Liv realizuje swoje marzenia, a mężczyzna bardzo jej w tym pomaga. Przede wszystkim gdyby nie Hakon to sądzę, że bohaterka nie dałaby rady. Przynajmniej na początku, gdyż z czasem się zmienia, co bardzo mi się podobało. Stała się odważna i nie czuje już wyrzutów sumienia, że "zawiodła" ojca. Zdobywa przyjaciół, zaczyna korzystać z życia studenckiego. Robi wszystko co wcześniej nie było jej dane. A Hakon to cudowny mężczyzna. Jest troskliwy, opiekuńczy i pilnuje, żeby nic jej się nie stało. No normalnie prawie idealny facet. Pomaga Liv spełnić marzenia i wspiera ją w ich realizacji, czego ona zawsze potrzebowała.
Im dłużej ze sobą przebywają, tym coraz bardziej się do siebie zbliżają. Początkowo są bliskimi przyjaciółmi, gdzie z czasem pojawia się pomiędzy nimi napięcie i coś więcej. Liv czuje, że zaczyna jej coraz bardziej zależeć na mężczyźnie. Jednak... Hakon nie chce się zaangażować. Jest rozdarty. Uważa, że jest dla niej za stary, a przede wszystkim dalej coś czuje do swojej byłej narzeczonej. A ona z kolei nie ma zamiaru pozwolić, żeby on o niej zapomniał. Robi wszystko, dosłownie wszystko, żeby mężczyzna do niej wrócił. To było straszne babsko. Macie ochotę czasami zrobić krzywdę jakiemuś bohaterowi książki? No właśnie 😂 u mnie to właśnie była ona. To ten typ, który wzbudza wiele emocji, ale zdecydowanie nie pozytywnych. Czy Hakon będzie w stanie o niej zapomnieć? Czasami miałam wielką ochotę nim potrząsnąć, ale rozumem, że nie da się od tak odkochać. Ponadto, z jednej strony trochę ciężko mi było zaakceptować jego zachowanie w stosunku do Liv, ale jednak z drugiej jego zachowanie było dosyć uzasadnione. Nie chciał żeby dziewczyna cierpiała. Zawsze kieruje się jej dobrem i stopniowo stara się iść do przodu.
"Lepsza część mnie krzyczała, że powinienem ją zostawić w spokoju, że muszę najpierw wyprostować swoje życie, że ona zasługuje na kogoś lepszego. Byłem jednak pewny, że na całej kuli ziemskiej ta dziewczyna nie znajdzie faceta, któremu zależałoby na niej bardziej niż mnie. Nie istniał nikt, to uwielbiałby ją bardziej niż ja. I przede wszystkim oddałbym za nią swoje życie i zrobiłbym dla niej dosłownie wszystko"
Czy Hakon da sobie szansę na szczęście? Czy uwolni się od swojej byłej? Czy Liv zyska serce mężczyzny?
Ich relacja była piękna, a zarazem pełna bólu i walki. Walki o szczęście, bo co chwilę pojawiają się pewne trudności. Czy dają radę je przezwyciężyć?
"Rytm naszej melodii" czytałam jeszcze na wattpadzie i już wtedy książka bardzo przypadła mi do gustu. Jest to fajny i przyjemny romans, ale nie brakuje wielu emocji czy napięcia. Dużo się tu dzieje, bardzo dużo. Byli bohaterzy, których bardzo polubiłam i tacy, których nie. Również pojawili się tacy, których dało się polubić z czasem. Mimo, że średnio przepadam za motywem age gap to tutaj ta różnica prawie nie była wyczuwalna. Tak samo jak w przypadku motywu friends to lovers. Po jednej lekturze unikałam tego motywu, a tutaj był on bardzo dobrze przestawiony. "Rytm naszej melodii" to książka, którą pochłania się w jeden wieczór. Do tego ta okładka - jest prześliczna. Piękna oprawa i wciągająca treść? To tutaj znajdziecie. Polecam, miłego!
Ps.Powiem szczerze, że z chęcią przeczytałabym książkę o losach siostry bohaterki i jej przyjaciółki, choć wiadomo jak się skończyła.
Zacznijmy od tego, że wybór tej książki był przypadkowy. Rozglądałam się za lekkim romansem, ale niestety go nie znalazłam. Po opisie można wywnioskować, że główna bohaterka w końcu ma stanąć na własnych nogach i iść przez życie na swoich zasadach, jednak co do tych kwestii mam pewne wątpliwości. Nie ma nic złego w połączeniu wątku ucieczki, rozpoczęcia nowego rozdziału w życiu ze znalezieniem miłości, jednak nie do końca przekonuje mnie przedstawienie tego w ten sposób, ponieważ wątek miłosny stał się głównym motywem, wręcz przewodnim. Nie byłoby w tym nic złego, bo spodziewałam się, że tak to będzie wyglądać, jednak mam pewne zastrzeżenia. Po pierwsze Liv chce zacząć nowy rozdział w życiu i tak się dzieje, ale tylko poniekąd. Jej życie podporządkowane zostało Hakonowi, który umożliwił jej spełnienie marzeń. Poza tym Liv nie zajmuje się niczym innym (oprócz gotowania). Czy to według bohaterki miało oznaczać życie na własną rękę? Nie widzę tutaj większej różnicy pomiędzy tym życiem, a poprzednim. Oczywiście nie tańczy już tak jak jej zagra ojciec, ale jakoś ciężko mi pogodzić się z faktem, że potencjalnie dobry wątek został spłycony na rzecz jakże wielkiej miłości. Po drugie przez przynajmniej 200 stron książki (na 300) Liv podkreślała jak bardzo chce się uwolnić od ojca i nie jest gotowa na konfrontację. Myślę, że większość czytelników liczyła na coś dłuższego niż tylko wspomnienie po czasie na temat powrotu ojca Liv do jej życia. Byłam bardzo rozczarowana tym faktem. Wiem, że jednotomowe książki są teraz bardzo modne, zwłaszcza w wymiarze 300 stron, jednak zrezygnowanie z opisania tak ważnej konfrontacji jest moim zdaniem błędne i niecelowe. Wygląda to tak jakby autorka nie miała już pomysłu na to co napisać, bo przecież mamy najważniejsze - wielką miłość, beznadziejnie i obleśnie napisane sceny seksu. Nie rozumiem po co w ogóle wprowadzać dość trudny wątek jakim jest porzucenie swojego dotychczasowego życia z jednocześnie wiszącą groźbą odnalezienia przez ojca na rzecz innych wątków, które mi osobiście latały i powiewały, jak np. zaginięcie przyjaciela Hakona, który jak się oczywiście okazało (co było wiadome od początku) był przez ten cały czas u jego ex. Dostaliśmy już nauczyciela Liv to po co jeszcze do pakietu kolejny? Widać było, że jest to stworzone ,,bo tak", nawet sam główny boahter był bardziej zajęty myśleniem o: ,,odstającym tyłku i sterczących cyckach" Liv... Po trzecie - sceny zbliżeń. Przez chwilę tylko zastanawiałam się kto dopuścił to do publikacji, ale znalazłam odpowiedź, gdy sprawdziłam wydawnictwo - wtedy wszystko stało się jasne. To już mój błąd, że nie rzuciłam okiem przy zakupie, jednak wypadałoby zachować chociaż jakieś granice przyzwoitości. Czy są ludzie na świecie, którzy uważają, że takie sceny są podniecające i intymne? Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, bo gdybym miała usłyszeć takie teksty w kulminacyjnym momencie to automatycznie cała atmosfera by wyparowała. Po czwarte - bohaterowie. Są płascy, przezroczyści i bez żadnego charakteru. Niektórzy są, bo mają określone zadanie do spełnienia jak np. James albo nauczyciel Liv, a kolejni, czyli główni bohaterowie są napisani w sposób przewidywalny i aż nadto oczywisty. Mamy antagonistów, mamy faceta, który myśli tym co ma w spodniach oraz biedną sierotkę marysię, która jest tak seksowna, że głowa mała i każdy, oczywiście KAŻDY chciałby ją mieć. Liv powinna nabrać trochę charakteru, jednak nie dość, że jest cały czas zagubiona to na dodatek nie potrafi dodać 2 do 2. Hakon natomiast zgrywa księcia, ale to, że nie potrafi się zdecydować to nic. Nie przeszkadza kochać mu jedną, uprawiać z nią seks, a następnie fantazjować o kolejnej. A mówią, że to kobiety są niezdecydowane. Po piąte - redakcja tej książki nie należy do najgorszych, jednak zdarzają się błędy ortograficzne, stylistyczne czy interpunkcyjne. Zdania są zbudowane niepoprawnie, jest bardzo dużo powtórzeń i zbędnych opisów. Tak naprawdę gdyby wyciąć powtarzające się zdania, myśli bohaterów (które swoją drogą stanowią plątaninę) to książka spokojnie liczyłaby z lekko ponad 200 stron. Wydawnictwo NieZwykłe powinno w końcu posłuchać i zacząć przeprowadzać porządną weryfikację tego czy korekty naprawdę są przeprowadzane. W tym przypadku wydawnictwo również zawiodło. Nawet te patetyczne i oczywiste oraz pozbawione wyrazu myśli bohaterów można by ubrać w inne słowa. To wszystko sprawia, że ta książka jest po prostu słaba, jednak nieirytująca. To nie było coś czego bym nie znała, ponieważ schemat jest zawsze taki sam - główna bohaterka trafia na przystojnego i bogatego mężczyznę, który ma koneksje oraz węża boa w spodniach. Zakończenie było pospieszone. Nie podobał mi się pomysł z zaręczynami na koncercie. Swoją drogą Liv musi mieć poważne braki po tym jak ojciec trzymał ją pod kloszem, ponieważ w dzień koncertu nie jest w stanie domyśleć się, dlaczego wszyscy są elegancko ubrani, włącznie z nią oraz dokąd tak naprawdę jadą. Książka miała potencjał, jednak rozwodzenie się nad pierdołami przez 3/4 bez rozwiązania najważniejszych kwestii przekreśliło wszystko.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Historia która pokazuje jak osoby, które kochamy, darzymy szacunkiem, jesteśmy gotowi zrobić dla nich naprawdę wiele potrafią wbić nam nóż w serce i jeszcze bardziej go przekręcać, aby ból był większy. Liv i Hakon to bohaterowie, którzy zostali oszukani, zranieni jednak miłość czasem potrafi zaślepić oczy do takiego stopnia, że nie zauważymy, że przed nami stoi potwór.
Liv to bohaterka, która już po pierwszych stronach dała mi odczuć jak bardzo jej ojciec wpłynął na jej życie. Ciągłe kontrolowanie, granie według jego zasad, jednak wszystko kończy się kilka chwil przed ceremonią ślubną, kiedy odkrywa, że jej szczęśliwe życie to wielkie kłamstwo. Jest to bohaterka, która wzbudzała we mnie ogrom emocji, kiedy na jej drodze pojawił się tajemniczy mężczyzna wraz z psem nie sądziła, że od tej pory jej życie będzie czymś, o czym głęboko marzyła. Miłość dziewczyny do skrzypiec jest odczuwalny jednak żałuję, że nie dostaliśmy tego wątku troszkę więcej. To jak zmienia się przy Hakonie, jak szybko nawiązuje z nim nić porozumienia jest naprawdę piękne. Z każdym kolejnym rozdziałem widziałam, jak dziewczyna próbuje żyć w końcu na swoich zasadach. Bolało mnie jak dziewczyna musiała walczyć o uczucia z byłą mężczyzny, która wciąż była głęboko w jego sercu.
Hakon to bohater, który przykuwa uwagę od pierwszego momentu. Ten mężczyzna ma w sobie to coś były momenty, w których lekko mnie irytował. Jego stosunek do byłej był powiedzmy szczerze dziwny i w początkowych rozdziałach trudno było mi zrozumieć jego zachowanie. Jednak, poznając całą historię mogłam spojrzeć na całą sytuację inaczej. Po prostu Sophia była dla Hakona kimś, kim tak naprawdę nie była na co dzień. Oszukiwała go i mamiła zarówno swoimi wdziękami jak wywoływanym poczuciem winy. Dopiero gdy na jego drodze pojawiła się Liv było to dla niego jak mocne uderzenie w głowę, przebudzenie z długiego snu. Ta dziewczyna była dla niego światłem, oddechem nową melodią, która zakradła się w każdy zakamarek jego duszy, jak i ciała.
Liv, i Hakon zyskali moją sympatię tak samo jak rodzice mężczyzny. Zostali wykreowani na wyrozumiałych kochających swojego syna rodziców, jak również na bardzo młodzieżowych, co było naprawdę super. Przyjaciele Hakona byli przezabawni, a ich próby pokazania przyjacielowi, jaki skarb znalazł się pod jego domem był cudowny. Jedyne, czego zabrakło mi w tej książce to chyba większej konfrontacji z ojcem Liv, spodziewałam się jakiegoś wielkiego bum, ale niestety nic takiego się nie wydarzyło. Końcówka bardzo mnie zdezorientowała byłam gotowa na kolejną stronę, a tu pusto. 🤣
Książka to najnowsza propozycja od Joanny Chwistek. Autorka jest mi już znana i bardzo podoba mi się jej styl pisania. Ta opowieść zapowiadała się ciekawie jednak po jej przeczytaniu muszę powiedzieć, że mnie melodia nie porwała.
Liv od najmłodszych lat znajduje się pod wpływem ojca, jest jego oczkiem w głowie i na wszelkie sposoby stara się sprostać jego oczekiwaniom. Jednak dosłownie chwilę przed własnym ślubem dziewiętnastolatka, dostaje dowody na zdradę zarówno ojca jak i narzeczonego, który notabene został wybrany przez jej ojca. Młoda kobieta stawia wszytko na jedną kartę, ucieka, postanawia żyć po swojemu i spełniać swoje marzenia. W czasie podróży ma wypadek, z pomocą przychodzi jej dużo starszy nieznajomy, który pomaga jej stworzyć nowe życie od podstaw.
Książka ma ciekawą i stosunkowo lekką fabułę, która skupia się na działaniach młodej dziewczyny, która wchodzi w dorosłość, uciekając od rodziny po raz pierwszy w życiu musi podejmować samodzielne decyzje, musi się starać i pracować, nie mogąc polegać na nazwisku czy rodzinnej fortunie. Kobieta na szczęście zyskuje sprzymierzeńca, który przeją się historia nieznajomej i postanawia jej pomóc. Relacja nastolatki i starszego mężczyzny jest skomplikowana ale stopniowo nabiera na sile, zaczynają od relacji powiedzmy służbowej, poprzez przyjaźń kończąc na miłości.
Książka zawiera sporo ciekawych i popularnych motywów takich jak age gap, swojego rodzaju slowburn, problemy rodzinne, niedokończone sprawy z przeszłości, do tego szeroko rozbudowany motyw muzyczny, który przewija się przez całą fabułę. Historia jest też wielowątkowa, przy czym zdecydowanie najbardziej rozbudowanymi wątkami są ten romantyczny i związany z nieudanym związkiem Hakona z przeszłości. Ubolewam, że autorka nie rozwinęła odrobinę bardziej wątków związanych z ucieczką Liv czy jej rodziną, bo był tam spory potencjał i ja osobiście wyczekiwałam w tym porządnej dramy. Jednak pomiędzy ostatnim rozdziałem i epilogiem mamy przeskok czasowy, w którym ten temat potraktowany jest bardzo ogólnie.
Historia sama w sobie jest ciekawa, czyta się ją lekko, swobodnie i szybko. Śmiało można ją przeczytać w kilka godzin czy podczas jednego wieczoru. Fabuła jest lekka i powiedziałabym, że dynamiczna ale także bardzo przewidywalna. Znajdziemy tu sporo zabawnych scen, trochę erotyzmu oraz lekki dramacik. Ja osobiście nie potrafiłam zaangażować się w nią emocjonalnie i choć książka mi się podobała to czuję spory niedosyt.
" To ciebie szukałem całe swoje życie - szepnął. - Bez ciebie jestem niekompletny. Jesteś moją drugą, lepszą połową, Liv. Nie mogę bez ciebie żyć".
W dzień, który powinien być dla Liv najpiękniejszy, dzieją się rzeczy, których nie była w stanie nawet sobie wyobrazić. Zdrada najbliższych boli. I wymusza na dziewczynie drastyczne kroki. Liv wyjeżdża z miasta. Planuje sięgnąć po swoje marzenia i pójść na studia. I wtedy dziewczyna ulega wypadkowi....
Z pomocą przychodzi jej nieznajomy mężczyzna. Przystojny, empatyczny i dużo starszy. Jako proponuje, że ją podwiezie. Jednak coś nie pozwala mu zostawić dziewczyny samej. Młodziutka Liv wywiera na nim olbrzymie wrażenie swoją siłą i determinacją. Hakon proponuje jej pracę, mieszkanie i pomoc. Jednak z czasem Hakon zaczyna widzieć w Liv coś więcej....
Nie jest tajemnicą, że uwielbiam Asię w każdej historii. Każda ma w sobie to coś, co sprawia, że książkę ciężko odłożyć.
Historia Liv i Hakona nie jest prosta. Duża różnica wieku i sytuacje życiowe w jakich oboje się znajdują nie ułatwiają sprawy. Mimo że z upływem czasu oboje zaczynają czuć coś więcej niż zwykłą przyjaźń, nie będzie łatwo przebić się przez to co było.
Jestem pod ogromnym wrażeniem Liv. To młodziutka dziewczyna, która przeszła naprawdę wiele i to przez najbliższe jej osoby. Jestem pod wrażeniem jej determinacji, żeby osiągnąć to, co jest jej marzeniem. Jak ciężko pracuje na sukces. I jak mimo tak trudnego początku pnie się w górę. Jej empatia, dobre sece i cudowna kuchnia trafiają wprost w serce Hakona.
Mężczyzna jest pogubiony. Jego też ktoś bardzo zranił, choć w zupełnie inny sposób niż Liv. I choć on sam jest cudownym mężczyzną, jest kompletnie zagubiony. A do tego dochodzą wyrzuty sumienia, że myśli o dużo młodszej kobiecie w taki a nie inny sposób.
Czy oboje będą w stanie przezwyciężyć przeszłość?
⬇️⬇️Asiu, porwałaś mnie w świat muzyki, którą zresztą uwielbiam. Porwałaś,nie do Los Angeles. I porwałaś mnie do domu Hakona, gdzie pewien czworonożny przyjaciel skradł moje serce. Uwielbiam Liv I Hakona I to jak pięknie pojawiła się przyjaźń a później w niewymuszony sposób pojawiły się głębsze uczucia. Różnica wieku między bohaterami dodaje pikanterii. A siła z jaką walczą o to na czym im zależy rozczula. Uwielbiam Twoje pióro pod każdą postacią 😍 Czy to w Darku, czy w słodkiej historii. Polecam I czekam na kolejne❤️
"Rytm naszej melodii" to najnowsza książka Joanny Chwistek, która odkrywa przed nami inne oblicze pisarskiej strony autorki 😁
Do tej pory książki Asi dołączyć mogłyśmy raczej do grona tych "intensywniejszych" w których spodziewać się można było dynamicznej akcji, wielu zaskoczeń a także pewne było, że ktoś gdzieś będzie cierpiał a my najprawdopodobniej razem z nim...
Tym razem w książce "Rytm naszej melodii" spotkacie się z historią dwóch bohaterów, którzy początkowo zostali zranieni "do żywego" przez osoby trzecie, jednak w wyniku zwykłego przypadku wpadają na siebie, a z biegiem historii ich losy splecione są ze sobą coraz mocniej ❤️ brzmi słodko i uroczo co nie? Fakt tak to początkowo wygląda jednak i w tej cudnej opowieści znajdą się czarne charaktery, które będą próbowały uprzykrzyć im życie i być może nie dopuścić do tego co właśnie Liv i Hakona zaczyna łączyć...💥 Czy zatem znalazły się w tej historii momenty kiedy nasze serca miały być łamane na pół i składane ponownie w całość? Czy może jednak mimo stworzenia pozorów spokoju stało się coś co spowodowało, że serca nam się roztrzaskały na amen?🤔 Nie odpowiemy ale podpowiemy, że warto było sięgnąć po ten tytuł 😎
Powyższa powieść to zdecydowanie jedna z tych spokojniejszych książek autorki gdzie znajdzie się mniej gwałtownie podjętych przez bohaterów decyzji, będą oni spokojniejsi i bardziej zrównoważeni ale i równie niesamowici jak Ci których poznałyśmy w innych tytułach oraz będzie mniej nazwijmy to życiowych problemów i dramatów dzięki czemu zdecydowanie warto po nią sięgnąć po ciężkim dniu, kiedy mamy ochotę na totalny odpoczynek i chillout.
W powyższej powieści możecie się spotkać z: *Age gap *Friends to lovers *Potrzebą akceptacji rodzica *Potrzebą manipulacji dziećmi przez rodziców dla własnych korzyści
*Chęć zaspokojenia swoich aspiracji cudzym kosztem W naszej opinii wisienką na torcie byłoby zawarcie w książce nawet jednej sceny z koncertu Hakona, który w końcu był wokalistą bardzo popularnego zespołu rockowego lub moment jak np. Śpiewa albo gdzieś gra ❤️ ale to tylko oczywiście nasze "fanaberie" 😉
Jeżeli macie ochotę na lekką historię, która Was odpręży ale przy tym i nieco w pewnym momencie... rozgrzeje 😈 to zdecydowanie będzie to historia dla Was 😎 polecamy 😊
Tak właśnie określiłabym to co spotkało Liv i Hakon.
Ich historia rozpoczyna się od niefortunnego wypadku.
Zarówno Hakon i Liv raczej nie spodziewali się tego, że wypadek samochodowy może połączyć ich los.
•● ,, – Uciekłaś z balu, księżniczko? – zażartowałem, próbując rozluźnić atmosferę i patrząc na tiul, który niemal wylewał się z auta, oraz diadem na jej głowie.
– Ze ślubu. Z własnego ślubu." •●
I wiecie co? Livia to młoda dziewczyna, ma przed sobą całe życie, a prawie ugrzęzła w niesamowitym bagnie, które na pewno nie było jej spełnieniem marzeń. 🥹
Za to Hakon to dojrzały facet, który jest gwiazdą, rozpoznawalny i spełniający swoje marzenie. A zarazem czuły sympatyczny, spokojny i opanowany.
To spotkanie, zmienia wszystko w ich życiu.
Moment, w którym Liv zostaje uratowana przez Hakon jest jednym z punktów zwrotnych ich historii. Livia zdecydowanie zaimponowała Hakonowi swoją wolą walki, tym że walczy o siebie, a jednocześnie tym że nie odpuszcza i dąży do celu jaki sobie wyznaczyła. Hakon, mimo wieku, potrafi niesamowicie dobrze dogadać się z młoda współlokatorką. Tym bardziej, że obydwoje kochają muzykę i działają w tej dziedzinie.
Historia i świat jaki stworzyła Asia to moja prywatna przystań. Niesamowicie urzekło mnie to jak wszystkie te elementy układają się w całość ich historii. Fabuła jest slow burnem dlatego rozwija się powoli, ale to tak niesamowicie pasuje i spina całość. Bohaterowie mają charaktery, które mimo różnic bardzo do siebie pasują.
Bardzo podoba mi się fakt, że Liv z początku stwarza pozory dziewczyny z bogatego domu, a okazuję się być kompletnie inną osobą. Zresztą Hakon, też może wydawać się się być gwiazdą, a fakt tego jaki jest prywatnie i w swoim zaciszu domowym jest totalnie inny.
Czytając „Rytm naszej melodii” nie zabrakło u mnie łez wzruszenia i ciepłego uśmiechu, który nie mógł się nie pojawić. Polecam wam tę historię, bo uważam że jest dla każdego i pokazuję, że warto gonić za marzeniami i nie poddawać się mimo wszelkich przeciwności losu.🥹💜 Oceniam ją zdecydowanie 10/10 Jeszcze raz chciałbym podziękować Asi za możliwość wzięcia tej historii pod swoje skrzydła i móc się z wami dzielić, wstawiać fragmenty i przekonać was do przeczytania.
➡️Liv Morton to dziewiętnastolatka, której życie nie oszczędzało. Dowiaduje się, że została oszukana przez swoją najbliższą rodzinę, co totalnie burzy jej świat. Postanawia uciec z miasta i zawalczyć o swoje marzenia – pójść na studia. Liv wyrusza w drogę, ale niestety, nie wszystko idzie zgodnie z planem. Już na starcie rozbija samochód. Z pomocą przychodzi Hakon Taylor – tajemniczy, dużo starszy mężczyzna, który ją ratuje.
➡️Liv Morton to postać, która od razu wzbudza sympatię. Młoda, pełna energii i zdeterminowana, by walczyć o swoje marzenia. To jedna z tych bohaterek, z którymi łatwo się utożsamić, zwłaszcza jeśli sami kiedyś musieliśmy stawić czoła trudnym wyborom. Jej relacja z Hakonem to mieszanka ciepła, niepewności i... pewnego rodzaju magii.
➡️Hakon to postać pełna kontrastów. Z jednej strony twardy, doświadczony życiem rockman, z drugiej – opiekuńczy mężczyzna, który nie boi się pokazać swojej wrażliwości. Ich różnica wieku (12 lat), dodaje pikanterii tej relacji.
➡️Ich relacja, początkowo pełna niepewności i dystansu, z czasem przeradza się w coś znacznie głębszego (ich pierwszy pocałunek to scena, która na długo zostaje w pamięci). Hakon, który początkowo traktuje Liv jak dziecko, stopniowo odkrywa, że jest ona kimś więcej.
➡️Nie brakuje tu trudnych tematów – zdrada, manipulacje, intrygi. To wszystko sprawia, że książka jest pełna emocji. Muzyka odgrywa ważną rolę w życiu bohaterów. Hakon jest rockmanem, a Liv marzy o świecie nut i skrzypiec. Każda scena z muzyką w tle ma w sobie coś magicznego, coś, co sprawia, że czujemy się jakbyśmy tam byli, słyszeli te dźwięki na żywo.
➡️To opowieść o miłości, która rodzi się w najmniej spodziewanym momencie, o walce o swoje marzenia i odkrywaniu siebie na nowo. Ta książka to prawdziwa perełka, która zasługuje na miejsce w Waszej biblioteczce.
Do przeczytania skusił mnie jeden fragment zauważony w mediach, potem opis zachęcił ale cóż, ta książka do mnie w ogólnie nie trafiła. Jej oceny są bardzo wysokie i byłam pewna,że mi również się spodoba ale nie każdemu wszystko może podpasować. Mamy tutaj dziewiętnastoletnią Liv Morton, która została zdradzona przez najbliższe osoby i postanawia uciec od swojego dotychczasowego życia, chce być odpowiedzialna za siebie i ma w końcu zacząć podejmować swoje decyzje, jednak nie jest to takie proste, kiedy podczas ucieczki ulega wypadkowi. Z pomocą przychodzi jej nieznajomy i dużo starszy mężczyzna Hakon Taylor, który oferuje, że ją podwiezie. Mężczyzna nie mówi jej, czym tak naprawdę się zajmuje, nie chce żeby kolejna osoba patrzyła na niego tylko przez pryzmat sławy. Znając już twórczość autorki, liczyłam na coś więcej. Tutaj bohaterowie byli dla mnie tacy nijacy, w pewnych momentach książka już mi się dłużyła, nie czułam żadnej więzi ani z Hakonem,ani z Liv. Główną bohaterkę odbieram jako taką głupiutką dziewuchę, niby chce zacząć życie po swojemu, na swój rachunek, chce podejmować samodzielne decyzje, a kończy się na tym, że z tej samodzielności było niewiele i zaczęła być zależna w pewnym sensie od Hakona. Główny bohater, niby dorosły facet a sam nie wie czego chce, niby nadal kocha byłą ale nie chce jej w swoim życiu a potem swoim zachowaniem sobie zaprzecza. Niby wie jak to być robionym w balona, jak to być tym drugim czy nawet czwartym, a robi to samo Liv ,może nie obiecuje jej niczego ale swoim zachowaniem robi jej nadzieję. Styl pisania autorki sprawia,że łatwo i szybko można przebrnąć przez historię. Niestety ta pozycja nie była dla mnie ale zachęcam do wyrobienia sobie własnej opinii♥
Moim zdaniem książka jest bardzo prostolinijna. Nie ma zbyt dużo wątków pobocznych, albo nie są one tak rozległe i odbiegające od głównej linii fabularnej, przez co czyta się ją bardzo szybko.
Jeśli chodzi o styl pisania, to osobiście nie podobało mi się to, że autorka bardzo często powtarzała jakieś kwestie czy wyjaśnienia. Nie wiem ile razy było wspomniane, że siostra głównej bohaterki zawsze stawiała się ojcu albo, że była głównego bohatera go zdradziła z jego przyjacielem. Jakiekolwiek sceny erotyczne są przerysowane, a autorka zdaje się nie znać innych określeń na męskie przyrodzenie niż „fiut”i „kutas” (sporadycznie pojawia się „penis”)
Co do bohaterów… „Okej” to słowo, które mi się nasuwa podczas ich opisywania. Nie są ani wyjątkowo rozbudowani i ciekawi, ale mają jakieś tam charaktery co chroni ich przed byciem „nijakimi”. Niektóre z nich takie jak Miranda czy członkowie zespołu Hakona mogłyby być trochę bardziej wyraziste. Główna bohaterka - Liv cierpi na typowe Daddy issues. Wymagający ojciec trzymający ją pod kloszem zmienia się na Rockmana zamykającego ją na cztery spusty w swoim wielkim domu i zmuszającego wszystkich do jej pilnowania.Ich różnica wieku jest delikatnie zastanawiająca, ale to już kwestia gustu (w końcu Bohaterka jest już dorosła). Strasznie denerwowało mnie to, jaką kalekę życiową z niej zrobili. Rozumiem, że ojciec oczekiwał od niej perfekcyjności, ale jak na osobę, która miałaby przejąć i zarządzać wielką firmą była strasznie… nieudolna, nadmiernie ufna i nierozeznana w ludziach, sytuacjach i problemach, jakie mogłyby ją spotkać.
Ogólnie słowo „okej” opisuje całą tą książkę. Nie jest to szczyt literatury romantycznej, ale nie jest to też jej upadek. Ot taka książka do przeczytania w kilka dni bez głębokich przemyśleń.
This entire review has been hidden because of spoilers.
„Miłość była ślepa, wiodła po niezbadanych drogach i zadawała mnóstwo bólu i cierpienia.”
🎻 Joanna Chwistek i jej nowa historia „Rytm naszej melodii” skradnie nasze serca. Autorka przygotowała dla nas emocjonalną przejażdżkę. Stworzyła cudownych bohaterów, których losy polubimy i zaangażujemy się w ich życie. Joanna Chwistek na wspaniałe pióro. Wie jak zaintrygować czytelnika. Pisze ona lekko, przyjemnie i zrozumiale. Czujemy, że autorka odnajduje się w tym co robi. Fabuła jest ciekawa i wciągająca. Bohaterzy sprawią, że będziemy śledzić ich losy z zapartym tchem. Liv żyje w świecie wykreowanym przez ojca, aż pewnego dnia jej siostra nakierowuję ją na właściwą drogę. Liv jest zaradna, odważna, przyjacielska, miła, kochana, sympatyczna, uczuciowa, troskliwa, opiekuńcza i delikatna. Jest słoneczkiem, które rozjaśni życie niejednej osobie. Gra na skrzypcach i odnajduję się w tym idealnie. Hakon jest gwiazdą rocka. Jego życie bywa przewrotne. Jest cudownym mężczyzną, o wspaniałym i dobrym sercu. Odważny, pewny siebie, zaborczy, opiekuńczy, inteligentny, przystojny i kochany. Hakon skradnie wiele serc, w tym zdecydowanie nasze. Ta dwójka poznaje się zupełnie przypadkiem. Chociaż to może było przeznaczenie? Ich relacja zaczyna się od przyjaźni, a przemieni w coś jeszcze piękniejszego. Razem będą odkrywać nowe życie. Są dla siebie wsparciem i darzą się szacunkiem. Czuć od nich chemię i przyciąganie. Razem przeżyją dobre i zle chwilę, które wzmocnią ich więź. Znajdziemy tu również sceny zbliżenia. Są one delikatne i napisane ze smakiem i przyjemnością. Pojawią się tu ciekawe motywy, takie jak friends to lovers, slow burn, walka o marzenia i one house trope. Wątek muzyki jest ciekawy i świetnie poprowadzony. Historia jest przyjemna i trzyma w napięciu. Wywołuje w nas sporo emocji, przez co spędzimy z bohaterami cudowny czas. Joanna Chwistek nigdy nie zawodzi. Sprawi, że pokochamy bohaterów i całą otoczkę. Ogromnie polecam wam zapoznać się z losami Liv i Hakon’a. Gwarantuje, że nie będziecie odczuwać znudzenia! 🎻
To moje drugie spotkanie z twórczością autorki na papierze i muszę przyznać, że tą historia podobała mi się o wiele bardziej🙈 (co nie oznacza, że pierwsza była zła bo też mi się podobała🫣)
Już jak sugeruje tytułu książka rządzi muzyka. Liv to dziewczyna, której udało się wyrwać z domu i w przypływie wolności pragnie spełnić swoje marzenia i grać na skrzypcach. Hakon to natomiast frontman kapeli rockowej, starszy, bogaty, ale z na maksa pogmatwanym życiem.
Ich relacja nie przebiega gładko i szczęśliwie. Jak cień podążające za nimi widmo toksycznej rodziny Liv i pogmatwane dawne relacje Hakona nie dają im chwili wytchnienia.
Nie brakuje smutnych momentów, niespodziewanych zwrotów akcji, tych uroczych i namiętnych fragmentów, ale też tych przy których niesamowicie się śmiałam.
Jest to naprawdę wciągająca, przyjemna i intrygująca historia przy której spędziłam niesamowity czas.
Reakcja bohaterów była cudnie poprowadzona. Dopełniali się, wspierali i pomimo oporów ciągnęło ich do siebie niesamowicie co autora bardzo dobrze przedstawiła.
"Rytm naszej melodii" to luźna i klimatyczna historia idealna na samotny wieczór z książka, bo czyta się ją naprawdę przyjemnie i szybko.
Z przyjemnością poznałabym więcej szczegółów co do dalszego życia bohaterów, bo po końcówce czuję niesamowity niedosyt😩
Historię Liv i Hakona miałam okazję poznać już na Wattpadzie, gdy była jeszcze publikowana pod innym tytułem. I już wtedy skradła moje serce. Bycie małą częścią tej książki jest czymś naprawdę wzruszającym.
Cała ta pozycja wywołała we mnie mnóstwo emocji. Od samego początku polubiłam się z bohaterami i od początku wkręciłam się w tą pozycję. Kreacja bohaterów nie tylko tych pierwszoplanowych była niesamowita. Niektórych polubiłam bardziej niektórych mniej . A jeszcze niektórych chcialam potrząsnąć by zmienili swoje zachowanie.
Liv jest bohaterką, której najpiękniejszy dzień w życiu okazał się jednym wielkim koszmarem i iluzją. Osoba której niesamowicie ufała zraniła ją a fakt, że wiedziała o tym była naprawdę bolesna. Pod wpływem emocji oraz po rozmowie z siostrą postanawia zaryzykować i zacząć żyć tak jak ona chcę i wkońcu chcę zbliżyć się do spełnienia swoich marzeń. Nie sądziła jednak, że początek jej nowego życia nie będzie wyglądać tak jak myślała. W wyniku małego wypadku na jej drodze pojawia się Hakon.
Hakon to mężczyzna, którego życie mimo, że na pozór ma wszystko tak naprawdę nie ma nic. Założył zespół z swoimi przyjaciółmi z którym wyruszał w trasę koncertową. Jednak nie chwali się tym. Sława mimo wszystko nie zmieniła jego jako człowieka.
Bliska osoba wbiła mu nóż prosto w plecy. Mimo tego trudno mu przestać kochać tą osobę. Bo nie łatwo jest znienawidzić osoby, której oddało się serca. Nawet jeśli zostaliśmy przez nią skrzywdzeni. Na swojej drodze pojawia się Liv. Nie spodziewał się, że jej obecność w jego życiu tak wiele zmieni i już nic nie będzie takie samo. A przede wszystkim, że pomoże dziewczynie w momencie w którym będzie potrzebowała tego najbardziej.
Liv i Hakon to bohaterowie, których polubiłam od samego początku. Są to postacie z którymi można bardzo szybko się zżyć i w niektórych przypadkach również utożsamić.
Relacja wyżej wymienionej dwójki rozczulała mnie bardzo. To jak powoli mogłam widzieć jak ich relacja ulegała zmianie. Jak spędzali ze sobą coraz więcej czasu. Jak powoli się otwierali na siebie. Jak opowiadali o swoich pasjach, zainteresowaniach. O swojej przeszłości. Każdy ich najmniejszy gest, spojrzenie, uśmiech powodował szybsze bicie mojego serca. Wszystko działo się w odpowiednim tempie. Nic nie działo się za szybko ani za wolno. To jak Hakon troszczył się o główną bohaterkę było przecudowne. Był dla niej w stanie zrobić naprawdę wiele. To jak dbał o jej komfort i dobre samopoczucie było piękne.
Napięcie pomiędzy nimi było wyczuwalne. W niektórych momentach moje serce biło niesamowicie szybko.
Jednak jeśli myślicie, że wszystko jest kolorowe to muszę Was rozczarować. Przeszłość ma to do siebie, że wraca w najmniej oczekiwanym momencie. I to co wydawało nam się nierozerwalne wcale takie nie jest. Niektóre decyzję bywają bolesne. Czasem musimy się zatrzymać i przede wszystkim pomyśleć czego tak naprawdę oczekuję się od życia i, że strach czasem ma tylko wielkie oczy. I warto zawalczyć o miłość.
Ta historia pokazała mi, że czasem warto zaryzykować i dążyć do spełnienia swoich marzeń. Nawet jeśli uważamy je za mało realne. Warto dążyć do ich spełniania. Że czasem warto zaryzykować i zawalczyć o swoje szczęście oraz miłość. Oraz, że prawdziwą miłość możemy znaleźć przypadkiem wcale jej nie szukając. I z tą odpowiednią osobą możemy być sobą i nie musimy udawać silnych bo ta jedna jedyna osoba zaakceptuje nie tylko nasze zależy, ale również wady. I nie będzie podcinała nam skrzydeł a będzie nas pchać do rozwoju i w momentach zawahania wesprze nas i zmotywuje do bycia jeszcze lepszą wersją siebie.
~ Rytm naszej melodii ~ [Współpraca reklamowa z @wydawnictwoniezwykle ] ~ Nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mi się spodoba. Owszem, podjęłam się współpracy nad tym tytułem, ponieważ opis mnie zaciekawił, ale nie myślałam, że wciągnie mnie aż tak, że przeczytam ją na jednym posiedzeniu. Jest to romans między dwoma muzykami. Ona dopiero zaczyna, a on jest znanym rockmanem. Mamy tutaj motyw Age gapu, co uwielbiam w książkach. Historia dzieje się trochę szybko, jak na moje gusta, ale w przypadku tej książki nie przeszkadzało mi to zbyt bardzo. Miło spędziłam czas podczas czytania i z trudem potrafiłam się oderwać. Czy wrócę kiedyś do tej pozycji? Jest na to spora szansa. Nie jest to książka, której dałabym pięć gwiazdek, bo brakowało mi tego „wow”, jednak i tak uważam to za dobrą książkę.
Trochę się zawiodłam choć sądzę, że miało potencjał. Samo to, iż główna bohaterka uciekła z własnego wesela mnie zainteresowało, ale dla mnie zbyt szybko zrozumiała, że ojciec stosował wobec niej przemoc psychiczną. Relacja między głównymi bohaterami wydawała mi się w pewnych momentach toksyczna, a typowi staje na każde jej mrugnięcie! Nie jestem doświadczona ani nie jestem facetem, ale trzydziestolatek chyba umie już panować nad takimi sprawami, prawda? Wątek z ojcem też mnie zawiódł. Do końca myślałam, że będzie konfrontacja, która będzie typową dramą między rodzicem a dzieckiem - (spoiler) nic takiego się nie wydarzyło i dostaliśmy jedynie opis, że takie coś było! Zagadka z ciążą mnie zaciekawiła, jednak i tak ostatecznie też się zawiodłam. Fajnie, że chociaż toksyczność Sophii była dobrze przedstawiona👍
Niestety, ale ostatnio autorka mnie zawodzi. Kilka jej książek było naprawdę świetnych, takich, że dawałam 5 gwiazdek, bo był super styl pisania, świetni bohaterowie i dopracowana fabuła, ale teraz mam wrażenie jakby jej książki pisała całkiem inna osoba. Już któryś raz totalnie się zawodzę. Bohaterowie są jacyś tacy nijacy, trochę głupiutcy, fabuła też leci tak sobie, a przy tym ten styl pisania jakby autorka zamiast robić w tym postępy, szła bardziej do tyłu. (nie mówię już tylko o tej książce, a również o kilku ostatnich, które od niej czytałam)
Nie wiem, serio przykro mi to pisać, bo są historie od Joanny Chwistek, do których do tej pory wracam, bo tak bardzo je uwielbiam. Potem nastawiam się na coś super, a tam niestety zawód.
uwielbiam książki Asi, a z każdą kolejną kocham styl pisania autorki coraz bardziej, chociaż mogłoby się wydawać że już się nie da! a jednak, kolejna historia, jeszcze lepsza od poprzednich i później trudno wybrać jedną, jedyną ulubioną, bo każda z nich ma w sobie coś wyjątkowego, za co je tak wszystkie uwielbiam!
o książce słyszałam naprawdę dużo jak ta była jeszcze publikowana na wattpadzie, niestety wtedy nie miałam okazji jej przeczytać, więc jeszcze z większą niecierpliwością czekałam na premierę papierowej wersji. historia to połączenie wielu świetnych motywów min różnicy wieku, lecz nie tylko! od pierwszych stron niesamowicie szybko czytało mi się tą pozycję, a zarazem chciałam robić to najwolniej, żeby jeszcze nie rozstawać się z Liv i Hakonem.
po raz kolejny Asia wykreowała cudownych bohaterów, mimo, że z początku Liv mogła wydawać się trochę dziwna przez fakt, w jakim środowisku została wychowana, ale po ucieczce sprzed ołtarza i przed ojcem została kompletnie inną osobą, a to wszystko dzięki pomocy Hakona, którego od samego poczatku bardzo polubiłam i stał się on kolejnym kandydatem na ksiązkowego męża!
Od czasu do czasu potrzebuję czegoś lekkiego do czytania. I ta książka była takim przerywnikiem. Lekkie pióro autorki sprawia że czyta się ją szybko.
Bohaterowie są dość ciekawi . Pomysł na historię również.
Marzenia...warto je mieć i dążyć do ich realizacji. Warto mieć cele....należy pamiętać,że życie jest tylko krótką chwilą I nie powinna się dostosować go do czyichś wyobrażeń...
Miłość,szacunek powinna iść w parze. Zdrada zawsze pozostawi po sobie ślad.
Historia Hakona i Liv skradła kawałek mojej duszy. To kolejna książka Asi, która wzbudziła we mnie ogrom emocji, jednak ta historia, to coś innego... piękniejszego. Z pewnością będę wracać do świata Liv i Hakona. Na długo zostaną w mojej głowie. Polecam z całego serca i jestem pełna podziwu, jak Asia z każdą kolejną książką udowadnia mi, że mogę się zakochać w jej twórczości jeszcze bardziej niż wcześniej.
W dużej części tę książkę przesłuchałem. Była okej, przyjemnie się czytało. Pod koniec ciężko było mi ciężko się za nią zabrać, ale jak już usiadłem to doczytałem do końca. Sama w sobie historia przyjemna jednak nic szczególnego 😊